sobota, 23 kwietnia 2022

Lotnictwo 3/2022 – pocztówki z wojny

W numerze marcowym Lotnictwa 2/3 miejsca poświęcono lotnictwu użytkującemu samoloty i śmigłowce wywodzące się z czasów Związku Sowieckiego. Statki powietrzne o takim pochodzeniu zawsze budziły w Polsce spore zainteresowanie, tym bardziej, że przez ponad pół wieku stanowiły podstawowe wyposażenie naszego lotnictwa, a w przypadku maszyn wojskowych nadal mają udział znaczący. Dziś to zainteresowanie spotęgowała wojna na Ukrainie, gdzie z nielicznymi wyjątkami, po obu stronach konfliktu, w walkach biorą udział samoloty wywodzące się z myśli konstruktorskiej ZSRR. 
Top 3 magazynu:
 
1. Wojna powietrzna nad Ukrainą 24 luty – 23 marca 2022. Tytuł wyjaśnia wszystko. Warto jednak dodać, że w materiale opisano kolejno, dzień po dniu, zmagania powietrzne w pierwszym miesiącu po napaści Rosji na Ukrainę. Materiał ciekawy, bogato ilustrowany. W tekście Autor starał się omówić głównie straty obydwu stron, opierając się na siłą rzeczy niepełnych i nie zawsze potwierdzonych źródłach. Przyznać jednak trzeba, że starał się zachować zdrowy dystans do docierających informacji, bazując w dużej mierze na materiale fotograficznym oraz komunikatach obu stron, zwłaszcza dotyczących pogrzebów lotników i nadawania im pośmiertnych odznaczeń i tytułów. Pamiętać trzeba, że w wojnie rosyjsko-ukraińskiej sfera propagandowa odgrywa bardzo ważną rolę z jej narzędziami w postaci dezinformacji, manipulacji i innych niecnych działań. Dlatego też do podawanych informacji należy podchodzić z dystansem, a z poważniejszymi wnioskami poczekać do czasu opublikowania wiarygodnych raportów. Pytani czy i kiedy taki czas nadejdzie.
2. Mi-8MSB-W. Modernizacja ukraińskich „koni roboczych”. Rodzina śmigłowców Mi-8 pierwszej i drugiej generacji na ponad pół wieku zdominowała floty śmigłowców średnich armii niemal połowy państw świata. Niesamowita trwałość, prostota konstrukcji, ich pilotażu i obsługi oraz przystępna cena sprawiły, że maszyny te sprawdzają się także w armiach biednych, zacofanych technicznie państw, no i oczywiście państw, które przez dekady pozostawały w strefie wpływów ZSRR. Nic więc dziwnego, że i na Ukrainie są one dominującym typem śmigłowca Tak było, jest i planowano, że tak będzie jeszcze długo. Nawet zakup większej liczby używanych Pum niewiele w tym stanie rzeczy zmieniał. W związku z tym, już na początku bieżącego wieku Ukraińcy rozpoczęli procesy modernizacji, także najstarszych maszyn, pierwszej generacji śmigłowca Mi-8T i jego pochodnych. Unowocześnienie obejmuje zmianę silników i przekładni głównej na nowocześniejsze, mocniejsze, trwalsze i bardziej niezawodne. Dzięki temu znacznej poprawie uległy osiągi śmigłowca, co przy zastosowaniu nowoczesnej awioniki, a w wersjach uzbrojonych także uzbrojenia, dało śmigłowiec o skokowo zwiększonych możliwościach. Proces modernizacji opisał w swoim artykule Tomasz Kwasek. Wartość ciekawego tekstu obniżają jednak popełnione błędy, głównie redakcyjne i językowe. Nie wiem o co chodzi w zdaniu „W marcu 2014 roku do akcji transportowo-bojowych Mi-8 oraz bojowych Mi-24:, str. 32. „Podmiot specjalizuje się naprawą i modyfikacją przekładni …”, str. 33. „Brak możliwości większej liczby zakupów”, str. 33. Z informacji o wzroście udźwigu nowej wersji w stosunku do pierwowzoru wynika, że wczesne Mi-8 miały udźwig poniżej 2900-2400 kg, str. 35. Z opisu, swoją drogą bardzo zagmatwanego, wynika też, że stare silniki TW2-117 miały większa moc maksymalną (2000-2200 KM), podczas gdy nowe TW3-117 maja moc maksymalną 1750 KM, str. 34/35. Coś tu nie gra. I znowu korektor się nie popisał.
3. Suchoj Su-35S. Kolejny artykuł z cyklu prezentującego najnowsze, najbardziej zaawansowane technicznie wersje samolotu Su-27. Tym razem topowy myśliwiec wielozadaniowy Su-35S, który jeszcze nie tak dawno uważny był za niemal równorzędnego przeciwnika zachodnich maszyn generacji 4+. Ostatnimi czasy gwiazda gwiazdy pokazów nieco przybladła gdyż zdołano zawrzeć jedynie dwa kontrakty eksportowe. Z kolei wojna na Ukrainie pokazała, że maszynie daleko jest do reklamowanej świetności. Oczywiście taki obraz bardziej wynika ze słabości rosyjskiej armii bardziej ogólnego charakteru, jednakże pokazuje, że nie taki straszny Su jak go malowali. W obszernym, bogato ilustrowanym artykule przedstawiono historię rozwoju tej wersji hitu Suchoja, obecny stan posiadania Su-35S przez lotnictwo rosyjskie oraz opis samolotu, ze szczególnym uwzględnieniem systemów awionicznych i uzbrojenia. Autor nie potrafił się zdecydować czy 23 PLM stacjonuje w miejscowości Dzjomgi czy w Dżemgi, str. 51. Z kolei Su-37 był wielokrotnie prezentowany zagranicą, str. 45. „Analizy wykazały, że rozbudowane, więc idzie cięższe systemy …”, str. 41.
Tak trudno przeczytać tekst jeszcze raz przed oddaniem do druku?

Powiązane wpisy:

lot-nisko: Lotnictwo 2/2022 – mosty, mosty, mosty

Lotnictwo AI 1/2022 – przyszłość nadejdzieszybciej niż nam się wydaje

Lotnictwo AI 12/2021 – rocznicowe dylematy

Lotnictwo 11/2021 – pierwszy wielki sukces Antonowa

Lotnictwo10/2021 – wiosenna wojenka 1939

Lotnictwo9/2021 – dzień dzisiejszy lotnictwa wojskowego RP

Lotnictwo6/2021 – Łukaszenka nie był pierwszy?

Lotnictwo5/2021 – szpiedzy 50+

Lotnictwo4/2021 – kwietniowa mozaika

Lotnictwo 3/2021 – magazyn gdybających dziennikarzy

Lotnictwo 2/2021 - dwie rosyjskie ikony (lotnictwa)

Lotnictwo 1/2021 - przyzwoity start

Lotnictwo 12/2020 - nowe stare samoloty

Lotnictwo 11/2020- nowe stare

Lotnictwo 10/2020 - numer delta

Lotnictwo 9/2020

Lotnictwo 8/2020 - znowu czarna owca w numerze

Lotnictwo 7/2020

Lotnictwo 6/2020 – pod znakiem latających olbrzymów

Lotnictwo 4-5/2020 - co z tym Lotnictwem?

Lotnictwo 3/2020 - dno jest blisko

Lotnictwo 2/2020-- ciekawie, choć nadal z dodatkiem bylejakości

Lotnictwo 12/2019 - sinusoida

Lotnictwo 10-11/2019 - jeden artykuł rozwalił cały numer 

Lotnictwo 6/2019, nie tracę nadziei 

Lotnictwo 1-2 /2019 - równia pochyła?

Lotnictwo 12/2018, jakość czy jakoś? 

sobota, 16 kwietnia 2022

Skrzydlata Polska 4/22 – wojna? Jaka wojna?

W marcowym numerze Skrzydlatej Polski pojawił się artykuł T. Hypkiego opisujący pierwsze trzy dni agresji Rosji na Ukrainę. Jakość i sensowność tego materiału poddałem krytyce poprzednio. Co ciekawe tekst kończyło stwierdzenie „Wiele wskazuje na to, że w ciągu pierwszych trzech dni walk ukraińskie lotnictwo wojskowe zostało prawie całkowicie unieszkodliwione. Nie funkcjonuje też ukraińska obrona powietrzna poza przenośnymi zestawami przeciwlotniczymi”. Czas pokazał, że nie tylko Ukraińcy dalej dzielnie się bronią, także w powietrzu, lecz cały rosyjski „misterny plan wziął w p…”. Czy tylko rosyjski plan? Tak się zastanawiam, co kierowało redakcją SP, że w kolejnym numerze, gdy dostępnych jest znacznie więcej, często w pełni potwierdzonych informacji o działaniach i stratach obu stron, o militarnej stronie tych tak ważnych zdarzeń rozgrywających się u naszych granic nie napisano nic, ani zdania. Zamiast tego w komentarzu redakcyjnym znajdziemy kilka ciekawych, charakterystycznych dla poglądów T. Hypkiego stwierdzeń, z którymi trudno się zgodzić. Jakże naiwnym i nieobeznanym z historią powojennego świata trzeba być, aby napisać, że „najpierw prezydent największego w świecie imperium rozpoczął nowe podziały polityczne i gospodarcze” – chodzi tu o Donalda Trumpa. Jakby podziały te, w tym wspomniane pomiędzy USA i Iranem czy Chinami nie istniały od dekad, a wywołał je dopiero Donald Trump. Dalej mamy pandemię, jako spełnienie przepowiedni futurystów i „najazdy uchodźców”, które doprowadziły do tego, że rządzący Polską, bo przecież nie Państwo Polskie, postanowili zbudować mur oddzielający nas od wschodnich sąsiadów. I znowu redaktor nie chce zauważyć, że sąsiedzi ci mieli, co teraz nie budzi żadnych wątpliwości, względem nas wrogie zamiary, a budowany mur nie jest pierwszym w Europie, o innych stronach świata nie wspominając. Najlepsze jednak jest stwierdzenie, że w czasie pandemii „tak jak dawniej ludzi z innych kontynentów i innych cywilizacji można było zobaczyć jedynie w telewizji lub – to nowa możliwość,
ale niewiele w tym zakresie zmieniająca – w Internecie”. Trzeba mieć tupet, aby pisać o globalizacji i w tym samym tekście wykazywać się takim zacofaniem i niezrozumieniem współczesnego świata i współczesnych kanałów komunikacji.
 
Tradycyjny, bo jakżeby inaczej, TOP5 magazynu:
1. Zamknięta przestrzeń. Jedyny w numerze artykuł nawiązujący do sytuacji po rosyjskiej napaści na Ukrainę. W artykule tym Piotr Dudek w sposób jasny i zrozumiały przedstawia meandry prawne związane z zamknięciem przestrzeni powietrznej wielu państw dla samolotów rosyjskich, osadzając je w prawie lotniczym. Przedstawia także analizę skutków tych restrykcji dla przewoźników lotniczych obu stron konfliktu, światowego przemysłu lotniczego, firm leasingowych i wielu innych podmiotów. Przez ostatni miesiąc sprawy związane z rosyjskim napadem na Ukrainę zaszły tak daleko, że powrót do stanu sprzed 24 lutego jest praktycznie niemożliwy, przez co gruntownie przemeblowany zostanie cały współczesny świat, także lotnictwo.
2. Nowe zadania dla Belugi ST. Sytuacja lotniczych przewozów ładunków wielkogabarytowych i ekstremalnie ciężkich uległa ostatnimi czasy diametralnej zmianie. Po rosyjskiej napaści na Ukrainę jedyne liczące się w lidze super heavy samoloty An-124 zostały zniszczone lub zamknięto dla nich niebo nad państwami Zachodu. Bez wsparcia technicznego kilka ukraińskich Rusłanów ocalałych z wojennej pożogi też pewnie szybko postawionych zostanie na kołki. Z podobnych względów bardzo skurczy się dostępna flota komercyjnych Iłów-76, mniejszych, lżejszych i nielicznych, ale praktycznie jedynych dostępnych. Potem długo, długo nic. Rozwój wypadków na świecie sprawił, że uwolnienie przez Airbusa, samolotów A-300-600ST czyli Belug-ST, coraz mniej potrzebnych do zadań własnych, wydaje się idealnie trafiać w zapotrzebowanie rynku. No może nie idealnie, gdyż Belugi posiadają olbrzymią pojemność natomiast z udźwigiem jest już znacznie słabiej – tylko 40 ton. Nawet nowsza, zbudowana na bazie A330 Beluga XL zabiera jedynie 50 t. Okoliczności wprowadzenia Belug ST na rynek usług komercyjnych oraz pierwszego tego typu lotu, notabene z międzylądowaniem w Warszawie, opisuje Bartosz Głowacki. Co prawda myli w jednym miejscu dowcip z anegdotą, a podając przykład możliwości transportowych Belugi powołuje się na dawno już nie produkowanego A340, to artykuł warty jest bliższego się z nim zapoznania.
3 Magyar Legiero w XXI wieku. Lotnictwo Wojskowe Węgier, jak i samo państwo, nie jest zbyt duże, skrojone jest na miarę potrzeb i możliwości. Przez ostatnie dekady intensywnie modernizowane ma na swym wyposażeniu głównie maszyny nowoczesne, a pozostałości radzieckiego pochodzenia szybko odchodzą do lamusa. Od samego początku Węgry wybrały odmienną niż Polska drogę wyposażania lotnictwa, opierając się na produktach europejskiego przemysłu obronnego starając się wpisać w jego struktury kooperacyjne i organizacyjne. Ocena, która z dróg jest lepsza, choć kusi, nie ma najmniejszego sensu. Pomimo, że uważamy/jesteśmy uważani za bratanków, wielkość i położenie obu państw, uwarunkowania geopolityczne, historia i dzień dzisiejszy sprawiają, że potrzebujemy odmiennych zdolności obronnych oraz posadowienia w środowisku sojuszniczym. Warto jednak poznać czym dysponują i jak się zmieniają siły powietrzne bratanków. Jedyne uchybienie w tekście to rozjechania dat. Śmigłowce H145 zostały dostarczone do końca 2021 roku, tak mówi podpis pod zdjęciem na str. 31. Tekst na str. 30 mówi zaś, że „dostawy wszystkich maja się zakończyć w bieżącym roku”.
4. CSA walczą o przetrwanie. Dla większości narodowych przewoźników z byłego bloku wschodniego przemiany ustrojowe końca XX wieku okazały się zabójcze. Malev, Balkan, JAT, Interflug, kto je jeszcze pamięta? Kto miał okazję lecieć ich samolotami? Podobnie swoich dni dożywają czeskie CSA. O ostatnich latach ich agonii i próbach ratowania linii, a raczej samej marki, jak zwykle ciekawie, pisze Marcin Sigmund. Gdyby jeszcze na stronie 39 nie zjadł słowa wycofane.
5. Bielik w Muzeum Lotnictwa Polskiego. W lutym br. na eksponowanym miejscu w hali głównej krakowskiego muzeum pojawił się ciekawy eksponat, samolot EM-10 Bielik. Ze względu na swoją konstrukcję i historię na miejsce to z pewnością zasługuje, jako ciekawy epizod w historii polskiego lotnictwa. Epizod, ciekawostka, demonstrator technologii – nic więcej. Pomimo twierdzeń twórców Bielika i wielu im życzliwych osób, od samego początku maszyna była jedynie ciekawym eksperymentem, bez realnych szans na zaistnienie w szkolnictwie wojskowym, czy to w Polsce, czy gdziekolwiek indziej. To maleństwo po prostu nie miało szans pomieścić i unieść podstawowego wyposażenia, jakiego dla samolotów szkolnych, o szkolno treningowych nawet nie wspominając, wymaga wojsko. Jeżeli spojrzymy na obecnie użytkowane czy projektowane maszyny, to są one dużo większe. Od kryterium kosztowego ważniejsza jest efektywność wyrażana stosunkiem koszt/efekt, a tu perspektywy były proporcjonalne do masy użytkowej. O długości drogi tuczenia prototypów w celu spełnienia wysokich wojskowych wymogów w kwestiach bezpieczeństwa, systemie ratowania pilotów, wyposażenia awionicznego, systemu symulacji walki powietrznej itp. nawet nie wspominając.
Powstał bardzo ładny, lecz nikomu nie potrzebny samolocik, który na pewno dostarczył wielu doświadczeń i satysfakcji swoim twórcom. Nawet gdyby konstrukcja była w stanie spełnić wszystkie potencjalne wymagania, bez wsparcia, a właściwie przejęcia przez któregoś z wiodących producentów samolotów wojskowych, jej szanse rynkowe byłyby znikome. Chyba, że niesieni narodowa duma opracowalibyśmy kolejny statek powietrzny tylko dla naszych sił zbrojnych, co robiliśmy już wielokrotnie. Choć często z sukcesami technicznymi, to prawie zawsze z ekonomiczną klapą. Przy okazji warto spojrzeć na okładkę numeru, gdzie widnieje też polski nowoczesny samolot Flaris LAR01. Samolot wydaje się być skazanym na sukces. I cóż z tego, że wydaje się być.


Powiązane wpisy:

Skrzydlata Polska – magazyn sprzeczności

 

sobota, 9 kwietnia 2022

Lotnictwo AI 3/2022 – powietrzni zwiadowcy duzi i mali

Wojna na Ukrainie zdominowała doniesienia światowych środków masowego wrażenia, szczególnie w naszej części globu. Nic w tym dziwnego, gdyż od dekad świat nie stał tak blisko krawędzi wojny światowej, co wyzwala strach. Strach, którym żywią się wszelkiej maści politycy, a który w przemysłowych ilościach dostarczają massmedia, nie w celu przekazania rzetelnej informacji lecz dla wymiernych korzyści: materialnych, politycznych wizerunkowych. Jak zwykle w sytuacji gdy żółte paski przesuwają się szybciej pojawia się rzesza ekspertów i komentatorów. Niestety profesjonalistów z wyważonym podejściem do omawianych spraw jest jak na lekarstwo. Raz, bo takich ludzi jest mało. Dwa, bo są zbyt mało atrakcyjni, tak oni, jak i ich opinie. Po prostu idealne środowisko do dezinformacji i manipulacji społeczeństwem. Na takim tle pozytywnie (najczęściej) odróżniają się nasze magazyny zajmujące się tematyką lotniczą, w tym Lotnictwo AI. Na tym polu pozytywnie wypada marcowy numer miesięcznika, gdzie w dwóch artykułach przybliżono aktualne i bardzo istotne z punktu widzenia ukraińskiego i naszego nieba zagadnienia: stanu posiadania lotnictwa Ukrainy w przeddzień wojny oraz najczęściej pojawiających się w pobliżu granic agresora samolotów zwiadowczych rodziny RC-135. Fachowo, rzeczowo, bez niepotrzebnych w tym miejscu emocji.
 
TOP 5 magazynu:
1. Siły powietrzne Ukrainy. Kolejny z serii artykułów o lotnictwie wojskowym wybranego państwa. Tym razem wybór jakże aktualny. Struktura i wyposażenie obrońców niebiesko-żółtego nieba w stanie na za pięć dWunasta pokazują ich realne możliwości w chwili wybuchu wojny. Dobry punkt odniesienia i analizy tego, co dzieje się na ukraińskim niebie po 24 lutego. Obraz ten, podobnie jak gospodarki czy społeczeństwa naszych wschodnich sąsiadów nie jest jednoznacznie pozytywny. Trzy dekady ograniczonych modernizacji, pozorowanych ruchów, korupcji, blichtru podpartego dyktą. Paradoksalnie pozytywny impuls do rozwoju dała Ukraińcom lekcja roku 2014. Czasu i determinacji było jednak zbyt mało. Czy bohaterstwo i poświecenie Ukraińców wspieranych uzbrojeniem zachodu wystarczy by jakoś połatać lata zaniedbań?
W kolejnym numerze powinien znaleźć się artykuł z tej serii omawiający rosyjskie siły powietrzne.
Przy okazji, jednym z śródtytułów podano Odessę zamiast Dnipro, str. 26.
2. Samoloty rozpoznawcze RC-135V/W Rivet Joint i RC-135U Combat Sent. Wymienione w tytule samoloty zwiadowcze niemal codziennie możemy zobaczyć nad Polską, czy to wysoko, wysoko na błękicie nieba, czy to w aplikacjach śledzących ruch statków powietrznych. Powód ich obecności jest oczywisty. Ich historia, wyposażenie i realizowane zadania już tak oczywistymi nie są. Dlatego bardzo dobrze, że pojawił się artykuł rozjaśniający, na tyle ile jest to możliwe dla tego typu maszyn, z natury okrytych mgiełką tajemnicy, czym są Rivet Joint i Combat Sent. Cieszy, że jak na P. Henskiego artykuł napisany jest ciekawie i poprawnie. Zastanawiam się jedynie po co w „”dedykowanym” przedziale bojowym” jest cudzysłów  a pod kadłubem jest „”farma” anten”, str. 38.
3. Polskie samoloty rozpoznawcze 1945-2020 cz.6. Ostatnia już część obszernego materiału przedstawiającego historię polskiego rozpoznania lotniczego po II wojnie światowej. Tym razem na tapet wzięto morskie Bryzy, wielozadaniowe F-16 oraz samoloty i motoszybowce Straży Granicznej. Tym ostatnim można było poświęcić więcej miejsca, gdyż w zestawieniu z całym obszernym artykułem wyglądają na potraktowane po macoszemu. A może jest to pomysł na kolejny ciekawy materiał?
W tej części artykułu nieprawidłowo podano nazwę samolotu ”Turbolet L-410UVP E-20”, gdyż zwykle podajemy nazwę własną po oznaczeniu typu i wersji, str. 71.
4. Rywalizacja produkcyjna Airbusa i Boeinga w 2021 r. Temat rywalizacji w duopolu światowych producentów dużych samolotów komunikacyjnych przez wiele lat budził duże emocje, niczym wyścig w zawodach sportowych. Jednakże od chwili upadku Boeinga spowodowanego błędami zarządzaniu firmą kryzysami modeli: 737-MAX, 787, 777 oraz KC-46, wyścig stał się mniej ekscytujący, choć nadal bardzo ciekawy. Tym bardziej, że i konkurencji zdarzają się potknięcia, jak choćby ostatnio z pękającymi pokryciami A350. Wobec kolejnych problemów Boeinga oraz bardzo niepewnej sytuacji na rynku przewozów lotniczych – Covid, wojna na Ukrainie – pościg koncernu z Chicago za Airbusem będzie trwał lata, a może dekady. Aktualny stan współzawodnictwa przedstawia J. Liwiński w swoim artykule.
Po za dwoma „uchybieniami” redakcyjnymi tekst nie budzi zastrzeżeń.
5. Space Launch System rakieta dla programu Artemis. SLS jest głównym elementem kolejnego pasjonującego wyścigu, tym razem wyścigu na księżyc, który rozgrywa się pomiędzy astronautami i tajkonautami, a przede wszystkim mocarstwami, które reprezentują. Co ciekawe, o ile projekty nowych, od niedawna latających, statków kosmicznych są dosyć odważne, to projekt amerykańskiej rakiety przyszłości jest bardzo zachowawczy. Bazuje on w dużej mierze na sprawdzonych rozwiązaniach z programu Space Shuttle. Takie podejście zmniejsza koszty i ryzyko programu. Jednakże w dużej mierze opiera się na rozwiązaniach z lat siedemdziesiątych XX wieku. Czy to wystarczy by na dłuższy czas utrzymać pozycję lidera w kosmicznym wyścigu? Zobaczymy, choć nie będzie łatwo, gdyż Chińczycy szybko nadrabiają zaległości, co przy ich zasobach finansowych i ludzkich oraz determinacji i otwarciu na nowe rozwiązania stawia USA w niezbyt komfortowej sytuacji. Wyścig z ZSRR był chyba łatwiejszy. Artykuł ciekawy. Szkoda tylko, że dwie grafiki są przeniesione bezpośrednio i bezrefleksyjnie z materiałów NASA. Bez dobrego szkła powiększającego nie da się nic przeczytać. Co ciekawe w trzeciej grafice zastosowano duże, polskie opisy elementów rakiety. Można?
 
Warte wspomnienia są jeszcze dwa artykuły Ł. Pacholskiego dotyczące śmigłowców S-70i oraz AH-1Z. Co prawda znalazło się w nich trochę ciekawych informacji, jednakże forma artykułów jest dla mnie nie do przyjęcia. Autor nawet nie stara się kamuflować promocyjnego charakteru materiału, a same teksty godne są raczej folderów reklamowych wspomnianych maszyn, nie rzetelnych artykułów w szanowanym czasopiśmie. Autor nie był także skłonny napisać coś oryginalnego, wolnego od marketingowego bełkotu. Zupełnie niezrozumiałe jest też umieszczenie na okładce, pod tytułem artykułu S-70i dla sił specjalnych zdjęcia rumuńskiej Pumy. Smutne.

 

Powiązane wpisy:

Lotnictwo AI 2/2022 – numer ostatni przedwojenny 

Lotnictwo 1/2022 -przyszłość nadejdzie szybciejniż nam się wydaje
Lotnictwo 12/2021 - rocznicowe dylematy
Lotnictwo 11/2021 – pierwszy wielki sukces Antonowa
Lotnictwo10/2021 – wiosenna wojenka 1939
Lotnictwo9/2021 – dzień dzisiejszy lotnictwa wojskowego RP
Lotnictwo6/2021 – Łukaszenka nie był pierwszy?
Lotnictwo5/2021 – szpiedzy 50+
Lotnictwo4/2021 – kwietniowa mozaika
Lotnictwo 3/2021 – magazyn gdybających dziennikarzy
Lotnictwo 2/2021 - dwie rosyjskie ikony (lotnictwa)
Lotnictwo 1/2021 - przyzwoity start
Lotnictwo 12/2020 - nowe stare samoloty
Lotnictwo 11/2020- nowe stare
Lotnictwo 10/2020 - numer delta
Lotnictwo 9/2020
Lotnictwo 8/2020 - znowu czarna owca w numerze
Lotnictwo 7/2020
Lotnictwo 6/2020 – pod znakiem latających olbrzymów
Lotnictwo 4-5/2020 - co z tym Lotnictwem?
Lotnictwo 3/2020 - dno jest blisko
Lotnictwo 2/2020-- ciekawie, choć nadal z dodatkiem bylejakości
Lotnictwo 12/2019 - sinusoida
Lotnictwo 10-11/2019 - jeden artykuł rozwalił cały numer 
Lotnictwo 6/2019, nie tracę nadziei 
Lotnictwo 1-2 /2019 - równia pochyła?
Lotnictwo 12/2018, jakość czy jakoś? 

niedziela, 3 kwietnia 2022

Skrzydlata Polska – magazyn sprzeczności

Długo się zbierałem za napisanie kilku słów Skrzydlatej Polsce. Dlaczego? Ano ze szczególnej sympatii i respektu dla tego, jakże utytułowanego i ważnego dla polskiego lotnictwa magazynu. W przypadku omawianych w tym miejscu od dłuższego czasu Lotnictwa i Lotnictwa AI czytam je od samego ich początku. Ze Skrzydlatą Polską nie jestem od jej początku, gdyż jest ona znacznie starsza ode mnie. Nasz związek trwa jedynie od sierpnia 1983 roku, a nieprzerwane gdzieś od roku 1989.  Przez te lata przeczytałem wiele świetnych artykułów, znalazłem też takie, o których ja, a przede wszystkim ich autorzy, chcieliby jak najszybciej zapomnieć. Wśród całej rzeszy solidnych materiałów, tych pierwszych było znacznie więcej niż tych drugich. Także częstość wydawania, jakość papieru i druku oraz cena zmieniały się wielokrotnie. To jednak nie odstraszało mnie od kupowania, oglądania i czytania. I oby tak pozostało.
Diametralna, dramatyczna i długofalowa (takie 3D) zmiana, jaka nastąpiła 24 lutego skłoniła mnie do wejścia w nowy obszar oceny konsumenckiej kolejnego produktu - miesięcznika Skrzydlata Polska.
Medium drukowane, zwłaszcza miesięcznik ze swej natury posiada dużą bezwładność czasową, a prezentowane wiadomości nigdy nie będą konkurencyjne dla mediów elektronicznych. Zwłaszcza dziś, w dobie szybkiego Internetu, gdzie jutrzejsza wiadomość jest już od wczoraj nieaktualna, ta dysproporcja jest ogromna i ciągle się powiększa. Tak jest, bo inaczej być nie może i trzeba przyjąć ten stan rzeczy jako naturalny, przynajmniej dopóki funkcjonuje się w obiegu papierowym. Wyraźnie zapomniał o tym redaktor SP Tomasz Hypki, który popełnił artykuł Straty lotnicze w wojnie na Ukrainie. Chcąc konkurować z szybszymi mediami opisał, na podstawie doniesień szybszych mediów elektronicznych, artykuł prezentujący pierwsze dni inwazji Rosji na Ukrainę. Tym samym dał się ponieść chęci zmierzenia się z konkurencją i w tym starciu, w mojej opinii, poległ na całej linii. A wszystkiemu winni są Ukraińcy i Amerykanie. Pierwsi, gdyż walcząc dzielnie zniweczyli plany najeźdźcy oraz przewidywania p. Hypkiego, choć trzeba przyznać, że także większości większych lub mniejszych ekspertów. Tych drugich, gdyż autor ich i ich działań raczej nie darzy sympatią. Dodatkowo, jak na tej klasy eksperta, redaktor Hypki popełnił poważny błąd pisząc o pomyślnym katapultowaniu pilotów rosyjskiego śmigłowca Ka-52, który wylądował awaryjnie w okolicach Hostomela. Dostępne zdjęcia pokazują, że nie tylko fotele pilotów są na swoich miejscach, ale nie zostały nawet odstrzelone łopaty wirników, co jest pierwszym etapem sekwencji katapultowania z maszyny tego typu – jedynego takiego rozwiązania na świecie.
Konkurencja zachowała zdrowy dystans, publikując raczej dane na temat potencjału, struktury, sprzętu walczących stron i ich sojuszników, przez co ich materiały nie były bardzo nieaktualne nie tylko w chwili publikacji, ale tak w ogóle.
 
Tradycyjnie już mój TOP5: magazynu:


1. Latające elektryczne taksówki – wyzwania i przegląd projektów. Przyznam, że jest to pierwszy artykuł, w którym w sposób prosty, jasny i klarowny opisano najważniejsze problemy związane z rozwojem i wdrożeniem statków powietrznych lokalnego transportu miejskiego o napędzie elektrycznym. Sprawa ograniczeń związanych z możliwościami napędu elektrycznego, aerodynamiki, technologii materiałowych oraz kwestii formalno prawnych, które nastręczają wielu problemów, należą do spraw, o których rzadko inni piszą w artykułach przesiąkniętych wizjonerstwem, hurraoptymizmem i marketingowym bełkotem. Sprawy te nie są proste i oczywiste, a potencjalny sukces proponowanych rozwiązań jest bardzo niepewny. W dzisiejszym, bardzo nieprzewidywalnym, pewnym nierówności świecie tworzenie sieci zabawek dla bogatych, które nie będą ani tak bardzo ekologiczne, ani ogólnodostępne, ani bezpieczne jest, w mojej opinii, bardzo ryzykowna inwestycją. Co prawda planowane rozwiązania pozwolą bezpiecznie i szybko omijać ciągle rozrastające się dzielnice biedy. Jednak pierwsza poważna katastrofa z użyciem tego typu pojazdów lub zamach terrorystycznego – obie opcje będą tylko kwestią czasu – zmieni sytuację diametralnie. Wiele mniejszych firm z branży upadnie z dnia na dzień. Tym bardziej, że ostra konkurencja i rozproszenie rynku skłoni niejednego do drogi na skróty. Ile to kosztuje i jak może zachwiać nawet największymi korporacjami pokazuje przykład Boeinga. 
 
2. Europejskie samoloty szkolne nowej generacji. Nowe idzie także w szkoleniu pilotów samolotów bojowych, w którym samoloty szkolno-treningowe poprzedniej generacji, pomimo licznych modernizacji, nie spełniają już należycie swoich funkcji. Poważne braki w tym zakresie występują w Europie, gdzie jedyną maszyną nowej generacji jest Leonardo M346 Master. Zaległości te na polu technicznym i wizerunkowym starają się nadrobić państwa UE zrzeszone wokół koncernu Airbus w hiszpańskim projekcie Airbus Future Jet Trainer. Swoją drogą ciekawa jest organizacja projektu w ramach Airbusa, wiodącego koncernu lotniczo-kosmicznego Unii czyli razem ale osobno.
Bardziej rewolucyjnym jest projekt brytyjski, samolotu modułowego AERALIS, gdzie jak z klocków można składać maszyny o trzech konfiguracjach silnika/ów, różnych skrzydłach, elementach kadłuba i wyposażenia pokładowego. Koncepcja ciekawa, jednak trudna do zrealizowania, zwłaszcza w obszarze aerodynamiki i inżynierii. Nim oba projekty przekute zostaną w metal warto im się bliżej przyjrzeć, choćby na łamach opisywanego numeru SP.


3. Ostatni Tracker. Samoloty Grumman Tracker zapisały piękną kartę w historii lotnictwa morskiego. Ich kariera przypadała na lata burzliwego rozwoju techniki lotniczej, przez co ich służba w lotnictwie morskim wysokorozwiniętych państw zachodu już dawno dobiegła końca. Inaczej jest w przypadku nielicznych, słabszych marynarek wojennych, które jednakże utrzymują lotnictwo morskie. Tu, podobnie jak w lotnictwie wielu biedniejszych państw, starsze typy sprzętu dotrwały do czasów współczesnych. Tak jest także z Grummanem S-2 Tracker, który w pojedynczych egzemplarzach dożywa swoich dni w lotnictwie marynarki wojennej Argentyny. Ciekawy, bogato ilustrowany, nieco egzotyczny materiał.


4. Policyjno-wojskowe wsparcie dla TOPR. Śmigłowiec Sokół wyrósł na symbol działalności TOPRu. W wymiarze praktycznym w sposób diametralny zmienił sposób, szybkość i skuteczność tej ze wszech miar szacownej instytucji. Tatry bez TOPRowskiego Sokoła nie byłyby tak samo bezpieczne, byłyby inne, puste. Dlatego na czas remontu egzemplarza SP-SXW, pod koniec ubiegłego roku, jego zadania przejął najpierw Sokół policyjny, a później wojskowy. O całej akcji możemy przeczytać w bogato ilustrowanym fajnymi zdjęciami artykule.


5. Strażnicy Morza Czarnego. Artykuł o historii i dniu dzisiejszym bułgarskich MiGów-29 w obliczu wydarzeń na Ukrainie nabiera nowego znaczenia. Każe też z innej perspektywy spojrzeć na prowadzoną od niemal dwóch dekad modernizację polskich sił zbrojnych, w szczególności lotnictwa. Podczas gdy kraje bałkańskie nie mają praktycznie samolotów mogących bronić ich nieba, o wsparciu innych rodzajów wojsk nie wspominając, my dochodzimy do połowy okresu eksploatacji naszych, jak na warunki środkowoeuropejskiej licznej floty F-16. O zamówieniu dwóch eskadr F-35 nawet nie wspomnę.