Tak się jakoś poukładało w
naszym życiu, że stulecie jakiegoś wydarzenia dane jest nam świętować raz, w
wyjątkowych wypadkach dwa, ale raczej z ograniczonym zakresie i niepełną
świadomością. Każde tego rodzaju święto powinno być czymś wyjątkowym,
niepowtarzalnym. Sposób uczczenia rocznicy jest wyrazem naszego stosunku nie
tylko do niej, ale przede wszystkim ludzi, wydarzeń i idei mniej lub bardziej z
jubileuszem związanych. Kilka lat temu „setka stuknęła” naszej niepodległej ojczyźnie
w jej pozaborowej postaci. Wydarzenie to pociągnęło za sobą całą lawinę
powiązanych rocznic, w tym powstania lotnictwa polskiego. Jest ono ważnym
elementem naszej historii, dziedzictwa kulturowego i patriotycznego. Obchody
były więc uroczyste, zakrojone na szeroką skalę.
Po stokroć mocniej niż najwznioślejsze przemowy, akademie czy defilady w pamięci pozostają pamiątki materialne, upamiętniające rocznicę i związane z nią wydarzenia i ludzi. W obszarze tym prym wiodą wszelkiego rodzaju publikacje rocznicowe, w szczególności książki i albumy. Nic więc dziwnego, że rocznicowy album dotyczący stulecia polskiego lotnictwa przygotowało i wydało w ramach cyklu „Acta Aeronautica” Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie. O lepszego wydawcę trudno. Wiodąca placówka muzealnictwa lotniczego w kraju, posiadająca kompetentną kadrę i stosowne możliwości, która zlokalizowana jest na historycznym lotnisku bezpośrednio związanym ze świętowaną rocznicą. Pomysł na album też niczego sobie. Fajna, stonowana grafika. Sto dużych fotografii, każda z krótkim rysem historycznym w mniejszym lub większym stopniu do niej nawiązującym. Pomiędzy nimi dwadzieścia dwie „rozkładówki” zawierające krótkie biogramy nam współczesnych ludzi, którzy wywarli wpływ na dzisiejsze lotnictwo oraz krótkie ich wypowiedzi na temat postrzegania rocznicy oraz swojego miejsca w polskim lotnictwie. Wybór fotografii i osób jest zawsze wyborem subiektywnym, bo nie może być inaczej. U mnie nie wzbudza żadnych kontrowersji, tym bardziej, że obejmuje bardzo szerokie spektrum zdarzeń i ludzi reprezentujących zarówno czasy minione, jak i współczesne. Od strony technicznej publikacja wygląda przyzwoicie. Gustowna twarda okładka i podobna jej obwoluta uzupełnia wysokiej jakości papier i druk na stosownym dla tego rodzaju wydawnictwa formacie A4+. Trochę gorzej z jakością zdjęć. Nawet te współczesne nie są zbyt ostre i wyraźne, choć skądinąd wiadomo, że przynajmniej te znane z Internetu są dostępne w znacznie lepszej, autorskiej jakości. Nie wiem co skłoniło Autorów do opisu zdjęć za pomocą jedynie dużych liter, co uczyniło je mało czytelnymi. W ogóle czcionka ze „skaczącymi cyframi” ani dobrze nie wygląda, ani czytania nie ułatwia. No chyba, że chodziło u przesunięcie tekstu na dalszy plan, co w połączeniu z jakością jego opracowania wydaje się w pełni uzasadnione. Po pierwsze w tekście znalazło się kilka błędów merytorycznych, w śród których wręcz boli pomyłka w imieniu jednego z największych bohaterów polskiego lotnictwa Stanisława Wigury, który na str. 32 stał się Jerzym. Przed przybyciem Polaków do Pucka stacjonowała tam jednostka niemiecka, nie poniemiecka, str. 39. Amiot 123 Idzikowskiego i Kubali raz nosi nazwę „Marszałek Piłsudski”, a raz „Marszałek Józef Piłsudzki”, str. 71. Tygrysie malowanie nosił samolot z numerem 707, ale był to Su-22, a nie MiG-21, str. 212. Na zdjęciu ze stron 214/5 pokazano śmigłowiec Mi-14 w wersji PS, nie PŁ. W tego typu publikacji podane być powinny poprawne oznaczenia typów statków powietrznych. Jeśli nawet zdarzyłoby się błędne, to pewnym usprawiedliwieniem mogłoby być ich konsekwentne stosowane, a tu mamy wolną amerykankę. Mig 21, str. 43; Lim 5, str. 43, Lim 2, str. 43; Tu 154M, str. 107 lub Tu-154M, str. 239; RWD 14 oraz RWD-14, R XIII i R-XIII na tej samej stronie 116; Bf-109, str. 124, a na str. 139 Bf.109 i Bf 109 tuż obok siebie; Na str. 208 mamy Mig-21 i Mig-23, a nieco niżej MiGi-23. Nie wiadomo czym śmigłowiec KANIA, w odróżnieniu od innych maszyn, zasłużył sobie na podanie nazwy wielkimi literami, str. 226. Błędów redakcyjnych jest więcej. Poważnym, w ujęciu historycznym i formalnym jest brak konsekwencji w umieszczaniu kropki po numerze jednostki lotniczej. Raz przy danej jednostce jest, drugim razem już nie. Ogólnie znaków interpunkcyjnych nie postawiono lub nadużyto w ponad dwudziestu pięciu przypadkach. Jeszcze gorzej jest ze spacjami, których brakuje lub jest ich nadmiar w ponad siedemdziesięciu pięciu przypadkach! Na str. 116 i 119 powtórzono ten sam akapit. Trudno też zaakceptować lekceważące podejście do języka polskiego, którego poziom reprezentuje dwadzieścia pięć błędów gramatycznych i jedenaście przypadków nieprawidłowego dzielenia wyrazów. Biorąc pod uwagę kontekst – odzyskanie niepodległości i wolności polskiej mowy, a także znaczenie i rangę zarówno publikacji, jak i wydawcy, tego typu błędy nie miały prawa się zdarzyć, a już na pewno nie w takiej ilości. Ta bylejakość nie tylko kładzie się cieniem na Wydawcy, było nie było Muzeum Lotnictwa Polskiego. Co gorsza jest wyrazem braku szacunku dla ludzi przedstawionych na kartach albumu.
Po stokroć mocniej niż najwznioślejsze przemowy, akademie czy defilady w pamięci pozostają pamiątki materialne, upamiętniające rocznicę i związane z nią wydarzenia i ludzi. W obszarze tym prym wiodą wszelkiego rodzaju publikacje rocznicowe, w szczególności książki i albumy. Nic więc dziwnego, że rocznicowy album dotyczący stulecia polskiego lotnictwa przygotowało i wydało w ramach cyklu „Acta Aeronautica” Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie. O lepszego wydawcę trudno. Wiodąca placówka muzealnictwa lotniczego w kraju, posiadająca kompetentną kadrę i stosowne możliwości, która zlokalizowana jest na historycznym lotnisku bezpośrednio związanym ze świętowaną rocznicą. Pomysł na album też niczego sobie. Fajna, stonowana grafika. Sto dużych fotografii, każda z krótkim rysem historycznym w mniejszym lub większym stopniu do niej nawiązującym. Pomiędzy nimi dwadzieścia dwie „rozkładówki” zawierające krótkie biogramy nam współczesnych ludzi, którzy wywarli wpływ na dzisiejsze lotnictwo oraz krótkie ich wypowiedzi na temat postrzegania rocznicy oraz swojego miejsca w polskim lotnictwie. Wybór fotografii i osób jest zawsze wyborem subiektywnym, bo nie może być inaczej. U mnie nie wzbudza żadnych kontrowersji, tym bardziej, że obejmuje bardzo szerokie spektrum zdarzeń i ludzi reprezentujących zarówno czasy minione, jak i współczesne. Od strony technicznej publikacja wygląda przyzwoicie. Gustowna twarda okładka i podobna jej obwoluta uzupełnia wysokiej jakości papier i druk na stosownym dla tego rodzaju wydawnictwa formacie A4+. Trochę gorzej z jakością zdjęć. Nawet te współczesne nie są zbyt ostre i wyraźne, choć skądinąd wiadomo, że przynajmniej te znane z Internetu są dostępne w znacznie lepszej, autorskiej jakości. Nie wiem co skłoniło Autorów do opisu zdjęć za pomocą jedynie dużych liter, co uczyniło je mało czytelnymi. W ogóle czcionka ze „skaczącymi cyframi” ani dobrze nie wygląda, ani czytania nie ułatwia. No chyba, że chodziło u przesunięcie tekstu na dalszy plan, co w połączeniu z jakością jego opracowania wydaje się w pełni uzasadnione. Po pierwsze w tekście znalazło się kilka błędów merytorycznych, w śród których wręcz boli pomyłka w imieniu jednego z największych bohaterów polskiego lotnictwa Stanisława Wigury, który na str. 32 stał się Jerzym. Przed przybyciem Polaków do Pucka stacjonowała tam jednostka niemiecka, nie poniemiecka, str. 39. Amiot 123 Idzikowskiego i Kubali raz nosi nazwę „Marszałek Piłsudski”, a raz „Marszałek Józef Piłsudzki”, str. 71. Tygrysie malowanie nosił samolot z numerem 707, ale był to Su-22, a nie MiG-21, str. 212. Na zdjęciu ze stron 214/5 pokazano śmigłowiec Mi-14 w wersji PS, nie PŁ. W tego typu publikacji podane być powinny poprawne oznaczenia typów statków powietrznych. Jeśli nawet zdarzyłoby się błędne, to pewnym usprawiedliwieniem mogłoby być ich konsekwentne stosowane, a tu mamy wolną amerykankę. Mig 21, str. 43; Lim 5, str. 43, Lim 2, str. 43; Tu 154M, str. 107 lub Tu-154M, str. 239; RWD 14 oraz RWD-14, R XIII i R-XIII na tej samej stronie 116; Bf-109, str. 124, a na str. 139 Bf.109 i Bf 109 tuż obok siebie; Na str. 208 mamy Mig-21 i Mig-23, a nieco niżej MiGi-23. Nie wiadomo czym śmigłowiec KANIA, w odróżnieniu od innych maszyn, zasłużył sobie na podanie nazwy wielkimi literami, str. 226. Błędów redakcyjnych jest więcej. Poważnym, w ujęciu historycznym i formalnym jest brak konsekwencji w umieszczaniu kropki po numerze jednostki lotniczej. Raz przy danej jednostce jest, drugim razem już nie. Ogólnie znaków interpunkcyjnych nie postawiono lub nadużyto w ponad dwudziestu pięciu przypadkach. Jeszcze gorzej jest ze spacjami, których brakuje lub jest ich nadmiar w ponad siedemdziesięciu pięciu przypadkach! Na str. 116 i 119 powtórzono ten sam akapit. Trudno też zaakceptować lekceważące podejście do języka polskiego, którego poziom reprezentuje dwadzieścia pięć błędów gramatycznych i jedenaście przypadków nieprawidłowego dzielenia wyrazów. Biorąc pod uwagę kontekst – odzyskanie niepodległości i wolności polskiej mowy, a także znaczenie i rangę zarówno publikacji, jak i wydawcy, tego typu błędy nie miały prawa się zdarzyć, a już na pewno nie w takiej ilości. Ta bylejakość nie tylko kładzie się cieniem na Wydawcy, było nie było Muzeum Lotnictwa Polskiego. Co gorsza jest wyrazem braku szacunku dla ludzi przedstawionych na kartach albumu.
Radwan Krzysztof (red.)
Muzeum Lotnictwa Polskiego
2025
262 strony w twardej oprawie
album

