100 lps t.1 F-16
100 lps t.2 PZL-23
100 lps t.3 Mi-24
100 lps t.4 PZL-7
100 lps t.5 MiG-29
100 lps t.6 PZL-37
100 lps t.7 PZL-11
100 lps t.8 MiG-21
100 lps t.10 Mi-8
100 lps t.13 Su-22
100 lps t.15 PZL-130
100
lps t.17 C-130
100 lps t.18 MiG-15
100
lps t.20 Su-7
100
lps t.21 Mi-14
100
lps t.24 Leonardo M-346 Bielik
100
lps t.26 Jak-23
100
lps t.29 TS-11 Iskra
100 lps
t. 30 MiG-17
100
lps t. 32 Ił-28
100
lps t. 33 MiG-19
100
lps t. 37 I-22 Iryda - polska(bez)nadzieja
100
lps t. 40 SM-1 - prekursor
100
lps t. 41 MiG-23 - niedoceniony
100 lps t. 43 Mi-2
- Czajnik do wszystkiego
100
lps t. 45 TS-8 Bies - najbardziej polski
100
lps t. 48 An-2 - ulubiony pterodaktyl
100
lps t. 49 PZL W-3 Sokół - śmigłowiec do wszystkiego
100 lps t. 50 An-26
- dobry samolot
100
lps t. 51 Black Hawk - śmigłowiec symbol
100
lps t. 52 Su-20 – typ przejściowy
100 lps t. 54 Ił-14 – lepsza kiła niż skok z Iła
100 lps t. 55 SH-2G Seasprite – polskie lotnictwo pokładowe w całej
okazałości
100
lps t. 57 An-28/M28 - gorzki sukces
100
lps t. 59 i 62 Jak-11 i Jak-18 - samoloty szkolno-treningowe Jakowlewa
100 lps t. 63 SW-4 - marketingowa porażka do
kwadratu
100
lps t. 66 Jak-12 - samolot prawdziwie wielozadaniowy
wtorek, 6 sierpnia 2019
CASA 295M udany zakup
Patrząc na komponent lotniczy
naszej armii można stwierdzić, że najlepsza sytuacja sprzętowa jest w
lotnictwie transportowym oraz, ogólnie rzecz biorąc, szkolno- treningowym. Lekkie
samoloty transportowe An-28/M-28 zapewniają szkolenie, przewóz niewielkich ładunków
oraz do kilkunastu pasażerów. Transport najcięższych ładunków zapewniają nam
Boeingi C-17 Globemaster III w ramach godzin lotu przypadających Polsce w programie
SAC (Strategic Airlift Capability). Niejednorodnie przedstawia sie sytuacja w
klasie średniej. Tu, w wyższym przedziale masowym, leciwe i wysłużone Herculesy
z coraz większym trudem wypełniają stawiane im zadania. Najlepiej sytuacja
przedstawia się wśród typowych średnich samolotów transportowych, gdzie zgrabne
i nowoczesne CASA C-295M dźwigają na swych płatach główny ciężar transportu ładunków
i ludzi w kraju oraz nieodległej zagranicy. Co bardzo ważne, trzy użytkowane w
Polsce typy transportowców obsługiwane są w centrach serwisowych znajdujących
się w kraju.
Zakup C-295M był pierwszym dużym
kontraktem na pozyskanie nowej techniki lotniczej z zagranicy po zmianach
ustrojowych przełomu lat 1980/90, ze znacznym udziałem offsetu, choć
praktycznie była to klasyczna transakcja wiązana - akcje PZL Warszawa-Okęcie za
samoloty transportowe. W ten sposób uratowano przed upadkiem historyczny zakład
lotniczy, choć co do zasadności i prawdziwych intencji tej transakcji zdania do
dziś są podzielone. Faktem jest, że od ponad dekady zakład nie produkuje już
samolotów, jest jednak ważnym ogniwem w łańcuchu dostaw koncernu Airbus, który
w międzyczasie wchłonął zakłady CASA, a udział "Okęcia" w produkcji
elementów C-295M jest naprawdę znaczący. Cóż, globalizacja. W sumie transakcja
odbyła się bez większych perturbacji, podobnie jak wymiana starzejących się Anów-26
na nowa technikę. "Casy" szybko zadomowiły się na polskim niebie i na
naszych lotniskach wojskowych stając się przysłowiowymi końmi roboczymi sił
powietrznych. Z czasem dokupiono kolejną ósemkę kompletując pełną
szesnastosamolotową eskadrę.
W tomiku poświęconym samolotowi
CASA C-295M duet Fiszer-Gruszczyński przedstawił zgrabny tekst, choć niestety
nie wolny od błędów, o czym dalej. Na wstępie znajdujemy nieco o historii
zakładów CASA i o rozwoju ich linii samolotów transportowych, której
zwieńczeniem, jak na razie, jest C-295M, także w wersjach specjalistycznych:
morskiej patrolowej/zwalczania okrętów na/podwodnych, samolotu wczesnego
ostrzegania i kontroli przestrzeni powietrznej po Gunshipa. Dalej aż 26 stron o
służbie samolotów w Polsce, 6 opisu technicznego i kolejne cztery o C-295MPA
Persuader. Trudno uwierzyć, że ten ostatni rozdzialik nie jest zawoalowanym
product placement. Do tego sześć stron o zakładach PZL Warszawa-Okęcie. Szkoda,
że zamiast zdjęć kilku produkowanych tam samolotów pokazano zdjęcie makiety
Skorpiona, ni to samolotu bojowego, ni to demonstratora technologii. Na uwagę
zasługuje porządny i w wielu wypadkach ładny materiał zdjęciowy, choć
publikacja ponad dziesięciu zdjęć z jednej sesji trąci nudą.
Trochę zamieszania jest na str. 9
gdzie podpis zdjęcia podaje inne liczby pasażerów niż tekst - może wystarczyło
podpis uzupełnić o wersję maszyny. Kolejny już raz Autorzy piszą o produkcji
"z", a nie "na licencji", str. 10, 12. Zdjęcie na str. 14
pokazuje samolot w barwach Kazachstanu, a nie jak podpisano Republiki Czeskiej!
"Zapas paliwa na samolocie", str. 14 też nie brzmi dobrze. "Poza
28 rządowymi CN-235 hiszpańscy użytkownicy odebrali również sześć cywilnych
maszyn tego typu", str. 18. Samoloty 019 i 020 to czwórka, a nie para,
str. 29. "Wszystkie dwadzieścia osób na pokładzie zginęły ...", str.
31. Co ciekawe, po za wyświetlaczami w kabinie jest także "kilka
awaryjnych przyrządów", str. 37. Podpis pod zdjęciem na str. 43 mówi o
skokach spadochronowych i desantowaniu tary; czy nie było dostępne zdjęcie
związane z tematem? Jeszcze słabiej jest na str. 61, gdzie w opisie zdjęcia
jest mowa o detektorze anomalii magnetycznych, którego w samolocie widocznym na
zdjęciu zwyczajnie nie ma. Na zdjęciu dwie strony dalej widać go doskonale. Na
Okęciu produkowano samoloty Junak 2. LWD Junak nie był produkowany seryjnie,
str. 51. Opis techniczny ułożono niekonsekwentnie, gdyż w odróżnieniu od całego
płatowca, opis usterzenia umieszczono za opisem systemów awionicznych, str.
54-57. Dalej, str. 58, j podano wymiary kół 24,0 x 7,7 i 28,0x9,0-12 bez
podania jednostek - zapewne chodzi o cale.
Ogólnie - fajny samolot w przyzwoitej
publikacji.
Fiszer P., Gruszczyński J.
Tomik
12, C-295M
Edipresse Polska S.A.
64 strony, w miękkiej oprawie.
Liczne zdjęcia.
powiązane wpisy:
wtorek, 30 lipca 2019
Lotnictwo 6/2019, nie tracę nadziei
Lotnictwo
regularnie czytam od samego początku, jeszcze czasów „Lotnictwa Wojtkowego” i
pewnie czytał będę dopóki będzie to możliwe. Nie ukrywam też, że wkurzał mnie
coraz bardziej obniżający się poziom czasopisma, czemu dałem wyraz we wpisie dotyczącym pierwszego w tym roku numeru. Dalej różnie było, jednak ciągle na
poziomie takim, że przy większych opóźnieniach w dystrybucji kolejnych numerów
powoli przyzwyczajałem się do myśli o rychłym „zejściu” tytułu. Nawet chciałem o tym
napisać, jednak jak zwykle były ciekawsze tematy. Pojawił się jednak numer
czerwcowy, nadal dostępny na rynku, który przywrócił mi nieco wiary i nadziei.
W końcu im więcej i porządniej o lotnictwie tym lepiej.
Mój top numeru to:
1.
Dole i niedole polskich MiG-ów-29; autorstwa
A. Gołąbka i A. Wrony. Artykuł przedstawia w sposób zwięzły, chronologiczny
najważniejsze wydarzenia w historii Fulcrumów z biało-czerwoną szachownicą, skupiając się na incydentach, wypadkach oraz katastrofie, jakie się zwłaszcza ostatnio przydarzyły samolotom tego typu. Dużo ciekawych, nie zawsze znanych faktów,
okraszonych ciekawymi, nierzadko mało znanymi zdjęciami. Do tego mini wywiady
ze znanymi pilotami i technikiem MiGa-29. Słabością materiału sa opisane niżej
błędy i niedociągnięcia redakcyjne.
2.
Miasiszczew 3M. Bison B i C;
Druga część monografii tego ciekawego, oryginalnego samolotu. Historia
służby bombowców, tankowców oraz „dziwoląga” WM-T- Atlant. Artykuł dostał tak
wysokie miejsce bardziej ze wzglądu na ciekawego bohatera i jego historię, niż
na tekst zawierający błędy i stwierdzenia co najmniej dyskusyjne.
3.
Douglas A-26 (B-26) Invader. Powstanie i
rozwój; minimonografia tego ciekawego, choć trochę
spóźnionego na II wojnę światową szturmowca, autorstwa Leszka A. Wieliczko. Jak
zwykle porządny kawał roboty, nie ma się do czego „przyczepić”.
4.
Modernizacja techniczna amerykańskiego
lotnictwa wojskowego; Tomasz Kwasek przybliża plany
rozwoju amerykańskiego lotnictwa na rok finansowy 2020. Możemy się
dowiedzieć, na co, ile i w jaki sposób Wuj Sam wydaje miliardy dolarów
podatników. Po przebiciu się przez zawiłości budżetowo-księgowe pojawiają się
dane dotyczące liczby kupowanych, modernizowanych lub dopiero konstruowanych
maszyn latających i sprzętu kosmicznego, z podaniem przyprawiających o zawrót
głowy sum, oczywiście w USD.
5.
Siły Powietrzne Norwegii:
Kolejny odcinek cyklu prezentującego siły powietrzne państw świata. Tym razem
nasz prawiesąsiad z północnego-zachodu. Lotnictwo, podobnie jak kraj, nie za
duże, ale mocne i nowoczesne.
Oczywiście są błędy i wątpliwości.
W przypadku pozycji 1: "... dochodzące
do granicy eksploatacji starsze maszyny Mikojana - MiG-21, str. 14; Absurdalne
jest stwierdzenie, że "sprawność samolotów spadła ze względu na planowane
obsługi i prace godzinowe", w takim razie lepiej by ich nie robić, str.
15; Kazachstan nie leży na Dalekim Wschodzie, str. 17; Anatolij Kwoczur nie był
oblatywaczem, a pilotem doświadczalnym, str. 18; "... rozpadło się łożysko
prądnicy efektem, czemu towarzyszył huk ...", str. 21. "... załoga
odczuła jako szarpnięcie płatowca, jego automatyczne otwarcie i urwanie czaszy
spadochronu", str. 24; "... kontrolki świecące o kompletności
kół", str. 26; "...wymianę
wzmacniacza statecznika pionowego ..." str. 32. Do tego jeszcze cztery
literówki. Autorzy jak zwykle nie popisali się starannością.
Jeszcze gorzej jest w przypadku
Miasiszczewa: "... przypadki zrywu strumienia powietrza na skrzydłach
...", str. 65; "... zwalania się w duże przechyły ...", str. 65;
"Była to bomba atomowa o mocy ekwiwalentu 320 ton trotylu", czyli
tylko 0,32 kt? str. 67; "... dwóch
bomb o kalibrze do 500 kg", str. 71; Autor nie może się zdecydować, czy
chodzi mu o bazę w mieście Engels, czy bazę "pod Engels, str. 71;
"Statecznik z prostą krawędzią natarcia ...", str. 71; Komlesnyj
zamiast Kompleksnyj, str. 72; "... wąż do tankowania zakończony stożkową
końcówką o długości 50 m ...", str. 72; "... pilotażu ciężkiej
maszyny z płynnym zwiększaniem prędkości lotu", str. 73; "M-4
charakteryzował się minimalną masą pustego samolotu - 40,6 % ...", str.
74; Stwierdzenie, że wyposażenie amerykańskie było "bardziej ekonomiczne"
od radzieckiego budzi spore wątpliwości. str. 74; podobnie jak kolejne, że
popularność silników NK-12 zahamowała rozwój silników dwuprzepływowych, choć w
rzeczywistości, to brak efektywnych i niezawodnych silników dwuprzepływowych
wpłynął na "popularność NK-12, str. 74.
W innych artykułach też kilka
"kwiatków" znalazłem; "... osprzęt pozwalający na skrócenie
tempa prac oraz podwyższenie ich jakości", str. 56; "Ich przymusowe
lądowanie w Rosji, początkowo będące horrorem, przemieniło sie nieoczekiwanie w
dużą wojenna przygodą z różnymi przyjemnościami", str. 79.Widać, że poziom autorów jest bardzo różny. Szkoda, że potencjalnie najciekawsze dla mnie artykuły zostały szczególnie beztrosko potraktowane przez swoich aktorów oraz redakcję.
Ponownie, pomimo ciekawych tematów
i świeżych informacji, pozytywne wrażenie psują liczne, jak na miesięcznik o
lotnictwie zbyt liczne, błędy i niedopatrzenia. Z drugiej strony widać wyraźną poprawę jakości tekstów z bieżącymi informacjami z kraju i ze świata.
wtorek, 23 lipca 2019
Fokker F28/70/100 – Fokkera odrzutowa rodzina, jedyna
Jedną z najstarszych, najbardziej
znanych, o znaczącym wkładzie w rozwój światowego lotnictwa była firma Fokker.
Ostatnimi jej produktami były rodziny samolotów pasażerskich o napędzie
turbośmigłowym – F27/50/60 oraz odrzutowym F28/70/100. Znamiennym jest fakt, iż
obie konstrukcje bazowe okazały się maszynami udanymi, niezawodnymi,
ekonomicznymi, o dobrych właściwościach eksploatacyjnych, o dużym potencjale
modernizacyjnym, wpisującymi się w potrzeby wielu linii lotniczych,.
Potwierdzeniem tych cech było powstanie nowych odmian obu maszyn dostosowujące
je do zmieniających się potrzeb rynku oraz wykorzystujących możliwości
opracowanych w międzyczasie technologii, w szczególności w zakresie awioniki i
napędu. I tu rodzi się pytanie, jak dysponując dwoma dobrze sprzedającymi się
produktami (F-50, F-70/100) firma mogła zbankrutować? A jednak stało się, 15
marca 1996 r., po76 latach istnienia firma Fokker przeszła do historii.
Samolotowi F28 Fellowship poświęcono
36 zeszyt Samolotów pasażerskich świata. Klasycznie już tekst zaczyna się od
krótkiej historii zakładów Fokkera, koncentrując się na samolotach
pasażerskich, przedwojennym modelu F VII i powojennym F27, obu wyznaczających nawe
standardy w komunikacji lotniczej. Dalej znajdziemy analizę okoliczności w
jakich powstał pierwszy, i jak się miało okazać, ostatni samolot pasażerski
Fokkera z napędem odrzutowym. Historia konstrukcji, budowy prototypów i
użytkowania maszyny zajmuje główną część tomiku. Dalej mamy rozwój modyfikacji,
najpierw większego F100, a później mniejszego F70. Na koniec jeszcze rozdzialik
o F28 w Polsce, raczej jako częstym swego czasu gościu naszych lotnisk, niż
latającym ze znakami SP-..., gdyż był krótko tylko jeden SP-FNF. Na zakończenie
krótka historia linii Aerolineas Argentinas. Po za tym są rysunki w trzech
rzutach, niestety z nieczytelnym wymiarowaniem, oraz przykładowa aranżacja
kabiny.
Do tego liczne fajne zdjęcia, nie za duże, dobrej jakości. Wszystko
byłoby blisko idealnego, jak dla mnie, tomiku gdyby nie kilka błędów: Samoloty
trafiły do linii Martinair, nie do Martinairów, str. 19; Nie do końca wiadomo,
po co w F28 1000C były drzwi cargo, skoro "do załadunku służyły standardowe
drzwi pasażerskie”, str. 21; „… próby prędkości minimalnego oderwania”, str.
22; „… komputerowe systemy wspierania projektów.”, str. 31; „… zmniejszenie
obciążenia pracy załogi.”, str. 32; Na str. 45 błędnie podpisano zdjęcie z
rzekomo prototypem PH-MKC F70; 809 miejscowy F70, str. 48; W tabeli z danymi
nie podano jednostki skosu skrzydła, str. 56.
Mogło być lepiej.
Bondaryk P.,
Petrykowski M.
Samoloty Pasażerskie Świata
Tom 36, Fokker F28/70/100
Edipresse Polska
S.A.
64 strony, w
miękkiej oprawie.
Liczne zdjęcia.
Powiązane wpisy:
niedziela, 14 lipca 2019
Tu-134 - radziecka Caravelle
Niezależnie od tego, jaki mamy
pogląd na radzicką myśl techniczną, trzeba przyznać, że w ewolucyjnym rozwoju
swoich konstrukcji lotniczych osiągnęli mistrzostwo świata. Nie wnikając w to
ile było kopiowania i pożyczania idei od innych, a ile rzeczywistej rodzimej
myśli konstruktorskiej, przystosowywanie kolejnych konstrukcji, ba całych ich
generacji, do specyficznych lokalnych warunków, w tym poziomu technologicznego
zakładów przemysłowych, i standardu obsugi odlegzch lotnisk było klasą samą w siebie.
Nie inaczej było w przypadku
samolotu pasażerskiego Tupolew Tu-134, który był pierwszym udanym samolotem
pasażerskim o napędzie odrzutowym w Bloku Wschodnim. Wywodzi się on od
pierwszego bezśmigłego liniowca Kraju Rad - Tu-104, który z kolei był
"wariacją na temat" bombowca Tu-16. Na podstawie Tu-104 opracowano
mniejszy model oznaczony Tu-124, w identycznym układzie konstrukcyjnym
dolnopłata z dwoma silnikami umieszczonymi u nasady skośnych, smukłych
skrzydeł. Impulsem do dalszego rozwoju konstrukcji było bardzo pozytywne
wrażenie, jakie wywarł na Nikicie Chruszczowie lot francuskim samolotem
pasażerskim SE 210 Caravelle, w szczególności komfort lotu, niski poziom hałasu i niewielkie wibracje
w kabinie pasażerskiej. Podobnie jak we francuskiej inspiracji silniki przeniesiono
na pylony w końcowej sekcji kadłuba.
Zmusiło to konstruktorów do
przekonstruowania usterzenia z klasycznego w układ T, Innym skutkiem zmian
konstrukcyjnych było schowanie dźwigara skrzydła pod podłogę, co zlikwidowało
charakterystyczny "stopień" w kabinie pasażerskiej nad centropłatem.
Konstrukcja okazała się udaną, trwałą, niezawodną, dostosowaną do standardu
lotnisk ZSRR. Co więcej, dla linii lotniczych wielu z państw satelickich Związku
Radzieckiego Tu-134 stał się przepustką do towarzystwa "linii
odrzutowych". Nie inaczej było w PLL LOT, gdzie pierwsza maszyna pojawiła
się w roku 1968. Samoloty tego typu służyły też w słynnym 36 pułku do przewozów
VIPów, aż do czasu zastąpienia przez kolejne Tupolewy - Tu-154M. w Lotnictwie
wojskowym ZSRR samolot znalazł też szerokie zastosowanie, nie tylko jako
salonka, ale przede wszystkim maszyna do szkolenia nawigatorów bombowców. W tej
roli wykorzystywany jest do dziś.
Sam tomik - klasyka. Dobry tekst, o
grafice nawet nie wspominając. Prezentowanymi liniami lotniczymi są tym razem bułgarskie
Balkan.
Co do "usterek", nie
udało się ustrzec kilku: nie jestem pewien, czy hermetyczna kabina miała
stanowić podstawową zaletę odrzutowców, gdyż już ostatnie liniowce tłokowe
takową posiadały, str. 6; pisząc o nowych amerykańskich samolotach pasażerskich
pominięto Convair'a CV 880/990, str. 7; mniejsze drzwi pasażerskie, przejęte od
Tu-124 miały wymiar 0,7 x 1,3 m. Podobnie owe powinny mieć 0,7 x1,61, a nie
odwrotnie, str. 19; MTO wzrósł - masa raczej wzrosła, str. 35; drzwi o
wymiarach 1,61 x 10,9 m to chyba przesada, str. 42.
Do finału serii pozostało pięć
zeszytów. Pozostaje trzymać kciuki, aby do końca dotrzymali ten, zupełnie
przyzwoity poziom.
Bondaryk P.,
Petrykowski M.
Samoloty Pasażerskie Świata
Tom 35, Tu-134
Edipresse Polska
S.A.
64 strony, w
miękkiej oprawie.
Liczne zdjęcia.
Powiązane wpisy:
wtorek, 9 lipca 2019
Mi-8 - niezniszczalny klasyk
W historii lotnictwa nie ma chyba
drugiego, tak popularnego i długowiecznego śmigłowca, jak Mi-8, którego produkcję
seryjną rozpoczęto w roku 1965, a najnowsze wersje znajdują się nadal w
produkcji i jak na razie nie widać realnego ich konkurenta. Jedynie o dwa lata
krócej trwa kariera "ósemki" z szachownicami na kadłubie. Bazując na
doświadczeniach pierwszych śmigłowców o napędzie tłokowym - Mi-1/SM-1 i Mi-2, Mi-8
wspólnie z produkowanym w Polsce "mniejszym bratem" Mi-2, wprowadziły
w polskiej armii turbośmigłowcową rewolucję. Efektywny, lekki napęd
zapewniający przyzwoite - jak na owe lata - osiągi wprowadził śmigłowce do
masowego użycia w wielu wcześniej nieosiągalnych zastosowaniach. Konstrukcja
okazała się bardzo podatna na modyfikacje i nowe zastosowania: transport
żołnierzy, także desantu, i lekkiego sprzętu bezpośrednio na pole walki lub
jego bliskie sąsiedztwo; przenoszenie uzbrojenia lufowego, bombowego i
rakietowego; ewakuacja i transport rannych; przewóz VIP-ów, powietrzne
stanowisko dowodzenia, śmigłowiec retranslator i walki elektronicznej, stawiacz
min, śmigłowiec dźwigowy i ratowniczy, to tylko najważniejsze zastosowania
całej rodziny Mi-8. Remotoryzacja połączona z drobniejszymi zmianami
wprowadziła nową jakość w postaci drugiej generacji Mi-8MT/Mi-17, użytkowanych
z powodzeniem także w naszej armii. Konstrukcja układu napędowego, a po części
i kadłuba stanowiła podstawę do opracowania śmigłowca amfibii Mi-14 oraz
legendarnego szturmowca Mi-24.
Dziesiąty już tomik serii "100
lat polskich skrzydeł - Śmigłowce Wojska Polskiego" poświęcono tej
niezwykle udanej maszynie. Autorami tekstu jest duet Fiszer-Gruszczyński.
Układ zeszytów serii jest już
dobrze znany. Jako że omawiany jest śmigłowiec współczesny większość zdjęć jest
barwna, o całkiem przyzwoitej jakości. Po kolei w zeszycie znajdziemy rozdziały:
Powstanie i rozwój konstrukcji (18 stron), Produkcja seryjna i użytkownicy (4
str.), Opis techniczny (8 str.), Mi-8 w Polsce (24 str.). W tym ostatnim
przedstawiono początki lotnictwa śmigłowcowego w Polsce, służbę za czasów PRLu oraz
w nowych realiach polityczno-społecznych, w tym misje zagraniczne, kolejne zakupy
i zastosowania aż po dzień dzisiejszy. Swoje dwie strony w tomiku dostał także
twórca śmigłowca M. Mil oraz udział Mi-8 w wojnie afgańskiej. Tu jest
najciekawiej i nieco przewrotnie, gdyż bohater tomiku najpierw wspierał proradzieckie
siły rządowe oraz interweniującą Armię Czerwoną. W ostatnich latach wspiera
proamerykańskie siły rządowe walczące z Talibami, w pewnym sensie następcami
Mudżahedinów z którymi walczyli Sowieci. Jak na ironię, pozyskanie większości
śmigłowców zakupionych w rosyjskich fabrykach sfinansowali Amerykanie.
Tekst, jak zwykle dla
Gruszczyńskiego i Fiszera przygotowany solidne przedstawiający najważniejsze
epizody historii śmigłowca osadzone w szerszym kontekście politycznym,
wojskowym i technicznym.
Jak zwykle, pojawiło się też kilka,
raczej drobniejszych błędów: WR-8 jest stosownie do funkcji i
budowy nazywana przekładnią główną, a nie tylko reduktorem, str. 6 i 7; Długość
lin do podwieszania ładunków zewnętrznych to nie 2 x 10 mm, a raczej metrów,
str. 10; "Wejście dla załogi i ludzi", str. 10; "... zbiorniczek
na gorącą wodę o zawartości 6,5 l", str. 10; Podpis pod zdjęciem na str.
34 mówi o maszynach w wersji pasażerskiej, co nie jest zgodne z zawartością zdjęcia;
"w 1976 dodatkowo
utracono jedną z nich". Tekst mówi o liczbie maszyn w służbie, str. 36; "silników
turbinowo wałowych", str. 57; "Podstawowym źródłem energii jest prąd
stały o napięciu 27 V", str. 58;
Ze względu na zasyp ciekawych
publikacji, w tym dwu systematycznie przeze mnie opisywanych serii wydawnictwa Edipresse,
w najbliższej przyszłości z serii "100 lat polskich skrzydeł" omawiał
będę tylko tomiki poświęcone maszynom powojennym.
Fiszer P., Gruszczyński J.
Tomik
10, Mi-8
Edipresse Polska S.A.
64 strony, w miękkiej oprawie.
Liczne zdjęcia.
powiązane wpisy:
100 lps t.1 F-16
100 lps t.2 PZL-23
100 lps t.3 Mi-24
100 lps t.4 PZL-7
100 lps t.5 MiG-29
100 lps t.6 PZL-37
100 lps t.7 PZL-11
100 lps t.8 MiG-21
100 lps t.10 Mi-8
100 lps t.12 CASA C-295M
100 lps t.13 Su-22
100 lps t.15 PZL-130
100 lps t.17 C-130
100 lps t.18 MiG-15
100 lps t.20 Su-7
100 lps t.21 Mi-14
100 lps t.24 Leonardo M-346 Bielik
100 lps t.26 Jak-23
100 lps t.29 TS-11 Iskra
100 lps t. 30 MiG-17
100 lps t. 32 Ił-28
100 lps t. 33 MiG-19
100 lps t. 37 I-22 Iryda - polska(bez)nadzieja
100 lps t. 40 SM-1 - prekursor
100 lps t. 41 MiG-23 - niedoceniony
100 lps t. 43 Mi-2 - Czajnik do wszystkiego
100 lps t. 45 TS-8 Bies - najbardziej polski
100 lps t. 48 An-2 - ulubiony pterodaktyl
100 lps t. 49 PZL W-3 Sokół - śmigłowiec do wszystkiego
100 lps t. 50 An-26 - dobry samolot
100 lps t. 51 Black Hawk - śmigłowiec symbol
100 lps t. 52 Su-20 – typ przejściowy
100 lps t. 54 Ił-14 – lepsza kiła niż skok z Iła
100 lps t. 55 SH-2G Seasprite – polskie lotnictwo pokładowe w całej okazałości
100 lps t. 57 An-28/M28 - gorzki sukces
100 lps t. 59 i 62 Jak-11 i Jak-18 - samoloty szkolno-treningowe Jakowlewa
100 lps t. 63 SW-4 - marketingowa porażka do kwadratu
100 lps t. 66 Jak-12 - samolot prawdziwie wielozadaniowy
piątek, 5 lipca 2019
AEROMAX.pl nr 13. Trzynastka nie musi być pechowa
W naszym kręgu kulturowym liczba
trzynaście jest najbardziej pechową ze wszystkich liczb. Nic wiec dziwnego, że
po Aeromax.pl nr 13 sięgałem z pewną niepewnością, choć jak się okazuje
zupełnie niepotrzebnie.
Dlaczego? Bo jest ciekawie i
porządnie.
Na początek interesujący materiał
o mało znanym wydarzeniu - pierwszej
"lotniczej" wizycie delegacji wojsk lotniczych Francji w Polsce Ludowej we wrześniu 1966 roku. Delegację stanowiła grupa 130 oficerów oraz podchorążych ze szkoły lotniczej. Trasa obejmowała: Warszawę, Gdańsk (Westerplatte), Dęblin, Kraków, Mińsk maz. - zestaw może nie być pełen, gdyż informacje o szczegółach pobytu zawarte w artykule są nader skromne.
"lotniczej" wizycie delegacji wojsk lotniczych Francji w Polsce Ludowej we wrześniu 1966 roku. Delegację stanowiła grupa 130 oficerów oraz podchorążych ze szkoły lotniczej. Trasa obejmowała: Warszawę, Gdańsk (Westerplatte), Dęblin, Kraków, Mińsk maz. - zestaw może nie być pełen, gdyż informacje o szczegółach pobytu zawarte w artykule są nader skromne.
Najciekawszym faktem jest typ samolotów, które w liczbie trzech odbyły "pielgrzymkę" po Polsce. Nord 2501 Noratlas. Czy ktoś jeszcze pamięta ten dość oryginalny transportowiec?
Dalej znajdziemy artykuł o pilotach z Debrzna, którzy w roku 1987 polecieli na swoich Migach-21 na ostre strzelanie na poligonie koło Astrachania. Ciekawy epizod z historii lotnictwa PRLu, wiele interesujących, dobrej jakości zdjęć.
W serii "Samoloty w
filmie" tym razem kilka słów o produkcji "Moja wojna, moja miłość"
z roku 1975. W scenach powietrznych grał, ucharakteryzowany na samolot niemiecki
TS-8 Bies. W scenach statycznych wystąpił Jak-18.
W ramach "godła i barwy"
mamy bogato ilustrowany (49 zdjęć kolorowych i 2 czarnobiałe) materiał o samolotach 40
Pułku Myśliwsko-Bombowego ze Świdwina. Gratka dla modelarzy i miłośników godeł
malowanych na samolotach.
Dzieje najnowsze reprezentuje
krótki fotoreportaż z treningu trzech śmigłowców S-70i Black Hawk. Zdjęcia
ciekawe i świeżę, gdyż typ w polskich barwach nie zdążył się jeszcze opatrzeć.
Najcięższy (11 stron) materiał
dotyczy wykorzystania w polskim wojsku systemów minowania narzutowego jako
uzbrojenia śmigłowców: Mi-4, Mi-8, Mi-2 oraz W-3. Poza oryginalnymi zdjęciami
jest interesujący tekst, o tej mało znanej funkcji śmigłowców. Liczne zdjęcia i
opis ukazują wiele detali dotyczących omawianych systemów, pozwalając łatwo zrozumieć sposób ich funkcjonowania.
Na trzeciej stronie okładki jest reklama aż ośmiu
zeszytów specjalnych z serii Fotorejestr. Niestety, jak dotychczas w sprzedaży
pojawiły się trzy pierwsze (strona laf-eromax.pl). Następne zapowiadają się
ciekawie, jednak zdjęcia okładek numerów 6 i 7 mają ten sam szczęśliwy numer, oby nie
zajął miejsca trzynastki.
Niestety, pomimo że 13 numer jest w
sprzedaży od kilku dni, na stronie wydawcy nadal nie istnieje. Widać nie nadążają
za współczesnością.
nr.13
LAF-Aeromax, str 36,
cena:14,90 PLN.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























