W końcu są, przyleciały, pierwsze Husarze wylądowały w swoim Łaskim gniazdku. Było to wydarzenie
głośne, nie tylko w sensie dosłownym, ale i medialnie. To ważne dla Sił
Powietrznych RP wydarzenie otrzymało stosowną oprawę. Z jeszcze większym
rozmachem zorganizowano ceremonię oficjalnego przyjęcia samolotów do służby.
Strzałem w dziesiątkę był lot powitalny „Od Bałtyku po Tatry”. Polska armia
wprowadza nowy, bardzo nowoczesny i drogi sprzęt. Szkoli fachowców najwyższej
klasy, nie tylko zasiadających w kabinach tych „latających komputerów”, ale też
wspierających ich eksploatację w mniej lub bardziej bezpośredni sposób. Wszyscy
stanęli na wysokości zadania, oprócz polityków oczywiście. W tak podniosłym
momencie, definiującym nasze siły powietrzne na dekady tylko oni nie byli w
stanie wznieść się ponad podziały i pokazać jedność, o klasie nawet nie
wspominając.
Przed dwoma dekadami zrodziła się tradycja nadawania imienia
polskim odrzutowcom przez matkę chrzestną, którą była aktualna pierwsza dama.
Tak było z F-16 Jastrząb (Maria
Kaczyńska) i M-346 Bielik (Agata
Kornhauser-Duda). Wprowadzenie koreańskich Fafików
przeszło bez większego echa, ale F-35 to co innego. Tu należało podtrzymać
tradycję chrztu, tylko pierwsza dama jakoś nie pasowała. Wybrano więc na nią nie Pierwszą Damę, lecz żonę
aktualnego Ministra Obrony Narodowej Paulinę Kosiniak-Kamysz, osobę nie
pełniącą żadnych funkcji publicznych. Jak by nie patrzeć, stanowi to jawną deprecjację znaczenia ceremonii i po części nowych maszyn, ich pilotów, mechaników itd. Dlaczego wybrano ją właśnie? Czy chodzi o polityczne
ambicje męża i swego rodzaju wróżbę na przyszłość, czy raczej kontynuację tak
powszechnego PSLu programu „rodzina na swoim”. A może dwa w jednym. Ileż trzeba
naiwności by uwierzyć w bajkę, że taka była wola lotników. Pewnie kilku łasych
łask oficerów i owszem. Jeszcze więcej naiwności potrzeba, aby uznać taki gest za budowanie pozytywnego
wizerunku armii. Małostkowość przez duże M.
Ale pal licho polityków, generałów – o ile mieli wogóle coś
do powiedzenia oraz ich żony, polityków oczywiście. Dla mnie osobiście żenujące
było zaangażowanie, zapewne na rozkaz, jako drugiej matki chrzestnej – czytaj
kwiatka do kożucha – kpt. Magdaleny Boryc-Krakowian. Wręcz obrzydliwością zaś
wykorzystanie jej dzieci jako tła tego żenującego spektaklu. Jak już
wielokrotnie bywało, nasi politycy starają się ogrzać w blasku cmentarnych
zniczy. Za nic mają przyzwoitość, szacunek dla zmarłych, o dzieciach nie
wspominając. U nas ciągle dobry bohater to martwy bohater.
Z całym szacunkiem do Macieja „Slaba” Krakowiana,
jego tragedia nie ma większego związku z nowymi maszynami. Jego pamięć można
uczcić w inny, wolny od politycznych intryg sposób. TOP 3
1. USMC pożegnał
Harriery. Kończy się ważny okres w historii lotnictwa wojskowego. Jeden z
wręcz kultowych samolotów wychodzi ze służby u ostatniego, w sumie jednego z
dwóch, dużych jego użytkowników. Szczątkowa flota zostaje jeszcze we Włoszech i
Hiszpanii, przy czym jej dni są też policzone. Materiał okolicznościowy z tej
smutnej, choć nieuniknionej ceremonii został artykułem wiodącym numeru. I
słusznie, bo ciekawie, i barwnie.
2. Pojazd na pasie.
Kolejny obszar wypadków i katastrof lotniczych poddany analizie w ujęciu
historycznym. Kolejny raz porządna porcja ciekawych informacji
3. Aerosploty –
święto polskiego szybownictwa. Znowu fajna impreza, w której główna rolę
odgrywają szybowce, zwłaszcza te starsze. M. Sigmund ponownie przygotował
interesujący artykuł, z którego można się naprawdę dużo dowiedzieć. Coraz
bardziej mnie kusi, aby wybrać się na tego typu imprezę






.jpg)






