poniedziałek, 14 września 2026

Lotnictwo 7/2026. Złoty Dromader

Lipcowy numer Lotnictwa należy do Dromadera. No cóż pięćdziesiąta rocznica narodzin dla nieba jednego z najbardziej polskich spośród powojennych polskich samolotów jest dobrym momentem, aby przybliżyć kończącą się powoli historię tego samolotu. W Dromaderze konstruktorom z Mielca udało się zgrabnie połączyć amerykański kadłub z radzieckim silnikiem, wprowadzając przy okazji ulepszenia, które dały bardzo udaną maszynę rolniczą i gaśniczą. Jak na realia okresów schyłku socjalizmu i transformacji ustrojowej oraz dzikiego kapitalizmu końca wieku, liczba 759 wyprodukowanych egzemplarzy prezentuje się całkiem okazale. Największą słabością Dromadera nie była jego konstrukcja, tylko to, że powstał – kiedy powstał, i powstał jaki powstał. Jak powstał, gdyż zupełnie nie przystawał do warunków gospodarczo-społecznych Wielkiego Brata, gdzie też mielecki Antek był, jest i jeszcze długo pozostanie bezkonkurencyjny, więc szansy na wielotysięczną serię od początku nie było. Czas narodzin też nie był szczęśliwy. Najpierw ukrywane przed towarzyszami ze wschodu, niczym niechciana ciąża nastolatki, prace projektowe i budowa prototypów. Nie łatwiej było też uruchomić seryjną produkcję w czasie szalejącego kryzysu ekonomicznego i paraliżującego społeczeństwo stanu wojennego. Jednak produkcja szła i to mniej więcej w liczbie ok. 50 sztuk rocznie. Niestety produkcja wielkoseryjna skończyła się wraz z końcem socjalizmu w naszym pięknym kraju. Przyczyn było wiele: problemy ekonomiczne i strukturalne przedsiębiorstwa, załamanie rolnictwa wielkoobszarowego w państwach demokracji ludowej, pojawienie się na, jak by nie było, niszowym rynku sporej liczby maszyn z drugiej ręki, czy szybkie starzenie się konstrukcji, zwłaszcza wobec braku wersji turbinowej. Nie mniej ważne dla "rozwoju", a właściwie pogrzebania agrolotnictwa w Unii Europejskiej, było wprowadzenie zakazu oprysku pól z samolotów pod koniec pierwszej dekady XXI wieku. Dozwolone w drodze wyjątku okresowe akcje nawożenia lasów czy zwalczania szkodników leśnych podważyły sens istnienia firm świadczących usługi agrolotnicze. Skromny zakres sporadycznych akcji z powodzeniem mogą wykonywać dromadery służące na co dzień jako maszyny gaśnicze. Wszystko do czasu kolejnej plagi szkodników leśnych, gdyż wówczas będziemy mieli nie lada problem. Początek nowego wieku to już łabędzi śpiew w produkcji latającego wielbłąda. W sumie, gdyby nie gaśnicze Dromadery, te ciekawe samoloty oglądalibyśmy pewnie tylko w muzeach lub jako turbinowe hybrydy gdzieś za oceanem. Jesteśmy dziś świadkami powolnego znikania z nieba chyba ostatniego udanego samolotu polskiej, no prawie, konstrukcji i produkcji. I choć w kraju produkujemy nadal statki powietrzne, to już nie to samo.
 
 TOP 3

1. „Messerspit”. Najdziwniejszy myśliwiec drugiej wojny światowej. Okazuje się, że hiszpańskie Buchón nie były pierwszymi Bf 109 z Merlinem pod maską. Ciekawa historia zdobycznego samolotu Spitfire Mk Vb, który Niemcy przerobili wyposażając w swój silnik DB 605A. W artykule nie tylko przedstawiono historię tej niezwykłej hybrydy, ale także zaprezentowano i przeanalizowano wyniki przeprowadzonych testów. Jeśli podejść do nich z odpowiednią rezerwą wynikającą z pewnej prowizoryczności zastosowanych rozwiązań i dezaktualizacji rozwiązań technicznych w stosunku do najnowszych maszyn obu stron, to porównanie staje się całkiem interesujące. W sumie ciekawy epizod w historii techniki lotniczej, ciekawy artykuł i materiał fotograficzny.

2. PZL M18 Dromader. 20% objętości numeru poświęcono dostojnemu jubilatowi. Dobry, jak zwykle u L. A. Wieliczko tekst okraszony licznymi, barwnymi zdjęciami i rzutami bocznymi. Niedosyt budzą tylko rysunki w pięciu rzutach egzemplarza SP-ZUO. Ich autor poszedł na łatwiznę, wstawiając w miejscu klapy zrzutu wody szary kwadrat. Nie bardziej przyłożył się do spodu kadłuba. Mocno kłóci się to z bardzo szczegółowym przedstawieniem detali, zwłaszcza skrzydeł. Niby szczegół, jednak łyżka dziegciu psuje beczkę miodu.

3. I.Ae.27 Pulqui i inne argentyńskie projekty myśliwców Emile1a Dewoitine'a. Jeszcze większa egzotyka niż „Messerspit”, choć artykuł też autorstwa L. A. Wieliczko. Tym razem prezentuje on argentyński samolot, będący pierwszym odrzutowcem opracowanym i oblatanym w Ameryce Łacińskiej. Wyraźnie widać, że poziom techniczny tej, w sumie doświadczalnej, konstrukcji wyraźnie ustępuje temu, co w owym czasie budowały lotnicze potęgi: USA, ZARR czy Wielka Brytania. Bez bogatego zaplecza naukowo-technicznego nawet talenty i doświadczenie Dewoitine`a, Kurta Tanka i Reimara Hortena na niewiele się zdały. Nie bez znaczenia były też skromne zasoby finansowe Argentyny.



Powiązane wpisy:

Lotnictwo 5/2026. Zmęczenie, potworne zmęczenie

Lotnictwo 3-4/2026. Zabawki dla dużych chłopców

Lotnictwo 2/2026. Z ręką na pulsie
Lotnictwo1/2026. Polski droga do militarnej potęgi
Lotnictwo12/2025. Liga przepisywaczy
Lotnictwo 11/2025. Odrzutowce retro
Lotnictwo 10/2025. Czarne krzyże nad Polską
Lotnictwo 9/2025. Zguba na zgubę
Lotnictwo 7-8/2025. Mit podniebnych rycerzy
Lotnictwo 6/2025. Putina z Zełenskim nieformalny sojusz
Lotnictwo 5/2025. Świat stanął na głowie, okładka też
Lotnictwo 4/2025. Druga setka
Lotnictwo 3/2025. Sokoła do Poloneza podobieństwo
Lotnictwo 2/2025. Mitologia gamechangerów
Lotnictwo 1/2025. Cywilne ofiary odległej wojny
Lotnictwo 12/2024. Nowy rok rokiem (bez)nadziei
Lotnictwo 11/2024. Wojna i pokój Króla Wacława
Lotnictwo 10/2024. Zastaw się, a postaw się
Lotnictwo 7, 8/2024. Brygada zrobiona na szaro
Lotnictwo 6/2024. Boeinga błędy nie tylko techniczne
Lotnictwo 5/2024. Groźnie incydenty, pomruki wojny
Lotnictwo 4/2024. Argentyna, nie Ukraina
Lotnictwo 3/2024. Cel – minimalizacja strat
Lotnictwo 2/2024. Staruszek Viper
Lotnictwo 1/2024. 2 + 2 nie chce dać 5!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz