Niedawny wyczyn pilotów południowoafrykańskiej linii
lotniczej Airlink rozgrzał do czerwoności media społecznościowe i liczne środki
masowego przekazu. Nie umknął także środowisku lotniczemu i licznym ekspertom.
Mam tu na myśli profesjonalistów, nie przypadkowych bohaterów klawiatury. Na tych
ostatnich bowiem powoływały się poważne serwisy internetowe np. Onet „Ujęcia z różnych perspektyw sprawiły, że wielu
internautów uznało pokaz za wyjątkowo ryzykowny”, czy „Zgromadzeni na stadionie, jak i obserwatorzy w internecie, byli
świadkami przelotu maszyn poniżej jakichkolwiek minimów” (WP Tech). W
Skrzydlatej Polsce pojawił się artykuł Johna Neilsona dotyczący oceny tego
zdarzenia zatytułowany „Czy warto było ryzykować”. Przelot uważa on za
niepotrzebne, nieakceptowalne ryzyko i poddaje w wątpliwość sens i rachunek
potencjalnych zysków i strat dla linii lotniczych wynikający z tego niecodziennego
pokazu. O ile nie mam zamiaru negować stwierdzenia, że wydarzenie
to, podobnie jak inne „pokazy” lotnicze obarczone jest niemałym ryzykiem, to
już argumentacja Autora nie bardzo do mnie przemawia. Pomimo, iż przelot ten odbywał się bez pasażerów, a jego
wykonanie było dobrze zaplanowane i wykonane, Autor uważa, że wpłynie on
negatywnie na postrzeganie linii i zaufanie do niej pasażerów. W masowym
odczuciu działa to chyba odwrotnie. Skoro mają tak doskonałych pilotów, wykonujących
takie numery, to w zwykłym locie rejsowym na pewno można im zaufać. Taki
przelot nie sugeruje, że piloci Airlink będą świadomie ryzykować w trakcie
lotów komercyjnych. Wręcz przeciwnie, ich wysokie umiejętności i kunszt
pilotażu w razie sytuacji awaryjnej mogą okazać się zbawienne. Podobnie
przecież na pokazach wykazujący się kunsztem, odwagą i niemałą porcją ryzyka
piloci maszyn wojskowych budują przekonanie, że w razie czego im i ich kolegom można
zaufać. Nie do końca trafiony jest też argument, że narażeni na
niebezpieczeństwo są, inaczej niż w trakcie pokazów lotniczych, przypadkowi
ludzie, nie widzowie którzy kupując bilet na pokazy akceptują ryzyko. Wiele
maszyn, w tym odrzutowce bojowe oraz grupy akrobacyjne w trakcie klasycznych pokazów
lotniczych wylatuje poza teren imprezy, często nad tereny dość gęsto
zamieszkałe. Nierzadko też się rozbijają poza terenem lotniska. Na przykład
Haweker Hunter, który podczas pokazów Shoreham Airshow w roku 2015
rozbił się na pobliskiej autostradzie zabijając 11 osób. W Radomiu białoruski
Su-27 też spadł poza lotniskiem, choć tu szczęśliwie nikt poza pilotami nie
ucierpiał. A co z defiladami wojskowymi? Czyż przelot dużej liczby maszyn
wojskowych, nierzadko w ciasnych formacjach, nad centrami wielkich miast nie
niesie ryzyka nieszczęśliwego zdarzenia. Może i prawdopodobieństwo problemów
pojedynczej maszyny jest tu mniejsze, jednakże multiplikuje się ono przez
liczbę lecących maszyn. Pisząc, że „około 20 sekund spektakularnego materiału
filmowego i miliony wyświetleń na całym świecie” nie były warte takiego ryzyka,
że równanie ryzyko nagroda jest dla niego trudne do zrozumienia pokazuje, że
nie rozumie praw rządzących dzisiejszym światem.
TOP 3
1. Prezent na święto lotnictwa. Zachwyty, ochy i achy polityków i dziennikarzy nad przylotem pierwszych F-35 do Polski powoli już mijają. Tym razem, w nawiązaniu do przylotu drugiej transzy maszyn zza Atlantyku i związanej z tym uroczystości, redaktor Bartosz Głowacki prezentuje wiele informacji pozyskanych w Łasku. Co ważne, nie są to ogólnie znane liczby i dane techniczne czy sensacje medialne. W oparciu o wypowiedzi wojskowych omawia on zagadnienia i wyzwania związane z wdrożeniem nowych maszyn i nowej filozofii wykorzystania lotnictwa na współczesnym zdigitalizowanym, wielodomenowym polu walki. Dużo miejsca poświęca też organizacji obsługi samolotów. Materiał ciekawy, godny Skrzydlatej Polski i czasu jej czytelników. Jedna drobna uwaga. 28 sierpnia obchodzimy rocznicę zwycięstwa w Challenge 1932 porucznika pilota Franciszka Żwirki i inżyniera Stanisława Wigury. Żwirko do stopnia kapitana został awansowany po zwycięstwie zawodach.
2. Czy warto ryzykować? Ciekawy przyczynek do dyskusji o bezpieczeństwie w lotnictwie i granicach pomiędzy działaniami promocyjnymi a zdrowym rozsądkiem.
3. MiG-21 powróci do latania
Jest poważna szansa na sensację lotniczą na skalę co najmniej europejską i nie lada atrakcję dla fanów lotnictwa. Spółka FUBAR Aviation, która posiada trzy latające Limy czyli licencyjne MiGi-15 i 17 pozyskała MiGa-21, którego zamierza przywrócić do stanu lotnego. Dotychczasowe doświadczenie tych pasjonatów daje poważne szanse na zrealizowanie tego bardzo trudnego zadania. SP pisze o tym w krótkim materiale, a ja z całej siły trzymam kciuki za powodzenie projektu. Jestem przekonany, że jest nas więcej, dużo więcej.
1. Prezent na święto lotnictwa. Zachwyty, ochy i achy polityków i dziennikarzy nad przylotem pierwszych F-35 do Polski powoli już mijają. Tym razem, w nawiązaniu do przylotu drugiej transzy maszyn zza Atlantyku i związanej z tym uroczystości, redaktor Bartosz Głowacki prezentuje wiele informacji pozyskanych w Łasku. Co ważne, nie są to ogólnie znane liczby i dane techniczne czy sensacje medialne. W oparciu o wypowiedzi wojskowych omawia on zagadnienia i wyzwania związane z wdrożeniem nowych maszyn i nowej filozofii wykorzystania lotnictwa na współczesnym zdigitalizowanym, wielodomenowym polu walki. Dużo miejsca poświęca też organizacji obsługi samolotów. Materiał ciekawy, godny Skrzydlatej Polski i czasu jej czytelników. Jedna drobna uwaga. 28 sierpnia obchodzimy rocznicę zwycięstwa w Challenge 1932 porucznika pilota Franciszka Żwirki i inżyniera Stanisława Wigury. Żwirko do stopnia kapitana został awansowany po zwycięstwie zawodach.
2. Czy warto ryzykować? Ciekawy przyczynek do dyskusji o bezpieczeństwie w lotnictwie i granicach pomiędzy działaniami promocyjnymi a zdrowym rozsądkiem.
3. MiG-21 powróci do latania
Jest poważna szansa na sensację lotniczą na skalę co najmniej europejską i nie lada atrakcję dla fanów lotnictwa. Spółka FUBAR Aviation, która posiada trzy latające Limy czyli licencyjne MiGi-15 i 17 pozyskała MiGa-21, którego zamierza przywrócić do stanu lotnego. Dotychczasowe doświadczenie tych pasjonatów daje poważne szanse na zrealizowanie tego bardzo trudnego zadania. SP pisze o tym w krótkim materiale, a ja z całej siły trzymam kciuki za powodzenie projektu. Jestem przekonany, że jest nas więcej, dużo więcej.
Powiązane wpisy:













