niedziela, 28 marca 2021

Lotnictwo 3/2021 – magazyn gdybających dziennikarzy

 1. Współczesne wojskowe samoloty wczesnego ostrzegania. Rozwiązania rosyjskie, chińskie i indyjskie. Autor serii zachował się niczym biblijny gospodarz weselny – najlepsze zostawił na koniec. Jak niemal wszystkie samoloty wojskowe Chin, także i omawiana grupa ma korzenie w konstrukcjach, a przynajmniej płatowcach radzieckich. O ile jednak w ZSRR/Rosji zastosowanie znalazły tylko systemy montowane na Ile-76, też opisane w artykule, o tyle Chińczycy wzbogacili swoją flotę o różne klony Antonowa dwunastego. Na nich zabudowano systemy antenowe wszystkich powszechnie stosowanych układów: nieruchome anteny w osłonach na dziobie i w ogonie płatowca, płaskie anteny w podłużnym zasobniku nad kadłubem oraz klasyczne dyski umieszczone wysoko nad kadłubem, zarówno w wersji z ruchomymi, jak i nieruchomymi antenami. Ten szeroki wachlarz typów i systemów pokazuje, że Chińczycy szybko nadrabiają zaległości w tym obszarze i zapewne już wkrótce prześcigną Rosjan. Na tym tle bardzo ubogo wyglądają Indie, w których po za znanym już rozwiązaniem zbliżonym do modelu szwedzkiego, nowe projekty są na wstępnym etapie rozwoju. Znając indyjskie realia można przypuszczać, że nim się one zmaterializują upłynie jeszcze dużo czasu.
Podsumowując cały trzyczęściowy materiał należy stwierdzić, że w naszej prasie lotniczej nie było jeszcze tak kompleksowego i rzeczowego opracowania zagadnienia „latających radarów”.
2. North American XB-70 Valkyrie. Zanim stratedzy armii liderów obu stron Żelaznej kurtyny doszli do wniosku, że szybkość i duży pułap lotu nie będą najważniejszymi atrybutami bombowców strategicznych lat siedemdziesiątych XX w i dalszej przyszłości, upłynęło wiele czasu, przeprowadzono wiele badań i prac konstruktorskich oraz stworzono dwa bombowce strategiczne klasy „Mach 3”. W ZSRR powstał Suchoj T-4, a w USA North American XB-70 Valkyrie, którego minimonografię napisał Leszek A. Wieliczko. Swoją wielkością, układem konstrukcyjnym i osiągami XB-70 zadziwia po dzień dzisiejszy. Opracowanie tak wielkiej, awangardowej konstrukcji było, bo musiało być, horrendalnie drogie. Nic więc dziwnego, że losy programu były bardzo zmienne i za sukces należy uznać powstanie samolotu i zrealizowany program badawczy. Za postęp trzeba płacić. Z drugiej strony opracowane technologie i rozwiązania konstrukcyjne znacząco wzmocniły poziom amerykańskiego przemysłu lotniczego. Artykuł, jak zwykle u L.A. Wieliczko, napisany solidnie.
Jeden fragment skłonił mnie po raz kolejny do pewnej refleksji, tym bardziej, że nie spodziewałem się takiego podejścia u tego właśnie Autora. Mam na myśli zaokrąglenia podawanych wartości, zwłaszcza gdy chodzi o osiągi przestrzenne samolotu. „… samolot pokona z prędkością przelotową Ma=09, a jedynie na odcinku ok. 1852 km przed celem przyspieszy …”. Do tego zagadnienia odnoszę się poniżej TOP 5.
3. Handley Page Hampden. Druga część monografii tego mniej znanego bombowca początku drugiej wojny światowej. Kto czytał dywizjon X Guya Gibsona zna go zapewne lepiej i nie koniecznie z najlepszej strony. Autor opisuje służbę i zastosowanie bojowe bombowca w RAF. Największe wrażenie robi jednak nie liczba i złożoność przeprowadzonych misji lecz liczba maszyn i załóg utraconych nie tylko w misjach bojowych, ale także w trakcie szkolenia. Po prostu szok.
4. Śmierć w gruzach. Katastrofa samolotu transportowego An-124 Rusłan w Irkucku. M. Furtak przypomina to tragiczne zdarzenie, przybliżając jednocześnie jego kulisy. Niestety autor nie ustrzegł się błędów:. „… nalot wynosił 1034 godzin”. W celu upamiętnienia tego tragicznego wydarzenia umieszczono tablicę dla upamiętnienia ofiar tego wydarzenia”.
5. 5 Grupa Śmigłowców włoskiej Marynarki Wojennej. Ciekawy materiał przedstawiający nieco historii i dzień dzisiejszy jednostki. Właśnie wprowadza ona do służby maszyny NH-90 w dwóch wersjach. O związanych z tym wyzwaniach, problemach, a także nowych możliwościach pisze Autor tekstu oraz mówi dowódca jednostki w treściwym wywiadzie. Obaj w samych superlatywach wypowiadają się o nowej platformie.
Wracam do nieszczęsnego „… samolot pokona z prędkością przelotową Ma=09, a jedynie na odcinku ok. 1852 km przed celem przyspieszy …”. Taką wartość zapewne pokazał kalkulator po przeliczeniu 1000 mil na kilometry. Tylko jaki sens ma w tym przypadku użycie określenia „około”, jeżeli podajemy wartość z tak dużą dokładnością: ± 0,05% ?. W ogóle jaki sens w przypadku tak chimerycznych wielkości jak prędkość maksymalna, zasięg, pułap itp. Ma podawanie ich z bardzo dużą dokładnością? Zupełnym niezrozumieniem jest natomiast podawanie „za kalkulatorem” wartości przeliczonych z jednostek anglosaskich z dokładnością do wielkości kompromitujących Autora tych „obliczeń. Nie trzeba zresztą daleko szukać. Wystarczy zajrzeć na str. 11 bieżącego numeru, aby przeczytać „Racer ma osiągać prędkość ok. 407.44 km/h”. Czy nie wystarczyłoby ok. 410 km/h? Autor myślał, że w ten sposób wykaże się profesjonalizmem i starannością, a wyszło zupełnie odwrotnie, po prostu idiotycznie. I nikłym pocieszeniem jest tu powielanie tego typu błędów w niemal wszystkich polskich publikacjach lotniczych.
Podobnie nieprofesjonalne jest nagminne używanie trybu przypuszczającego, w którym przoduje Michał Gajzler. Forma taka jest uzasadniona w przypadku, gdy podawana informacja nie jest pewna. Jednakże jak pojawia się nagminnie, w odniesieniu do prostych do weryfikacji informacji, świadczy o problemach gramatycznych Autora i Redakcji, albo co gorsza o jego niepewności w zakresie podawanych informacji. Przykład z bieżącego numeru „W czasie pierwszych lotów po wprowadzeniu … zmian załoga prototypowej maszyny miała  sygnalizować poprawę właściwości pilotażowych śmigłowca”. To miała czy sygnalizowała? Podobnie na str. 67 Marek Furtak pisze „… w rozmowie z gazetą „Moskiewski Komsomolec” miał powiedzieć, że przyczyną …”. Litości, jeżeli ten wywiad został opublikowany, o czym Autor sam pisze, to gościu to powiedział. Sprawdzenie tego faktu jest obowiązkiem, choćby przeciętnego Autora/dziennikarza. Już zupełnie kuriozalne jest stwierdzenie, że „Samolot miał mieć zamontowane silniki turbowentylatorowe D-18T wczesnej serii produkcyjnej,…”. Tego też Autor nie jest pewien! Po co więc bierze się za temat? Jako czytelnik, płacący za treść magazynu, wolałbym wiedzieć czy załoga rzeczywiście sygnalizowała tą zmianę czy tylko miała sygnalizować, czy samolot miał takie silniki czy tylko miał mieć. Panowie, więcej odwagi i wiary w informacje podawane przez wiarygodne źródła, a także we własne możliwości.
Pierwszy wiosenny TOP 5 tego roku:

Powiązane wpisy:

Lotnictwo 2/2021 - dwie rosyjskie ikony (lotnictwa)
Lotnictwo 1/2021 - przyzwoity start
Lotnictwo 12/2020 - nowe stare samoloty
Lotnictwo 11/2020- nowe stare
Lotnictwo 10/2020 - numer delta
Lotnictwo 9/2020
Lotnictwo 8/2020 - znowu czarna owca w numerze
Lotnictwo 7/2020
Lotnictwo 6/2020 – pod znakiem latających olbrzymów
Lotnictwo 4-5/2020 - co z tym Lotnictwem?
Lotnictwo 3/2020 - dno jest blisko
Lotnictwo 2/2020-- ciekawie, choć nadal z dodatkiem bylejakości
Lotnictwo 12/2019 - sinusoida
Lotnictwo 10-11/2019 - jeden artykuł rozwalił cały numer 
Lotnictwo 6/2019, nie tracę nadziei 
Lotnictwo 1-2 /2019 - równia pochyła?
Lotnictwo 12/2018, jakość czy jakoś? 
 

poniedziałek, 22 marca 2021

Mimo wszystko latać

Lotnictwo II Rzeczypospolitej umownie można podzielić na trzy, wzajemnie przenikające się obszary: lotnictwo wojskowe, sportowe i przemysł lotniczy. W większości publikowanych wspomnień aktorów ówczesnej sceny lotniczej występują wszystkie trzy, choć z różnie rozłożonymi akcentami, zależnie od lotniczych kolei losu autora. Na przykład dość równomiernie u W. Makowskiego 1), przesunięte w stronę lotnictwa sportowego u W. Rychtera2) i S. Skarżyńskiego3), a u Praussa4) i Sołtyka5) bliżej przemysłu. U innych Autorów też jest podobnie. Przez kartki ich wspomnień przewijają się wielokrotnie te same wydarzenia, widziane z innej perspektywy. Czasem te piszące historię polskich skrzydeł złotymi zgłoskami, czasem mniej istotne, a często także te błahe. Warto więc poświecić trochę czasu na lekturę wspomnień ludzi tamtych dni, aby wyrobić sobie własny, możliwie bliski obiektywnemu pogląd na tamte czasy, wydarzenia, a przede wszystkim biorących w nich udział ludzi.
Jedną z takich, często pojawiających się postaci jest Aleksander Onoszko. Nic więc dziwnego, że z zaciekawieniem sięgnąłem po jego wspomnienia zatytułowane Mimo wszystko latać. Jak to zwykle z ludźmi tego pokolenia bywa, życiorys i wspomnienia podzielone są na trzy rozdziały: przed wrześniem 1939, lata wojny i czasy powojenne. Ich losy są pogmatwane, jak u większości Polaków, którym przyszło żyć, często też ginąć w tych trudnych czasach. Historia związku bohatera z lotnictwem rozpoczyna się od kursu wojskowego w Nowym Targu przez Dęblin i 1 Pułk Lotniczy w Warszawie. Dalej przychodzi okres pracy w lotnictwie cywilnym, kolejno w Aeroklubie Warszawskim, Doświadczalnych Warsztatach Lotniczych oraz PLL LOT. Kolejne etapy rozwoju lotniczej kariery i doświadczenia zaprowadziły A. Onoszkę do kabiny najnowocześniejszych lotowskich maszyn Lockheed L-14H Super Electra. Otwartość na ustawiczne podnoszenie kwalifikacji i doświadczenia, a także łut lotniczego szczęścia pozwoliły mu na rozpoczęcie pracy w DWL. Tu miał okazję oblatać kilka prototypów samolotów ze znakiem RWD. Prowadził też większość prób w locie małego samolotu komunikacyjnego RWD-11, co znalazło odzwierciedlenie w książce. Kilka wyczynów Aleksandra Onoszki z tamtego czasu pokazuje nie tylko jego lotnicze umiejętności, ale też lotniczy pazur i fantazję. Najciekawsze z nich związane są z samolotami RWD-13. To właśnie takimi maszynami wraz z Witoldem Rychterem, swoją wybranką i jeszcze kilkoma osobami polecieli do Częstochowy, by w tamtejszym klasztorze wziąć ślub. Aż dziw bierze, że tak szalona eskapada połączona z totalną improwizacją zakończyła się pełnym sukcesem. Swoją małżonkę zabrał Onoszko także na międzynarodową wystawę lotnicza w Sztokholmie wiosną roku 1936. Spóźniony doprowadził swój samolot na teren targów lądując na ulicy przy ich bramie. Stąd też odleciał do Malmoe*, gdzie efektownie zaprezentował polski samolot w wyścigu na właściwości lotne z autożyro pilotowanym przez niemieckiego pilota. Oczywiście w tym gorącym już czasie w sposób spektakularny przytarł nosa zespołowi z Niemiec. Ważnym wydarzeniem był także lot sanitarny na RWD-13 z Warszawy do Paryża z ciężko chorą kobietą. We wspomnieniach jest znacznie więcej ciekawych historii.
Okres LOTowski opisany jest głównie przez pryzmat szkolenia, wdrażania nowych maszyn i zaawansowanych, jak na owe czasy systemów nawigacyjnych. Wiele ciekawych, szerzej nie znanych faktów i zdarzeń.
Dalej wojna. Jako doświadczony pilot maszyn wielosilnikowych szkolił i doszkalał pilotów bombowców najpierw we Francji, później w Anglii. Pierwszy kraj, podobnie jak we wspomnieniach innych pilotów, jawi się jako jedno wielkie rozczarowanie. W Anglii na początku nie było lepiej, choć z czasem Polacy udowodniali swoje niekwestionowane zalety, czym zasłużyli sobie na zaufanie i szacunek tubylców. Przynajmniej dopóki potrzebni byli oni, ich umiejętności, duch walki i ofiara krwi. Po za szkoleniem, od maja 1941 A. Onoszko zaczął latać operacyjnie na bombowcu Vickers Wellington. Przelatał szczęśliwie prawie dwie tury, nim nie został przeniesiony do brytyjskich linii komunikacyjnych BOAC. Po przeszkoleniu dostarczał samoloty z Kanady Do wielkiej Brytanii, latał do Portugalii, Gibraltaru i Afryki aż po Kair. Po wojnie pracował jako pilot cywilny w Argentynie i Kanadzie. Wspaniały lotniczy życiorys.
Na wspomnienia składa się kilkanaście krótkich opowiadań dotyczących zwykle jednego tematu lub wydarzenia. Są też takie, które poświęca ludziom i ich działalności, pisząc o ich zaletach, słabościach i kolejach losu. Załoga bombowca, koledzy, dowódcy, instruktorzy, mechanicy. Kilka rozdziałów jest opisem poszczególnych, tych najbardziej emocjonujących, wypraw bombowych. Pisane są prostym, zrozumiałym językiem, w części przedwojennej bardziej kronikarskim, w wojennej z wyraźniej zarysowanymi emocjami i przemyśleniami. Pojawiają się tu sojusznicy z ich nie zawsze pozytywnym podejściem do polskich lotników. Jest tęsknota za krajem, w którego kierunku leci się w nocy ze śmiercionośnym ładunkiem przeznaczonym dla wroga, aby po wykonanym zadaniu znów wracać na lotnisko w tak odległej od domu rodzinnego Anglii. Są myśli o tych co tam na dole przez nich nie śpią, a czasami też giną i o sensie walki. Język tej części jest bardziej literacki, plastyczny. Perełką jest tu krótki, jednostronicowy rozdział Nocne bombowce. Proza będąca wręcz poetyckim obrazem tego, co dzieje się podczas lotu nocnego bombowca. To po prostu trzeba przeczytać, koniecznie.
Oczywiście są to tylko wybrane wydarzenia opisane w książce, podobnie jak wrażenia, których doznałem podczas lektury.
Do tej książki na pewno jeszcze wrócę.
 

Aleksander Onoszko
Mimo wszystko latać
Altair
1993
140 stron w miękkiej oprawie.
Kilkanaście czarnobiałych zdjęć na końcu książki
 
* pisownia oryginalna
1. Makowski W. Cywil w wojsku - wspomnienia z życia i wojen.
2. Rychter W. Skrzydlate wspomnienia.
3. Skarżyński S.  25.700 kilometrów nad Afryką.
4. Prauss S.,P. Z Zakopanego na Stag Lane.
5. Sołtyk T.  Dwa żywioły dwie pasje.
 
 

środa, 17 marca 2021

Su-20 – typ przejściowy

Rodzina samolotów Su-7 jest doskonałym przykładem konstrukcji, która na drodze ewolucyjnego rozwoju doprowadziła do powstania dwóch gałęzi maszyn: myśliwskich (Su-9, -11) oraz myśliwsko-bombowych - według klasyfikacji ZSRR (Su-7, -17, -20 i -22). I choć w lotnictwie polskim eksploatowano samoloty ze znakiem Su z jednej tylko linii rozwojowej, na ponad pół wieku zdominowały one jego uderzeniową gałąź. W samolocie Su-20, gdyż tak oznaczono eksportową wersję Su-17M, podstawowa nowością w stosunku do Su-7 było zastosowanie tzw. zmiennej geometrii skrzydła, a właściwie zmiennego kąta skosu skrzydła. Biuro konstrukcyjne Suchoja podeszło do tej modnej w latach sześćdziesiątych nowinki w sposób bardzo ostrożny. Postanowiono zmodernizować skrzydło Su-7 w minimalnym stopniu, tak by uzyskując wymierne korzyści w zakresie prędkości startu i lądowania oraz zasięgu maszyny, z jednej strony nie pogarszać innych osiągów samolotu, z drugiej jak najmniej ingerować w jego konstrukcje i właściwości aerodynamiczne płatowca jako całości. W związku z tym zastosowano ruchome jedynie zewnętrzne części skrzydła, mniej więcej do połowy jego długości. Zabieg przyniósł oczekiwane efekty i tak powstał nowy/stary samolot oznaczony Su-17, w którym przy okazji wprowadzono wiele mniejszych i większych ulepszeń. W Polsce maszyny te pojawiły się w roku 1974, jako pierwsze samoloty o zmiennej geometrii skrzydeł. Pięć lat później wprowadzono MiGi-23. Przez ponad dwie dekady samoloty Su-20, służyły w jednostce w Powidzu, z powodzeniem wykonując stawiane im zadania. Stanowiły też cenne źródło doświadczeń w eksploatacji samolotów o zmiennej geometrii skrzydeł przed wprowadzeniem, na o wiele większą skalę, znacznie nowocześniejszych maszyn Su-22M4.Samolot Su-20 jest bohaterem zeszytu Samoloty Wojska Polskiego nr 52. Na klasyczny dla serii układ składa się: 14 stron rozdziału Geneza, w którym Autorzy przedstawili nie tylko historię powstania samolotu Su-17/20, ale także pierwsze doświadczenia ze zmienną geometrią skrzydeł w lotnictwie światowym; Nowe możliwości - 16 stron o rozwoju i doskonaleniu konstrukcji oraz wyposażenia samolotu; Su-20 w Polsce - 18 stron opisu służby Su-20 pod znakiem biało-czerwonej szachownicy. Opis techniczny samolotu zajmuje kolejnych osiem stron. Uzupełnienie stanowi krótki (2 strony) opis rozpoznawczo-bombowych wersji samolotu MiG-25. Także dwie strony poświęcono zasobnikowi KKR-1. Co ciekawe zasobnik ten przeniesiony pod kadłuby Su-22M4 do dnia dzisiejszego realizuje zadania rozpoznawcze w wojsku polskim.
Tekst, jak zwykle u duetu Gruszczyński-Fiszer poprawny z nielicznymi tylko niedociągnięciami, jak przecinek przed spójnikiem oraz - str. 54.; „… stacja ostrzegająca przed radiolokacyjnym oprogramowaniu SPO-10”, str. 61. Nie jest poprawne określenie wypadku samolotu nr 6137 mianem kapotażu. Ten termin ma znacznie węższe znaczenie, niż użyte w tym miejscu, str. 42.
W mojej opinii zdjęcie ilustrujące, zgodnie z podpisem, początek służby samolotów Su-20 w Polsce (str.34/35) powinno przedstawiać samoloty w pierwszym – srebrnym okresie służby, nie w późniejszym – łaciatym. W ogóle zdjęć łaciatych Su-20 jest, moim zdaniem, znacznie więcej niż z okresu srebrnego. Z jednej strony rozumiem, że tych zdjęć dostępnych jest więcej. Z drugiej jednak w okresie srebrnym maszyny te pełniły znacznie ważniejsza rolę w siłach zbrojnych., co w ten sposób można było podkreślić/zaznaczyć.

 

Gruszczyński J., Fiszer M.
100 lat polskich skrzydeł
Tomik 52, Su-20
Edipresse Polska S.A.
64 strony, w miękkiej oprawie.
Liczne zdjęcia.

Powiązane wpisy

100 lps t.1 F-16
100 lps t.2 PZL-23
100 lps t.3 Mi-24
100 lps t.4 PZL-7
100 lps t.5 MiG-29
100 lps t.6 PZL-37
100 lps t.7 PZL-11
100 lps t.8 MiG-21
100 lps t.10 Mi-8
100 lps t.12 CASA C-295M
100 lps t.13 Su-22
100 lps t.15 PZL-130
100 lps t.17 C-130
100 lps t.18 MiG-15 
100 lps t.20 Su-7
100 lps t.21 Mi-14
100 lps t.24 Leonardo M-346 Bielik
100 lps t.26 Jak-23
100 lps t.29 TS-11 Iskra
100 lps t. 30 MiG-17
100 lps t. 32 Ił-28
100 lps t. 33 MiG-19
100 lps t. 37 I-22 Iryda - polska(bez)nadzieja
100 lps t. 40 SM-1 - prekursor
100 lps t. 41 MiG-23 - niedoceniony
100 lps t. 43 Mi-2 - Czajnik do wszystkiego
100 lps t. 45 TS-8 Bies - najbardziej polski 
100 lps t. 48 An-2 - ulubiony pterodaktyl
100 lps t. 49 PZL W-3 Sokół - śmigłowiec do wszystkiego
100 lps t. 50 An-26 - dobry samolot
100 lps t. 51 Black Hawk - śmigłowiec symbol
100 lps t. 52 Su-20 – typ przejściowy
100 lps t. 54 Ił-14 – lepsza kiła niż skok z Iła
100 lps t. 55 SH-2G Seasprite – polskie lotnictwo pokładowe w całej okazałości
100 lps t. 57 An-28/M28 - gorzki sukces
100 lps t. 59 i 62 Jak-11 i Jak-18 - samoloty szkolno-treningowe Jakowlewa
100 lps t. 63 SW-4 - marketingowa porażka do kwadratu
100 lps t. 66 Jak-12 - samolot prawdziwie wielozadaniowy

100 pls t. 69. SBLim-2Art - ostatni Mohikanin

 

niedziela, 14 marca 2021

Lotnictwo AI 2/2021

 
Po noworocznym falstarcie z kompromitującym artykułem P. Henskiego, z pewnym niepokojem sięgałem po lutowy numer Lotnictwa AI. Pobieżny przegląd pokazał, jak zwykle, wiele budzących zainteresowanie artykułów. Lektura całości magazynu pozwoliła na stworzenie mojego, subiektywnego TOP 5 magazynu. Zaskoczyło mnie, że tym razem na czoło wysunęło się wyposażenie i uzbrojenie, zostawiając nieco w tle same samoloty.
1. AARGM dla Polski. Gwarancja skutecznego działania. Biorąc pod uwagę zamieszczane w Lotnictwie AI reklamy oraz intensywną kampanię promocyjną produktu firmy Northrop Grumman spodziewałem się kolejnego artykułu przesiąkniętego marketingowym bełkotem. Im bardziej wgłębiałem się w tekst, tym bardziej czułem, że zawodzi on moje oczekiwania. Dlaczego? Ano dlatego, że zapoznałem się z bardzo solidną i rzeczową analizą zagrożeń płynących z funkcjonowania u naszych północnych granic najbardziej zmilitaryzowanego skrawka Europy i jego możliwości oddziaływania terytorium Polski oraz kontroli naszej przestrzeni powietrznej. Kreślony obraz jest raczej niezbyt optymistyczny. Podobnie pesymistyczna jest druga część analizy, wskazująca realne możliwości pozyskania pocisków antyradarowych dla Sił Powietrznych RP. Wnioski psują humor, co nie zmienia faktu, że artykuł jest dobry, na pewno warty przeczytania. Nawet jeżeli jednym z jego celów była promocja AARGM, w lekturze wcale mi to nie przeszkadzało.
2. Polskie samoloty rozpoznawcze 1945-2020. Duet Gołąbek-Wrona ostro się wziął ostatnio za temat lotnictwa rozpoznawczego w Polsce. Efektem jest kolejny obszerny artykuł opisujący w pierwszej części maszyny używane od początku lat sześćdziesiątych do początku dziewięćdziesiątych. Po za pojedynczym Iłem-14E, wiele uwagi poświecono „elektronicznym” bombowcom Ił-28. Najciekawsze jednak są rozpoznawcze wersje produkowanych i przerabianych w naszym kraju samolotów Lim. Z artykułu można się wiele dowiedzieć. Sprzyjają temu także dobrze dobrane zdjęcia i schematy. Jak zwykle w tekście tego duetu autorskiego można znaleźć wiele niedociągnięć, a czasami perełki. Tym razem dowiedziałem się, ze beryl jest metalem szlachetnym, str. 73. Czasem może dobrze byłoby się skonsultować, chociażby z ciocią Wiki. Cóż jeszcze: „stacji radiolokacyjnych … znajdujące się w odległości …”, str.71. Inż. Stępczyk kierował całością badań w locie, nie prac w locie, str. 80.
3. Rosyjska droga do myśliwca piątej generacji. Su-57 w detalach.
W trzeciej części trylogii poświęconej wschodzącej gwieździe lotnictwa Rosji, P. Butowski przedstawił opis konstrukcji, wyposażenia i uzbrojenia maszyny. Duży nacisk położony został właśnie na awionikę i uzbrojenie, elementy decydujące dziś o jakości samolotu bojowego Zaprezentowano filozofię konstrukcji i zastosowania samolotu oraz jego wyposażenia, szczególnie oryginalnego radaru, w skład którego wchodzi aż pięć bloków antenowych rozmieszczonych w dziobie maszyny oraz krawędziach natarcia skrzydeł. Warto zwrócić uwagę też na inne systemy, czyniące wyposażenie Su-57 bardzo bogatym i zaawansowanym. Ciekawy jest też zestaw uzbrojenia, szczególnie tego przenoszonego w komorach uzbrojenia. W wielu przypadkach stworzono nowe typy pocisków i bomb lub poważnie zmodyfikowano już istniejące. W przypadku radaru podany zakres fal L (1-2 GHz; 0,3-0,6 m) zalicza się do fal decymetrowych, nie dekametrowych, str. 50.
4. Królewskie Saudyjskie Siły Powietrzne. Na łamach obu Lotnictw toczy się ciekawa rywalizacja na artykuły prezentujące siły powietrzne państw świata. Rywalizacja bardzo ciekawa, nie tylko ze względu na tematykę, ale także na starcie pierwszoligowych autorów, czyli duetu Fiszer-Gruszczyński oraz L.A. Wieliczko. Efekt dla czytelników jest ze wszech miar pozytywny. Tym razem omówione zostały siły powietrzne jednego z liderów bliskowschodniej polityki, gospodarki i sił zbrojnych. Silne, nowocześnie uzbrojone lotnictwo jest gwarantem nie tylko bezpieczeństwa, ale i statusu lokalnego mocarstwa, jakie posiada Królestwo Saudów. Co więcej pozwala ono na utrzymywania dobrych stosunków z państwami zachodu, pomimo wybitnie niedemokratycznego ustroju oraz dystansu do uznawanych na zachodzie praw człowieka. Bliski sojusz z USA nie przeszkadza w nabywaniu samolotów w innych państwach, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii. Kwoty przeznaczane na zakup i modernizacje samolotów oraz pozyskanie nowoczesnego ich uzbrojenia robią wrażenie.
5. Rywalizacja produkcyjna Airbusa i Boeinga w 2020 r. Jaki był rok 2020 wszyscy wiemy. Lotnictwo, w niemal wszystkich swoich gałęziach, zostało mocno doświadczone przez kryzys pandemiczny. Był to rok przełomu w historii ludzkości, od którego nic już nie będzie takie jak przedtem. Najwyższym wymiarem naiwności stało się w tym roku mówienie i życzenie sobie i innym powrotu do normalności. Powrotu, którego nie będzie. Idzie nowe, a jego oblicze wciąż zakrywa zasłona niepewności. Tak samo jest w lotnictwie. Na kryzys covidowy nałożył się nie mniej poważny kryzys zarządzania w koncernie Boeing, skutkujący wątpliwą jakością produktów Giganta, która nadszarpnęła zarówno jego wizerunek, jak i finanse. Co prawda Boeing należy do koncernów zbyt dużych by upaść, jednak jego przyszłość rysuje się raczej w ponurych barwach. Znacznie lepiej z koronakryzysem radzi sobie Airbus, choć i tu spadek produkcji jest wyraźny. Nie bez znaczenia jest też fiasko, głównie finansowe, programu A380.
W artykule J. Liwiński prezentuje, jak zwykle mnóstwo danych statystycznych. Tym razem, po za ogólnym obrazem zapaści producentów, pokazuje także sytuację z podziałem na poszczególne typy produkowanych samolotów. Ponownie wyrażam zaniepokojenie pojawiającymi się błędami redakcyjnymi. Tym razem znalazłem trzy. W przeszłości Autor ten pisał zwykle bezbłędnie.
W magazynie znalazłem też, miedzy innymi, drugą część artykułu P. Henskiego Lockheed F-117 A. Pierwszy operacyjny samolot stealth na świecie. Co prawda jest już lepiej niż w pierwszej części i można mieć nadzieję, że nastąpiło odbicie od dna. Szkoda mi jednak czasu i miejsca, aby jeszcze raz wracać do tematu.
 
Powiązane wpisy:

poniedziałek, 8 marca 2021

Lotnictwo 2/2021 - dwie rosyjskie ikony (lotnictwa)

W miesięczniku Lotnictwo 
pojawiają się coraz obszerniejsze artykuły, przez co mam coraz mniejszy wybór do  TOP 5 numeru.
Tym razem mój ranking ułożyłem następująco.
1. Śmigłowce rodziny Mi-8  w rosyjskich siłach zbrojnych oraz formacjach siłowych. W lipcu minie sześćdziesiąt lat(!) od chwili, gdy prototyp śmigłowca W-8 wzbił się po raz pierwszy w powietrze. Po kilku zmianach konstrukcyjnych, w tym modelu i liczby silników oraz liczby łopat wirnika nośnego przekształcony został w śmigłowiec seryjny oznaczony Mi-8. Nikt chyba wówczas nie przypuszczał, jak olbrzymi sukces osiągnie ta maszyna. Dzięki swojej niezawodności, trwałości, prostocie obsługi, ekonomiczności i niezwykłej wręcz podatności na modyfikacje, wyprodukowano w sumie ok. 12 700 maszyn, a produkcja ciągle trwa. Pojawiają się też wciąż nowe odmiany i wersje wykorzystujące najnowsze zdobycze techniki lotniczej oraz olbrzymi bagaż doświadczeń eksploatacyjnych oraz bojowych zebranych niemal we wszystkich konfliktach zbrojnych końca XX i początku bieżącego wieku. Oczywistym jest, że największym użytkownikiem maszyn rodziny Mi-8 była, jest i będzie Rosja, a w niej siły zbrojne oraz inne służby. Także tu eksploatowana jest największa mozaika wersji i odmian, chyba najbardziej różnorodnego typu statku powietrznego na świecie. Mozaika ta zawiera od maszyn transportowych, poprzez sanitarne, ewakuacyjne, wsparcia, dowodzenia, rozpoznania i walki elektronicznej po wersje arktyczne. Próbę uporządkowania tego kalejdoskopu podejmuje w swoim artykule T. Kwasek. Jednakże, pomimo wysiłków Autora i solidnego materiału zdjęciowego, czternaście stron to za mało by wystarczająco zgłębić temat. Oczywiście nie jest to zarzut dla Autora, który przy takiej objętości materiału dobrze wywiązał się z zadania. Może lepiej było podzielić materiał na trzy części dotyczące poszczególnych generacji śmigłowca.  
2. Współczesne wojskowe samoloty wczesnego ostrzegania. Rozwiązania amerykańskie. W drugiej części artykułu znajdziemy opis maszyn produkcji potentata w projektowaniu i budowie latających radarów, czyli USA. Co oczywiste, w artykule znalazła się zwięzła historia: E-3 Sentry, E-767, E-7 Wedgetail i E-2 Hawkeye. Mniej oczywiste, ale ważne, że wspomniane w materiale, są samoloty P-3 AEW&C i C-130 AEW&C, których losy też warte są przedstawienia. Dla podstawowych czterech typów omówiono najważniejsze fakty z historii powstania, służby i perspektyw na przyszłość, dotyczące wszystkich, w sumie nielicznych, ich użytkowników. Czekam na trzecią część, w której zostaną omówione podobne maszyny ZSRR/Rosji?
3. Suchoj Su-7 w Polsce. Ostatnio zauważyć można falę popularności najstarszego typu samolotu Suchoja używanego w Polsce. Najpierw tomik w ramach serii 100 lat polskichskrzydeł. Samoloty wojska polskiego, później seria zeszytów specjalnych Aeromax.pl, a teraz obszerny artykuł w Lotnictwie.  Matka wszystkich naszych Su(k), zajmuje w historii lotnictwa uderzeniowego ważne miejsce, gdyż był to pierwszy naddźwiękowy samolot uderzeniowy, w dodatku przeznaczony do przenoszenia broni jądrowej. To przeznaczenie w znacznym stopniu determinowało dyslokację użytkującej je jednostki, proces szkolenia a także szczególną uwagę, jaką do tematu Su-7 przykładały władze, media i oczywiście służby. 16 stron ciekawego, dobrze napisanego tekstu uzupełnionego ciekawym, choć w większości znanym materiałem fotograficznym, tabelą z zestawieniem wszystkich maszyn i ich losów oraz drugą z danymi technicznymi. W tej ostatniej pojawia się dwa razy rozpiętość skrzydeł, w dodatku podana z różną dokładnością. Do tego zasięg podano w metrach. Niefortunnie brzmi określenie "dobieg z pasa betonowego",  str. 65. Ciekawe są także stwierdzenia: "... pilot rozpoczął wyprowadzanie samolotu na wysokości 70 metrów. Znajdował się na wysokości około 100 m nad celem, co doprowadziło do zassania odłamków ...:, str. 69; "Po osiągnięciu minimalnych bezpiecznych wartości niezbędnych do kontynuowania bezpiecznego lotu pilot podjął decyzje o jej opuszczeniu, str. 73. Oczywiście chodzi o maszynę, konkretnie Su-7.
4. Francuscy lotnicy na froncie wschodnim wielkiej wojny. Opis ciekawego, raczej mało znanego epizodu z czasów wielkiej wojny, kiedy to dwie jednostki lotnictwa francuskiego przez krótki czas wspierały na froncie wschodnim armię carskiej Rosji. Tekst przyzwoity, choć zastrzeżenia budzi pisownia niektórych nazw geograficznych np. Ozeryan, Dnester. Są też dwa ciekawe określenia: "Stopniowo przód ustabilizował się wzdłuż rzeki Zbrucz", chodzi o linię frontu, str. 80 oraz "... udało się przeciągnąć przez linię frontu i wylądować", str. 81.
5. Siły powietrzne Jordanii. Kolejny artykuł z cyklu. Tym razem obszerny, gdyż Jordania, choć państwem jest średnim pod względem wielkości i liczby obywateli, to jej młode siły powietrzne mają ciekawą, także z epizodami bojowymi,  historię oraz przechodzą dynamiczne przemiany w latach ostatnich. Jordańskie siły powietrzne opierały i opierają się na sprzęcie zachodnim. Jedyne wyjątki stanowią dwa polskie M28 Skytruck i cztery rosyjskie olbrzymy Mi-26. Warto poczytać i pooglądać.  
 

Powiązane wpisy:

 
Lotnictwo 1/2021 - przyzwoity start