poniedziałek, 27 lutego 2023

Lotnictwo 1/2023 – partner czy może sojusznik?

Czyżby zawartość styczniowego numeru Lotnictwa była swego rodzaju zapowiedzią, bo wróżbą chyba nie, tego co zdominuje nasze podwórko lotnicze w bieżącym roku? Wielce prawdopodobne, gdyż wojna u naszych wschodnich granic na pewno długo jeszcze nie zejdzie z czołówek serwisów medialnych. Ciekawszy jest jednak bohater drugiego planu, czyli Republika Korei. W numerze pojawiła się artykuł o lotnictwie wojskowym tego ciągle zagrożonego atakiem agresywnego sąsiada państwa oraz mniejszy materiał o skutecznej prowokacji wykonanej przy pomocy dronów z północy. Od pewnego czasu jesteśmy świadkami dużej intensyfikacji kontaktów gospodarczych, w tym zakupu uzbrojenia od Koreańczyków. Umowy ramowe, jakie dotąd podpisano, zakładają znaczące zaangażowanie polskiego przemysłu w realizację kontraktów połączone z nieuniknionym skokiem technologicznym. Czy się to uda, zobaczymy, oby. W aktualnej sytuacji zbliżenie z Republiką Korei może mieć znacznie szerszy wymiar. Kraj ten od niemal siedmiu dekad żyje w ciągłym zagrożeniu najazdem brata z północy, mając zarówno siły zbrojne, jak i całą gospodarkę nastawione na tryb alarmowy. Od roku sytuacja Polski jest w coraz większym stopniu zbliżona do tej z azjatyckiego półwyspu, choć nasz potencjalny najeźdźca na szczęście przestał być dla nas bratnim narodem, no może raczej państwem, już trzy dekady temu. Z drugiej strony linia demarkacyjna pomiędzy Koreami jest prosta i niezbyt długa – 283 km, niewiele dłuższa od naszej granicy z Obwodem Kaliningradzkim – 210 km. Patrząc realnie, u nas trzeba dodać 418 km granicy z Białorusią lub tym co to państwo udaje, a to już dwa razy większa czerwona linia niż mają pod opieką Koreańczycy. Ciągle rosnące napięcie w stosunkach Rosja-NATO, a na naszym podwórku Polska-Rosja/Białoruś, zamykane przejścia, ustawiane mury, zasieki i zapory przeciwczołgowe pokazują, że w najbliższej przyszłości lepiej nie będzie. Warto jest więc skorzystać nie tylko z koreańskiego uzbrojenia oraz technologii, ale także – a może przede wszystkim – doświadczeń z życia w ciągłym zagrożeniu atakiem, stale pilnując gorącej granicy. Musimy się na to przygotować, bo nie będzie to ani łatwe, ani tanie, ani komfortowe. Innego scenariusza na razie na horyzoncie nie widać. No może po za jednym, kiedy to granica Polski i Rosji będzie miała długość 1163 km. Nie można wykluczyć i takiego scenariusza, nawet w tym roku. Tak czy inaczej koreańskie doświadczenia powinny stanowić dla nas cenne źródło inspiracji do działań przygotowujących Polskę na nadchodzące, jeszcze trudniejsze pod względem ochrony granic czasy.
 
Top 3 magazynu:
1. Siły Powietrzne Republiki Korei. W pierwszej części artykułu L.A. Wieliczko opisuje historię oraz strukturę sił powietrznych tego ciekawego państwa.
2. AeroA-300. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że w artykule przedstawiono historię czechosłowackiego bombowca będącego odpowiednikiem naszego Łosia. Samolot ten powstał jednak za późno, aby wyjść poza stadium prototypu przed upadkiem Czechosłowacji, przez co jest raczej mało znany szerszemu gronu sympatyków lotnictwa. Tym bardziej cenne jest zamieszczenie artykułu o nim w Lotnictwie. Lektura tego ciekawego materiału jasno pokazuje, jak bardzo nowoczesna konstrukcją był polski Łoś, szkoda tylko, że w polityczno-militarnych uwarunkowaniach września 1939 r. zupełnie bezuzyteczną.
3. Samolot szturmowy Suchoj Su-25. W trzeciej części artykułu znajdujemy litanię aż dwudziestu siedmiu państw użytkujących samoloty tego typu, poza krajem producenta. Tak duża liczba  użytkowników przy relatywnie niskim eksporcie daje kilka państw używających co najmniej po jednej eskadrze tych szturmowców, w tym te powstałe z byłych republik ZSRR. Cała reszta to drobnica, nie większa niż klucz, używana przez bardzo egzotyczne państwa. Co więcej wielu z użytkowników wycofało Su-25 z eksploatacji, a wielu wobec sytuacji związanej z konfliktem na Ukrainie wkrótce będzie musiało je wycofać. Na tym tle najciekawiej prezentują się dane dotyczące sił ukraińskich. Sumaryczna liczba ok. 20 maszyn przedstawia się nader skromnie i wobec intensywnej ich eksploatacji i nieuniknionych strat wskazuje na rychły koniec tych maszyn z tryzubem na ogonach. Ważnym elementem artykułu są liczne zdjęcia Su-25 w różnych, czasami bardzo egzotycznych i kolorowych barwach.
 
Powiązane wpisy:

Lotnictwo 12/2022 – ukraińska pętla beznadziei
Lotnictwo 11/2022 – Su-25 w trzech odsłonach
Lotnictwo 10/2022 – Czy w Radomiu będzie święto MiGa?
Lotnictwo 9/2022 – pilna potrzeba czy zakupomania?
Lotnictwo 7-8/2022 – wiatr ze wschodu, Dalekiego Wschodu
Lotnictwo 6/2022 – lato latających olbrzymów
Lotnictwo 5/2022 – modernizacja u Bratanków
Lotnictwo 4/2022 – wojna dzień po dniu
Lotnictwo 3/2022 – pocztówki z wojny
lot-nisko: Lotnictwo 2/2022 – mosty, mosty, mosty
Lotnictwo AI 1/2022 – przyszłość nadejdzie szybciej niż nam się wydaje
Lotnictwo AI 12/2021 – rocznicowe dylematy
Lotnictwo 11/2021 – pierwszy wielki sukces Antonowa
Lotnictwo10/2021 – wiosenna wojenka 1939
Lotnictwo9/2021 – dzień dzisiejszy lotnictwa wojskowego RP
Lotnictwo6/2021 – Łukaszenka nie był pierwszy?
Lotnictwo5/2021 – szpiedzy 50+
Lotnictwo4/2021 – kwietniowa mozaika
Lotnictwo 3/2021 – magazyn gdybających dziennikarzy
Lotnictwo 2/2021 - dwie rosyjskie ikony (lotnictwa)
Lotnictwo 1/2021 - przyzwoity start
Lotnictwo 12/2020 - nowe stare samoloty
Lotnictwo 11/2020- nowe stare
Lotnictwo 10/2020 - numer delta
Lotnictwo 9/2020
Lotnictwo 8/2020 - znowu czarna owca w numerze
Lotnictwo 7/2020
Lotnictwo 6/2020 – pod znakiem latających olbrzymów

sobota, 25 lutego 2023

Skrzydlata Polska ML 2/2023 – pożegnania, pożegnania, pożegnania

Jakieś problemy z prenumeratą sprawiły, że numer styczniowy SP ML dostałem bardzo późno, na tyle późno, że nim zabrałem się do jego opisania, już kończyłem czytać numer lutowy. Zresztą o styczniowym nie było za dużo do napisania. Znacznie ciekawsza jest zawartość numeru bieżącego, choć bardziej pasowałaby do klimatu listopadowej zadumy niż czasu wiosny wypatrywania. Większość materiałów w numerze dotyczy bowiem pożegnań; ludzi, samolotów, idei. 
Odszedł do niebiańskiej eskadry Ryszard Kosioł ostatni z pięciu pierwszych wyszkolonych w Polsce pilotów śmigłowcowych. Czas jest nieubłagany i zgodnie z prawami natury zabiera ostatnich z lotników budujących zręby polskiego lotnictwa po II wojnie światowej. 
Samoloty starzeją się szybciej niż ludzie, przez co możemy być świadkami pożegnań nawet kilku ich pokoleń. Aktualnie na zasłużoną emeryturę odchodzą samoloty powstałe mniej więcej pół wieku temu. Wycofano francuskie Mirage 2000C, a węgierskie Mi-24 podobny los czeka niebawem, co wybrzmiewa ze stron kolejnych artykułów. Pożegnał się także PLL LOT ze swoimi Bombardierami. Swego rodzaju pożegnaniem z ideą taniego, ogólnodostępnego samolotu dyspozycyjno-turystycznego, jakim w założeniu miała być Orka oraz z samym samolotem jest artykuł E Margańskiego. 
Na szczęście kolejny numer będzie już numerem wiosennym.
 
TOP 3 magazynu:
1. Taki sam, ale jednak inny. Postać Edwarda Margańskiego jest dobrze znana w środowisku lotniczym oraz wśród sympatyków lotnictwa. Jak dla mnie to jest polski Burt Rutan, oczywiście na miarę naszych skomplikowanych uwarunkowań historyczno-społeczno-ekonomicznych. W swoim artykule opisuje on historię przepoczwarzania eksperymentalnej konstrukcji, jaką pierwotnie była Orka, w samolot w pełni profesjonalny lub, jak nazywa to autor, zawodowy. Bardzo ciekawa i cenna lekcja nie tylko dla konstruktorów lotniczych, ale także dla pozostałych. Po niej łatwiej jest zrozumieć, dlaczego tak wiele obiecujących konstrukcji powstałych w małych wytwórniach nie przebija się na rynku. Olbrzymie pieniądze, dużo pracy konstruktorów i technologów, ale także dopasowanie do aktualnych potrzeb rynku, czyli sprawna cała biznesowo-marketingowa otoczka są warunkami koniecznymi sukcesu, choć nie dają gwarancji jego osiągnięcia. Tak jak pisze E. Margański, Orka w dojrzałej postaci i z certyfikatem pojawiła się na rynku za późno. Czy podobnie będzie z rodzącym się w bólach seryjnym Flarisem?
2. PLL LOT pożegnały DASH8. Po dwudziestu latach służby Bombardierów, a w sumie ponad sześćdziesięciu, polski przewoźnik pożegnał samoloty z napędem turbośmigłowym. Niewątpliwie jest to wydarzenie ważne i zasługujące na wiodący artykuł numeru. W nim to M. Sigmund szeroko opisuje historię kanadyjskich samolotów latających najpierw w barwach Eurolotu, a następnie LOTu. Zaczyna od okoliczności ich nabycia oraz kulisów przejścia Eurolotu z ATRów na Dashe. Dalej historia udanej służby na polskim niebie, która pomimo kilku incydentów, była całkiem bezpieczna. Na zakończenie opis etapu schyłkowego i wycofania, które jak na polskie warunki, odbyło się w ładnym stylu. Myślę, że za jakiś czas zatęsknimy, jeżeli nie za samymi Dashami, to za charakterystycznym miłym buczeniem pasażerskich turbośmigłowców na naszym niebie. Niewiele ich już pozostało.  
3. Adieu, Charlie. Jak dla mnie Mirage 2000, zwłaszcza w wersji jednomiejscowej, jest jednym z najpiękniejszych i najbardziej eleganckich samolotów w historii lotnictwa. Ze smutkiem, choć ze zrozumieniem i bez zaskoczenia, przyjąłem wiadomość o wycofaniu wersji myśliwskiej ze służby w siłach powietrznych Francji. Fajnie, że wydarzeniu temu poświęcono obszerny, bogato ilustrowany artykuł. Na szczęście sam typ nie znika jeszcze z europejskiego nieba, a być może pojawi się w niedalekiej przyszłości bliżej Polski, z tryzubem no ogonie.
 
Powiązane wpisy:

Skrzydlata Polska 12/2022. Hypki na Papieża
Skrzydlata Polska 11/22 – od Raptora do „traktora”
Skrzydlata Polska 10/22 – Alicja w krainie prądu
Skrzydlata Polska 8/22 – Zamierające pokazy
Skrzydlata Polska 7/22 – pomiędzy rzeczywistością a fantazją
Skrzydlata Polska 6/22 – niskoemisyjna
Skrzydlata Polska 5/22 – helikopter z wyciągarką
Skrzydlata Polska 4/22 – wojna? Jaka wojna?
Skrzydlata Polska – magazyn sprzeczności

piątek, 10 lutego 2023

Lotnictwo AI 1/2023 – modernizacja po amerykańsku

W nowy  2023 
rok Lotnictwo AI wchodzi z numerem zawierającym artykuły opisujące trzy amerykańskie programy lotnicze, które w znaczący sposób wpłyną na możliwości operacyjne sił zbrojnych USA w najbliższych dekadach. Właściwie każdy z nich trwa od lat, a teraz pojawiają się kolejne tzw. kamienie milowe, na tyle ważne, aby poświęcić im miejsce na łamach magazynu. Najbardziej zaawansowany wydaje się być program bombowca strategicznego B-21 Raider, którego prototyp oblatany zostanie najprawdopodobniej już w tym roku. Niby nowa jakość, ale w sumie to raczej odrobiona lekcja umiarkowanego sukcesu poprzednika B-2 wynikająca z konieczności zastąpienia zarówno jego, jak i nie najmłodszych już B-1B. Stare B-52 pozostaną nadal w służbie, zapewne sto lat.
Drugim wydarzeniem jest wybór śmigłowca Bell V-280 Valor jako zwycięzcy w programie FLRAA (Future Long-Range Assault Aircraft). Wybór pokazuje, że klasyczny śmigłowiec osiągnął już kres swoich możliwości w wielu zastosowaniach. W zasadzie nie jest to konstrukcja przełomowa, jaką był swego czasu poprzednik V-22 Osprey, jednakże zarówno nowy płatowiec, jak i koncepcja jego zastosowania wydają się być znacznie bardziej dojrzałe, także dzięki doświadczeniom zebranym z V-22.
Trzecim obszarem są samoloty bezzałogowe lub opcjonalnie pilotowane. Nie wspomniałem, że takim ma być też B-21. Tu duży nacisk kładzie się na rozwój koncepcji lojalnego skrzydłowego oraz innych form wsparcia załogowego samolotu matki przez wyspecjalizowane platformy bezzałogowe.
 
TOP 3 magazynu:
1. Mustangi nad Budziszynem. Pierwsza część obszerniejszego materiału K. Janowicza dotyczącego jednej z ostatnich dużych operacji UASF podczas II wś. w Europie. W tej części Autor nawet nie zbliżył się do tytułowego epizodu. Zafundował za to czytelnikom bardzo rozbudowane wprowadzenie w postaci analizy rozwoju lotnictwa szturmowego oraz samolotów w swoim sensie wielozadaniowych, w kontekście artykułu Fw 190 i P-51. Dodatkowo opisane zostały meandry wojennej służby jednostki SG 77. Bardzo ciekawe i pouczające wprowadzenie. Z niecierpliwością czekam na kontynuację.
2. Pociski samosterujące Ch-101 przeciwko Ukrainie. Rosyjska kampania niszczenia infrastruktury krytycznej, która w zamyśle ma przyspieszyć i spotęgować wejście Ukrainy w fazę „państwa upadłego”, oparta jest głównie na pociskach samosterujących oraz irańskich dronach. Nic więc dziwnego, że ekspert w kwestii lotnictwa Rosji, P. Butowski przybliża jeden z podstawowych typów broni agresora. Jak zwykle u niego opis jest ciekawy i wyczerpujący. Na szczególną uwagę zasługuje wykorzystanie pocisków Ch-55 jako celów pozornych. 
3. B-21A Raider. USAF ujawniają bombowiec strategiczny. Od dawna oczekiwana prezentacja prototypu nowego amerykańskiego bombowca B-21 już za nami. Jak można się było spodziewać ten medialny show przyniósł więcej pytań niż odpowiedzi, czyli przyniósł oczekiwany efekt, B-21 zdominował media lotnicze na świecie, pokazując olbrzymią siłę rażenia - przynajmniej propagandowego - jeszcze zanim wzbił się w powietrze. Sam artykuł omawia historię programu, jego aktualny stan i przewidywania na najbliższą przyszłość. Autor trochę zawęził pojęcie stealth do trudnej wykrywalności radarowej, ale poza tym czyta się dobrze.
 
Choć artykuł Bell zwycięzcą w programie FLRAA porusza bardzo ciekawy temat, to w Top-3 nie zmieścił się ze względu na błędy popełnione przez Autora, którym jest P. Henski. Zastanawiające, że redakcja nie robi nic, aby poprawić poziom artykułów tego autora. Nie chce czy nie może?
 
Powiązane wpisy:

Lotnictwo AI 9/2022 – śmigłowce na fali wznoszącej
Lotnictwo AI 8/2022 – śmigłowiec, którego nie ma
Lotnictwo AI 7/2022 – spalone marzenie
Lotnictwo AI 6/2022 – drony po polsku
Lotnictwo AI 5/2022. Zbrojne niebo nad nami
Lotnictwo AI 4/2022. Aligator – historia upadku
Lotnictwo AI 3/2022 – powietrzni zwiadowcy duzi i mali
Lotnictwo AI 2/2022 – numer ostatni przedwojenny 
Lotnictwo 1/2022 -przyszłość nadejdzie szybciejniż nam się wydaje
Lotnictwo 12/2021 - rocznicowe dylematy
Lotnictwo 11/2021 – pierwszy wielki sukces Antonowa
Lotnictwo10/2021 – wiosenna wojenka 1939
Lotnictwo9/2021 – dzień dzisiejszy lotnictwa wojskowego RP
Lotnictwo6/2021 – Łukaszenka nie był pierwszy?
Lotnictwo5/2021 – szpiedzy 50+
Lotnictwo4/2021 – kwietniowa mozaika
Lotnictwo 3/2021 – magazyn gdybających dziennikarzy
Lotnictwo 2/2021 - dwie rosyjskie ikony (lotnictwa)
Lotnictwo 1/2021 - przyzwoity start
Lotnictwo 12/2020 - nowe stare samoloty
Lotnictwo 11/2020- nowe stare
Lotnictwo 10/2020 - numer delta
Lotnictwo 9/2020
Lotnictwo 8/2020 - znowu czarna owca w numerze
Lotnictwo 7/2020
Lotnictwo 6/2020 – pod znakiem latających olbrzymów
Lotnictwo 4-5/2020 - co z tym Lotnictwem?

Lotnictwo 3/2020 - dno jest blisko
Lotnictwo 2/2020-- ciekawie, choć nadal z dodatkiem bylejakości
Lotnictwo 12/2019 - sinusoida
Lotnictwo 10-11/2019 - jeden artykuł rozwalił cały numer 
Lotnictwo 6/2019, nie tracę nadziei 
Lotnictwo 1-2 /2019 - równia pochyła?
Lotnictwo 12/2018, jakość czy jakoś? 

Lotnictwo AI 9/2022 – śmigłowce na fali wznoszącej

 

piątek, 3 lutego 2023

Do trzech razy sztuka czyli Kobiety w kokpicie po polsku

Po lekturze Kobiet w kokpicie, książki w której swoje miejsce znalazły trzy polskie lotniczki służące w brytyjskim ATA (Air Transport Auxiliary) w czasie II wojny światowej jako pilotki rozprowadzające samoloty z fabryk i składów do jednostek bojowych, postanowiłem bardziej zagłębić się w temat pilotek w mundurach. Tak się złożyło, że na tej samej półce co Kobiety w kokpicie mam książkę Te wspaniałe kobiety. Autorem książki jest Janusz Ziółkowski, oficer, pilot, były dziekan Wydziału Lotnictwa WOSL w Dęblinie. Człowiek, który wie o czym pisze i wie co pisze.
Książka podzielona jest na trzy zasadnicze części, ściśle związane z trzema epizodami służby kobiet w polskim lotnictwie wojskowym.
Pierwszym jest udział pań: Anny Leskiej, Stefanii Wojtulanis i Jadwigi Piłsudskiej w czasie II wojny światowej jako pilotów rozprowadzających samolotów ramach wspomnianej już ATA. Ta często niedoceniana służba odegrała istotną rolę w wysiłku lotnictwa alianckiego na rzecz pokonania Niemiec. Ośmielę się stwierdzić, że pod względem umiejętności pilotażowych i nawigacyjnych stawiała ona przed pilotami o wiele większe wymagania niż służba w jednostkach bojowych, chociażby ze względu na wielość typów i wersji samolotów na których przyszło im latać, niejednokrotnie jednego dnia. Trzy wspaniałe życiorysy opisane kolejno, choć często przeplatające się ze względu na zbieżność czasu, miejsca oraz losu bohaterek.

Zrównana w prawach z mężczyzną kobieta staje się natychmiast jego zwierzchnikiem.
Sokrates

W drugiej części zaprezentowano kobiety pilotki, które przywdziały mundury zaraz po zakończeniu II wojny światowej i z powodzeniem ukończyły Szkołę Orląt, nim ta zdążyła okrzepnąć po wojnie i na dekady zamknąć swoje podwoje dla kandydatek na pilotki w mundurach. W trudnych czasach bezpośrednio po wojnie, gdy nie było właściwie nic, a warunki życia - o szkoleniu lotniczym nie wspominając - były bardziej niż trudne, podjęły niewyobrażalny dziś trud i starania o przyjęcie do lotniczej szkoły. Były tak zdeterminowane, że ze swoim problemem zwróciły się do samego prezydenta Bolesława Bieruta. Co ciekawe, w odróżnieniu od swojego następcy pół wieku później, odniósł się on do próśb młodych dziewcząt pozytywnie, co otworzyło im drogę do starania się o przyjęcie do wymarzonej szkoły. Autor opisuje kolejno losy czterech kobiet, które z powodzeniem zniosły trudy różnych objawów dyskryminacji, żołnierskiego życia i szkolenia lotniczego, na niełatwych przecież samolotach UT-2: sióstr Ireny i Wirginii Sosnowskich, Bronisławy Kamińskiej oraz Zofii Dziewiaszek. Wszystkie ukończyły szkolenie i na pewien czas zostały instruktorkami szkolącymi nowych pilotów – wyłącznie mężczyzn. Dalsze losy każdej z nich potoczyły się inaczej, co opisano w poszczególnych podrozdziałach. Co ważne, żadna z nich nie doświadczyła poważnego wypadku lotniczego, wszystkie dosłużyły się wysokich stopni oficerskich, założyły rodziny, wychowały dzieci, słowem osiągnęły sukces w życiu. Jakim kosztem i przy ilu wyrzeczeniach, tylko w niewielkim stopniu można wyczytać z kart książki. W takim jednak, by resztę można było sobie wyobrazić. Te niezwykłe kobiety dopięły swego. Nie były jednak w stanie przetrzeć szlaku kolejnym. Na to nie było gotowe nasze wojsko i społeczeństwo, więcej cały świat po obu stronach powstającej Żelaznej kurtyny nie był jeszcze na to gotów. 


Dziwne to czasy, kiedy płcie walczą z odmiennościami swojego mentalnego wizerunku, negując zarazem samo istnienie tych odmienności
Moir &Jessel


Trzecie otwarcie na kobiety lotnictwa wojskowego nastąpiło na przełomie wieków, po części jako efekt przemian społeczno-politycznych zachodzących w kraju, a po części ogólnoświatowego trendu na szersze włączenie kobiet w niedostępne dla nich wcześniej obszary życia społeczno-gospodarczego. Proces nie był łatwy i bezproblemowy, choć bez porównania łatwiejszy niż ponad pół wieku wcześniej, Jednak świat był już inny, młode dziewczęta bardziej świadome i nie mniej zdeterminowane od poprzedniczek. O tym, że nie było łatwo obszernie w swoich, zamieszczonych w książce, wspomnieniach wspomnieniach pisze Paulina Szkudlarz, dziewczyna która poruszyła niemalże niebo i ziemię by otrzymać szansę zdawania do Szkoły Orląt. Warto wspomnieć, że nie otrzymała wsparcia ani od Prezydenta RP Aleksandra Kwasniewskiego, ani Bronisława Komorowskiego wówczas przewodniczącego komisji Sejmowej ds. Obrony Narodowej, późniejszego prezydenta. W tym obszarze Bierut był bardziej dalekowzroczny. Książka wydana została w roku 2003, a więc w niespełna cztery lata po przyjęciu pierwszej kobiety w mury dęblińskiej uczelni. Jest więc otwartą bramą do przyszłości, na którą po dwóch dekadach możemy spojrzeć z innej perspektywy. Wówczas za wcześnie było na jakikolwiek wnioski, dlatego w tej części dominuje prezentacja sylwetek studentek oraz mniejsze lub większe fragmenty ich wypowiedzi. Co ważne nie zabrakło tu także głosów studentek kierunków naziemnych, przyszłych kontrolerów ruchu lotniczego i nawigatorów naprowadzania. W tym miejscu należy zaznaczyć, że także w pierwszych dwóch, historycznych rozdziałach Autor wspomina też inne lotniczki, których lotnicze kariery, na skutek różnych splotów wydarzeń, nie doprowadziły ich na szczyty lotniczej kariery, a o których wspomnieć należało.
W odróżnieni od Kobiet w kokpicie, książka Te wspaniałe kobiety jest książką popularnonaukową, że wszystkimi tego konsekwencjami, w tym licznymi odnośnikami literaturowymi, przejrzystym językiem, a przede wszystkim uporządkowaniem zarówno chronologicznym, jak i merytorycznym.
Słabą stroną wydawnictwa jest niska jakość zdjęć. O ile w przypadku fotografii archiwalnych można to jeszcze zrozumieć, o tyle w przypadku zdjęć współczesnych jest to niezrozumiałe. Za nieakceptowane uważam zamieszczenie bardzo kiepskiej jakości, malutkich reprodukcji zdjęć współczesnych studentek dęblińskiej Szkoły Orląt. Przy całym równouprawnieniowym wydźwięku książki jest to, moim zdaniem, policzek zarówno dla tych wspaniałych dziewczyn, jak i dla czytelników.
Zarówno Autor, jak i redakcja nie ustrzegli się pewnych błędów i niedociągnięć, które są raczej wynikiem braku staranności lub niedbałości o detale niż brakiem wiedzy. Niemniej rzucają niewielki cień na odbiór całości. E. Erchart nie pobiła w roku 1931 rekordu wysokości lotu śmigłowca, tym bardziej wynikiem 6105 m, str. 41. Skrót od kilometra to km, nie Km, str. 42. Nie rozumiem, dlaczego typy samolotów czasem podane są w cudzysłowie, a innym razem nie, nawet na jednej stronie – Pe-2 na str. 54. Dla samolotów ANT numer podajemy po myślniku, str. 55. „Kilka innych najlepszych pilotek …. zostały skierowane”, str. 56. „Grupa pilotów … zgłosiło się”, str. 60. Master z czasów II wś. nie był samolotem myśliwskim, str. 72. Nazwanie Hudsona „olbrzymim dwusilnikowym bombowcem” to olbrzymia przesada. Wellington był znacznie większy, str. 85. DeHavilland Mosquito, nie Mosquit, str. 97. C-47 Dacota, nie Dakota, str. 98. Obok siebie mamy Zlin 42 M i Zlin-42M, str 240-241.

 
Ziółkowski Janusz
Te wspaniałe kobiety
Wydawnictwo Adam Marszałek, 2003
275 stron w miękkiej oprawie.
zdjęcia czarno-białe, nieliczne barwne
 

Powiązane wpisy: