niedziela, 23 lutego 2020

Lim-6 - polski fiat

W powojennej historii polskiego przemysłu lotniczego produkowany był tylko jeden samolot bojowy. MiG-15, bo o nim mowa, okazał się samolotem bardzo udanym, podatnym na liczne modyfikacje, które znalazły odzwierciedlanie w produkcji seryjnej. Samolot ten zrewolucjonizował lotnictwo myśliwskie ZSRR i państw sojuszniczych, na serio wprowadzając je w erę napędu odrzutowego. W Polsce dzięki licencji stanowił rewolucję w przemyśle lotniczym, wprowadzając do niego nowoczesne technologie i metody produkcji zaawansowanych, jak na owe czasy, płatowców, silników odrzutowych i osprzętu. Większego skoku technologicznego w przemyśle lotniczym nie było. W kolejnych wersjach zmieniono skrzydło, zmodyfikowano napęd, który uzupełniono o dopalacz, a także zabudowano radiolokator. Produkcja samolotów Lim-1. 2 i 5 przebiegała szybko, zapewniając sprzęt dynamicznie rozbudowującemu się lotnictwu Polski ludowej. Wraz z zastępowaniem w lotnictwie myśliwskim najstarszych limów nowszymi wersjami lub nowymi, naddźwiękowymi konstrukcjami Mikojana i Guriewicza, starsze samoloty Lim-1 i 2 przesuwano do wsparcia wojsk lądowych. Pomimo silnego uzbrojenia lufowego, samolot miał zbyt mały zasięg, aby w pełni wypełniać stawiane przed nim zadania. Poza tym skrzydła miały tylko dwa węzły podwieszeń, standardowo przenoszące podwieszane zbiorniki paliwa, bez których zasięg był jeszcze mniejszy. Nie bardzo było więc gdzie podwieszać bomby lub zasobniki z rakietami niekierowanymi. Do tego wskazywano na konieczność poprawy parametrów startu i lądowania, z możliwością operowani z lotnisk gruntowych włącznie. W Polsce podjęto się zmian zmierzających do spełnienia stawianych wymagań. Niepowodzeniem skończyło się jednak wprowadzenie tzw. owiewkozbiorników przed krawędzią natarcia płatów, w których mieściły się dodatkowe zbiorniki paliwa oraz zdwojone koła podwozia głównego. Podobnie nieefektywne okazały się rakietowe przyspieszacze startowe i nadmuch powietrza na klapy. 
Egzamin zdał natomiast spadochron hamujący oraz dodatkowe belki na uzbrojenie w przykadłubowej części płata. W sumie otrzymano prosty, ekonomiczny i skuteczny samolot wsparcia pola walki będący odpowiednikiem włoskiego Fiata G.91 w Układzie Warszawskim.
Złożony proces dochodzenia do ostatecznej konfiguracji, jaką przedstawiały samoloty Lim-6 i Lim-6 bis opisany został na czternastu pierwszych stronach 27 tomiku serii Samoloty wojska polskiego autorstwa duetu Fiszer-Gruszczyński. Dalej znajdziemy trzydzieści stron historii użytkowania samolotów Lim-5M oraz Lim-6. Temat podzielono na dwa okresy, lata sześćdziesiąte - okres poszukiwania najlepszego rozwiązania kwestii samolotu wsparcia oraz lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte - okres stabilnej służby do czasu zastąpienia Limów-6 przez nowocześniejsze, cięższe, bardziej złożone i droższe samoloty Su-22. W tomiku zawarto też opis konstrukcji samolotu oraz dwa "dodatki". Pierwszy to materiał o WZL-2 w Bydgoszczy. Drugi przybliża sylwetkę generała Frey-Bieleckiego, bardzo ciekawej postaci, która wniosła bardzo ważny wkład w kształtowanie sił powietrznych PRLu.
Od strony technicznej wystąpił mały problem z kolorowymi rysunkami samolotu na stronach 2 i 3 okładki. Wydają się być stanowczo zbyt blade. W opisie technicznym znalazł się dziwoląg "Dolną część kadłuba, wzdłuż symetrii osi płatowca ...", str. 57. Pomylono też wartości pułapu, ten z dopalaczem powinien być większy, str. 59.
Ogólnie bardzo ciekawa, dobrze opowiedziana historia najbardziej polskiego samolotu bojowego po II wojnie światowej. 

Fiszer M., Gruszczyński J.
100 lat polskich skrzydeł
Tomik 27, Lim-6
Edipresse Polska S.A.
64 strony, w miękkiej oprawie.
Liczne zdjęcia.

powiązane wpisy:


100 lps t.1 F-16
100 lps t.2 PZL-23
100 lps t.3 Mi-24
100 lps t.4 PZL-7
100 lps t.5 MiG-29
100 lps t.6 PZL-37
100 lps t.7 PZL-11
100 lps t.8 MiG-21
100 lps t.10 Mi-8
100 lps t.12 CASA C-295M
100 lps t.13 Su-22
100 lps t.15 PZL-130
100 lps t.17 C-130
100 lps t.18 MiG-15 
100 lps t.20 Su-7
100 lps t.21 Mi-14
100 lps t.24 Leonardo M-346 Bielik
100 lps t.26 Jak-23
100 lps t.29 TS-11 Iskra
100 lps t. 30 MiG-17
100 lps t. 32 Ił-28
100 lps t. 33 MiG-19
100 lps t. 37 I-22 Iryda - polska(bez)nadzieja
100 lps t. 40 SM-1 - prekursor
100 lps t. 41 MiG-23 - niedoceniony
100 lps t. 43 Mi-2 - Czajnik do wszystkiego
100 lps t. 45 TS-8 Bies - najbardziej polski 
100 lps t. 48 An-2 - ulubiony pterodaktyl
100 lps t. 49 PZL W-3 Sokół - śmigłowiec do wszystkiego
100 lps t. 50 An-26 - dobry samolot
100 lps t. 51 Black Hawk - śmigłowiec symbol
100 lps t. 52 Su-20 – typ przejściowy
100 lps t. 54 Ił-14 – lepsza kiła niż skok z Iła
100 lps t. 55 SH-2G Seasprite – polskie lotnictwo pokładowe w całej okazałości
100 lps t. 57 An-28/M28 - gorzki sukces
100 lps t. 59 i 62 Jak-11 i Jak-18 - samoloty szkolno-treningowe Jakowlewa
100 lps t. 63 SW-4 - marketingowa porażka do kwadratu
100 lps t. 66 Jak-12 - samolot prawdziwie wielozadaniowy

100 pls t. 69. SBLim-2Art - ostatni Mohikanin

sobota, 15 lutego 2020

AEROMAX.pl - fotorejestr w nowym obszarze


Wraz z rozpędzaniem się serii numerów specjalnych Aeromax.pl coraz mocniej się zastanawiałem, czy intencją Autorów będzie przedstawienie w serii wszystkich samolotów służących po wojnie w polskim lotnictwie wojskowych. Zadanie bardzo ambitne, trudne, wymagające olbrzymiej, żmudnej pracy. Gdyby Wydawcy wystarczyło sił i środków, takie zestawienie byłoby ważnym punktem kolekcji materiałów drukowanych niejednego sympatyka lotnictwa, także moim. W tym kontekście bardzo zaskoczył mnie numer S13 "Polskie Statki Powietrzne. SP-fotorejestr" vol. 1 i vol. 2. Zaskoczenie wynika z faktu, że Autorzy poszli krok dalej i zabrali się także za cywilne statki powietrzne. Przyznam, nie doceniłem ich ambicji. Tym bardziej trzymam kciuki za powodzenie projektu.
Trzonem obu zeszytów jest zestawienie kolejnych maszyn wpisywanych do Polskiego Rejestru Statków Powietrznych w okresie będącym tematem numeru. W tym przypadku od pozycji 0249 z 18 lutego 1949 r. do numeru 0514 z 23 listopada 1953 r. Do tego jeszcze dwa samoloty, którym przydzielono numery rejestracyjne, lecz nie wpisano ich do rejestru: LWD Miś i CSS-12. Dla porządku zamieszczono też tabelę z alfabetycznym spisem znaków rejestracyjnych i przypisanymi im numerami w rejestrze. 
Dla każdego wpisu podano: 
- numer rejestru,
- znaki rejestracyjne,
- typ ,
- nr fabryczny,
- datę produkcji (tylko rok), 
- wytwórnię, 
- datę wprowadzenia (do rejestru),
- datę wykreślenia,
- podstawowe fakty z historii maszyny, zwykle jedno, dwa zdania.
Do tego zdjęcie prezentowanego egzemplarza.
Kompletne kompendium podstawowej wiedzy o poszczególnych statkach powietrznych z rejestru.

W omawianych latach w przeważającej liczbie są to Pipery Cub i CSS-13. Pomiędzy nimi pojawia się wiele ciekawszych konstrukcji, w tym polskie: Szpaki, Zuchy, Żaki, Junaki, a nawet przedwojenne RWD i maszyny poniemieckie. Po za tym kilka prototypów polskich konstrukcji oraz samolotów pasażerskich z tego okresu. Pod koniec spisu zaczynają dominować Zliny Z-26 Trener. Historia lotnictwa tych lat w pigułce. Historia te byłaby niepełna, czasem wręcz nużąca w lekturze gdyby nie tekst wprowadzający, raz 9, a drugi 11 stron z bogatym materiałem fotograficznym uzupełniającym skromne zdjęcia ze spisu, zwłaszcza w przypadku najciekawszych samolotów. Tekst autorstwa Tonego Morrisa wprowadza w dzieje lotnictwa cywilnego w omawianym okresie, nie zawężając się do samych samolotów lecz omawiając zmiany zachodzące w tej części polskiej awiacji, z uwzględnieniem zmian w aeroklubach, lotnictwie komunikacyjnym i gospodarczym oraz przemyśle lotniczym. Przejrzystość tekstu, dobra jakość archiwalnych biało-czarnych zdjęć i doskonały papier dopełniają pozytywnego obrazu wydawnictwa.
W tekście znalazło się parę "niedoskonałości": w kilku miejscach gdy jest mowa o akcjach zwalczania szkodników roślin, głównie w lasach oraz stonki ziemniaczanej, Autor pisze o oprysku zamiast o rozpylaniu środków chemicznych. W owym czasie używano głównie środków w proszku. Przy okazji na jednym ze zdjęć widać poziom BHP przy tych pracach - noszone na plecach worki, z których proszek przesypywano bezpośrednio do zbiorników w samolotach, bez masek, nawet bez rękawic. Pilot nie miał wcale lepiej! Zdjęcie na str. 9 (vol. 1) pokazuje CSS-13 SP-ANS, a nie jak napisano He 72; "  ... wstępną linię produkcyjną myśliwców Jak-23, str. 3 (vol. 2); 
LWD Żuraw ze swoimi właściwościami STOL i przeznaczeniem nie był konstrukcją konkurencyjną dla CSS-13 (str. 3, vol. 2); Pisząc cały akapit o samolocie Kania, ani razu nie podano jego nazwy. Mniej obeznany czytelnik może mieć problem (str. 4); w kontekście zdania z tekstu samoloty miały znaki przydzielone, nie przedzielone (str. 10); na str. 12 powinno być "Tradycyjnie w ramach Święta Odrodzenia PRL", nie samo odrodzenia. 
W samym zestawieniu też pojawiło się kilka "wpadek": w opisach zwykle nazwy aeroklubów podawane są jako przymiotniki. Nie wiadomo dlaczego pojawia się więc A. Poznań (str. 13, vol. 1), choć dalej jest A. Poznański; Na str. 16 podano, że SP-AMB zarejestrowany został ponownie pod poz. 1110, bez podania nowych znaków. W innych przypadkach znaki te podano; Uśmiech nr 1 otrzymuje "A. Lubliński", str. 25. Na stronie 16 mamy natomiast "A. Lubiński"; na str. 28 mamy "A. Stalinogrodzki". Choć w tekście raz jest to uwzględnione, to w spisie też powinno być podane, o jakie dzisiejsze miasto chodzi. Nie wszyscy czytelnicy muszą być w tej kwestii zorientowani.
Te drobne potknięcia w niczym nie umniejszają mojego uznania dla redakcji i wartości historyczno-edukacyjnej wydawnictwa.
Z niecierpliwością czekam na kolejny, zapowiadany numer S12 z rejestrem z lat 1945-48.



Powiązane wpisy:
Aeromax.pl-13. Trzynastka nie musi być pechowa


czwartek, 13 lutego 2020

Lotnictwo 2/2020 - ciekawie, choć nadal z dodatkiem bylejakości


Ostatnio często komentuję numery Lotnictwa, znacznie częściej niż Lotnictwa LAI. Powodów jest kilka: czytam systematycznie oba magazyny i na "zajęcie się" oboma po prostu czasu nie starcza. Wybrałem Lotnictwo, gdyż jest w nim więcej błędów i wpadek przez co mam się o czym rozpisywać i to właśnie oni zablokowali mnie na FB już po pierwszej krytycznej recenzji, więc na pewno coś jest na rzeczy i stąd mój wybór.
W numerze 2/2020 pierwsze pozytywne wrażenie robi okładka z pięknym (wiadomo Piotr Łysakowski) zdjęciem polskiego F-16 w najnowszym "odświętnym" malowaniu z poznańskim krukiem na skrzydłach. Super pomysł. Dalej mamy 98 stron, jak zwykle bogato ilustrowanego tekstu. Strona graficzna, jakość papieru i druku zawsze w Lotnictwie były dobre.
Poniżej, jak zwykle, opisane subiektywnie wybrane artykuły do top 5 numeru. Tym razem było kilka bardzo obszernych artykułów, więc wybór był nieco ograniczony.
1. Czechosłowacko-amerykański incydent nad Merklinem. Rzecz o incydencie z 10 marca 1953 roku, kiedy to czeski MiG-15 zestrzelił, najpewniej nad terytorium Czechosłowacji, intruza w postaci amerykańskiego F-84. Ciekawe, mało znane zdarzenie, fajnie opisane, z uwzględnieniem istniejących do dzisiaj wątpliwości i różnych wersji zdarzeń.
2. Siły Powietrzne Zjednoczonych Emiratów Arabskich - kolejna część cyklu Leszka A. Wieliczko o siłach powietrznych różnych państw. Tym razem Emiraty i niezła mozaika sprzętu latającego.
3. Zestrzelenie ukraińskiego Boeinga 737 nad Teheranem - rzeczowy, ciekawie ilustrowany tekst o kolejnej lotniczej tragedii. Jakieś fatum wisi chyba nad Ukrainą. Cóż pamiętam dreszczyk niepokoju gdy w roku 2015 odlatywałem z Dniepropietrowska, a nasz Fokker długo wznosił się w chmurach ciągle lecąc na wschód. Jak czas pokazał, niepokój nie był bezpodstawny. Przy okazji zastanawiam się, czy pochodzenie właściciela linii UIA jest w tym przypadku tylko złośliwym chichotem losu.
4. Ltn. Erich Hartman i dywizjon III./JG 52 w walkach nad Sewastopolem. Tym razem mniej propagandowego zacięcia niż w poprzednim artykule dotyczącym walk powietrznych na wschodzie. Niestety w kilku miejscach tekst bywa trudniejszy, wręcz zagmatwany. I znowu mam wątpliwość do przekaz podprogowy tekstu - wskazanie, że Krym był rosyjski i to radzieccy żołnierze przelewali krew podczas jego wyzwalania. Choć fakty historyczne są zgodne z przekazem tekstu, temat do przemyśleń pozostaje.
5. Mi-8 w polskim lotnictwie wojskowym. Moi ulubieni Autorzy piszą o historii służby tego niezwykłego śmigłowca w Polsce. Wyczerpujący materiał zawierający wiele ciekawych informacji, w tym: daty, jednostki, numery taktyczne itp. Do tego bogaty materiał fotograficzny. Czułbym sie jednak "zawiedziony" gdyby duet Gołąbek-Wrona nie popełnił kilku pomyłek. Pisząc artykuły o lotnictwie przez wiele lat Autorzy nadal nie widzą różnicy pomiędzy wciągarką a wyciągarką (str. 25); z podpisu pod zdjęciem na str. 24-25 wynika, że misje łącznikowe dyspozycyjne czy specjalne śmigłowców Mi-8 nie są wykonywane na rzecz wojsk lądowych; "... śmigłowiec w otrzymał czerwcu 1999 roku", str. 29; "... w ramach integralnej części 2.ELTŁ , jakim była ...", str. 29; Na jednej stronie mamy zarówno Kraków-Balice, jak i podkrakowskie Balice, str. 30; " Kontynuuje ona loty zabezpieczenia transportu lotniczego i obsługę pasażerską ...", str. 30; " Oględziny wykazały uszkodzenie łopatki lewego silnika ...", str. 31.
Narzekań na poziom redakcyjny magazynu ciąg dalszy: podawanie zasięgu statku powietrznego, w dodatku dopiero projektowanego, z dokładnością do 10 m (241,35 km, str. 12) to jakieś nieporozumienie lub raczej dowód bezmyślności; " ... powinien być przyzwyczajone do ...", str. 21; "... śmigłowca są dalsze zwiększanie ...", str. 38; "Do końca okresu programowania w NH90 ma być wyposażone ...", str. 40; "... używane są obecnie są w trzech ...", str. 41; Nie jest prawdą, że w 2025 r. niektóre egzemplarze SA330Ba będą miały ponad czterdzieści lat służby, skoro cztery wersy niżej zapisano, że dla ALAT produkowane były w latach 1969-1981, str. 42; "... użyto okrętu przeklasyfikowanego na okręt transportowy lotniskowca HMAS Sydney", str. 63; " Wyposażenie kabiny w kokpicie zostało ...", str. 72; "Samoloty doposażono w bazy Rio Cuarto, skąd ...", str. 74; "Wersja F-84E, która została zestrzelona ...", str. 83.
Nie jestem zadowolony z pracy redakcji, zwłaszcza korektora, gdyż dzięki ich niedbałości otrzymujemy produkt o obniżonej jakości.

Powiązane wpisy:




czwartek, 6 lutego 2020

Jak-23 - samolot odrzutowego przełomu

Jakowlew Jak-23 jest samolotem znacznie mniej znanym w Polsce niż MiGi, suchoje, Iskra czy F-16. Nie powinno to dziwić, gdyż stosunkowo krótka służba tych prostoskrzydłych myśliwców pod znakiem biało-czerwonej szachownicy przypadała na trudne lata największej, wręcz obsesyjnej nieufności do obywateli i troski o tajemnice wojskowe. Nim na dobre zagościły w jednostkach, zaledwie pół roku po sprowadzeniu pierwszych Jaków-23 pojawił się godny następca, pod każdym względem lepszy i nowocześniejszy MiG-15, w dodatku produkowany w dużej liczbie na licencji w Mielcu.
Jaki-23 były pierwszymi odrzutowcami bojowymi, typowymi myśliwcami użytkowanymi operacyjnie w Polsce. Wcześniej pojawiły się trzy Jaki-17 - z których latał tylko jeden, oraz niewielka liczba szkolno-treningowych UTI Jaków-17, które byłypozostawały jedną nogą, a raczej skrzydłem, w poprzedniej epoce myśliwców tłokowych. Jak-23 został zaprojektowany od początku jako odrzutowiec, podobnie jak maszyny tego pokolenia z innych krajów, też jeszcze wyposażone w proste skrzydła. Nim został wyparty przez odrzutowce Mikojana przez kilka lat stanowił podstawowe wyposażenie kilku jednostek, pozwalając na łatwiejsze przejście na nowocześniejszy, bardziej wymagający dla pilotów i obsługi sprzęt. Co ciekawe Polska była użytkownikiem największej liczby, prawie 1/3 zbudowanych samolotów Jak-23, których liczba wraz z dziesięcioma sprowadzonymi z Czechosłowacji sięgnęła stu egzemplarzy. Także patrząc na naszą Iskrę można zauważyć, że jej oryginalny układ konstrukcyjny ma więcej wspólnego z konstrukcjami Jakowlewa niż z innymi maszynami tamtych czasów. 
Co ciekawe, od początku roku 1957 dwa UTI Jak-17 znalazły się w Instytucie Lotnictwa, gdzie przez kilka lat uczestniczyły w programie badań w locie. Pod koniec lata 1959 roku czas eksploatacji wojskowych Jaków-23 w Polsce dobiegł końca.
Kolejny (26) zeszyt Samolotów Wojska Polskiego, pierwszy z drugiej połowy zapowiadanej serii ma klasyczny dla niej układ: 18 stron historii powstania i rozwoju samoloty, a właściwie całego pierwszego pokolenia odrzutowych myśliwców Jakowlewa; osiem stron o produkcji i użytkownikach Jaka-23, 19 o służbie w Polsce i siedem opisu technicznego wraz z rysunkami. Całości dopełniają dwie czterostronicowe notki, jedna o życiu i twórczości A.S. Jakowlewa, a druga o radomskiej Oficerskiej Szkole Lotniczej. Jak zwykle u duetu Fiszer-Gruszczyński tekst napisany jest zgrabnie, przystępnym językiem. Do tego wiele ciekawych fotografii.
Jak zwykle jest też kilka wpadek: "Zadanie na jego zaprojektowanie i zbudowanie Rada Ministrów ZSRR postawiła ...", str. 9; Samoloty Jak-30 (konkurent Iskry) i Jak-32 były raczej samolotami szkolno-treningowymi niż szkolno-sportowymi, str. 52; "... z profilem 12% laminarnym", str. 54; "Statecznik był w formie monolitu powiązany z kadłubem", str. 56; "Statecznik pionowy był zabudowany na stałe z kadłubem", str. 57.
Ogólnie - ciekawa pozycja o ciekawym samolocie.

Fiszer M., Gruszczyński J.
100 lat polskich skrzydeł
Tomik 26, Jak-23
Edipresse Polska S.A.
64 strony, w miękkiej oprawie.
Liczne zdjęcia.

poniedziałek, 3 lutego 2020

AEROMAX.pl - Su-20 w numerze specjalnym


Niedawno ukazały się nowe numery specjalne magazynu Aeromax.pl. Tym razem w dwóch zeszytach z numerem S7 zawarto historię samolotów Su-20 w Polsce. Dogodnym, przynajmniej dla mnie, rozwiązaniem było jednoczesne wydanie obu części, co pozwoliło na jedną, spójna lekturę.
Samolot Su-20 ma w historii naszych wojskowych skrzydeł istotne miejsce. Był pierwszym samolotem o zmiennej geometrii płatów oraz bogatej ich mechanizacji, pierwszym z systemem nawigacyjnym RSBN-5S oraz autopilotem, a jego udźwig uzbrojenia i zasięg pozwalał na realne oddziaływanie na obiekty na bliskim zapleczu przeciwnika. Stanowił on ogniwo pośrednie pozwalające na płynne przejście z dość prymitywnego, trudnego w pilotażu Su-7 na swego czasu całkiem nowoczesne Su-22. Także w sferze "ubarwienia" jest Su-20 ciekawym przypadkiem przejścia w trakcie służby od jednolitej barwy metalu do kolorowego kamuflażu, efektem czego jest wiele różnorodnych zdjęć zawartych w publikacji. Tym razem liczba maszyn w służbie - 27 sztuk, pozwoliła nie tylko na zaprezentowanie kilku fotografii i historii służby w pigułeczce każdego egzemplarza, ale zmieściło się też dziesięć stron bogato ilustrowanego tekstu autorstwa Jacka Zawadzkiego. 
Tekst w skondensowanej, zgrabnie napisanej formie mówi nieco o historii powstania samolotu, jego zakupu przez Polskę, wdrażania do służby i jej przebiegu aż po kres 28 lutego 1997 roku.  Uzupełnieniem jest tabela z przydziałem poszczególnych maszyn do eskadr i kluczy - stan na dzień 16 VIII 1976. Z takim wstępem pozycja wydaje się pełniejsza, kompletna. Dla sympatyków lotnictwa z szachownicą, szczególnie fanów Su i powidzkiej jednostki na pewno ciekawa pozycja.
Trochę szkoda, że w masie zdjęć, kamuflaży, dat i numerów na dalszy plan zeszli ludzie, jak w podpisie zdjęcia str. 31 vol. 2 "Dowódca jednostki składa meldunek generałowi ... Powidz grudzień 1977 r.". Znana data, jakość zdjęcia dobra, nie ma więc chyba problemu z identyfikacją i publikacją nazwisk tych osób.
Oczywiście do kilku drobiazgów można się "przyczepić": na str. 3 (vol. 1) bardzo niejasny opis zmian w płacie sugerować może. że pozostawiono po Su-7 ruchome końcówki "... w którym zachowano jego niezmieniony kształt w części przykadłubowej wraz z podwoziem i wprowadzonymi ruchomymi w zakresie 30° - 63° końcówki skrzydeł ..."; książkę lotów nazwano książką lotniczą, str. 5; Su-20 nr 6131 stoi na terenie fortu IX - Czerniakowskiego, nie Fortów czerniakowskich, str. 24; "... wykonać taktyczne uderzenie jądrowe na wyznaczone cele taktyczne ...", str. 3 (vol. 2); "Samoloty Su-20 oprócz zasobnika KKR wyposażony był ...", str. 5; "... drugiego remontu i godła pułki 1 eskadry na samolocie ...", str. 29. 
Pozycja ciekawa, warta polecenia.



Powiązane wpisy:

Aeromax.pl-13. Trzynastka nie musi być pechowa
Aeromax.pl-numer specjalny S1- nowa seria