Niedawno ukazała się kolejna książka autorstwa generała
Jerzego Gotowały Jutro albo wcale.
Tym razem ten uznany i szanowany Autor podjął się zadania przybliżenia
znaczenia dobrego planowania operacji militarnych, głównie lotniczych lub tych,
w których lotnictwo odegrało istotną rolę. Na przykładzie dwudziestu dziewięciu
epizodów pokazuje, jak ważne w tym procesie jest szeroko pojęte rozpoznanie,
pozwalające uzyskać przewagę poprzez zaskoczenie przeciwnikach, często związane
z zastosowanym podstępem. W książce opisano kampanie i bitwy z historii
lotnictwa wojskowego, w których wspomniane wyżej czynniki odegrały bardzo ważną,
jeśli nie decydującą rolę. Przegląd rozpoczyna ofensywa aliantów pod Cambrai jesienią
1917, w której pierwszy w historii atak czołgów skorelowano z akcją lotnictwa.
Dalej znajdujemy epizody z II wojny światowej od Perl Harbor po Hiroszimę. Czasy
powojenne zdominowały opisy operacji lotnictwa amerykańskiego i izraelskiego.
Najnowszy opisany epizod dotyczy z kolei wojny na Ukrainie. Dobór opisanych
zdarzeń jest oczywiście subiektywny, choć nie można mu odmówić logiki i
starannego zaplanowania.
Jak zwykle J. Gotowała posługuje się
bardzo bogatym i barwnym językiem, tak charakterystycznym dla lotniczego
romantyka. Opisy przyrody, zachowania i wyglądu bohaterów zdarzeń oraz
przebiegu operacji lotniczych są bardzo rozbudowane i plastyczne, w czym nie
ustępują nawet Nad Niemnem Orzeszkowej. W swoim twórczym uniesieniu Pan
General często zapędza się bardzo daleko, za daleko. Skutkiem tego liczne jego opisy
są niespójne, a czasem wzajemnie sprzeczne. Co gorsza wiele razy zakłóca
chronologię zdarzeń, czasem w sposób wręcz kompromitujący zasób wiedzy Autora.
Podobnie wiele zastrzeżeń mogą budzić opisy sprzętu lotniczego, podawane parametry
techniczne, terminologia czy stosowane oznaczenia. Wszystko to sprawia, że im dalej
zagłębiałem się w lekturę czułem kolejno: ciekawość, zdziwienie, zakłopotanie,
irytację, w końcu zażenowanie. Nie tego oczekiwałem od tej lektury. Wydawało mi
się, ze sięgam po literaturę faktu, dotyczącą historii lotnictwa wojskowego,
napisaną przez generała, było nie było wieloletniego wysokiego dowódcę
lotnictwa polskiego, bardzo doświadczonego i wszechstronnie wykształconego
oficera. Tymczasem otrzymałem coś co jest zlepkiem beletrystyki, literatury
faktu oraz fantazji Autora w czystej postaci.
Za najbardziej kuriozalny w książce uważam
podpis zdjęcia samolotu F-16 „Izraelski F-16B 5 czerwca 1967 r. …”, str. 198.
Jakby tego było mało, do ataku w tym dniu wystartowały izraelskie samoloty
Mirage F.1”, str. 201. Nie mniej intrygującą jest scena, w której przed
atakiem na iracki reaktor w Osiraku (1981 r.) premier Izraela pyta sztabowców
„czy na pewno nie będzie to kolejny Czarnobyl?” (1986 r.), str. 281. Pozostaje
mieć nadzieję, że stwierdzenia te pójdą na konto ignorancji J. Gotowały i nie
staną się pożywką dla różnej maści zwolenników teorii spiskowych. W końcu nie napisał tego nawiedzony licealista tylko generał będący świadkiem lub uczestnikiem wielu wydarzeń,
spotkań, operacji.
Ocena czasu zdarzeń kuleje w wielu miejscach.
Te najistotniejsze błędy przedstawię
chronologicznie bez oceny ich kalibru i bez komentarza.
Pisząc o latach 1964-1975, stwierdza że
„zaledwie dziesięć lat wcześniej Wietnamczycy ściśle współpracowali z Amerykanami
przeciwko zbrodniczej Japonii”, str. 222. Podobnie pisanie o wojnie „ która już
się tliła w Iraku”, w domyśle ta z USA, przy opisie Wietnamu w roku 1965 to niemała
przesada, str. 248. Nie można pisząc o roku 1981 nazywać F-16 maszyną Lockheed
Martina, str. 291. Lockheed przejął General Dynamics w 1993 r, a połączył się z
Martinem Marietta w 1995 r. W roku 1967 samoloty C-130 Hercules, nawet w wersji A, nie mogły być „starsze niż większość
członków ich załóg”, str. 259. Ekrany ciekłokrystaliczne pojawiły się w AH-64D
w roku 1997. Nie było ich podczas Pustynnej Burzy, str. 359. Natomiast na wspomniane tam
ekrany dotykowe trzeba było poczekać jeszcze kolejne ponad dwie dekady.
Także poprawność w zakresie znajomości
techniki lotniczej i historii jej użycia budzi, delikatnie to ujmując, wiele
zastrzeżeń.
Japońska armada lecąca na Perl Harbor nie mogła lecieć z prędkością
400 km/h, gdyż była ona większa od prędkości maksymalnej biorących udział w
nalocie samolotów Aichi D3A1 Val oraz
Nakajima B5N2 Kate, o prędkości przelotowej
nawet nie wspominając, str. 36. Avro Lancaster był raczej bombowcem ciężkim niż
średnim, str. 142. Bomba Little Boy
miała znacznie mniejszą moc niż podane na str. 143 dwadzieścia kiloton. Na str.
174, 182 i 184. Autor myli samolot A-7 Corsair II z
F-8 Crusader. Nazwanie samolotu KC-135 wysłużonym w roku 1967 to duża przesada. Ponadto
to pasażerski Boeing 707 wyewoluował z tankowca KC-135, a nie odwrotnie, str.
233. Masa głowicy pocisków systemu SAM-6 Gainful
jest ponad cztery razy mniejsza niż podana w tekście, str. 283. Smoloty E-2 Hawkeye nigdy nie używały radaru APA-71,
gdyż taki nie istniał, str. 327. W operacji odbicia amerykańskich zakładników z
ambasady w Teheranie w 1980 roku nie mogły brać udziału samoloty F-18 Hornet, gdyż nie były jeszcze w służbie,
str. 273. Pilot Izraelski w wojnie sześciodniowej nie mógł latać na F-86 Sabre, str. 285. W samolocie F-15
podwozie nie chowa się do gondoli skrzydłowych, tylko wnęk w kadłubie, str.
288. Izrael nie posiadał samolotów RC-135, a jego elektroniczna wersja Boeinga
707 użyta podczas walk nad doliną Bekaa to Barbor,
str. 305. W trakcie pracy radaru samolot E-2 Hawkeye nie może krążyć nisko, bo to mijałoby się z celem jego działania, str. 305. Trudno
byłoby poderwać śmigłowiec „wciskając do oporu dźwignię skoku”, str. 359. Na
str. 376 Gotowała nie zauważa różnicy
pomiędzy uderzeniowymi Jaguarami a myśliwskimi Mirage
F-1C. Samoloty FB-111 to Aardvark,
nie Raven, str. 381. Libijskie
bombowce Tu-22 noszą NATOwskie oznaczenie kodowe Blinder, nie Backfire,
str 378. Nie było samolotu RF-117, str. 392. Pokrycie B-2A nie jest barwy
czarnej, str. 396. W kabinie B-2 jest drążek sterowy, a nie wolant, str. 399. Nie
wiem czym są „przechłodzone niestabilnym helem bojowe głowice”, str. 410. Predator posiada głowicę elektrooptyczną
jako integralny element maszyny, a nie przenosi jej w zasobniku, str. 420.
Geografia też nie jest najmocniejszą
stroną Pana Generała.
Lecąc z bazy w stanie Missouri nad Adriatyk, piloci
samolotu B-2 Spirit widzieli na
ekranach znacznik samolotu ”na tle mapy Pacyfiku z zarysem zachodniego wybrzeża
Afryki i Hiszpanii”, str. 402. Przy granicy z Iranem znajduje się wschodni
Irak, nie jak podano zachodni, str. 159. Egipt nie leży nad Oceanem Indyjskim,
str. 275. Nie wiem skąd przy ataku znad Adriatyku na Belgrad pojawia się
wybrzeże Słowenii, jako trasa pocisków samosterujących, skoro samolot
nadlatywał od strony Sycylii, str. 407.
W swym oratorskim transie Autor
popełnia jeszcze wiele innych błędów. Gdyby choć kilka z nich znalazło się w
jednej książce, drastycznie obniżałyby jej ocenę. Bledną one jednak w
porównaniu z tym co przytoczyłem powyżej.
Na str. 28 admirał Yamamoto jest
„wysoki, dobrze zbudowany”, podczas gdy cztery strony dalej „był mężczyzną
średniego wzrostu”. Japońska jednostka ri
równa się 2120, a nie 2000 mil, str. 37. "Unoszone prądami powietrznymi spływały
w dół", str. 55. Jeżeli podano oznaczenie MS 406 to konsekwentnie powinno być MB
152, str. 67, chociaż stronę dalej mamy „Curtissy MB 152”. Według p.
Generała w przypadku samolotów Ił-2 „ich wydawałoby się silna stalowa
powierzchnia nie wytrzymuje trafień …”, str. 74. Podczas nalotu na niemieckie zapory
piloci bombowców „z radością rejestrowali, jak w okolicznych miasteczkach gasną
uliczne światła”, str. 109, a światła samochodów odbijały się w wodzie. Czyżby
Niemcy w roku 1943, w Zagłębiu Ruhry nie stosowali zaciemnienia? W Japonii w marcu
1943 r. „produkcja samolotów bojowych po raz pierwszy przekroczyła 100 szt.”,
str. 115. Nie jest prawdą, że sukces próbnego wybuchu ładunku nuklearnego w Nowym Meksyku na trzy tygodnie przed zrzuceniem bomby na Hiroszimę „umożliwił skonstruowanie
pierwszej bomby” atomowej, str. 136. Ciekawe jest,
w jaki sposób „księżyc górnymi wieżyczkami strzeleckimi zaglądał do wnętrza
fortecy, jeżeli jest mowa o B-29, str. 146. Jest mało prawdopodobne, aby na początku
sierpnia drzewa wiśni w Japonii „świeciły już gołymi konarami drzew”, str. 150.
Jednym z celów dla amerykańskiej bomby atomowej była Kokura, nie Kodura, str.
152. „Pomyślnie wykonać z dobrym
rezultatem”, str. 173. Wietnamskie lotnisko to raz „Watty”, str. 178, innym
razem to „Wittay”, str. 185. „Okazało się, że jedna celna rakieta była
cenniejsza od dziesiątek chybionych", str. 221. Wątpliwe by pilot F-15 Caesar
Rodriguez z USAF podlegał „przez długi czas szkoleniu w Top Gun”, str. 161. Most Ham Rong w Wietnamie oparty był na kamiennych
podporach, str. 209 lub potężnych betonowych podporach, str. 212. Dzikie łasice
to nie były samoloty „rozpoznania radioelektronicznego i zakłócania”, str. 219.
Pilot Olds ma 20 lat służby na str. 230, podczas gdy na str. 229 od 25 lat był
pilotem myśliwskim. „Złe, niewłaściwe relacje między dowódcami i politykami”
podczas wojny w Wietnamie trudno zaliczyć do „elementów podstępu” operacji
Bolo, str. 242. Boeingi 747 linii Air France nie miały srebrno-błękitnego
malowania, str. 272. Z pokładu okrętu startował samolot bezzałogowy, nie jego
makieta, str. 304. Nazwanie okresu 20-25 milionów lat „z górą tysiącem lat” to
co najmniej nieścisłość, str. 309. Gruszki w popiele się zasypia, nie zasypuje,
str. 314. Amerykańscy żołnierze służący w Niemczech nie byli opaleni przez
„północnoeuropejskie” słońce, str. 319. Na str. 328 Autor nie może się
zdecydować czy w operacji El Dorado Canyon brały udział samoloty F-111 w wersji
B, czy F. W dodatku na zdjęciu na kolejnej stronie widać samoloty EF-111, a nie
jak podpisano F-111A. Dużą przesadą jest stwierdzenie, że ładunek bojowy
przenoszony w komorze bombowej F-117 „mógł znieść z powierzchni ziemi
niewielkie miasto”, str. 336. Osiem śmigłowców to cztery AH-64 i dwa MH-53,
str. 350. Na etapie powstania B-2A wypełniacz typu plaster miodu trudno nazwać
„niespotykanym kształtem”, str. 398. Tankowanie samolotu w powietrzu trwa osiem
minut, a kończy się po czterech, str. 404. W większości przypadków typy samolotów podane są, nie wiedzieć czemu, w
cudzysłowie. Nie ma w tym jednak konsekwencji.
Zasmucającym jest fakt, że promocja tej
książki odbyła się Lotniczej Akademii Wojskowej w Dęblinie. Lepiej aby nasi
przyszli piloci wojskowi kształcili się i wychowywali na książkach: Meissnera,
Skalskiego, Urbanowicza i wielu, wielu innych niż na bajkopisarstwie Gotowały.
Nie takich wzorców im trzeba.
Więcej z tego szkody niż pożytku.
Jutro albo
wcale
Gotowała Jerzy
Bellona
Warszawa2025
446 stron w miękkiej
oprawie
nieliczne
zdjęcia biało-czarne, kilka wykresów w załączniku
Powiązane wpisy: