piątek, 28 października 2022

Skrzydlata Polska 10/22 – Alicja w krainie prądu

Obserwując co dzieje się wokół szeroko pojętej ochrony środowiska, zwłaszcza słów i działań przedstawicieli głęboko zaangażowanych w tego typu zagadnienia  wielkich koncernów, polityków czy „ekologów”, wzrasta we mnie przekonanie, że cały ten jazgot jest głównie sprawnym narzędziem marketingowym, którego zadaniem jest wzrost sprzedaży i pomnażanie zysków. Ziemia, środowisko, przyszłe pokolenia, ekologia to tylko hasła, którym nadaje się tyle znaczenia ile może wygenerować największe korzyści. Im bardziej nawiedzeni orędownicy zielonego ładu, tym mniej mowy o kosztach środowiskowych, społecznych czy kapitałowych proponowanych rozwiązań. Dla przykładu pomijają oni fakt, że na wytworzenie czystych źródeł energii potrzeba ogromnych ilości kosztownych, energochłonnych i obciążających środowisko materiałów jak beton, stal, kompozyty, rzadkie metale. Przypadkiem pomijają też rzetelne wyliczenia czasu, przez jaki muszą zielone źródła pracować aby zwrócić nakład energii i zasobów naturalnych potrzebnych na ich wytworzenie. Niewiele mówi się też o wpływie upraw roślin przeznaczanych na biokomponenty na środowisko naturalne (nawozy, środki ochrony roślin, zagłada bioróżnorodności) czy globalne społeczeństwo (wzrost cen żywności, głód, migracje, konflikty zbrojne). Od tego typu narzędziowego traktowania spraw ekologii nie jest też wolne lotnictwo, gdzie niemal wszyscy chcą latać na zrównoważonym biopaliwie, najlepiej powstałym z przeróbki zużytych olejów spożywczych. Próbowaliście kiedyś policzyć ile trzeba by ich wytwarzać i w jakim kosztem gromadzić by poddać wcale nie taniej przeróbce, tak, aby dla wszystkich chętnych wystarczyło? Z drugiej strony nieuchronnie zbliża się era samolotów elektrycznych. Kolejnym krokiem milowym w tym kierunku jest oblatanie samolotu Eviation Alice, któremu poświęcono artykuł w bieżącym numerze SP Magazyn Lotniczy. Kilka stron dalej posobną ilość miejsca zajmuje materiał o najnowszej wersji bizjeta Bombardiera, który osiąga prędkość bliską prędkości dźwięku. Jak by nie kombinować, osiągnięcie takiej prędkości wymaga dużego ciągu silników, a co za tym idzie znacznego zużycia paliwa, zwłaszcza w przeliczeniu na pasażera. Zastanawiam się ilu z użytkowników drogich, poważnie obciążających środowisko naturalne 
tego rodzaju samolotów  na sztandarach swych firm ma dbałość o środowisko. Ilu z nich reklamuje swoje, zwykle znacznie droższe produkty jako ekologiczne, promując dbałość o środowisko, walkę ze zmianami klimatu i dbałość o los przyszłych pokoleń. Ilu i w jakim celu lobbuje za zmianami przepisów na wymuszające stosowanie bardziej ekologicznych rozwiązań. Czy nie jest tak, że maluczcy mają oszczędzić tyle zasobów ile roztrwonią najbogatsi, tak aby wynik dla Ziemi wyszedł na zero. Jakże to szlachetne.
 
TOP3 magazynu:
1. Słowackie MiG-29 dla Ukrainy? Kolejny kraj europejski, członek NATO skończył eksploatację postradzieckich samolotów bojowych. W przypadku Słowacji dzieje tych maszyn są odzwierciedleniem zmiennych losów państwa i regionu w ostatnich czterech dekadach. Od modernizacji sił powietrznych socjalistycznej Czechosłowacji, członka Układu Warszawskiego, poprzez podział majątku pomiędzy Czechy i Słowację podczas ich pokojowego rozwodu, bliską współpracę z Rosjanami przy pozyskaniu kolejnych maszyn i programie modernizacyjnym po wejście w struktury lotnictwa NATO. Temat kończą dywagacje na temat przyszłości wycofanych samolotów. Czy trafia na Ukrainę? Choć zdecydowanie tylnymi drzwiami, to jednak temat wojny na Ukrainie po raz kolejny pojawił się w SP ML. Obszerne i ciekawe opracowanie tematu eksploatacji słowackich MiGów-29 przygotował Marcin Przeworski. Tekst przyjazny dla czytelnika, ze znalezionym jednym tylko błędem gramatycznym.
2. Eviation Alice oblatany. Tytułowe wydarzenie jest bez wątpienia kamieniem milowym w historii lotnictwa. Jest to bowiem pierwszy w pełni użytkowy samolot komunikacyjny z napędem elektrycznym. Nie tylko przełomowy napęd, ale także inne bardzo nowoczesne rozwiązania konstrukcyjne oraz w obrębie awioniki czynią z Alicji samolot wyjątkowy. Jak opisuje T. Hypki, historia projektu jest bardzo ciekawa obfitująca w zwroty akcji i co najciekawsze, jest wciąż na początkowym etapie. Choć prototyp wzbił się w powietrze, do certyfikacji maszyny i jej komercyjnego wykorzystania droga jeszcze daleka. Nie ma też pewności czy projekt zakończy się sukcesem. Po za problemami technicznymi i proceduralnymi poważny wpływ na program może wywrzeć drastyczny wzrost cen energii elektrycznej, zmieniający rachunek ekonomiczny użytkowania samolotów elektrycznych. Czas pokaże czy korzyści wizerunkowe oraz coraz bardziej restrykcyjne przepisy przeważą przyczyniając się do popularyzacji lotnictwa elektrycznego. Ostatnie zdanie dobrze koresponduje z nie pozbawionymi krytycyzmu wnioskami przedstawionymi  w artykule. Zastanawia mnie trochę jak samolot będzie mógł wykonać godzinny lot na odległość 815 km, skoro planowana prędkość optymalna wynosi 450 km/h. Przy okazji samolot Beaver nosi oznaczenie DHC-2, a nie DH-2, str. 21.
 
3 Antidotum AirShow. Bogato ilustrowana relacja z największych w Polsce pokazów lotniczych minionego sezonu opatrzona tekstem dobrze opisującym to ciekawe wydarzenie. Szkoda tylko, że jedną z głównych gwiazd podpisano jako LiM-2, a nie Lim-2.

Powiązane wpisy:

Skrzydlata Polska 9/22 – coraz więcej polityki, coraz mniej lotnictwa polskiego
Skrzydlata Polska 8/22 – Zamierające pokazy
Skrzydlata Polska 7/22 – pomiędzy rzeczywistością a fantazją
Skrzydlata Polska 6/22 – niskoemisyjna
Skrzydlata Polska 5/22 – helikopter z wyciągarką
Skrzydlata Polska 4/22 – wojna? Jaka wojna?
Skrzydlata Polska – magazyn sprzeczności

 

czwartek, 13 października 2022

Aeromax.pl H1 – historyczny fotoreportaż XXL

W powojennej historii Polski jest kilka imprez lotniczych, które na stałe weszły do świadomości społecznej, szczególnie sympatyków lotnictwa. Należą do nich wielkie defilady powietrzne lat sześćdziesiątych, szybowcowe mistrzostwa świata i Europy odbywające się w Lesznie oraz kilka największych imprez typu Air Show. Wśród nich swoje znaczące miejsce ma mistrzowska impreza jednego z bardziej niszowych sportów lotniczych – sportowego latania śmigłowcami. Była to impreza szczególna, nie tylko ze względu na wykorzystywane statki powietrzne, ale także na ich załogi, miejsce i sposób rozgrywania zawodów oraz czas w którym się odbywały. Niecodzienne jak na zawody lotnicze było miejsce rozegrania wybranych konkurencji czyli stadion miejski w Piotrkowie Trybunalskim. Jeszcze bardziej niezwykły był skład załóg i przynależność zawodniczych rydwanów, gdyż w swojej większości były to załogi i śmigłowce wojskowe. Pamiętać należy, że był to czas dwubiegunowego podziału świata i żelaznej kurtyny, zza której przyleciały wojskowe załogi wrogiego obozu polityczno-militarnego. Przyleciały o własnych siłach lub, jak w przypadku Amerykanów, na pokładzie potężnego samolotu C-5A Galaxy. Jak na owe czasy wszystko to było niezwykłe. Do tego dochodziła trudna sytuacja w kraju spowodowana kryzysem gospodarczym i niepokojami społecznymi okresu pierwszej solidarności i nadciągającego stanu wojennego. Starania wielu oddanych lotnictwu śmigłowcowemu cywilów i wojskowych ze ś.p. Ryszardem Witkowskim na czele sprawiły, że coś co wydawało się niemożliwe się odbyło. Więcej mistrzostwa zakończyły się dużym sukcesem organizacyjnym i oczywiście propagandowym. Wyobrażam sobie rozdziawione gęby widzów i kibiców, zwłaszcza interesujących się lotnictwem, którzy na własne oczy, niemal na wyciagnięcie ręki mogli zobaczyć zachodnie śmigłowce dla większości z nich znane jedynie z nielicznych zdjęć i artykułów dostępnych w socjalistycznej ojczyźnie. Mogę sobie tylko wyobrazić, jak terkot łopat amerykańskich i niemieckich Hueyów, bzyczenie latającego jajka Hughesa, filigranowa sylwetka Alouette II, nijaka Bölkowów czy smukła Gazelle dostarczały zapewne niezwykle ekscytujących, niezapoznanych doznań. Tylko pozazdrościć.
Temu unikatowemu wydarzeniu poświęcony jest numer H1 magazynu Aeromax.pl. W pierwszej części (zeszycie) mamy obszerną relację z okresu przygotowań do imprezy, ceremonii jej otwarcia oraz pierwszych dwóch konkurencji. Jak zwykle w Aeromax.pl wydane na wysokim poziomie edycyjnym i wydawniczym, z licznymi zdjęciami i kilkoma rysunkami, w tym satyrycznymi. Wszystko okraszone bardzo fajnym, przyjaznym dla czytelnika tekstem Miłosza Rusieckiego. Stosunek objętości tekstu do zdjęć czyni z zawartości raczej fotoreportaż, niż typowy artykuł czy mini monografię. Nie przeszkadza to jednak w lekturze, wręcz przeciwnie, dzięki swojej spójności dostarcza bardzo przyjemnych wrażeń.
Podjęcie tematu z kolejnego obszaru prowadzi do jeszcze większego rozbicia tematycznego Aeromax.pl. Jednakże ocalenie od zapomnienia tamtej imprezy jest tego warte.


Powiązane wpisy:

Sześć stopni swobody - śmigłowce w PRL-u

Aeromax.pl S19 – An-24 w fotorejestrze
Aeromax.pl – rejestr statków powietrznych tura druga
Kolorowe czajniki – Mi-2 w Aeromax.pl
Aeromax.pl - fotorejestr w nowym obszarze
Aeromax.pl-magazyn na jeden wieczór
Aeomax.pl18 – przedwczesne pogłoski
Aeromax.pl 17 - numer na pięć
Aeromax.pl-16. Magazyn dla wytrwałych wytrwałych
Aeromax.pl-15. Magazyn cienki - za cienki
Aeromax.pl-14. Na dobrym kursie
Aeromax.pl-13. Trzynastka nie musi być pechowa
Aeromax.pl-12. Pomiędzy jakością a ilością
Aeromax.pl-11. W odwrocie
Aeromax.pl-10/100
 Aeromax.pl-numer specjalny S1- nowa seria
 Aeromax.pl-numer specjalny S1- nowa seria
 Aeromax.pl-numer specjalny S1- nowa seria
Aeromax.pl. S2 i S3-seria specjalna się rozpędza
Aeromax.pl – specjalna seria numerów specjalnych
Aeromax.pl - Su-20 w numerze specjalnym
Su-7 - historia służby w Aeromax.pl
Su-7 x 3 - oczko Aeromax.pl
Aeromax.pl. SP-fotorejestr - początek cyklu

wtorek, 11 października 2022

Mikojan Guriewicz MiG-15. wersje jednomiejscowe w lotnictwie polskim – wspaniały samolot. A książka?

Seria wydawnictwa Stratus Samolot po polsku MAXI rozrosła się już do siedmiu książek. W swojej większości są to monografie poszczególnych konstrukcji lotniczych. Do ich poziomu merytorycznego, a przede wszystkim redakcyjnego miałem zwykle mniejsze lub częściej większe zastrzeżenia. Dlatego też po pozycję numer siedem sięgałem z pewnym niepokojem, choć z drugiej strony miałem cichą nadzieję, że siódemka okaże się liczbą szczęśliwą.
Tym razem na tapet wzięty został samolot MiG-15. Typ ten odegrał szczególną rolę w powojennej historii polskiego lotnictwa wojskowego oraz rodzimego przemysłu, nie tylko lotniczego. Chociaż nie był to pierwszy typ samolotu bojowego o napędzie odrzutowym w naszym lotnictwie, to on właśnie posiadał wszystkie cechy nowoczesnego, jak na owe czasy, samolotu myśliwskiego i takim rzeczywiście był. Ze względu na masowe wprowadzenie do służby i długie lata eksploatacji to na jego skrzydłach dokonała się u nas odrzutowa rewolucja. Był też użytkowany w największej liczbie egzemplarzy, a przyjmując skąd inąd słuszne założenie, że MiG-17 jest wersją rozwojową piętnastki, jedynym samolotem bojowym produkowanym w Polsce po II wojnie światowej. Choćby z powyższych względów należy mu się porządna monografia, ale żeby ograniczyć się do wersji jednomiejscowych - cóż za pomysł.
Od strony wydawniczej i technicznej publikacja, jak zwykle w Stratusie wygląda bardzo przyzwoicie. W środku mamy liczne zdjęcia, ze zrozumiałych względów zwykle czarnobiałe, kilkanaście sylwetek barwnych i dwie strony rysunków w rzutach. Rysunki te przedstawiają dwie podstawowe wersje MiG-15 i MiG-15bis z zaznaczonymi podstawowymi różnicami pomiędzy nimi. Sposób ich prezentacji jest bardzo przejrzysty, a jego wykonanie i zamieszczenie w książce uważam za najlepszy zawarty w niej pomysł i bardzo dobre narzędzie do poznania wprowadzonych w bisie zmian. Bogato ilustrowany tekst odnosi się w pierwszych rozdziałach do genezy MiGa-15, Dalej mamy bardzo dokładny opis służby w Polsce z podziałem na oryginalne MiGi-15 i MiG-15bis, czechosłowackie S-102 i rodzime licencyjne Limy-1 (1A); 1,5; 2 (1B) i 2R. W przypadku maszyn licencyjnych nieco miejsca poświęcono ich produkcji, szkoda, że nie nieco więcej. Tekstu jest tym razem w szam raz, nie za dużo, nie za mało. W dodatku dobrze koresponduje z licznymi zdjęciami, które są bardzo różnorodne, w swojej dużej ilości nie są nudne. Sam bardzo dokładny tekst na pewno zadowoli numero- i szczegółofanów. Co ważne, dzięki przemyślanemu układowi nie zanudzi też czytelników mniej zainteresowanych detalami. W kilku miejscach Autor odnosi się też w sposób krytyczny, merytoryczny do danych podawanych w innych publikacjach. Do tego należy dodać  przyzwoite opracowanie redakcyjne tekstu. Co prawda zdarzają się drobne błędy, nie jest ich dużo i nie wpływają w żaden sposób na pozytywny obraz całości.
Ku mojemu wielkiemu zadowoleniu siódemka okazała się szczęśliwa nie tylko dla Stratusa, lecz też dla czytelników. A, i jeszcze te wersje jednomiejscowe. Ich opis i zdjęcia zajęły całą, całkiem sporą książkę. Pozostaje czekać na drugą część dotyczącą wersji dwumiejscowych. Też jest o czym pisać i co pokazywać.
Bardzo dobre wrażenie zrobił też Autor, Lechosław Musiałkowski. Pozostaje mieć nadzieję, ze nie jest to ostatnia jego, tak dobra książka.
  
Lechosław Musiałkowski
Mikojan Guriewicz MiG-15. Wersje jednomiejscowe w lotnictwie polskim
Stratus, Muzeum Sił Powietrznych w Dęblinie
2022
188 stron w miękkiej oprawie.
Liczne zdjęcia i tablice barwne
 
Powiązane wpisy:

piątek, 7 października 2022

Polskie Konstrukcje Lotnicze Malowania t. VI – dorzynanie serii?

Seria książek Polskie Konstrukcje Lotnicze zawiera szczegółową historię oraz opisy konstrukcji statków latających skonstruowanych lub modernizowanych w Polsce od zarania lotnictwa po czasy współczesne. Obraz ten jest rzetelny i nieomal kompletny. Jako, że książki serii wydane zostały jako czarno-białe, do pełni obrazu brakuje barwnych zdjęć i tablic z malowaniem wybranych, najważniejszych maszyn. Tą lukę próbuje nadrobić wydawnictwo Stratus poprzez publikację kolejnych suplementów zawierających brakujące obrazy. Po zawodzie związanym z poziomem merytorycznym i redakcyjnym ostatniego tomu serii nie miałem już ani siły, ani ochoty pisać o kolorowym suplemencie do tego tomu, tym bardziej, że nie odbiegał on, niestety jakością od tomu bazowego. Ostatnio pojawił się kolorowy suplement do tomu poprzedniego, czyli szóstego, obejmującego lata 1955-1970. Czy takie wydawnictwo jest potrzebne? Zdecydowanie tak, tym bardziej, że mając dostęp do bogatego archiwum zdjęć, w tym p. Wacława Hołysia oraz dobrych grafików można w fajny sposób uzupełnić zawartość tomu bazowego. I tak jest w istocie. Barwne sylwetki, ciekawe zdjęcia dobry papier i wysoka jakość druku stanowią o wartości wydawnictwa. Także wybór prezentowanych konstrukcji i poszczególnych maszyn, ze swej natury subiektywny, jest dla mnie jak najbardziej sensowny. Znalazły się tu: TS-8 Bies, PZL-101 Gawron, PZL-102 Kos, TS-11 Iskra, PZL-104 Wilga, Mi-2, M-2, M-4, Lim-5, 5P, 5M, Lim-6bis, An-2, SM-1, SZD-21 Kobuz, SZD-22 Mucha Standard, SZD-30 Pirat, SZD-32 Foka-5, M-3 Pliszka.
Wszystko wyglądało bardzo porządnie dopóki nie zajrzałem do tekstu. Tu wyraźnie widać, że o ile obraz jest mocną stroną publikacji, to staranność redakcyjna oraz poprawność językowa pozostawiają wiele do życzenia. Jest to tym bardziej smutne, że na tych czterdziestu stronach tekstu jest niewiele i nawet, gdy w Stratusie brakuje kompetencji językowych i redaktorskich, koszt zatrudnienia do tego profesjonalistów nie byłby po za możliwościami wydawnictwa. Przy cenie publikacji o objętości praktycznie zeszytu na poziomie 60 PLN można wymagać od wydawcy większej staranności.
Aby nie być gołosłownym przedstawiam poniżej znalezione na wspomnianych czterdziestu stronach błędy i niedociągnięcia.
W opisie rysunku Biesa na str. 4 mowa jest o czarnej barwie góry osłony silnika oraz kadłuba przed kabiną. Na rysunku widać wyraźnie kolor szary.
 „Konstrukcję samolotu powierzono w Instytutowi Lotnictwa”, str. 4. „”… w malowaniu kamuflażowym farbami „Meduza””, str. 14. Na stronie 16 mamy zarówno zapis poprawny PZL M-2, jak i inny PZL M2. Podobnie jest z samolotem M-4 Tarpan na str. 18. Kolor samolotu SP-PAW na rysunku na pewno nie jest beżowo-czerwony, str. 18.”… w kolorze naturalnym, metalizowanym lakierem”, str. 20. „… nazywany również jako produkt CF”, str. 20. „Produkcja samolotów Lim-5 w trwała do …”, str. 20. „… jako dowód swoich uczuć pewnej Marii”, str. 23. W dwóch sąsiednich zdaniach mamy zbiornik konformalny i konforemny, str. 24. .”… Lim-6 (następcy Li-5M)”, str. 26. Jak podano w PKL t. VI str. 210, wyprodukowano 1594 śmigłowce SM-1. Pisanie, że „w Świdniku wyprodukowano kilka tysięcy śmigłowców SM-1”, str. 30 jest co najmniej nadużyciem.
Brak podpisu zdjęcia śmigłowca SM-1 nr 1023 na str. 31. „Łącznie zbudowano 31 egzemplarze”, str. 32. „mgr. inż.”, str. 32.„krawędzie natarć skrzydeł”, str. 34. „… oraz, że ma dobre własności lotne”, str. 40.
No cóż, Stratus mocno stara się zatrzeć pozytywne wrażenie związane z sześcioma pierwszymi tomami wielce szanownej serii Polskie Konstrukcje Lotnicze. Smutne.

 
Karnas Dariusz
Polskie Konstrukcje Lotnicze tom. Malowania tom VI
Stratus
40 stron w miękkiej oprawie
Liczne zdjęcia oraz sylwetki barwne

Powiązane wpisy:

wtorek, 4 października 2022

Lotnictwo AI 9/2022 – śmigłowce na fali wznoszącej

Trudno wyobrazić sobie nowoczesne siły zbrojne bez licznej i różnorodnej floty śmigłowców. Nic więc dziwnego, że od kilku dekad liczba tego typu statków powietrznych w naszej armii była pokaźna, a rodzimy przemysł lotniczy miał poważny udział w dostawach zarówno maszyn, jak i usług serwisowych. Niestety w ostatnim okresie flota śmigłowców została zaniedbana, przez co na dzień dzisiejszy jej średni wiek jest niemały, wyeksploatowanie znaczne a poziom nowoczesności pozostawia wiele do życzenia. W międzyczasie polski przemysł lotniczy utracił zdolności do samodzielnego projektowania oraz produkcji nowoczesnych śmigłowców. Na szczęście rodzimy producent śmigłowców ze Świdnika wszedł w strukturę jednego z dominujących producentów śmigłowców, a zakłady w Mielcu uzyskały kompetencje w zakresie montażu śmigłowców S-70i. Dla wielu taki stan rzeczy jest degradacją polskiego przemysłu lotniczego, jednakże patrząc realnie na lokalne możliwości, stan zakładów po latach transformacji ustrojowej oraz tendencje globalizacyjne w światowej ekonomii, stan aktualny należy uznać za zadowalający, znacznie lepszy niż w przypadku produkcji samolotów w Polsce. Podjęte ostatnio decyzje zakupowe zaowocują za kilka lat znaczącym unowocześnieniem floty śmigłowców wojskowych w naszym kraju. Jednak same maszyny to nie wszystko. Ważne jest, aby niemałe środki wydatkowane na ich zakup wsparte zostały niewiele mniejszymi, przeznaczonymi na szkolenie lotników i personelu technicznego, modernizację baz lotniczych wraz z ich wyposażeniem i infrastrukturą. Nie mniej ważne jest wypracowanie i wdrożenie odpowiedniej, nowoczesnej, dopasowanej do polskich realiów i potrzeb filozofii użycia śmigłowców, ich miejsca i roli w siłach zbrojnych, struktury jednostek oraz systemu wsparcia eksploatacji. W tych obszarach dopatruję się największych zagrożeń dla efektywnego wykorzystania tych olbrzymich środków, jakie wydamy na pozyskanie nowych, nowoczesnych śmigłowców.
 
TOP 5 magazynu:
1. Śmigłowce Wojska Polskiego. Kompletna analiza tego co mamy, co w najbliższym czasie pozyskamy i co byłoby wskazane w najbliższej przyszłości posiadać.
2. HH-60W Jolly Green II czyli ratownictwo bojowe na rozdrożu. Pozostając w tematyce śmigłowcowej nie można nie zauważyć, że w ciągu mniej więcej siedmiu dekad swojego rozwoju śmigłowiec stał się nieodzownym elementem wielu obszarów lotnictwa, głównie wojskowego, służb porządku publicznego i przemysłu wydobywczego - bardzo dojrzałym statkiem powietrznym. Jednakże ograniczenia aerodynamiczne i technologiczne sprawiają, że śmigłowce w klasycznym tego słowa znaczeniu bliskie są osiągnięcia kresu swoich możliwości. Doskonale widać to w poszukiwaniu przez wojska USA, szczególnie służby specjalne oraz formacje ratownicze nowych rozwiązań pozwalających sięgać dalej i szybciej niż mogą to zapewnić klasyczne helikoptery. Widać to wyraźnie w spowolnieniu i okrojeniu programu zakupu nowych śmigłowców ratownictwa bojowego dla US Air Force - HH-60W. Typ ten coraz bardziej traktowany jest jako ogniwo pośrednie, poprzedzające nowe, innowacyjne rozwiązania konstrukcyjne. O zawiłościach programu i jego przyszłości pisze P. Henski. O ile cały artykuł napisany jest poprawnie, to Autor dalej nie pojmuje różnicy pomiędzy wciągarką i wyciągarką. Może redakcja Lotnictwa AI stanie na wysokości zadania i w końcu zafunduje P. Henskiemu wycieczkę na lotnisko aeroklubowe, by pokazać mu czym jest i do czego służy wyciągarka.
3. Eurofighter Typhoon w wojnach i konfliktach zbrojnych. Sztandarowy produkt zjednoczonego przemysłu obronnego Europy jest już konstrukcją dojrzałą, o dużych, stale rosnących możliwościach bojowych. Ich weryfikacja na współczesnym polu walki miała miejsce, oczywiście w sposób ograniczony, adekwatny do rodzaju konfliktu, podczas interwencji sił NATO i Europy zachodniej w Libii i na bliskim wschodzie (Irak, Syria) oraz Arabii Saudyjskiej w Jemenie. Obszerny opis tła polityczno-militarnego, prowadzonych operacji oraz samych misji prezentują w swoim artykule J. Fiszer i J. Gruszczyński.
4. Transport lotniczy na świecie w 2021 r. Coroczne sprawozdanie J. Liwińskiego dotyczące przewozów lotniczych w roku poprzednim. Jak zwykle obfita dawka danych statystycznych pokazuje, że branża dołek ma już za sobą i powoli dźwigała się z zapaści Covidowej. Niestety zawirowania geopolityczne roku 2022, za którymi podąża drastyczny wzrost cen paliwa lotniczego, kryzys gospodarczy, inflacja i ubożenie społeczeństw stawiają przed transportem lotniczym nowe wyzwania. Póki co warto się zapoznać z wynikami branży w roku 2021 – roku powrotu nadziei.
5. Pierwszy samolot transportowy C-130H Hercules w Polsce. Stare powiedzenie mówi, że darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby. O.K. Nie znaczy to jednak, że po jego przyjęciu nie można o podarunek należycie zadbać. Pierwszy ze znacznie młodszych od używanych w Powidzu obecnie Herculesów przyleciał do Bydgoszczy. Przybędą jeszcze cztery. Jakie są wobec nich plany pisze Ł. Pacholski. Szkoda, że w planach tych nie ma głębokiej modernizacji, a jedynie przegląd i doposażenie. Biorąc pod uwagę potrzeby naszej armii oraz ambitne plany zakupowe jest wysoce prawdopodobne, że maszyny te będą musiały służyć przez długie lata, co bez poważnego doposażenia i gruntownego remontu będzie zadaniem niełatwym. O meandrach tego zagadnienia ciekawie i treściwie traktuje ww. artykuł.
Zastanawia mnie, dlaczego redakcja wybrała tak nieciekawe zdjęcie na okładkę numeru. O ile dla prenumeratorów oraz stałych czytelników nie będzie ona miała specjalnego wpływu na decyzję zakupową, o tyle w przypadku osób kupujących Lotnictwo AI sporadycznie lub sięgających po nie pierwszy raz na pewno do kupna tego numeru nie zachęci.

Powiązane wpisy:

Lotnictwo AI 8/2022 – śmigłowiec, którego nie ma
Lotnictwo AI 7/2022 – spalone marzenie
Lotnictwo AI 6/2022 – drony po polsku
Lotnictwo AI 5/2022. Zbrojne niebo nad nami
Lotnictwo AI 4/2022. Aligator – historia upadku
Lotnictwo AI 3/2022 – powietrzni zwiadowcy duzi i mali
Lotnictwo AI 2/2022 – numer ostatni przedwojenny 
Lotnictwo 1/2022 -przyszłość nadejdzie szybciejniż nam się wydaje
Lotnictwo 12/2021 - rocznicowe dylematy
Lotnictwo 11/2021 – pierwszy wielki sukces Antonowa
Lotnictwo10/2021 – wiosenna wojenka 1939
Lotnictwo9/2021 – dzień dzisiejszy lotnictwa wojskowego RP
Lotnictwo6/2021 – Łukaszenka nie był pierwszy?
Lotnictwo5/2021 – szpiedzy 50+
Lotnictwo4/2021 – kwietniowa mozaika
Lotnictwo 3/2021 – magazyn gdybających dziennikarzy
Lotnictwo 2/2021 - dwie rosyjskie ikony (lotnictwa)
Lotnictwo 1/2021 - przyzwoity start
Lotnictwo 12/2020 - nowe stare samoloty
Lotnictwo 11/2020- nowe stare
Lotnictwo 10/2020 - numer delta
Lotnictwo 9/2020
Lotnictwo 8/2020 - znowu czarna owca w numerze
Lotnictwo 7/2020
Lotnictwo 6/2020 – pod znakiem latających olbrzymów
Lotnictwo 4-5/2020 - co z tym Lotnictwem?Lotnictwo 3/2020 - dno jest blisko
Lotnictwo 2/2020-- ciekawie, choć nadal z dodatkiem bylejakości
Lotnictwo 12/2019 - sinusoida
Lotnictwo 10-11/2019 - jeden artykuł rozwalił cały numer 
Lotnictwo 6/2019, nie tracę nadziei 
Lotnictwo 1-2 /2019 - równia pochyła?
Lotnictwo 12/2018, jakość czy jakoś?