niedziela, 8 marca 2026

Lepiej byłoby wcale

Niedawno ukazała się kolejna książka autorstwa generała Jerzego Gotowały Jutro albo wcale. Tym razem ten uznany i szanowany Autor podjął się zadania przybliżenia znaczenia dobrego planowania operacji militarnych, głównie lotniczych lub tych, w których lotnictwo odegrało istotną rolę. Na przykładzie dwudziestu dziewięciu epizodów pokazuje, jak ważne w tym procesie jest szeroko pojęte rozpoznanie, pozwalające uzyskać przewagę poprzez zaskoczenie przeciwnikach, często związane z zastosowanym podstępem. W książce opisano kampanie i bitwy z historii lotnictwa wojskowego, w których wspomniane wyżej czynniki odegrały bardzo ważną, jeśli nie decydującą rolę. Przegląd rozpoczyna ofensywa aliantów pod Cambrai jesienią 1917, w której pierwszy w historii atak czołgów skorelowano z akcją lotnictwa. Dalej znajdujemy epizody z II wojny światowej od Perl Harbor po Hiroszimę. Czasy powojenne zdominowały opisy operacji lotnictwa amerykańskiego i izraelskiego. Najnowszy opisany epizod dotyczy z kolei wojny na Ukrainie. Dobór opisanych zdarzeń jest oczywiście subiektywny, choć nie można mu odmówić logiki i starannego zaplanowania.
Jak zwykle J. Gotowała posługuje się bardzo bogatym i barwnym językiem, tak charakterystycznym dla lotniczego romantyka. Opisy przyrody, zachowania i wyglądu bohaterów zdarzeń oraz przebiegu operacji lotniczych są bardzo rozbudowane i plastyczne, w czym nie ustępują nawet Nad Niemnem Orzeszkowej. W swoim twórczym uniesieniu Pan General często zapędza się bardzo daleko, za daleko. Skutkiem tego liczne jego opisy są niespójne, a czasem wzajemnie sprzeczne. Co gorsza wiele razy zakłóca chronologię zdarzeń, czasem w sposób wręcz kompromitujący zasób wiedzy Autora. Podobnie wiele zastrzeżeń mogą budzić opisy sprzętu lotniczego, podawane parametry techniczne, terminologia czy stosowane oznaczenia. Wszystko to sprawia, że im dalej zagłębiałem się w lekturę czułem kolejno: ciekawość, zdziwienie, zakłopotanie, irytację, w końcu zażenowanie. Nie tego oczekiwałem od tej lektury. Wydawało mi się, ze sięgam po literaturę faktu, dotyczącą historii lotnictwa wojskowego, napisaną przez generała, było nie było wieloletniego wysokiego dowódcę lotnictwa polskiego, bardzo doświadczonego i wszechstronnie wykształconego oficera. Tymczasem otrzymałem coś co jest zlepkiem beletrystyki, literatury faktu oraz fantazji Autora w czystej postaci.
Za najbardziej kuriozalny w książce uważam podpis zdjęcia samolotu F-16 „Izraelski F-16B 5 czerwca 1967 r. …”, str. 198. Jakby tego było mało, do ataku w tym dniu wystartowały izraelskie samoloty Mirage F.1”, str. 201. Nie mniej intrygującą jest scena, w której przed atakiem na iracki reaktor w Osiraku (1981 r.) premier Izraela pyta sztabowców „czy na pewno nie będzie to kolejny Czarnobyl?” (1986 r.), str. 281. Pozostaje mieć nadzieję, że stwierdzenia te pójdą na konto ignorancji J. Gotowały i nie staną się pożywką dla różnej maści zwolenników teorii spiskowych. W końcu nie napisał tego nawiedzony licealista tylko generał będący świadkiem lub uczestnikiem wielu wydarzeń, spotkań, operacji. 
Ocena czasu zdarzeń kuleje w wielu miejscach.
Te najistotniejsze błędy przedstawię chronologicznie bez oceny ich kalibru i bez komentarza.
Pisząc o latach 1964-1975, stwierdza że „zaledwie dziesięć lat wcześniej Wietnamczycy ściśle współpracowali z Amerykanami przeciwko zbrodniczej Japonii”, str. 222. Podobnie pisanie o wojnie „ która już się tliła w Iraku”, w domyśle ta z USA, przy opisie Wietnamu w roku 1965 to niemała przesada, str. 248. Nie można pisząc o roku 1981 nazywać F-16 maszyną Lockheed Martina, str. 291. Lockheed przejął General Dynamics w 1993 r, a połączył się z Martinem Marietta w 1995 r. W roku 1967 samoloty C-130 Hercules, nawet w wersji A, nie mogły być „starsze niż większość członków ich załóg”, str. 259. Ekrany ciekłokrystaliczne pojawiły się w AH-64D w roku 1997. Nie było ich podczas Pustynnej Burzy, str. 359. Natomiast na wspomniane tam ekrany dotykowe trzeba było poczekać jeszcze kolejne ponad dwie dekady.
Także poprawność w zakresie znajomości techniki lotniczej i historii jej użycia budzi, delikatnie to ujmując, wiele zastrzeżeń. 
Japońska armada lecąca na Perl Harbor nie mogła lecieć z prędkością 400 km/h, gdyż była ona większa od prędkości maksymalnej biorących udział w nalocie samolotów Aichi D3A1 Val oraz Nakajima B5N2 Kate, o prędkości przelotowej nawet nie wspominając, str. 36. Avro Lancaster był raczej bombowcem ciężkim niż średnim, str. 142. Bomba Little Boy miała znacznie mniejszą moc niż podane na str. 143 dwadzieścia kiloton. Na str. 174, 182 i 184.  Autor myli samolot A-7 Corsair II z F-8 Crusader. Nazwanie samolotu KC-135 wysłużonym w roku 1967 to duża przesada. Ponadto to pasażerski Boeing 707 wyewoluował z tankowca KC-135, a nie odwrotnie, str. 233. Masa głowicy pocisków systemu SAM-6 Gainful jest ponad cztery razy mniejsza niż podana w tekście, str. 283. Smoloty E-2 Hawkeye nigdy nie używały radaru APA-71, gdyż taki nie istniał, str. 327. W operacji odbicia amerykańskich zakładników z ambasady w Teheranie w 1980 roku nie mogły brać udziału samoloty F-18 Hornet, gdyż nie były jeszcze w służbie, str. 273. Pilot Izraelski w wojnie sześciodniowej nie mógł latać na F-86 Sabre, str. 285. W samolocie F-15 podwozie nie chowa się do gondoli skrzydłowych, tylko wnęk w kadłubie, str. 288. Izrael nie posiadał samolotów RC-135, a jego elektroniczna wersja Boeinga 707 użyta podczas walk nad doliną Bekaa to Barbor, str. 305. W trakcie pracy radaru samolot E-2 Hawkeye nie może krążyć nisko, bo to mijałoby się z celem jego działania, str. 305. Trudno byłoby poderwać śmigłowiec „wciskając do oporu dźwignię skoku”, str. 359. Na str. 376  Gotowała nie zauważa różnicy pomiędzy uderzeniowymi Jaguarami a myśliwskimi Mirage F-1C. Samoloty FB-111 to Aardvark, nie Raven, str. 381. Libijskie bombowce Tu-22 noszą NATOwskie oznaczenie kodowe Blinder, nie Backfire, str 378. Nie było samolotu RF-117, str. 392. Pokrycie B-2A nie jest barwy czarnej, str. 396. W kabinie B-2 jest drążek sterowy, a nie wolant, str. 399. Nie wiem czym są „przechłodzone niestabilnym helem bojowe głowice”, str. 410. Predator posiada głowicę elektrooptyczną jako integralny element maszyny, a nie przenosi jej w zasobniku, str. 420.
Geografia też nie jest najmocniejszą stroną Pana Generała. 
Lecąc z bazy w stanie Missouri nad Adriatyk, piloci samolotu B-2 Spirit widzieli na ekranach znacznik samolotu ”na tle mapy Pacyfiku z zarysem zachodniego wybrzeża Afryki i Hiszpanii”, str. 402. Przy granicy z Iranem znajduje się wschodni Irak, nie jak podano zachodni, str. 159. Egipt nie leży nad Oceanem Indyjskim, str. 275. Nie wiem skąd przy ataku znad Adriatyku na Belgrad pojawia się wybrzeże Słowenii, jako trasa pocisków samosterujących, skoro samolot nadlatywał od strony Sycylii, str. 407.
W swym oratorskim transie Autor popełnia jeszcze wiele innych błędów. Gdyby choć kilka z nich znalazło się w jednej książce, drastycznie obniżałyby jej ocenę. Bledną one jednak w porównaniu z tym co przytoczyłem powyżej.
Na str. 28 admirał Yamamoto jest „wysoki, dobrze zbudowany”, podczas gdy cztery strony dalej „był mężczyzną średniego wzrostu”. Japońska jednostka ri równa się 2120, a nie 2000 mil, str. 37. "Unoszone prądami powietrznymi spływały w dół", str. 55. Jeżeli podano oznaczenie MS 406 to konsekwentnie powinno być MB 152, str. 67, chociaż stronę dalej mamy „Curtissy MB 152”. Według p. Generała w przypadku samolotów Ił-2 „ich wydawałoby się silna stalowa powierzchnia nie wytrzymuje trafień …”, str. 74. Podczas nalotu na niemieckie zapory piloci bombowców „z radością rejestrowali, jak w okolicznych miasteczkach gasną uliczne światła”, str. 109, a światła samochodów odbijały się w wodzie. Czyżby Niemcy w roku 1943, w Zagłębiu Ruhry nie stosowali zaciemnienia? W Japonii w marcu 1943 r. „produkcja samolotów bojowych po raz pierwszy przekroczyła 100 szt.”, str. 115. Nie jest prawdą, że sukces próbnego wybuchu ładunku nuklearnego w Nowym Meksyku na trzy tygodnie przed zrzuceniem bomby na Hiroszimę „umożliwił skonstruowanie pierwszej bomby” atomowej, str. 136. Ciekawe jest, w jaki sposób „księżyc górnymi wieżyczkami strzeleckimi zaglądał do wnętrza fortecy, jeżeli jest mowa o B-29, str. 146. Jest mało prawdopodobne, aby na początku sierpnia drzewa wiśni w Japonii „świeciły już gołymi konarami drzew”, str. 150. Jednym z celów dla amerykańskiej bomby atomowej była Kokura, nie Kodura, str. 152. „Pomyślnie wykonać z dobrym rezultatem”, str. 173. Wietnamskie lotnisko to raz „Watty”, str. 178, innym razem to „Wittay”, str. 185. „Okazało się, że jedna celna rakieta była cenniejsza od dziesiątek chybionych", str. 221. Wątpliwe by pilot F-15 Caesar Rodriguez z USAF podlegał „przez długi czas szkoleniu w Top Gun”, str. 161. Most Ham Rong w Wietnamie oparty był na kamiennych podporach, str. 209 lub potężnych betonowych podporach, str. 212. Dzikie łasice to nie były samoloty „rozpoznania radioelektronicznego i zakłócania”, str. 219. Pilot Olds ma 20 lat służby na str. 230, podczas gdy na str. 229 od 25 lat był pilotem myśliwskim. „Złe, niewłaściwe relacje między dowódcami i politykami” podczas wojny w Wietnamie trudno zaliczyć do „elementów podstępu” operacji Bolo, str. 242. Boeingi 747 linii Air France nie miały srebrno-błękitnego malowania, str. 272. Z pokładu okrętu startował samolot bezzałogowy, nie jego makieta, str. 304. Nazwanie okresu 20-25 milionów lat „z górą tysiącem lat” to co najmniej nieścisłość, str. 309. Gruszki w popiele się zasypia, nie zasypuje, str. 314. Amerykańscy żołnierze służący w Niemczech nie byli opaleni przez „północnoeuropejskie” słońce, str. 319. Na str. 328 Autor nie może się zdecydować czy w operacji El Dorado Canyon brały udział samoloty F-111 w wersji B, czy F. W dodatku na zdjęciu na kolejnej stronie widać samoloty EF-111, a nie jak podpisano F-111A. Dużą przesadą jest stwierdzenie, że ładunek bojowy przenoszony w komorze bombowej F-117 „mógł znieść z powierzchni ziemi niewielkie miasto”, str. 336. Osiem śmigłowców to cztery AH-64 i dwa MH-53, str. 350. Na etapie powstania B-2A wypełniacz typu plaster miodu trudno nazwać „niespotykanym kształtem”, str. 398. Tankowanie samolotu w powietrzu trwa osiem minut, a kończy się po czterech, str. 404. W większości przypadków typy samolotów podane są, nie wiedzieć czemu, w cudzysłowie. Nie ma w tym jednak konsekwencji.
Zasmucającym jest fakt, że promocja tej książki odbyła się Lotniczej Akademii Wojskowej w Dęblinie. Lepiej aby nasi przyszli piloci wojskowi kształcili się i wychowywali na książkach: Meissnera, Skalskiego, Urbanowicza i wielu, wielu innych niż na bajkopisarstwie Gotowały. 
Nie takich wzorców im trzeba. 
Więcej z tego szkody niż pożytku.

 

Jutro albo wcale
Gotowała Jerzy
Bellona
Warszawa2025
446 stron w miękkiej oprawie
nieliczne zdjęcia biało-czarne, kilka wykresów w załączniku

 

Powiązane wpisy:

Zapach nieba czyli dyrdymały pana generała 2.0+
Niebo nad głową czyli dyrdymały Pana Generała
Gwiazdy nad Afganistanem
 

 

 



niedziela, 1 marca 2026

Skrzydlata Polska ML2/2026. Trójkolorowa Fuga

Nieco w cieniu drugiej generacji samolotów bojowych o napędzie odrzutowym pojawiły się samoloty szkolno-treningowe o takim samym napędzie. Wymuszone przez coraz większe dysproporcje pomiędzy nowoczesnymi odrzutowcami, a szkolnymi maszynami o napędzie śmigłowym powstawały głównie w państwach o dobrze rozwiniętym przemyśle lotniczym i stosownych możliwościach finansowych. Specyficzne wymagania, w tym nie tak wyśrubowane osiągi jak w przypadku maszyn bojowych zaowocowały kilkoma ciekawymi konstrukcjami, różniącymi się głównie układem aerodynamicznym i liczbą silników. Wśród maszyn jednosilnikowych poczesne miejsce zajmują: amerykański T-33, czechosłowacki Aero L-29, włoski Aermacchi MB.326, czy brytyjski Folland Gnat. Nie możemy też zapomnieć o rodzimej TS-11. Wśród maszyn dwusilnikowych pojawiły się: amerykańska Cessna T-37 z układem foteli obok siebie, hiszpański Hispano HA-200 czy francuski Fouga CM.107. Charakterystyczną cechą tego ostatniego było usterzenie motylkowe, zwane także usterzeniem Rudlickiego. Drugą charakterystyczną cechą skrzydlatego magistra jest płat o dużym wydłużeniu, co upodabnia go bardziej do szybowca niż odrzutowca bojowego. Samolot odniósł spory sukces. Pomimo zbudowania niespełna tysiąca maszyn służyły one, jako nowe bądź nabyte z drugiej ręki, w ponad dwudziestu państwach. Budowane były zaś nie tylko we Francji, ale też w Niemczech, Finlandii i Izraelu. Przez wiele lat rozsławiały lotnictwo wojskowe Francji latając w zespole Patrouille de France. Dziś ten zgrabny i ciekawy samolot możemy oglądać głównie w muzeach, choć są też egzemplarze lotne, które można podziwiać na licznych pokazach, a także zakupić lot na tego typu maszynie.
W tym miejscu nasuwają się analogie z naszą Iskrą. Oba samoloty skonstruowano w podobnym celu, w oparciu o podobne wymagania. Obie konstrukcje na wiele lat zdominowały szkolenie lotnicze, choć Magister w bardziej międzynarodowym zakresie. Podobnie miały długie epizody latania w narodowych wojskowych zespołach akrobacyjnych. Tak samo są licznie reprezentowanymi eksponatami w wielu muzeach i na licznych pomnikach lotniczych. Do dzisiaj zachowało się trochę lotnych egzemplarzy tych maszyn cieszących oko sympatyków lotnictwa na licznych pokazach i piknikach. Zwłaszcza ta ostatnia analogia powinna nas bardzo cieszyć, gdyż pokazuje, że w kwestii podejścia do zabytków lotniczych coraz bliżej nam do wiodących w tym obszarze państw zachodnich.

TOP 3
1. Magiczny lot CM.170. Sześć stron fotorelacji z lotu Autora artykułu samolotem szkolno-treningowym Fouga CM.170 Magister. Zaletą artykułu jest jego kompletność. Rozpoczyna się od zwięzłego opisu historii konstrukcji, jej służby oraz wersji pochodnych. Dalej znajdziemy krótki opis firmy Crazy Magic Flight, której maszyna (F-GPCJ) była bohaterem sesji fotograficznej. Opisany dalej lot Autor artykułu odbył w drugim Magistrze F-AZZP. W dalszej części materiału znajdziemy dosyć szczegółowy opis przygotowania do lotu oraz jego samego. Autor wielokrotnie podaje wartości parametrów lotu oraz dzieli się swoimi wrażeniami i obserwacjami dotyczącymi właściwości lotnych maszyny. Nie za dużo i nie za mało, w sam raz. Gdyby nie pomylenie kabiny tylnej z przednią w podpisie zdjęcia na str. 54 oraz pominięcie trójkolorowych skrzydeł w opisie malowania płatowca, artykuł byłby bardzo dobry. Tak jest tylko dobry i bardzo ciekawy.
Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości pojawi się podobny materiał o naszych Iskrach?
2. Lotniskowy Rollercoaster w Berlinie. Niedawno miałem okazję pierwszy raz korzystać z nowego berlińskiego lotniska Berlin Brandenburg Airport i doświadczyć pierwszych wrażeń. Terminal choć niby funkcjonalny, to zwyczajnie po niemiecku jest nijaki. Dobrze koresponduje z tym opisana w artykule P. Geise historia powstania tego obiektu. Przeciągająca się niczym brazylijska telenowela budowa, prowadzona według od początku nietrafnie zdefiniowanego i pełnego błędów projektu, okazała się głęboką skazą na wizerunku niemieckiego porządku i solidności. Autor pisze o licznych błędach, których efektem był gigantyczny wzrost kosztów i skandaliczne wręcz opóźnienia. Szkoda, że tylko mimochodem wspomina o korupcji, jako jednym z problemów procesu inwestycyjnego. Artykuł ten powinien być lekturą obowiązkową wszystkich osób związanych z powstaniem naszego CPK, o przepraszam Portu Polska.
3. Dla kolegów Wacek. Pożegnalny tekst Marka Idziora prezentujący sylwetkę niedawno zmarłego Wacława Hołysia. Jego zasługi w dokumentowaniu powojennej historii polskich skrzydeł są bezdyskusyjne. Odpoczywaj w pokoju. 

Muszę zauważyć, że pod względem opracowania redakcyjnego numer lutowy posiada kilka niedoróbek. Oprócz wspomnianego wyżej pomylenia kabin i pominięcia barwy skrzydeł CM.170, błędnie podano także barwy rozbitego w Czechach, wracającego z pokazów w Lesznie, Trojana (OE-ESA), jako oliwkowo-czerwone, str. 36. Niestaranność redakcyjna skutkuje też potworkami językowymi w stylu „inauguracyjny lot z Krakowa Budapesztu”, str. 13, „wystąpienia dotyczące rozporządzeniu”, str. 8. Do tego należy dodać kilka literówek. 
Być może jest to efekt przesilenia zimowego. 
Oby.

Powiązane wpisy:

Skrzydlata Polska ML 1/2026. Skrzydlaci zabójcy

Skrzydlata Polska ML 12/2025. Agrolotnictwo – cień dawnej świetności

Skrzydlata Polska ML 11/2025. Koniec epoki

Skrzydlata Polska ML 10/2025. Już dopiero
Skrzydlata Polska ML 9/2025. Krew i łzy
Skrzydlata Polska ML8/2025. Pierogarnia
Skrzydlata Polska ML7/2025. Innowacje, nowe podąża ścieżką starego?
Skrzydlata Polska ML 6/2025. Krytyczne spojrzenie na zachód
Skrzydlata Polska ML 5/2025. Władek nie wydurniaj się
Skrzydlata Polska ML 4/2025  Zdarzenie jak szóstka w Lotto
Skrzydlata Polska ML 3/2025. Elektryczna zadyszka
Skrzydlata Polska ML 2/2025. Skrzydlatej matematyczne problemy
Skrzydlata Polska ML 1/2025. Numer południowy
Skrzydlata Polska ML 12/2024. Roczek Fafika
Skrzydlata Polska ML 11/2024. Czekając na rewolucję
Skrzydlata Polska ML 10/2024. Lot na rynku
Skrzydlata Polska ML9/2024. Kawa nad K2
Skrzydlata Polska ML8/2024. Tani wypełniacz zamiast wspomnienia o ciekawym człowieku i jego osiągnięciach
Skrzydlata Polska ML7/2024. Odtwarzanie zDOLności
Skrzydlata Polska ML 6/2024. Obyś setki nie doczekał
Skrzydlata Polska ML 5/2024. Concorde, następne pokolenie?
Skrzydlata Polska ML 4/2024. Transportowe mrzonki
Skrzydlata Polska ML 3/2024.
Skrzydlata Polska ML 2/2024. Błędy duże, małe i malutkie
Skrzydlata Polska ML 1/2024. Jaki pierwszy numer, taki cały rok?
Skrzydlata Polska ML 12/2023. Samolot nie dla każdego
Skrzydlata Polska ML 11/2023 – pomysł na DOLa
Skrzydlata Polska ML 10/2023 – wodorowa nadzieja
Skrzydlata Polska ML 9/2023 – rozmyta przyszłość lotnictwa
Skrzydlata Polska ML 7/2023 – nam strzelać nie kazano
Skrzydlata Polska ML 6/2023 - wojsko w cywilu
Skrzydlata Polska ML 5/2023 – pożegnanie papugi
Skrzydlata Polska ML 4/2023 – politykierstwo ponad fakty, z lotnictwem w tle
Skrzydlata Polska ML 3/2023 – wojna odkryta
Skrzydlata Polska ML 2/2023 – pożegnania, pożegnania, pożegnania
Skrzydlata Polska 12/2022. Hypki na Papieża
Skrzydlata Polska 11/22 – od Raptora do „traktora”
Skrzydlata Polska 10/22 – Alicja w krainie prądu
Skrzydlata Polska 8/22 – Zamierające pokazy
Skrzydlata Polska 7/22 – pomiędzy rzeczywistością a fantazją
Skrzydlata Polska 6/22 – niskoemisyjna
Skrzydlata Polska 5/22 – helikopter z wyciągarką
Skrzydlata Polska 4/22 – wojna? Jaka wojna?
Skrzydlata Polska – magazyn sprzeczności 

 



niedziela, 22 lutego 2026

Lotnictwo1/2026. Polski droga do militarnej potęgi

Dyskusja o zakupach nowoczesnego sprzętu dla polskiej armii rozgrzewa od kilku lat środki masowego przekazu, fora internetowe i oczywiście polityków. Jak to zwykle u nas; czyli w Polsce, Europie, całym współczesnym świecie; punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Obiektywnym faktem jest, że nasze siły zbrojne, w tym lotnictwo przeszły w ostatnich latach znaczne przeobrażenia, a ich zapóźnienie w stosunku do „starych” członków NATO uległo znacznemu zmniejszeniu. Podobnie jak w Norwegii, Holandii, a ostatnio Danii, do historii przeszły samoloty F-16, tak u nas wycofano Su-22, Mi-14 i SH-2, a dni MiGów-29, Mi-24 i Mi-2 też są policzone. Modernizując nasze Jastrzębie i pozyskując F-35 szybko i wielkim kosztem nadrabiamy wieloletnie zaległości. Wkrótce będziemy „szczęśliwymi posiadaczami” w sumie czterech nowoczesnych platform odrzutowych, w tym trzech bojowych. Są też podejmowane liczne wysiłki, głównie przez różnej maści lobbystów, aby pozyskać jeszcze jedną. Już dziś taka różnorodność stawia nas w czołówce, gdzieś pomiędzy Włochami a Grecją. Taka rozmaitość, w sumie niewielkiej floty, jest koszmarem wojskowych logistyków i systemu szkolenia kadry. Jest też źródłem większych kosztów i opóźnień prac serwisowych. Wydaje się, że decydenci bardziej liczą na liczby niż rzeczywistą siłę armii. W końcu posiadany sprzęt to tylko jeden z elementów jej siły. Jednakże liczby lepiej wyglądają w mediach, co przelicza się na słupki poparcia. Jest wysoce prawdopodobne, że ze względu na braki kadrowe lub/i infrastrukturalne, niedostatek środków bojowych czy opóźnienia serwisowe, znaczna część statków powietrznych odstawiona będzie „na kołki”. Generalnie głównym problemem, jak zawsze, będą pieniądze. Podobne ryzyko istnieje także w innych rodzajach sił zbrojnych. Mrzonki o półmilionowej armii może i dobrze wyglądają w telewizji, jednak są raczej przeszkodą niż drogą do stworzenia silnej nowoczesnej armii, dobrze wyposażonej nie tylko w najnowocześniejsze środki rozpoznania i walki, ale także nowoczesne wyposażenie szeregowych żołnierzy.

 

 

 TOP 3

1. Dania pożegnała myśliwce F-16. Krótki materiał pożegnalny: historia pozyskania maszyn, ich służby oraz pożegnania w cieniu pierwszych F-35.

2. Brytyjskie bombowce typu V. Vickers Valiant. W pierwszej części materiału przedstawiono historię powstania najstarszego, najprostszego i najmniej znanego z trójki bombowców serii V. Opisano także wersje seryjne oraz niezrealizowane projekty. Czekam na część drugą.

3. Ogień nad Lewantem. Kampania lotnicza w Syrii w 1941 r. Druga część materiału o bliskowschodnim starciu powietrznym Anglików z Francuzami Vichy w roku 1941. Po raz kolejny widzimy, że sojusze nie są czymś trwałym, wiecznym.


Powiązane wpisy:

Lotnictwo12/2025. Liga przepisywaczy
Lotnictwo 11/2025. Odrzutowce retro
Lotnictwo 10/2025. Czarne krzyże nad Polską
Lotnictwo 9/2025. Zguba na zgubę
Lotnictwo 7-8/2025. Mit podniebnych rycerzy
Lotnictwo 6/2025. Putina z Zełenskim nieformalny sojusz
Lotnictwo 5/2025. Świat stanął na głowie, okładka też
Lotnictwo 4/2025. Druga setka
Lotnictwo 3/2025. Sokoła do Poloneza podobieństwo
Lotnictwo 2/2025. Mitologia gamechangerów
Lotnictwo 1/2025. Cywilne ofiary odległej wojny
Lotnictwo 12/2024. Nowy rok rokiem (bez)nadziei
Lotnictwo 11/2024. Wojna i pokój Króla Wacława
Lotnictwo 10/2024. Zastaw się, a postaw się
Lotnictwo 7, 8/2024. Brygada zrobiona na szaro
Lotnictwo 6/2024. Boeinga błędy nie tylko techniczne
Lotnictwo 5/2024. Groźnie incydenty, pomruki wojny
Lotnictwo 4/2024. Argentyna, nie Ukraina
Lotnictwo 3/2024. Cel – minimalizacja strat
Lotnictwo 2/2024. Staruszek Viper
Lotnictwo 1/2024. 2 + 2 nie chce dać 5!

poniedziałek, 16 lutego 2026

Su-35. Najmłodszy z rodziny i raczej ostatni

Podobnie jak amerykańskie samoloty F-15, F-16 i F-18, radziecki samolot Su-27 przebył długą drogę rozwojową. O ile jednak Amerykanie konsekwentnie nadawali kolejnym wariantom jedynie nowe oznaczenie literowe po numerze typu, to Rosjanie - zapewne z pobudek propagandowych, o przepraszam marketingowych, zastosowali wiele różnych oznaczeń dla kolejnych pochodnych Su-27, nieźle komplikując orientację w historii rozwoju konstrukcji. Niezależnie od numerologii, historia konstrukcji sięga lat ponad pięćdziesięciu. W tym czasie powstała bardzo liczna rodzina udanych samolotów o różnym przeznaczeniu, na opisanie których potrzebne były aż cztery zeszyty serii „Technika wojskowa XXI wieku”. Ostatni z nich poświęcony jest najnowszej, choć rozwijanej już od lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, wersji wielozadaniowej noszącej oznaczenia Su-35, w najnowszej wersji Su-35S. Jako, że płatowiec tej wersji wywodzi się z pierwowzoru, którego rozwój opisano wcześniej, w omawianym tomiku Autorzy traktują budowę płatowca drugorzędnie, ograniczając się do omówienia wprowadzonych zmian. Pomijają także ogólny opis konstrukcji samolotu. Znacznie więcej miejsca poświęcają zespołowi napędowemu. Najwięcej miejsca obejmuje historia rozwoju systemu bojowego oraz awioniki samolotu, a także zintegrowanego z samolotem uzbrojenia. Te akurat elementy starzeją się znacznie szybciej niż samoloty i wymagają stałej modernizacji. W przypadku maszyn rosyjskich jest to szczególnie istotne, gdyż od zawsze ustępowały one w tym względzie sprzętowi zachodniemu. Przyjęta koncepcja tomiku jest jak najbardziej logiczna i uzasadniona, gdyż nie ma sensu powtarzać tych informacji, które opublikowano już wcześniej w ramach serii. Uważam to za przejaw szacunku dla czytelników. Być może podszyty oczekiwaniami marketingowymi, jednakże bardzo pozytywny. Widać, że seria ma się dobrze. 
Czekam na kolejne tomiki.

Samolot Myśliwski Suchoj Su-35
Technika wojskowa XXI wieku  nr 21
Fiszer Michał, Gruszczyński Jerzy
Agencja wydawnicza CB
2026
80 stron w miękkiej oprawie
Liczne zdjęcia, rzuty oraz barwne sylwetki boczne

 

sobota, 7 lutego 2026

Historia agrolotnictwa w Polsce. Domykający się rozdział

Pomimo, że w Szreniawie świętowano ostatnio stulecie polskiego agrolotnictwa, jego realna historia zamyka się raczej w latach pięćdziesięciu. I choć szczątkowe zabiegi silwalotnicze oraz pożarnicze są nadal realizowane, to lata kiedy Polska była agrolotniczą potęgą minęły bezpowrotnie. Jednym z pozytywnych efektów jubileuszu było wydanie przez Muzeum Narodowe Rolnictwa w Szreniawie książki Mariusza Niestrawskiego „Historia polskiego agrolotnictwa”.
Bez wątpienia jest to bardzo cenne opracowanie, w sposób kompleksowy podsumowujące sto lat polskiego agrolotnictwa. Kompleksowość ta objawia się przede wszystkim sensownym rozłożeniem akcentów pomiędzy obszary decydujące o sukcesach polskiego agrolotnictwa: realizowane zadania/kontrakty, budowany w kraju i szeroko wykorzystywany sprzęt oraz ludzi, bez których by tego wszystkiego nie było. Na podkreślenie zasługuje  ogrom pracy włożonej przez Autora w zebranie i  zgrabne opracowanie tak szerokiego materiału źródłowego.
Po krótkim wprowadzeniu dotyczącym zarania agrolotnictwa na świecie, Autor wprowadza nas w pierwsze próby użycia samolotów w Polsce, jeszcze przed II wojną światową, jakby na usprawiedliwienie setnej jego rocznicy. Właściwa część historii dotyczy lat powojennych, początków prac w Polsce Ludowej, nad lasami i PGRowskimi polami. O wiele bardziej ciekawa jest część dotycząca pracy polskich agrolotników zagranicą, szczególnie pod niebem Afryki. Znajdziemy tu opisy najważniejszych kontraktów oraz związanych z nimi przelotów samolotów i śmigłowców na południe. Opisy dotyczą nie tylko Egiptu i Sudanu ale także mniej znanych epizodów w Iranie, Pakistanie i kilku innych, nie mniej egzotycznych krajach. W części tej Autor często cytuje wspomnienia uczestników tych wydarzeń, co ożywia lekturę, dodając jej więcej realizmu. Jednakże niektóre wspomnienia są nazbyt rozbudowane, poruszające zagadnienia marginalne i małoistotne szczegóły. W kolejnym, dość krótkim rozdziale opisane są dzieje polskiego lotnictwa w walce z pożarami. Ciekawym uzupełnieniem jest opis dwóch akcji gaśniczych w Polsce oraz realizacji kontraktu w Niemczech. Autor nie pomija delikatnych problemów, jak chociażby wysokie koszty zabiegów agrolotniczych, ich często niezadowalającą jakość (głównie równomierność pokrycia), czy kwestie przemytu kontrabandy przez pilotów i mechaników.
Drugą część książki stanowi przegląd używanych samolotów i śmigłowców. Jest to bardzo istotny element historii naszego agrolotnictwa i przemysłu lotniczego. Po pierwsze większość wspomnianych samolotów wyprodukowana została w Polsce. Po drugie, najlepsze i najnowocześniejsze z nich powstały jako efekt pracy polskich konstruktorów, czy to samodzielnej (Kruk), czy współpracy (M-15) lub rozwoju istniejących konstrukcji. (Gawron, M-18). Opis poszczególnych konstrukcji zawiera okoliczności ich powstania i produkcji, najważniejsze zastosowania, opis konstrukcji ze szczególnym uwzględnieniem aparatury agro oraz tabele z danymi technicznymi. Tak się szczęśliwie składa, że wszystkie główne statki powietrzne wykorzystywane w polskim agrolotnictwie zgromadzone są w szreniawskiej kolekcji. Nic więc dziwnego, że opis każdego typu kończy krótka historia egzemplarza eksponowanego w Szreniawie, wraz z dużym barwnym jego zdjęciem. Konsekwencją takiego podejścia jest zamieszczenie, trochę na siłę, opisu samolotu L-200 Morava, który nie bardzo wpisuje się w historię polskiego agrolotnictwa.
Szreniawskiej ekspozycji poświęcono znacznie więcej miejsca w końcowej części książki, gdzie poza historią kolekcji zawarto załączniki z zestawieniem eksponatów i dokumentów. Jak przystało na opracowanie naukowe licznie zawarto w nim przypisy i odniesienia do bogatego zestawu materiałów źródłowych i wspomnień. Język opracowania jest typowy dla tego rodzaju publikacji, na szczęście wolny jest od naukowego nadęcia i zapędów moralizatorskich. Całość ilustrowana jest bogatym zestawem ciekawych zdjęć. Część z nich jest jednak słabej jakości, co w dobie zaawansowanych narzędzi graficznych i AI pozostawia pewien niedosyt.
Wyraźnie widać, że Autor jest z wykształcenia humanistą, nie inżynierem. Jeszcze wyraźniej widać, że technika lotnicza i budowa płatowców nie są Jego najmocniejszymi stronami. Skutkiem tego są pewne niedoskonałości terminologiczne oraz błędy merytoryczne, które obniżają ocenę jakości opracowania.
Najważniejsze zaobserwowane błędy i niedoskonałości przedstawiam poniżej.
Posługiwanie się materiałami źródłowymi i powoływanie się na nie nie zwalnia Autora z konieczności ich krytycznej analizy, co czasem nie wychodzi. Zakres wysokości 5-50 stóp, to nie jest 2,5-15 metrów, str. 13. Podana masa chemikaliów zabieranych na lot przez Dorniera Do 23 – 1,5 t, wydaje się mocno przesadzona, str. 19. Podobnie zrzucenie przez samoloty przy gaszeniu 90 ha lasu 9 milionów ton wody jest wprost niewyobrażalne, str. 167. Także rozprzestrzenienie 20 kg proszku w ciągu godziny, przy podanej wydajności 26 ha/godz. (poniżej 1 kg/ha) nie jest wartością wiarygodną, str. 183. Podawanie masy przenoszonej wody dla projektu przeciwpożarowego Kruka jako 3 t, podczas gdy w wersji podstawowej jest to wartość masy startowej samolotu, jest co najmniej wątpliwe, str. 298. Pisząc o zmianach wprowadzonych w śmigłowcu Mi-2M nie wspomniano o jednej z najważniejszych – przeniesieniu zbiornika paliwa pod podłogę kabiny, która dzięki temu stała się płaska str. 261. Na fot. 121 pokazano Kruka z instalacją do oprysków, nie opylania. Projektowany Kruk 2T nie posiadał podwozia przedniego, str. 280. Dromader posiada skrzydła, których zewnętrzne części mają dodatni kąt wzniosu, nie skosu, str. 351. Pisząc o zamocowaniu skrzydeł do kadłuba pod kątem 4 stopni i 30 minut nie podano czy chodzi o kąt zaklinowania czy może krawędzi natarcia skrzydła, str. 203. Jeśli zabudowa zbiorników pomiędzy skrzydłami samolotu M-15 zmniejszała jego zwrotność to musiało to zwiększać, a nie zmniejszać stateczność poprzeczną, str. 314.
Termin „Aeroklub Ligi Lotniczej”, str. 34 nie jest poprawny. Pisząc na str. 98 o roku 1978 stwierdzenie, że Wilga 35 została wprowadzona „niewiele wcześniej do produkcji seryjnej”, jest co najmniej nieścisłe. W tym kontekście dziesięć lat to raczej długo. Podobnie wątpliwe jest nabycie przez PUL nowych Gawronów w roku 1972, skoro ich produkcję zakończono w roku 1970, str. 198. Wstępny projekt samolotu „Jamel” nie był związany z agrolotnictwem więc szkoda na niego miejsca w tym opracowaniu. Wymieniając muzealne Kruki, str. 302,  Autor nie wspomina o egzemplarzu, lub raczej wraku, z muzeum w Nieborowie. Maska lub raczej osłona silnika szreniawskiego Kruka jest czerwona, str. 302. Czarna jest pokrywa zbiornika chemikaliów.
Mylącym jest stwierdzenie, że samolot Fairchild 24 „określany był też jako UC-61”, str. 17. UC-61 to było jego oznaczenie wojskowe. Podobnie w przypadku Pipera J-3 Cub nie zmieniono jego oznaczenia, tylko nadano mu oznaczenie wojskowe L-4, str. 173. Nie można zainstalować w jednym samolocie, konkretnie CSS-13, drążka sterowego i wolantu, str. 181, tym bardziej, że ten typ samolotu wolantu nie posiadał. Krawędź natarcia posiada płat, nie jego dźwigar. Na str. 182, 297 i 321 pomylono ciężar z masą. Jednostką przyspieszenia jest g (9,81 m/s2) oznaczone małą literą, nie dużą, str. 308 i 351. Często stosowane jest pojęcie konstruowanie zamiast produkcja. Podobnie zbyt szeroko rozumiany i stosowany jest termin kapotaż. Nazywanie pokryw zbiorników „pokrywkami” to lekka przesada, str. 262. Wirnik nośny śmigłowca posiada raczej łopaty, nie śmigła, str. 270.
Zabrakło mi też rozsądnego rozgraniczenia pomiędzy informacjami ważnymi, drugorzędnymi i zupełnie niepotrzebnymi, jedynie zaciemniającymi i gmatwającymi przekaz dzieła. Za zupełnie niepotrzebne uważam podawanie oznaczeń poszczególnych elementów wyposażenia agro czy przyrządów pokładowych. To nie jest przecież katalog części zamiennych. Podobnie tabele z danymi technicznymi samolotów, ich silników i osprzętu zawierają wiele bardzo drobiazgowych parametrów o znikomej z punktu widzenia całości opracowania wartości, o podawaniu wartości tolerancji nie wspominając. Podobnie niepotrzebne jest podawanie szczegółowych parametrów samolotów w wersjach innych niż rolnicze. Lepiej byłoby te wszystkie tabele ustandaryzować do podstawowych danych geometrycznych, masowych i osiągów. Zabrakło też konsekwencji w umieszczaniu w tabelach jednostek. Raz są przy parametrze, innym razem przy wartości.
Nie bardzo wiem, kogo Autor miał na myśli pisząc o „pilotach lotnictwa górskiego”, str. 60. Pisząc o rekultywacji terenów po kopalniach węgla podaje przykład Dolnego Śląska i Lubina, str. 82. Jedziemy lub lecimy do Salonik, nie Saloników, str. 110. Opisanie samolotu An-12 przewożącego śmigłowce Mi-2 do Egiptu jako „należącego” do PLL LOT jest przekłamaniem historii, str. 138. Mamy prądy  wstępujące, a nie fronty wstępujące, str. 169. Wątpliwości budzi też określenie „rękaw celowniczy”, str. 173. Podobnie nie wiem czym były „pokrycia dekoracyjne” w An-2, str. 223. Samolot nie może stracić swojego środka ciężkości, str. 244. Śruby podlegają ścinaniu, są ścinane, nie ścinają się, str. 324. Zmontowanie w Iranie jednego egzemplarza licencyjnego M-18 Dromader trudno nazwać produkcją, str. 345. Dziwoląg typu „elementy ciśnienia wytwarzanego przez pompę”, str. 349 trudno nazwać elementem aparatury Agro. W uzupełnieniu można dodać, że wspomniany na str. 53 napis (H-152) na kadłubie Mi-2 SP-PSC był jego numerem wystawowym na Międzynarodowej Wystawie Lotniczej w Paryżu w 1967 r. 
W tekście pojawiają się też niedostatki pracy redaktora i korektora w postaci błędów redakcyjnych lub drobnych niedoróbek językowych, których jak na tej objętości dzieło jest na szczęście niewiele.
Z technicznego punktu widzenia jedynymi niedoskonałościami są format i objętość książki, które sprawiają, że czytanie jest niewygodne i fizycznie nieco meczące, co przy dużej objętości dzieła ma niebagatelne znaczenie.
Podsumowując, monografia w sposób kompleksowy prezentuje porządny kawał historii polskiego lotnictwa. Biorąc pod uwagę, że okres ten można traktować jako zamknięty, przynajmniej w dominującym obszarze agro, stanowi ona doskonałe podsumowanie zagadnienia. Dobrze się stało, że powstała ona właśnie w Szreniawie, centralnym muzeum polskiego rolnictwa. Świetnie uzupełnia ona szreniawską ekspozycję, wzmacniając przy okazji przekaz o szerokich tradycjach lotniczych Poznania i Wielkopolski. Będzie świetnym źródłem pogłębiania informacji dla osób które bliżej zainteresują się kolekcją i zechcą rozszerzyć swoją wiedzę o polskim agrolotnictwie. Nie inaczej będzie w przypadku sympatyków polskiego lotnictwa, rolnictwa i historii najnowszej w ogóle.

Historia polskiego agrolotnictwa
Niestrawski Mariusz
Muzeum Narodowe Rolnictwa w Szreniawie
2025
458 stron w miękkiej oprawie
Liczne zdjęcia i tabele

Powiązane wpisy: 

wtorek, 3 lutego 2026

Lotnictwo AI 1/2026. Czas na czas

Okolice Nowego Roku skłaniają zwykle do refleksji nad upływającym czasem. Przemyślenia te w roku bieżącym spotęgował styczniowy numer miesięcznika Lotnictwo AI. Po raz kolejny uzmysłowił mi, jak wiele czasu już minęło od wydarzeń, które - jak mi się zdawało - miały miejsce całkiem niedawno, prawie wczoraj. Zwłaszcza trzecia część artykułu „Polskie lotnictwo wojskowe 1945-2025” pokazała ile czasu minęło, od kiedy wstąpiliśmy do NATO i jakie przemiany organizacyjne oraz sprzętowe zaszły w tym czasie. Jak daleką drogę przeszliśmy w zakresie modernizacji polskiego lotnictwa wojskowego. Trafnie upływ czasu pokazuje przypadająca w tym roku dwudziesta już rocznica przybycia do Polski samolotów F-16 Jastrząb. Jednak dla mnie bardziej symboliczne jest wycofanie z eksploatacji śmigłowców Kaman SH-2 Super Seasprite, których historię z szachownicami na kadłubie opisano w magazynie. Jak by nie było, jest to pierwszy statek powietrzny produkcji zachodniej, który wychodzi z uzbrojenia. I niewiele zmienia tu fakt, że były to maszyny używane. Analogiczny proces wycofania jest też mocno zaawansowany w przypadku naszych Herculesów. Podobnie na upływający czas otwiera oczy artykuł o polskim rejestrze statków powietrznych pokazując, że niemal co siódmy z nich wyprodukowany został ponad pól wieku temu. Do tej granicy nieuchronnie zbliżają się też, wydawałoby się nie takie stare Dromadery. Oczywiście wszystko to blednie wobec opisywanej w kolejnym artykule siedemdziesiątej rocznicy aktywnej służby bombowców B-52 w US Air Force, tylko dziesięć lat krótszej od całej historii powojennego lotnictwa.
I choć zapewne pojawią się uzasadnione glosy, ze wspomniany wyżej czas można było wykorzystać lepiej, to na pewno nie można powiedzieć, że czas ten został zmarnowany.

TOP 3
1. Polskie lotnictwo wojskowe 1945-2025. W trzeciej części artykułu, na dziesięciu stronach podsumowano ponad ćwierć wieku lotniczego aspektu obecności Polski w NATO. Zwięźle i na temat.
2. SH-2G Super Seasprite w Brygadzie Lotnictwa Marynarki Wojennej. Pożegnalny artykuł opisujący okres służby czwórki tych zgrabnych śmigłowców w Polsce. Sześć stron skondensowanej wiedzy, uzupełnionej nie tylko zdjęciami, ale też dwoma tabelami i zestawieniem danych technicznych oraz osiągów maszyny. Nie zapomniano też o rysunkach śmigłowca w pięciu rzutach.
3. W nawiązaniu do tematu wiodącego, tym razem na wyróżnienie zasługują zdjęcia na wewnętrznych stronach okładek, na których widzimy pary samolotów Su-22 i śmigłowców Mi-14. Są to statki powietrzne, które na dobre znikają z naszego nieba. Zdjęcia B. Bery i K. Tokunagi są tak samo świetne, jak prezentowane na nich samoloty. W erze powszechnego użycia ekranów, okazji do oglądania nowych, dobrych, aktualnych zdjęć na papierze jest coraz mniej. Szkoda, bo ich oglądanie daje mi dużo przyjemności. 
Zdjęcie na okładce też jest super. 


Powiązane wpisy:

Lotnictwo AI 12/2025. Nie wszyscy chcą być Youtoberami?
Lotnictwo AI 11/2025. Żywa legenda
Lotnictwo AI 10/2025. Zastanawiające milczenie
Lotnictwo AI 9/2025. Straszenie MiGiem
Lotnictwo AI 8/2025. Bomby dla Nobla
Lotnictwo AI 7/2025. Powolny zmierzch latających dysków
Lotnictwo AI 6/2025. Srebrny jubileusz najszlachetniejszych ze szlachetnych
Lotnictwo AI 5/2025. Antek wiecznie żywy5-antek-wiecznie-zywy.html
Lotnictwo AI 4/2025. Samolot „prezydencki”
Lotnictwo AI 3/2025. Samoloty pasażerskie – dynamiczna stagnacja
Lotnictwo AI 2/2025. Magia pierwszego razu
Lotnictwo AI 1/2025. Samba, kawa i Millenium
Lotnictwo AI 12/2024. Tuba propagandowa pełna marketingowego bełkotu
Lotnictwo AI 1/2025. Samba, kawa i Millenium
Lotnictwo AI 11/2024. Polska śmigłowcami stoi
Lotnictwo AI 10/2024. Staruszek Hercules, początki
Lotnictwo AI 9/2024. Polski przemysł lotniczo-kosmiczny – rozkwit czy agonia?
Lotnictwo AI 8/2024. Ciekawie, solidnie, atrakcyjnie?
Lotnictwo AI 7/2024. Niszowiec z kraju klonowego liścia
Lotnictwo AI 6/2024. Szerokokadłubowy Embraer
Lotnictwo AI 5/2024. Rok F-16 w Europie wschodniej
Lotnictwo AI 4/2024. Lotnicze dylematy Wuja Sama
Lotnictwo AI 3/2024. Stare i nowe Herculesy Trójkąta Weimarskiego
Lotnictwo AI 2/2024. Samoloty (roz)bojowe?
Lotnictwo AI 1/2024. Konkurencja i lobbing wśród magazynów lotniczych
Lotnictwo AI 12/2023. Historia coraz bardziej odległa, przyszłość coraz bardziej niepewna
Lotnictwo AI 11/2023. Podniebna artyleria
Lotnictwo AI 9/2023 – żółta kartka za bylejakość
Lotnictwo AI 8/2023 – odmitologizowanie Concordskiego
Lotnictwo AI 7/2023 – różne wymiary polityki odstraszania
Lotnictwo AI 7/2023 – różne wymiary polityki odstraszania
Lotnictwo AI 5,6/2023 – granice kryptoreklamy
Lotnictwo AI 4/2023 – PZL-130 Orlik – po co nam to było?
Lotnictwo AI 3/2023 – bylejakość Boeinga tuczy Airbusa
Lotnictwo AI 1/2023 – modernizacja po amerykańsku
Lotnictwo AI 12/2022 – numer wiele objaśniający
Lotnictwo AI 11/2022 – przekleństwo Jaskółki
Lotnictwo AI 10/2022 – szklane kule Airbusa i Boeinga
Lotnictwo AI 9/2022 – śmigłowce na fali wznoszącej
Lotnictwo AI 8/2022 – śmigłowiec, którego nie ma
Lotnictwo AI 7/2022 – spalone marzenie
Lotnictwo AI 6/2022 – drony po polsku
Lotnictwo AI 5/2022. Zbrojne niebo nad nami
Lotnictwo AI 4/2022. Aligator – historia upadku
Lotnictwo AI 3/2022 – powietrzni zwiadowcy duzi i mali
Lotnictwo AI 2/2022 – numer ostatni przedwojenny 
Lotnictwo AI 2/2023 – ładowniczy ze śmigiełkiem na czubku
Lotnictwo AI 9/2022 – śmigłowce na fali wznoszącej

poniedziałek, 26 stycznia 2026

Skrzydlata Polska ML 1/2026. Skrzydlaci zabójcy

Katastrofy i związane z nimi ofiary w ludziach towarzyszą lotnictwu od samego początku. I choć zabici i ranni w mniejszym lub większym stopniu związani są ze wszystkimi środkami lokomocji, to w przypadku samolotów wypadki i katastrofy są zwykle spektakularne, przez co stanowią pożywkę dla środków masowego przekazu. Co prawda z czysto ludzkiego punktu widzenia każda śmierć ma taki sam wymiar, to już ze społecznego, a na pewno massmedialnego już nie. Dobitnym przykładem są tu dwie kolejne katastrofy polskich pilotów demo teamów. Relatywizując kwestię ofiar katastrof lotniczych można podzielić je na trzy zasadnicze grupy:

1. członkowie personelu lotniczego,
2. pasażerowie samolotów i innych aparatów latających,
3. przypadkowe ofiary na ziemi czyli ludzie, którzy znaleźli się w niewłaściwym miejscu, o niewłaściwym czasie.
Miniony rok dostarczył dwóch dużych katastrof, które pociągnęły za sobą co najmniej trzydzieści osób zabitych na ziemi, a ponad osiemdziesiąt zostało rannych. Dwie ogromne tragedie.
W przypadku Dreamlinera Air India liczba ofiar w samolocie znacząco przekraczała liczbę zabitych na ziemi w stosunku 12,5: 1. W katastrofie MD-11F w Louisville proporcja wynosiła 3:7: 1 z przewagą ofiar na ziemi. Sucha statystyka nie oddaje dramatu każdej osoby i jej bliskich. W przypadku tych zabitych na ziemi boli jednak najbardziej. Nie byli związani zawodowo z lotnictwem. Nawet nie decydowali się na lot lub udział w pokazach lotniczych, co wiąże się ze świadomym podjęciem pewnego ryzyka. Jak pokazują artykuły ze styczniowego numeru SP, do przypadków katastrof lub wypadków związanych z utratą silnika w locie dochodzi od czasu do czasu, głównie w leciwych i mocno już wysłużonych samolotach cargo. Rozwój przewozów lotniczych, deficyt maszyn na rynku wtórnym oraz presja na wyniki ekonomiczne sprawiają, że katastrofa z Louisville za pewne nie będzie ostatnią tego typu.

TOP 3

1. Odpadające silniki. W swoim kolejnym ciekawym artykule M. Sigmund pokazuje, że  katastrofa MD-11F z Louisville nie była pierwszą tego typu. Podaje przykłady licznych zdarzeń, w których z różnych przyczyn od dużych samolotów odrzutowych odrywały się silniki. Czasem wszystko kończyło się szczęśliwie, czasem niestety nie.
2. 250. Samolot WizzAir. Jako jedna z wiodących na polskim rynku lotniczym linii niskokosztowych WizzAir stale rozwija i unowocześnia swoja flotę. Kamieniem milowym procesu jest wprowadzenie do służby maszyny nr 250. Jest to też okazja do przybliżenia historii, dnia dzisiejszego i najbliższych planów linii.
3. Dubai Airshow 2025. Wydarzenie, któremu obszerny materiał poświęcił każdy szanujący się magazyn lotniczy. Z opublikowanych w trzech polskich, które systematycznie czytam, najbardziej przypadł mi do gusty ten ze Skrzydlatej.
 

Powiązane wpisy:

Skrzydlata Polska ML 12/2025. Agrolotnictwo – cień dawnej świetności

Skrzydlata Polska ML 11/2025. Koniec epoki

Skrzydlata Polska ML 10/2025. Już dopiero
Skrzydlata Polska ML 9/2025. Krew i łzy
Skrzydlata Polska ML8/2025. Pierogarnia
Skrzydlata Polska ML7/2025. Innowacje, nowe podąża ścieżką starego?
Skrzydlata Polska ML 6/2025. Krytyczne spojrzenie na zachód
Skrzydlata Polska ML 5/2025. Władek nie wydurniaj się
Skrzydlata Polska ML 4/2025  Zdarzenie jak szóstka w Lotto
Skrzydlata Polska ML 3/2025. Elektryczna zadyszka
Skrzydlata Polska ML 2/2025. Skrzydlatej matematyczne problemy
Skrzydlata Polska ML 1/2025. Numer południowy
Skrzydlata Polska ML 12/2024. Roczek Fafika
Skrzydlata Polska ML 11/2024. Czekając na rewolucję
Skrzydlata Polska ML 10/2024. Lot na rynku
Skrzydlata Polska ML9/2024. Kawa nad K2
Skrzydlata Polska ML8/2024. Tani wypełniacz zamiast wspomnienia o ciekawym człowieku i jego osiągnięciach
Skrzydlata Polska ML7/2024. Odtwarzanie zDOLności
Skrzydlata Polska ML 6/2024. Obyś setki nie doczekał
Skrzydlata Polska ML 5/2024. Concorde, następne pokolenie?
Skrzydlata Polska ML 4/2024. Transportowe mrzonki
Skrzydlata Polska ML 3/2024.
Skrzydlata Polska ML 2/2024. Błędy duże, małe i malutkie
Skrzydlata Polska ML 1/2024. Jaki pierwszy numer, taki cały rok?
Skrzydlata Polska ML 12/2023. Samolot nie dla każdego
Skrzydlata Polska ML 11/2023 – pomysł na DOLa
Skrzydlata Polska ML 10/2023 – wodorowa nadzieja
Skrzydlata Polska ML 9/2023 – rozmyta przyszłość lotnictwa
Skrzydlata Polska ML 7/2023 – nam strzelać nie kazano
Skrzydlata Polska ML 6/2023 - wojsko w cywilu
Skrzydlata Polska ML 5/2023 – pożegnanie papugi
Skrzydlata Polska ML 4/2023 – politykierstwo ponad fakty, z lotnictwem w tle
Skrzydlata Polska ML 3/2023 – wojna odkryta
Skrzydlata Polska ML 2/2023 – pożegnania, pożegnania, pożegnania
Skrzydlata Polska 12/2022. Hypki na Papieża
Skrzydlata Polska 11/22 – od Raptora do „traktora”
Skrzydlata Polska 10/22 – Alicja w krainie prądu
Skrzydlata Polska 8/22 – Zamierające pokazy
Skrzydlata Polska 7/22 – pomiędzy rzeczywistością a fantazją
Skrzydlata Polska 6/22 – niskoemisyjna
Skrzydlata Polska 5/22 – helikopter z wyciągarką
Skrzydlata Polska 4/22 – wojna? Jaka wojna?
Skrzydlata Polska – magazyn sprzeczności