Po ilości i zawartości
artykułów „promocyjnych” widać wyraźnie, że program śmigłowca szkolno-bojowego
wchodzi w decydującą fazę. Ciekawie wypada porównanie artykułów wskazujących na
zalety śmigłowców MD530F oraz AW109. W pierwszym postawiono na uniwersalność w
szkoleniu połączoną z umiarkowanymi kosztami. W drugim na podkreślenie tradycji
świdnickiego zakładu oraz zalety posiadania krajowego producenta. Porównanie
wypada bardzo pouczająco.
Tak przy okazji, zastanawiam
się, na ile produkcja w Polsce usatysfakcjonuje zagorzałych sympatyków
polskiego przemysłu lotniczego, zwłaszcza z okresu jego świetności. Żaden z
proponowanych czy zakupionych u Leonardo śmigłowców nie jest konstrukcją
polską. Co prawda linia montażowa AW149 zlokalizowana jest w Świdniku, jednak
sam zakład należy do międzynarodowego koncernu pozostającego pod kontrolą rządu
Włoch. Produkcja wielu ważnych elementów śmigłowców, w tym silników odbywa się
za granicą. W jakim stopniu można więc mówić o produkcji polskiej? Z drugiej
strony we współczesnej, zglobalizowanej gospodarce tylko współpraca
międzynarodowa pozwala na uzasadnione ekonomicznie konstruowanie, budowę i
serwisowanie nowoczesnych maszyn. Przykłady: Puszczyka, Sokoła, Orlika – o Irydzie nie wspominając – pokazują, że sami możemy drogo i niewiele. Lepiej
chyba jest być częścią, choćby niewielką, czegoś nowoczesnego niż klepać biedę
w swoim grajdołku. Z trzeciej strony, skąd inąd sensowne, podpieranie się
wzrostem potencjału rodzimego przemysłu i dobrobytu społeczeństwa budzi
skojarzenia z hasłem „Aby Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej”.
Tylko czy poza skojarzeniem z gierkowską propagandą jest w tym coś złego?
TOP 3
1. Lockheed L-10 Electra. Szybki samolot
komunikacyjny. Fajnie, że J. Liwiński odchodzi czasami od statystyki lotnictwa
komercyjnego. Odchodzi nie za daleko, zostawiając na boku statystyki, a
pozostając wiernym samolotom komunikacyjnym. W taki sposób bowiem powstają
ciekawe artykuły, o niemniej ciekawych maszynach. Jedną z nich jest niewątpliwie
bohater artykułu: zgrabny, nowoczesny z
nutką talentu Clarensa „Kellego” Johnsona. Artykuł jest kompletny, jak na mini
monografię przystało, z uwzględnieniem historii egzemplarzy używanych w Polsce.
2. Lotnictwo rozpoznawcze Sił Powietrzno-Kosmicznych
Federacji Rosyjskiej. Od pewnego
czasu P. Butowski przybliża nam kolejne obszary problematyki związanej z
lotnictwem Rosji. Tym razem na tapet wziął lotnictwo rozpoznawcze, którego
samoloty są nam szczególnie „bliskie”, ze względu na częste „wizyty” Iłów-20
nad Bałtykiem. Bliższe zapoznanie się z mizerią floty samolotów rozpoznawczych
i ich wyposażeniem pokazuje, że loty te mają bardziej charakter demonstracyjny
niż operacyjny. Warto więc sięgnąć po ten tekst, aby z większym dystansem
spojrzeć na newsy szukających taniej sensacji mediów w Polsce. W celu nabrania
stosownej perspektywy warto też, przez choćby kilka dni, prześledzić ile i jak
nowoczesnych maszyn rozpoznawczych z naszej strony lata nad Bałtykiem, wokół
Obwodu Królewieckiego i naszej wschodniej granicy. Sam artykuł, jak zwykle u
Butowskiego, czyta się dobrze, z
zainteresowaniem.
3. Dostawa F-35A Husarz rozpoczęta. Samolot, który
zmieni oblicze Sił Powietrznych, cz. III.
O przylocie pierwszych F-35A
do Polski napisano już prawie wszystko. O samym samolocie też niemało. W
trzeciej części artykułu zamieszczono opis konstrukcji, w którym skupiono się
głównie na wyposażeniu i uzbrojeniu maszyny, a przez to jej możliwościach
bojowych. Tekst treściwy, nie za długi.
Duet Gołąbek-Wrona nie byłby
sobą bez strzelenia jakiejś gafy lub nieścisłości. Tym razem „temperatura gazów
przed sprężarką wynosi 1980°C”, str. 39. Wartość się zgadza, tylko miejsce nie to. Także przyjęcie,
że promień działania w misji powietrze-powietrze jest równy połowie zasięgu w
konfiguracji z paliwem dodatkowym jest co najmniej dyskusyjny, str. 42. Podobnie
stwierdzenie, że silnik F135-PW-100 został zaprojektowany specjalnie dla
samolotu F-35A może budzić nieporozumienie, gdyż różnica pomiędzy wersjami 100,
a 400 dla F-35C jest niewielka, a tekst może sugerować coś innego. Szkoda, że
trzeci autor nie wyłapał tych „subtelności”.
Powiązane wpisy:













