sobota, 31 października 2020

Lotnictwo 10/2020 - numer delta

Wiodącym tematem październikowego Lotnictwa są samoloty Mirage. Niemal 1/3 magazynu zajmują dwa artykuły dotyczące dwóch trójkątnoskrzydłych, eleganckich myśliwców koncernu Dassault. W jednym M Pospisill opisuje udział samolotów Mirage IIIC w Wojnie sześciodniowej. Jest to pierwsza część szerszego materiału dotyczącego Mirage IIIC z gwiazdami Dawida na skrzydłach. Ten na swój czas bardzo nowoczesny samolot odegrał znaczącą rolę w błyskawicznym ataku wojsk izraelskich na swoich arabskich sąsiadów. Świetna strategia, przemyślana taktyka, doskonale wyszkoleni lotnicy oraz dobry sprzęt okazały się źródłem niebywałego sukcesu militarnego. Oczywiście nie wszystko przebiegało zgodnie z planem. Dla przykładu skuteczność pocisków kierowanych powietrze-powietrze była żenująco niska. Jednak o lepszą reklamę tego Mirage III niż sukces Izraela byłoby trudno. Samolot zasłużył sobie na sukces zarówno we Francji, jak i u odbiorców zagranicznych, gdzie służył z powodzeniem wiele lat. Godnym jego następcą został zbudowany w analogicznym układzie czystej delty Mirage 2000. O jego użytkownikach i służbie pisze L.A. Wieliczko w artykule "Mirage 2000 na świecie".Elegancki myśliwiec przewinął się przez siły powietrzne dziewięciu państw, pozostając nadal w służbie ośmiu z nich. Mimo, że już nie najmłodsze, poddawane licznym ulepszeniom maszyny są nadal groźnym narzędziem walki. Warto wspomnieć, że przez wiele lat były w wersji Mirage 2000N podstawowym lotniczym środkiem przenoszenia francuskich ładunków jądrowych No i są po prostu ładne. Dwie dekady temu Mirage 2000 proponowane były Polsce w przetargu na wielozadaniowy samolot bojowy. Wówczas zarówno sama konstrukcja i jej możliwości bojowe, jak i warunki pozyskania budziły wielkie emocje. Nie mniejsze wzbudził też wynik przetargu. Z perspektywy czasu, mimo ogromnej sympatii do Mirage 2000, większej niż do F-16, wybór tego ostatniego okazał się najlepszym z możliwych. Przebieg negocjacji i procedur zakupowych Mirage pokazał po raz kolejny, że francuskie samoloty bojowe są maszynami drogimi, a negocjatorzy znad Sekwany stawiają zwykle twarde warunki. Także interoperacyjność Mirage 2000 z siłami powietrznymi większości państw NATO byłaby mniejsza niż w przypadku F-16, o logistyce nie wspominając. Także uwarunkowania polityczne ich użycia, wsparcia i modernizacji mogłyby być różne. W końcu to francuski prezydent J. Chirac stwierdził, że Polacy "zmarnowali okazję, żeby siedzieć cicho". Słowa znaczące, które zapamiętane powinny być na długo. Patrząc przez pryzmat historii oczywiste jest też, że z Paryża jest znacznie bliżej do Moskwy niż z Waszyngtonu, co w naszej sytuacji ma kolosalne znaczenie. Kolejną, chyba najważniejszą sprawą był potencjał modernizacyjny i możliwość wsparcia eksploatacji. Produkcja Mirage 2000 zakończyła się w roku 2007.Wynika z tego, że bylibyśmy ostatnim ich odbiorcą. Wiadomo było wówczas też, że we francuskich siłach powietrznych zostaną w niedługim czasie wyparte przez nowoczesne Rafale. Gospodarz nie będzie więc zainteresowany w dalszych modernizacjach dla siebie, a wówczas za ich opracowanie i przeprowadzenie zapłacić musi użytkownik. Nawet gdyby zebrało się kilku, to raczej trudno byłoby ustalić jej wspólny zakres przez tak różne siły powietrzne jak np.: polskie, greckie, katarskie i tajwańskie. Do tego dodać należy wręcz legendarną niechęć polskich wojskowych do modernizacji maszyn bojowych, która nie pozwala widzieć powyższej perspektywy w jasnych barwach. Jak by się to skończyło. Ano tak, jak jest teraz, czyli skromna "modernizacja" na miarę MiGów-29 na początku lat trzydziestych. Drugim wariantem byłoby pójście drogą Su-22, czyli użytkowanie przemalowanych jedynie maszyn po kres ich resursu - pewnie do przełomu lat 40/50. Znowu moglibyśmy wysyłać je na pokazy, jako jedyny użytkownik typu w NATO, a może i na świecie. Podobny scenariusz może się ziścić także w przypadku naszych F-16. Pomimo, że samoloty mają już po kilkanaście lat, nie słychać nic o planach modernizacji MLU (Mid Life Update), połączonej z kapitalnym remontem przy nalocie 2 000 godzin. Jest to idealny i jedyny opłacalny ekonomicznie moment na głęboką modernizację lub wręcz podniesienie standardu polskich Jastrzębi do podobnego do F-16V, a być może także zwiększenie resursu całkowitego ponad obecne 4 000 godzin. Zabieg taki nie będzie tani, a biorąc pod uwagę spore wydatki na zakup systemu obrony powietrznej i "wypasione" F-35, których szczyt przypadnie nieomal na czas remontu Jastrzębi, trudno być w tej sprawie optymistą. Oby z braku kasy i wyobraźni decydentów F-35 nie musiały samotnie bronić polskiego nieba.
O tym, jak wielkie są apetyty wojskowych oraz jak bogata jest oferta potencjalnych dostawców pisze T. Kwasek w sprawozdaniu z MSPO 2020. W numerze znajdziemy też obszerną monografię "pogromcy lotniskowców" Douglasa SBD Dauntless napisaną jak zwykle solidnie przez L.A. Wieliczko. Znajdziemy jeszcze wiele ciekawych informacji z kraju i ze świata. I choć znajdziemy też trochę błędów październikowy numer Lotnictwa wart jest przeczytania.

Powiązane wpisy:

środa, 28 października 2020

Mi-2 - Czajnik do wszystkiego

 Śmigłowiec: szkolny, transportowy, pasażerski, sanitarny, poszukiwawczy i ratowniczy, rolniczy, dyspozycyjny, uzbrojony, minerski, dźwigowy, latające stanowisko dowodzenia, powietrzny zwiadowca, latający policjant, aktor filmowy - te wszystkie i zapewne wiele innych określeń pasuje do poczciwego Mi-2. Nie ma chyba w Polsce lotniska, nad którym by nie zawisła sylwetka popularnego "Plemnika". Nie ma osoby, która by kiedyś nie podniosła głowy w górę na dźwięk charakterystycznego trzepotu łopat "Michałka". Nie ma też chyba wojskowego pilota śmigłowcowego, który nie latałby na świdnickim "Czajniku".Mi-2 był produkowany w kilku odmianach uzbrojonych, zarówno z uzbrojeniem lufowym, jak i rakietowym, w tym przeciwpancernymi pociskami kierowanymi. Do dziś pozostaje najliczniejszym, oprócz Sokoła, typem śmigłowca, także uzbrojonego w polskiej armii. Z uzbrojeniem kierowanym w Polsce "przeżył" swojego młodszego brata ciężkiego Mi-24, któremu kły wypadły już dawno. Maszyna ta, zbudowana w ponad pięciu tysiącach egzemplarzy latała praktycznie na wszystkich kontynentach, przez dekady propagując polski przemysł lotniczy. Co ważne śmigłowiec okazał się bardzo trwały i bezpieczny, a liczba wypadków i katastrof, jak na tak liczną flotę była naprawdę mała. Mi-2 służą w wojsku już dobrze ponad pół wieku. I choć MON zapowiada zakup 32 następców w ramach programu Perkoz, to znając ślimacze tempo procedur w MONie oraz przewidując kolosalne problemu budżetowe spowodowane pandemią, jestem przekonany, że jeszcze wiele lat brzęczenie poczciwych Michałków będzie nam towarzyszyć. Do ostatniej godziny resursu. Tym razem Miłosz Rusiecki wziął na swój, profesjonalny warsztat najważniejszy ze śmigłowców w historii polskiego lotnictwa. Tradycyjnie dla serii tomik składa się z kilku rozdziałów: Rozwój konstrukcji - 8 stron o powstaniu śmigłowca, próbach prototypów oraz przygotowaniach do produkcji Mi-2 w Polsce, tylko w Polsce. Produkcja seryjna - zasadniczy liczący aż 32 strony tekst nie tylko o samej produkcji, ale też o opracowaniu i zastosowaniach kolejnych wersji śmigłowca, głównie wojskowych, aż po Kanię i projekt Taurusa. Uzupełnieniem jest kolejny rozdział - Wojskowe Mi-2 w Polsce. Do tego dodać należy bardzo krótki, za krótki opis techniczny, uzupełniony obszerną tabelą z danymi technicznymi oraz rysunkami sylwetki śmigłowca. Niestety ponownie strona z rysunkami jest oddalona od opisu konstrukcji maszyny, co znacząco utrudnia analizę tekstu i jego czytelność. Co prawda wobec skromnego opisu konstrukcji nie jest to tym razem zbytnio uciążliwe, ale szkoda, że redakcja wycofała się po kilku numerach z umieszczania opisu i rysunków blisko przy sobie. Przy okazji rysunków zastanawiam się czy umieszczenie zewnętrznego zbiornika paliwa tylko w rzucie prawej strony śmigłowca było zamierzonym działaniem autora rysunku. Chcę wierzyć, że tak. We wkładkach znajdziemy artykuliki WSK-PZL Świdnik i Lotnictwo Wojsk Lądowych. Godny polecenia jest zwłaszcza drugi tekst ukazujący, jak w nowatorski, oryginalny i pełen trudności sposób powstała ta unikalna w skali Układu Warszawskiego formacja. Po za fajnie napisanym tekstem, wykorzystującym olbrzymią wiedzę pana Rusieckiego jest na prawdę mało błędów. Znalazłem jeden gramatyczny oraz niewłaściwą kolejność gwiazdek w danych technicznych, w sumie drobiazgi. Oby pozostałe tomiki serii były napisane i zredagowane na tak wysokim poziomie.
No i jeszcze okładka. Nagłówki numerów ze śmigłowcami do nr-u 21 (Mi-14) to "Śmigłowce wojska polskiego". Kolejne od nr-u 40 (SM-1) opatrzone są napisem "Samoloty wojska polskiego"!Rusiecki M.

100 lat polskich skrzydeł
Tomik 43, Mi-2
Edipresse Polska S.A.
64 strony, w miękkiej oprawie.
Liczne zdjęcia

 Powiązane wpisy:

100 lps t.1 F-16
100 lps t.2 PZL-23
100 lps t.3 Mi-24
100 lps t.4 PZL-7
100 lps t.5 MiG-29
100 lps t.6 PZL-37
100 lps t.7 PZL-11
100 lps t.8 MiG-21
100 lps t.10 Mi-
8
100 lps t.12 CASA C-295M
100 lps t.13 Su-22
100 lps t.15 PZL-130
100 lps t.17 C-130
100 lps t.18 MiG-15 
100 lps t.20 Su-7
100 lps t.21 Mi-14
100 lps t.24 Leonardo M-346 Bielik
100 lps t.26 Jak-23
100 lps t.29 TS-11
 Iskra
100 lps t. 30 MiG-17
100 lps t. 32 Ił-28
100 lps t. 33 MiG-19
100 lps t. 37 I-22 Iryda - polska(bez)nadzieja
100 lps t. 40 SM-1 - prekursor
100 lps t. 41 MiG-23 - niedoceniony
100 lps t. 43 Mi-2 - Czajnik do wszystkiego
100 lps t. 45 TS-8 Bies - najbardziej polski 
100 lps t. 48 An-2 - ulubiony pterodaktyl
100 lps t. 49 PZL W-3 Sokół - śmigłowiec do wszystkiego
100 lps t. 50 An-26 - dobry samolot
100 lps t. 51 Black Hawk - śmigłowiec symbol
100 lps t. 52 Su-20 – typ przejściowy
100 lps t. 54 Ił-14 – lepsza kiła niż skok z Iła
100 lps t. 55 SH-2G Seasprite – polskie lotnictwo pokładowe w całej okazałości
100 lps t. 57 An-28/M28 - gorzki sukces
100 lps t. 59 i 62 Jak-11 i Jak-18 - samoloty szkolno-treningowe Jakowlewa
100 lps t. 63 SW-4 - marketingowa porażka do kwadratu
100 lps t. 66 Jak-12 - samolot prawdziwie wielozadaniowy

100 pls t. 69. SBLim-2Art - ostatni Mohikanin

sobota, 17 października 2020

Lotnictwo AI 9/2020 - kosmiczny bubel

Z ciężkim sercem to piszę, ale muszę. Sierpniowy numer jest pod względem redakcyjnym, w mojej opinii, najgorszym jaki czytałem, a przeczytałem wszystkie.
Zaczynam tradycyjnie od mojego Top 5 numeru:
1. Hindustan Aeronautics Limited. Dla wielu z nas Indie kojarzą się wciąż ze świętymi krowami, widokami z folderów wycieczkowych i wszechobecną biedą. Obrazek z poprzedniego wieku nie do końca przystaje do współczesności. Podobnie jest w lotnictwie. Bardzo duże lotnictwo wojskowe wyposażone w mozaikę bardzo różnego sprzętu od wiekowych MiGów-21 i 27 poprzez Mirage 2000 po Su-30 czy Rafale. Liczne z nich produkowane są na licencji, a własny przemysł korzysta z zagranicznego know-how, z trudem aczkolwiek konsekwentnie budując swoją pozycję, głównie w oparciu o koncern Hindustan Aeronautics Limited. Jego osiemdziesięcioletnią historię przedstawia Leszek A. Wieliczko. Jest o czym poczytać. Szkoda tylko, że Autor dał się ponieść magii cyferek. Jaki sens ma podawanie wyników finansowych w miliardach rupii z dokładnością do jednego miliona. Kogo to obchodzi? Chyba tylko nawiedzonych księgowych. Dla mnie 197 mld rupii wystarczy, a i 200 byłoby ok. zamiast 197,046 mld. O ile więcej powiedziała by ta kwota przeliczona na dolary?
2. Boeing i problemy 737 MAX. W końcu ktoś rzeczowo i kompleksowo opisał całą, tak medialną sprawę MAXów Boeinga. Przedstawił nie tylko sprawy techniczne i proceduralne, ale też okoliczności powstania czwartej generacji modelu 737 i błędnej, aby nie powiedzieć głupio-pazernej polityki zarządu koncernu z Chicago. Temat zasługuje na pewno na Top 5, jednak gorzej sprawa wygląda z wykonaniem. Chyba temat i opinia o Autorze, P. Bondaryku pozwoliła mi artykuł tu zostawić. Co jest nie tak? Niedbalstwo Autora i redakcji. Kryzys branży związany z COVIDem-19 wybuchł w marcu 2020, nie 2019, str. 28! CS00 ma pojemność 110, a nie 1100 miejsc, str. 28. Ktoś to w redakcji w ogóle czytał? "... wskazań czujników wskazań kąta natarcia", str. 29. " ...uruchomieniem odpowiedniego tempa produkcji ...", str. 26.
3. Nanchang Q-5. Samolot MiG-19 pozostaje w cieniu poprzedników rodziny MiG-15/17 oraz kultowego następcy MiGa-21. Jego służba była znacznie krótsza i mniej spektakularna, co nie znaczy, że był samolotem złym. Niejako z przymusu geopolitycznego przez długie lata był podstawowym samolotem bojowym Chińskiej Republiki Ludowej. Powstała w tym czasie głęboko zmodernizowana wersja uderzeniowa Q-5. Główną zmianą było uwolnienie dziobu samolotu od chwytu powietrza do silników, który w zdwojonej formie przeniesiono na boki kadłuba na wysokość kabiny pilota. W ten sposób stworzono miejsce dla anteny radaru i bloków elektroniki. Po za tym w pierwszych wersjach zabudowano komorę bombową! Wiele interesujących faktów z historii tej ciekawej maszyny znajdziemy w artykule duetu Fiszer-Gruszczyński.
4. Latający kowboje z Teksasu. Euro-NATO Joint Jet Pilot Training. Mało znana, ale bardzo istotna dla lotnictwa dwunastu europejskich państw członków NATO jednostka. Ciasne europejskie niebo nie zapewnia wystarczająco dużo miejsca do efektywnego szkolenia pilotów współczesnych samolotów bojowych. Dla mniejszych państw o małych potrzebach szkoleniowych bardziej efektywne jest finansowanie wspólnego ośrodka niż utrzymywanie krajowych. Gdy do tego dodać możliwość szkolenia na naddźwiękowych Talonach robi się bardzo atrakcyjnie. Myślę, że niepotrzebne było uświadamianie czytelników, że para to są akurat dwa samoloty. Ponad to modyfikowane są programy kursów nie tygodnie, str. 45.
5. Amfibia Be-200 zdobywa nowe zastosowania. Tak jak głosi tytuł zdobywa nowe zastosowania, nowe zamówienia już niespecjalnie. Walka o miejsce na rynku i w rosyjskiej armii tej oryginalnej konstrukcji trwa już trzy dekady, a samolot lata od lat dwudziestu dwóch. Jego przyszłość jest jednak ciągle niepewna, a szanse na sukces topnieją wraz z coraz mniejszymi szacunkami potencjalnego rynku przygotowywanymi przez producenta. Niemniej jednak Be-200 jest jedyną współczesną łodzią latającą o napędzie odrzutowym. Czy ma szansę na zaistnienie w większej liczbie egzemplarzy pokaże czas.
 
Jest jeszcze monografia Oriona, w której znajdziemy interesujące terminy: "trzepotanie oscylacyjne", str. 73; "zaawansowane przeglądy techniczne", "wielkopowierzchniowe radary telemetryczne"; LLLTV działa w technologii bliskiej podczerwieni, wszystko na str. 84. Boje akustyczne mogą wskazywać "orientacyjny zasięg źródła dźwięku", str. 78; gazy wylotowe silników "generowały dodatkowe siedem procent mocy", str. 72. Jeśli do tego dodać jeszcze kilka terminologicznych potworków oraz błędy redakcyjne rysuje się ponury obraz artykułu. Nie jest to zresztą pierwszy artykuł P. Henskiego popełniony na podobnym poziomie. Wypadałoby więc zwrócić większą uwagę na zawartość jego tekstów.
Numer "pozamiatał" artykuł "Amerykanie znów latają w kosmos" W. Zwierzchlejskiego. Wygląda na to, że po złożeniu numeru nikt się nie pofatygował by sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Efekt - brakujące litery w liczbie ok. 20! Nawet tytuł rozdziału "DM-1 - lot jak maśle" nie zwrócił uwagi redakcji! Totalne niedbalstwo i ignorancja.
Wydawać by się mogło, że w dzisiejszych w dwójnasób trudnych czasach dla klasycznych - papierowych czasopism redakcje dołożą wszelkich starań w kierunku jak najwyższej jakości swojego produktu. Wydawać by się mogło.

Lotnictwo.

Aviation International

Wrzesień 9/2020

Powiązane wpisy:

Lotnictwo AI 8/2020

Lotnictwo AI 7/2020 - polskie lotnictwo w natarciu

Lotnictwo AI 6/2020 – numer śmigłowcowy 

Lotnictwo AI 4-5/2020 - u progu nowego

Lotnictwo AI 3/2020 - pocztówka z przeszłości

Lotnictwo AI 2/2020 - zdarzały się lepsze numery

Lotnictwo AI 2/2019 – ciekawie, nie do końca solidnie

Lotnictwo AI 12/2018 - polska języka - trudna języka

„Nieszczęścia chodzą parami”

Lotnictwo AI 3/2018. Czasopisma lotnicze – droga do …?




niedziela, 11 października 2020

Junak - początek wyboistej drogi

 

Lotnicze Warsztaty Doświadczalne w Łodzi w pełni zasługiwały na swoją nazwę. I nie chodzi tylko o doświadczalny charakter powstających tam konstrukcji, ale też o wszystkie bolączki, problemy, wyrzeczenia i dramaty, jakich doświadczali pracownicy tej "wytwórni". W końcowym etapie jej istnienia można ją nawet było nazwać manufakturą, na początku co najwyżej warsztatem chałupniczym. Pierwsze konstrukcje budowane były w oparciu o "trofiejne" używane silniki, materiały zbierane "gdzie popadnie" oraz bardziej niż skromne wyposażenie warsztatu. Dlatego na wielkie uznanie zasługuje cały zespół z Tadeuszem Sołtykiem na czele, który wykazał dużo hartu ducha i samozaparcia by tworzyć "z niczego" coraz lepsze samoloty. Największe uznanie wzbudza wśród nich rodzina samolotów szkolnych Zuch/Żak/Junak. Do produkcji seryjnej wszedł ten najmniej dostosowany, czyli Junak z przestarzałym i ciężkim silnikiem M-11FR. Ten jednakże z punktu widzenia logistyki i interesu politycznego polskiego lotnictwa był jedynym rozwiązaniem dającym szansę na produkcję seryjną. Ta z kolei pozwolić miała na wprowadzenie nowego samolotu szkolnego w miejsce UT-2, na którym poza szkoleniem prowadzona była selekcja młodych adeptów lotnictwa metodą "przez cmentarz". Dobrze więc, że Junak był produkowany, gdyż dał on też Sołtykowi niezbędne doświadczenie i uznanie, by mógł wkrótce stworzyć legendarne maszyny Bies i Iskra. Jak wielkie były trudności tamtych czasów oraz jak była zacofana polska myśl konstruktorska pokazuje przykład przedwojennego szefa T. Sołtyka, twórcy Karasia i Suma - S. Praussa. W czasie gdy Sołtyk "męczył się" nad przestarzałymi konstrukcyjnie metalowo-drewnianno-płóciennymi samolotami szkolnym, Prauss w Wielkiej Brytanii brał udział w projektowaniu pierwszego samolotu pasażerskiego o napędzie odrzutowym DeHawilland Comet. Tak Polskę spustoszyła i cofnęła w rozwoju II wojna światowa.
Pierwszy polski samolot produkowany w dużej serii Junak 2 i jego wersja "rozwojowa" Junak 3 przedstawione są w 42 tomiku Samolotów wojska polskiego. Cóż w nim mamy: 22 strony genezy konstrukcji, 8 stron o jej doskonaleniu. dalej czternaście stron historii użytkowania Junaków pod nietrafionym tytułem "Junaki w Polsce", tak jakby gdzieś jeszcze je wykorzystywano. Do tego opis konstrukcji, nieco o odbudowie przemysłu lotniczego w PRL oraz sześć stron o Instytucie Lotnictwa. Za dużo, szczególnie, że większość tekstu mówi o dniu dzisiejszym, a część stanowi po prostu streszczenie strony internetowej Instytutu. Gdyby było krócej, treściwiej, nie było by tak nużąco.
Do czego można się przyczepić. Zmniejszenie energii kinetycznej maszyny przy lądowaniu skraca dobieg, nie rozbieg, str. 14. J. Teisseyre konstruował samoloty, nie "maszyny lotnicze", str. 20. Opisy zdjęć na str. 24 i 25 mówią o Junaku 2 podczas gdy widać na nich Junaki 3! Jest też trochę lotniczego slangu " zapas stateczności na kołowaniu", str. 30. Samolot I-23 Manager jest raczej samolotem turystycznym lub dyspozycyjnym, a nie "osobowym", str. 50. Silnik gwiazdowy M-11FR zamiast mocy posiada "ciąg maksymalny" i to wyrażony w KM, str. 59.
Oby Autorom i redakcji wystarczyło zaangażowania w utrzymaniu chociaż przyzwoitego poziomu serii do jej końca.


Gruszczyński J., Fiszer M.
100 lat polskich skrzydeł
Tomik 42, LWD
Edipresse Polska S.A.
64 strony, w miękkiej oprawie.
Liczne zdjęcia.

powiązane wpisy:

Antoni Szymański „Całe życie za sterami”

TS-8 Bies
100 lps t.1 F-16
100 lps t.2 PZL-23
100 lps t.3 Mi-24
100 lps t.4 PZL-7
100 lps t.5 MiG-29
100 lps t.6 PZL-37
100 lps t.7 PZL-11
100 lps t.8 MiG-21
100 lps t.10 Mi-8
100 lps t.12 CASA C-295M
100 lps t.13 Su-22
100 lps t.15 PZL-130
100 lps t.17 C-130
100 lps t.18 MiG-15 
100 lps t.20 Su-7
100 lps t.21 Mi-14
100 lps t.24 Leonardo M-346 Bielik
100 lps t.26 Jak-23
100 lps t.29 TS-11 Iskra
100 lps t. 30 MiG-17
100 lps t. 32 Ił-28
100 lps t. 33 MiG-19
100 lps t. 37 I-22 Iryda - polska(bez)nadzieja
100 lps t. 40 SM-1 - prekursor
100 lps t. 41 MiG-23 - niedoceniony
100 lps t. 43 Mi-2 - Czajnik do wszystkiego
100 lps t. 45 TS-8 Bies - najbardziej polski 
100 lps t. 48 An-2 - ulubiony pterodaktyl
100 lps t. 49 PZL W-3 Sokół - śmigłowiec do wszystkiego
100 lps t. 45 TS-8 Bies - najbardziej polski 
100 lps t. 48 An-2 - ulubiony pterodaktyl
100 lps t. 49 PZL W-3 Sokół - śmigłowiec do wszystkiego
100 lps t. 50 An-26 - dobry samolot
100 lps t. 51 Black Hawk - śmigłowiec symbol
100 lps t. 52 Su-20 – typ przejściowy
100 lps t. 51 Black Hawk - śmigłowiec symbol
100 lps t. 52 Su-20 – typ przejściowy
100 lps t. 54 Ił-14 – lepsza kiła niż skok z Iła
100 lps t. 55 SH-2G Seasprite – polskie lotnictwo pokładowe w całej okazałości
100 lps t. 57 An-28/M28 - gorzki sukces
100 lps t. 59 i 62 Jak-11 i Jak-18 - samoloty szkolno-treningowe Jakowlewa
100 lps t. 63 SW-4 - marketingowa porażka do kwadratu
100 lps t. 66 Jak-12 - samolot prawdziwie wielozadaniowy
100 pls t. 69. SBLim-2Art - ostatni Mohikanin

piątek, 9 października 2020

Lotnictwo 9/2020

 

W kolejnym numerze Lotnictwa mój
Top 5 przedstawia się następująco:

1. Vought F7U Cutlass. W historii lotnictwa bardzo dużo jest projektów innowacyjnych, czasem tylko modyfikacji istniejącej linii konstrukcyjnej, czasem bardzo nowatorskich. Większość z nich pozostaje w głowach i szkicownikach konstruktorów, znacznie mniej trafia na deski kreślarskie i do prototypowni. Jeszcze mniej wzbija się w powietrze, a naprawdę niewiele trafia do produkcji seryjnej. Do tych ostatnich zalicza się samolot F7U Cutlass - odrzutowy samolot pokładowy zbudowany w układzie bezogonowym, w którym bardzo wiele rozwiązań zastosowano po raz pierwszy. Jak się okazało zbyt wiele by samolot zdał egzamin w codziennej służbie na lotniskowcu. Niemniej jego historia godna jest poznania. Warto zwrócić uwagę na barwne tablice ukazujące oryginalną sylwetkę maszyny oraz trzy schematy malowania płatowca. Trochę razi nazwanie spadochronu przeciwkorkociągowego ratunkowym na str. 94. Zupełnym nieporozumieniem jest natomiast umieszczenie przekroju aksonometrycznego samolotu w formie skanu z innego dokumentu. Nie dość, że jakość kiepściutka, to jeszcze opis poszczególnych elementów w języku angielskim, z czcionką trudną do odczytania bez użycia szkła powiększającego.

2. Renesans naddźwiękowych samolotów pasażerskich. Kolejny raz podnoszony jest temat z obszaru "marzyć każdy może". Nie, nie mam tu żadnych zastrzeżeń do tematu, artykułu i Autora. Chodzi mi o kierunek rozwoju awiacji, który już raz okazał się ślepą uliczką, a dziś jest nią jeszcze bardziej. Co prawda technologia pozwala dziś na opracowanie tego typu samolotu, jednak problemy pierwszego pokolenia nie zniknęły, a wręcz przeciwnie. Po pierwsze koszty. Wyścig Concorde`a z Tu-144 miał charakter głównie prestiżowy, w którym konkurenci nie bardzo patrzyli na koszty. Tu warunkiem sukcesu komercyjnego będzie sprzedaż pewnie kilkuset maszyn. Raczej nie możliwe. W dodatku olbrzymie ryzyko techniczne potęgowane zasadą "zwycięzca bierze wszystko". Rynek też jest/będzie chimeryczny. Dla wielu potencjalnych użytkowników korzystanie z bardzo nieekologicznego luksusu może okazać się wizerunkową katastrofą. Osobiście nie widzę szansy na sukces.

3. Indonezyjskie Suchoje. Su-27SK/SKM i Su-30MKK/MK2 w służbie Sił Powietrznych Indonezji. Sam tytuł mówi wszystko, zwłaszcza te cztery wersje w sumie aż szesnastu maszyn robi "wrażenie".

4. Antonow An-32. Sensowna kontynuacja monografii samolotu An-26 z poprzedniego numeru. Przystosowanie popularnego An-26 do operowania z trudnych lotnisk wysokogórskich było przysłowiowym strzałem w dziesiątkę biura Antonowa. Poprzez skrzyżowanie zmodyfikowanego płatowca An-26 z zespołem napędowym An-12 stworzono samolot o bardzo dobrych właściwościach startu i lądowania, który zwiększył produkcję samolotów rodziny An-26/30/32 o ok. 25% w stosunku do modelu bazowego. Klasyczna ciekawa, bogato ilustrowana monografia. Nie obyło się jednak bez kilku błędów:  "... trudnych warunkach naturalnych i geograficznych ...", str. 77; "An-32 w barwach radzieckiego lotnictwa cywilnego Aerofłot", str. 77; "... szczególnie ważna rolę na Himalajach", "... zrzucane ze spadochronami...", str. 76; i jeszcze co najmniej trzy błędy redakcyjne.

5. Europejscy użytkownicy śmigłowców rodziny Mi-24. Chciałoby się napisać: Mi-24, jak Lenin - wiecznie żywy. Zwłaszcza patrząc na polską epopeję modernizacyjną śmigłowców tego typu. Modernizacja ma szansę startu mniej więcej na etapie przekazywania ostatnich lotnych egzemplarzy do muzeum. Sytuacja kojarzy mi się z programem Iryda - na pewnym etapie program podtrzymywano tylko po to, aby pewien krąg osób miał zajęcie, dobrze płatne zajęcie. Na tle dobrze i obszernie przedstawionej w artykule historii i dnia dzisiejszego tych maszyn w Europie jeszcze bardziej widać naszą mizerię.

Ciągle mnie wkurza język wiadomości redagowanych przez Michała "Jeszcze" Gajzlera. Stosowanie przez dziennikarza/magazyn lotniczy trybu przypuszczającego w licznych informacjach świadczy o pewnych "niedociągnięciach" warsztatowych w zakresie języka lub co gorsza, o braku pewności co do podawanych informacji powodującym tego typu "asekuranctwo". Tak czy tak jest słabo. Wolałbym wiedzieć, że problem z silnikami Trent XWB-84 dotyczy przedwczesnego zużycia łopatek a nie "ma dotyczyć". Albo, że transport środkowych części kadłubów Dreamlinerów do Everett był/jest niemożliwy, a nie "miał być niemożliwy". Panie Michale, więcej odwagi.


Powiązane wpisy:

Lotnictwo 8/2020 - znowu czarna owca w numerze
Lotnictwo 7/2020
Lotnictwo 6/2020 – pod znakiem latających olbrzymów
Lotnictwo 4-5/2020 - co z tym Lotnictwem?
Lotnictwo 3/2020 - dno jest blisko
Lotnictwo 2/2020-- ciekawie, choć nadal z dodatkiem bylejakości
Lotnictwo 12/2019 - sinusoida
Lotnictwo 10-11/2019 - jeden artykuł rozwalił cały numer 
Lotnictwo 6/2019, nie tracę nadziei 
Lotnictwo 1-2 /2019 - równia pochyła?
Lotnictwo 12/2018, jakość czy jakoś?