niedziela, 27 lutego 2022

Partyzantka na lotowskich szlakach


Okres odbudowy lotnictwa cywilnego w Polsce po II wojnie światowej był z pewnością najtrudniejszym okresem polskiego lotnictwa czasu pokoju. Nim na wyzwolonych terenach na dobre ucichły odgłosy odchodzącego frontu, już przedwojenni ludzie lotnictwa ostro brali się do pracy. Pierwsze konstrukcje „biura” T. Sołtyka, organizacja aeroklubów i szkół szybowcowych, odbudowa warsztatów i wytwórni lotniczych. Wszystko to bazowało w zniszczonym kraju na zapale i poświeceniu zapaleńców, których działania śmiało można nazwać partyzanckimi. Lotnictwo gospodarcze i linie lotnicze PLL LOT wyewoluowały natomiast z lotnictwa wojskowego poprzez stopniowe przesuwanie sprzętu i ludzi do tworzonych struktur cywilnych. W proces ten wplata się lotnicza kariera Jerzego Ziółkowskiego, autora książki Na lotowskich szlakach. Jako osoba posiadająca przedwojenne podstawowe przeszkolenie lotnicze, spadochroniarz zrzucony w czasie wojny na terytorium polskie i osoba o znacznej wiedzy technicznej szybko znalazł zajęcie w służbie technicznej najpierw przy obsłudze samolotów Li-2 w wojsku, a później w Locie. Dramatyczny brak fachowców otworzył przed ambitnym młodzieńcem szybką ścieżkę kariery, na której dość szybko pojawiły się stanowiska kierownicze, z dyrektorskim fotelem na horyzoncie. Jednakże niepohamowana chęć latania przeważyła i przy pierwszej nadarzającej się okazji zamienił biurko na kabinę samolotu, której pozostał wierny do ostatniego dnia lotniczej kariery.
Autor opisuje trudne czasy latania na Li-2 i DC-3 bez pomocy nawigacyjnych, jedynie z widocznością ziemi, co przy złej pogodzie było bardzo trudne i niebezpieczne, z dzisiejszej perspektywy wręcz nie do pomyślenia. Przekładało się to zresztą na liczne wypadki. Ze względu na dobrą znajomość języka angielskiego Autor szybko rozpoczyna loty zagraniczne i przesiada się na fotel kapitański. Poznaje prymitywne systemy wspomagające lądowanie, które z czasem pojawiły się na polskich lotniskach i olbrzymią przepaść pomiędzy nimi, a szybko rozwijającymi się na zachodzie nowoczesnymi systemami nawigacyjnymi. W kolejnych latach opanowuje nowe typy samolotów: SE.161 Languedoc, Vickers 804 Viscount, Ił-12, Ił-14 i Ił-18. Szczególnie cenne są wspomnienia związane z eksploatacją samolotów zachodnich – bardzo krótką karierą zupełnie nieudanych maszyn francuskich oraz niezbyt szczęśliwą brytyjskich. Bardzo ciekawe są wspomnienia z przeszkolenia na Viscounty w Wielkiej Brytanii oraz przyczyny ich katastrof. Nie mniej interesujące są wspomnienia ze służby na Iłach-18, zwłaszcza z lądowań na egzotycznych lotniskach, na przykład w Jemenie i Japonii. Ten ostatni przelot, praktycznie szlakiem legendarnego lotu Bolesława Orlińskiego wzbudził mocne emocje, nie tylko ze względu na trasę, ale też bardzo trudne warunki lotu.
W swojej książce J. Ziółkowski bardzo często wspomina o wielkim zaangażowaniu pracowników LOTu w rozwój firmy. Nie pomija też ludzi małych, karierowiczów i przydupasów, nie wymieniając ich zwykle z imienia i nazwiska. Wspomina o brakach w systemie szkolenia, wyposażeniu pokładowym czy serwisie maszyn. Często nawiązuje do pionierskich czasów partyzanckich lotów z początku swojej kariery. Nieustannie przypomina także o najważniejszej w tym fachu sprawie - trosce o bezpieczeństwo pasażerów. Stoi to, niestety w sprzeczności z licznymi wspomnieniami lotów, w których chęć wykonania zadania przeważała nad tą troską, a nawet nad obowiązującymi procedurami. Ciarki po plecach przechodziły, gdy wspominał o lądowaniach kiedy podejmował decyzję o lądowaniu w warunkach poniżej swojego minimum, tłumacząc to tym, że lądował już w dużo gorszych warunkach i wtedy też się udało. Szczytowym przykładem braku odpowiedzialności był lot Viscountem do Londynu z wicepremierem polskiego rządu na pokładzie. Czytając jego opis łatwiej zrozumieć, dlaczego to Polska prowadzi w niechlubnym rankingu zabitych w katastrofach lotniczych: prezydentów, premierów, marszałków, generałów … .
Jedyny problem z książką polegał na jej rozpadzie na strony w trakcie czytania. Wydana w czasach schyłku epoki słusznie minionej książka sklejona jest fatalnie. Pomimo tego, Na lotowskich szlakach należy przeczytać, gdyż wnosi bardzo dużo do poznania historii naszego narodowego przewoźnika.
 
Jerzy Ziółkowski
Na lotowskich szlakach
Wydawnictwo MON
Warszawa 1989
406 stron w miękkiej oprawie
Kilka wkładek ze zdjęciami czarnobiałymi

 

poniedziałek, 21 lutego 2022

Aeromax.pl S20. Lim-6 w fotorejestrze

Seria specjalnych zeszytów Aeromax.pl stale się powiększa. Tym razem, w ramach zestawu S20, na tapet wzięto samoloty Lim-6bis. W pierwszej części pojawiła się pierwsza trzydziestka, o najniższych numerach seryjnych. Nie wszystkie były jednak samolotami Lim-6bis. Aż sześć z nich nie doczekało przebudowy na tą wersję z Limów-5M. Z przebudowy tego ostatniego bowiem powstały wszystkie prezentowane w zeszycie egzemplarze. Ta polska modyfikacja doskonałego myśliwca MiG-17, produkowanego na licencji w Mielcu pod oznaczeniem Lim-5, skończyła się niepowodzeniem. Wprowadzone tzw. owiewkozbiorniki oraz wzmocnione podwozie główne z podwójnymi kołami przyniosły więcej problemów niż pożytku. Krytyczne uwagi o samolocie i jego właściwościach wraz z serią katastrof doprowadziły do przebudowania istniejących jeszcze egzemplarzy na mniej rewolucyjny wariant uderzeniowy Lim-6bis. Pierwsze podejście do „zbiorników konforemnych” okazało się kompletna klapą.
Jak zwykle w Aeromax mocną stroną publikacji są zdjęcia, ich wysoka jakość, a przede wszystkim oryginalność, pozwalająca zapoznać się z nie tylko z danymi maszynami, ale także ich eksploatacją i wprowadzić „czytelnika” w klimat lat minionych. Mocnym punktem są zdjęcia Limów-5M, które służyły/istniały przez krótki okres przed przebudową. Ze wspomnianych wyżej względów, w kilku przypadkach zamieszczono jedynie rysunki, czasem uzupełnione pojedynczym zdjęciem, rozbitych maszyn.
Układ klasyczny dla cyklu. Bardzo krótka historia służby i dalsze losy danego egzemplarza plus kilka zdjęć i ewentualnie rysunek.
 
Powiązane wpisy: 

środa, 16 lutego 2022

Samolot wielozadaniowy Lisunow Li-2 - książka niedopracowana

Nabywając licencję na produkcję samolotu Douglas DC-3 Sowieci wykazali się dużym wyczuciem tendencji panujących w lotnictwie komunikacyjnym połowy lat trzydziestych XX wieku. Jeszcze większy był ich rozsądek, gdy podjęli się niełatwego zadania przystosowania amerykańskiej konstrukcji do wymogów i możliwości ich przemysłu. Podobnie jak pierwowzór, samolot PS-84, nazwany później Li-2, okazał się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Dobre parametry lotne i masowe, duża trwałość, łatwość obsługi oraz możliwość zastosowania do różnych zadań (przewóz osób i ładunków, zrzuty desantu i zaopatrzenia, bombardowanie, opylani pól, fotogrametria itd.) sprawiły, że podobnie jak DC-3/C-47 w armiach zachodnich Aliantów, Li-2 stał się koniem roboczym Armii Czerwonej. Nic więc dziwnego, że maszyna ta przybyła wraz z Ludowym Wojskiem Polskim na wyzwolone terytorium Polski i odegrała poważną rolę w odbudowie lotnictwa transportowego armii oraz PLL LOT. Najpierw były to samoloty produkcji wojennej, mające za sobą służbę frontową. Później ich stan uzupełniono o nowe maszyny zakupione u Wielkiego Brata. Jako samoloty niewiele wymagające od infrastruktury, posiadające prostą konstrukcję i wyposażenie, idealnie wpasowały się w potrzeby zrujnowanego kraju. Szybko też pozwoliły na rozbudowę siatki połączeń pasażerskich, najpierw wewnętrznych, później też zagranicznych. W sumie latały do początku lat siedemdziesiątych. Spośród samolotów PLL LOT były użytkowane najdłużej i w największej liczbie.
Zajmując ważne miejsce w historii polskich skrzydeł, Samolot Li-2 z pewnością zasłużył na opracowanie jego monografii. Seria Samolot po polsku MAXI jest do tego dobrym miejscem, gdyż prezentuje swoich bohaterów obrazem i słowem, w sposób przystępny dla entuzjastów lotnictwa, szczególnie polskiego. W porównaniu z poprzednimi książkami z serii, omawiana pozycja jest bardziej zbalansowana pod względem poszczególnych elementów. Dobrej jakości, ciekawe zdjęcia będące najmocniejszą stroną książki, przystępny tekst o wystarczającej objętości, kolorowe tablice i schematy z Opisu technicznego samolotu Li-2. Naprawdę można się dużo dowiedzieć o tej ciekawej maszynie i jej historii. Jeżeli dodać do tego fajną szatę graficzną, wysoką jakość papieru i druku można by uznać książkę za udaną.
Dlaczego można by? Ano dlatego, że znajduje się w niej sporo błędów, zwłaszcza językowych i redakcyjnych, które wskazują na jej niedopracowanie, wręcz niedbalstwo w zakresie redakcji.
Zacznę od spraw merytorycznych: „… wykorzystano obróbkę plastyczną, kucie i tłoczenie”, str. 7. Wzmocnienie konstrukcji płatowca nie jest zmianą technologiczną, a konstrukcyjną, str. 7. Nie było wersji Li-2VP, str. 14, lecz WP – ros. Ли-2ВП ночной бомбардировщик. Podobnie bezkrytycznie skopiowano z j. angielskiego skrót VVS, a nie WWS ros Военно-воздушные силы, str. 16. Wagomiar bomb podany jest raz w kg, a obok w kG, str. 19/20. Podobnie zamiast masy całkowitej samolotu 10 500 kg podano ciężar 110500 kG, str. 21. Ciężar samolotu, choć powinna być masa, wyrażono w kg, str. 151.
W kwestii języka i redakcji sprawy mają się bladziutko. Już we wstępie mamy potworka językowego „… Li-2 jest kolejną wydaną książką wspólnie z Wydawnictwem Stratus”, str. 3. Nieco dalej „… zostały skasowano cztery C-47A”, str. 5. „… a stąd do gaźników silników lotniczych”, str. 15 – innych Li-2 nie posiadał. „… odpowiedzialny w operacji berlińskiej i za materiałowo-techniczne zabezpieczenie”, str. 16. „… były wykorzystywane dla dostawy silników”, str. 16. Na dwóch sąsiednich stronach podpisy pod zdjęciami są identyczne, str. 25, 27. „… wydzielono jedynie z tej eskadry klucz samolotów CSS-13 i wypożyczenia go na pięć miesięcy”, str. 55. Następnie wykonana została seria sześć urządzeń”, str. 82. „na samolotach założono Li-2 instalację przeciwoblodzeniową”, str. 86. Tytuł rozdziału „Modyfikacja pomiarowa dla ZRLiLK (Papuga) jest nieadekwatny do zawartości, gdyż w większości opisuje modyfikacje pasażerskie, str. 86. Na str. 90 jest odniesienie do tabeli na str. 154, na której żadnej tabeli nie ma. Samolot na planszy ze str. 105 (SP-LKD) nie posiada wspomnianego w opisie napisu Polskie Linie Lotnicze Lot nad oknami, podobnie jak SP-LAF na kolejnej stronie, choć na zdjęciach tego egzemplarza napis jest widoczny. Samolot DC-3, a także Li-2 wywodzą się z lat trzydziestych, a nie czterdziestych, str. 109. „po ucieczce z transportu do Katynia i przedostał się do Rumunii”, str. 110. Nie wiem po co zamieszczono zdjęcie widoku lotniska Gdańsk-Wrzeszcz, na którym jest tylko Ił-14, str. 116 – inne lotniska nie dostapiły takiego zaszczytu Poprawny jest zapis stewardesa, nie stewardessa, str. 120 i dalej. „. Umieszczono z lewej i prawej strony kabinie pilotów”, str. 124. „ wbudowany jest na samolocie zbudowano pilota automatycznego”, str. 124. „… półki na bagaż ręczny, str. 129. „Wyposażona ono ją w umywalkę”, str. 131. „Dźwigar pomocniczy składał się z szeregu przepon przynitowanych do ścianek nosków żeber”, str. 133. „… wykonano z blachy i przynitowane do podłużnic”, str. 133. Zdjęcie skrzydła samolotu na str. 134 jest nieczytelne, ponad połowa płata jest w cieniu. W opisie technicznym samolotu jest pełna dowolność zapisu wersji, raz poprawnie bez spacji - Li-2P, a obok ze spacją - Li-2 P.
Patrząc na ilość błędów językowych zastanawiam się, czy pozycja ta powinna się ukazać w serii Samolot po polsku.
 

Dariusz Karnas
Samolot wielozadaniowy Lisunow Li-2
Stratus, Muzeum Sił Powietrznych w Dęblinie 2020
172 strony w miękkiej oprawie
Liczne zdjęcia czarno-białe, kolorowe oraz plansze barwne i schematy

Powiązane wpisy

 

czwartek, 10 lutego 2022

Kukuruźnik samolot niezwykły

Już w chwili rozpoczęcia w Polsce licencyjnej produkcji, pod oznaczeniem CSS-13, radziecki samolot wielozadaniowy Po-2, wcześniej oznaczony U-2, był konstrukcją archaiczną, wywodzącą się jeszcze z lat dwudziestych. Postęp, jaki dokonał się w lotnictwie w tym czasie był olbrzymi, a Kukuruźnik pozostał prawie taki sam, ze swoimi wadami, ale i zaletami. Tani i łatwy w produkcji, utrzymaniu i pilotażu był w sam raz dla powojennego startu odbudowującego się przemysłu lotniczego. Dla odradzającego się w wyniszczonym kraju lotnictwa szkolno-sportowego, gospodarczego, a także sanitarnego stanowił dobry punkt wyjścia dla dalszego rozwoju. Nie inaczej było z agrolotnictwem, gdzie choć nie idealny, z braku alternatyw, rozpoczął drogę naszego przemysłu, biur konstrukcyjnych oraz usług agrolotniczych do światowej czołówki, do której w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych dołączyliśmy w bardzo dobrym stylu. Dziś, niestety to już tylko historia.
Książka Samolot CSS-13 we wspomnieniach agrolotników, jest cennym przyczynkiem do bliższego poznania i zachowania potomnym tego ciekawego samolotu i związanych z nim ludzi. Wydana została przez Muzeum Narodowe Rolnictwa w Szreniawie, które posiada wspaniałą, chyba największą w Europie kolekcję samolotów rolniczych, oczywiście z CSS-13 na specjalnym miejscu ekspozycji. Zbiór, opracowanie i wstęp są dziełem Mariusza Niestarwaskiego, dobrze znanego z publikacji dotyczących początków lotnictwa polskiego. W starannie wydanej książce znalazły się wspomnienia siedmiu lotników. Ich wspólnym mianownikiem jest samolot CSS-13. Agrolotnictwo nie jest w nich warunkiem koniecznym, a często nie występuje wcale. W tym świetle tytuł jest nieco mylący, zawężający tematykę w stosunku do zawartości. Zapewne na taki tytuł miały wpływ warunki formalne. Swoimi wspomnieniami dzielą się znani piloci, z których kilku zapisało się w historii lotnictwa Agro lub innych jego dziedzin. Jeżeli kogoś nie kojarzymy, pomaga tą zaległość nadrobić krótka notka biograficzna przed każdym wspomnieniem. Ze względu na bohatera książki, samolot powolny, mogący lądować praktycznie na każdym polu, z otwartymi kabinami i bez radiostacji, latanie nim należało jeszcze do klasyki romantycznego okresu lotnictwa. Jest więc o czym poczytać. Ciekawy język opowiadań sprawia, że choć przez chwilę można poczuć wiatr we włosach, a czasem nawet zapach i smak DDT. Uzupełnieniem części wspomnieniowej są rozdziały poświęcone: charakterystyce samolotu, eksponatowi ze szreniawskiego muzeum oraz CSS-13 na starych fotografiach. Na pochwałę zasługuje jakość opracowania graficznego oraz wydania.
Jak to zwykle bywa, w tekście znalazło się kilka nieścisłości lub różnego rodzaju błędów. Po-2 (CSS-13) posiadał drążek sterowy, a nie wolant, str. 62; „ Płat górny ma charakter trójdzielny”, str. 109; „Krawędź natarcia przedniego dźwigara jest pokryta sklejką”, str. 109; „… 16 litrów oleju o ciężarze 13 kg”, str. 111; W tabeli z danymi mamy „objętość skokową”, w dodatku bez podanych jednostek, a także wagę silnika zamiast jego masy, str. 113. W tabelach na str. 114 mamy z kolei ciężar urządzenia wyrażony w kg. Nie bardzo rozumiem jak podczas remontu, w jednym egzemplarzu, można było wymienić jednocześnie drążki sterowe i wolanty, str. 118. Samolot z muzeum w Kołobrzegu został w roku 1955 zbudowany, a nie skonstruowany, str. 140. Na pokazach lotniczych w roku 1950 p. Lech Banasiak nie mógł widzieć MiGa-17 lecz MiGa-15, str. 13. - siedemnastka jeszcze nie była na uzbrojeniu, nawet w ZSRR. „… prowadnice były smarowanego różnego rodzaju olejami”, str. 15. Pojawiają się niepoprawne oznaczenia typu: Sm-1, Sm-2, LiM-1, LiM-2, Po-2NB zamiast LNB.
Trochę tego na koncie Autora zbioru się uzbierało.
Niezależnie od wspomnianych niedoskonałości książka jest godna polecenia. Więcej, dla sympatyków lotnictwa z okresu PRL powinna być lekturą obowiązkową.
 

Niestrawski M. (red.)
Samolot CSS-13 we wspomnieniach agrolotników
Muzeum Narodowe Rolnictwa w Szreniawie
2020
151 stron w miękkiej oprawie
Liczne zdjęcia czarno-białe oraz kolorowe
 

Powiązane posty:

sobota, 5 lutego 2022

Lotnictwo AI 1/2022 – przyszłość nadejdzie szybciej niż nam się wydaje

 
Powyższe słowa Tomasza Krysińskiego dobrze oddają zawartość pierwszego w tym roku numeru miesięcznika Lotnictwo AI. Kto jak kto, ale Krysiński - wiceprezes ds. badań i innowacji Airbus Helicopters i naczelny konstruktor śmigłowca Airbus Helicopters H3 wie co mówi. A że mówi ciekawie pokazuje wywiad z nim właśnie. I nie chodzi o przyszłość a la P. Henski, który pisząc o próbie w programie Gremlins (str. 31) pisze o dniu 5 listopada br. Na myśli mam poważniejsze sprawy z bliższej przyszłości, które zmaterializowały się na Dubai Airshow. Jeszcze bardziej myślę o dalszej perspektywie nowych innowacyjnych śmigłowców i zmiennowirnikowców wykraczających swoimi osiągami poza możliwości klasycznych śmigłowców czy uzbrojeniu hipersonicznym. Wszystkie te tematy, prezentowane z różnych perspektyw, znalazłem w omawianym numerze.
TOP 5 magazynu:
1. Migawki z Dubaju. Dubai Airshow, 14-18 listopada 2021. Covidowa rzeczywistość mocno przerzedziła listę imprez lotniczych, w tym największych salonów. Dlatego też na Dubai Airshow, jedynej ostatnio imprezie na tak dużą skalę, skupiły się najważniejsze trendy i tendencje współczesnego lotnictwa. Z jednej strony nowe kontrakty na bardzo trudnym ostatnio rynku maszyn cywilnych, gdzie konkurencja pomiędzy Airbusem i Boeingiem miała nową odsłonę w postaci premiery Boeinga 777X oraz walki o klientów, na razie będących na etapie projektów, dużych samolotów towarowych A350F i B777XF. Z drugiej ostra walka o zamówienia na samoloty, śmigłowce i uzbrojenie dla sił zbrojnych. Tu też wiele się dzieje, o czym jak zwykle ciekawie pisze Piotr Butowski.
2. Piętnaście lat samolotów wielozadaniowych F-16 Jastrząb w Polsce. Druga część materiału skupiająca się na wyposażeniu i uzbrojeniu samolotu oraz szkoleniu i doskonaleniu pilotów. Podobnie jak w poprzedniej części, ciekawsze od – skąd inąd dobrego tekstu – są obszerne wywiady z zastępca dowódcy 2 SLT płk Tomaszem Jetczakiem i zastępcą dowódcy Grupy obsługi technicznej 31. BLT ppłk Dariuszem Jakubczakiem.
3. E-7Adgetail. Następca E-3G Sentry w USAF. Samoloty AWACS Boeing E-3 swoje najlepsze dni mają już daleko za sobą. Zaprojektowane i budowane na bazie nienajnowocześniejszych już wówczas płatowców Boeing 707, samoloty te są dziś reliktem poprzedniej epoki. I choć wyposażenie zadaniowe i awionika są nieustanni modernizowane, to ładowanie nowych, coraz droższych i bardziej złożonych systemów do latających, a częściej pozostających na ziemi, zabytków przestaje mieć sens. Tym bardziej, że utrzymanie sprawności starych maszyn jest coraz droższe, bardziej kłopotliwe i czasochłonne. Zwłaszcza ten ostatni czynnik drastycznie wpływa na dostępność operacyjną maszyn. Obniża to nie tylko efektywność operacyjną, ale i ekonomiczną floty, gdyż bardzo drogie wyposażenie zadaniowe większość czasu stoi bezczynnie na ziemi. Przyszedł więc czas na zmiany, które jako pierwsi wprowadzają Brytyjczycy, który już wycofali swoje E-3 i wdrażają do służby E-7. Samolot ten oparty na popularnym Boeingu 737, o wiele tańszym w pozyskaniu i eksploatacji, wyposażony w nowocześniejsze wyposażenie zadaniowe, wydaje się jedynym kandydatem na następcę starych Sentry w USAF. Nie tylko ze względu na fakt, że nie ma na dziś konkurencji, ale także dojrzałość systemu, który od kilku lat z powodzeniem eksploatowany jest przez siły powietrzne kilku państw: Australii, Republiki Korei i Turcji.
„Ciekawie”, co nie bardzo zaskakuje u P. Henskiego, określona jest różnica wysokości pomiędzy początkiem i końcem obudowy radaru, gdyż wynosi ona 7 stopni! Wątpliwości budzi też terminologia związana z radarem.
 
4. Finał produkcji A380. Jak na samolot pasażerski początku XXI wieku, produkcja A380 trwała zadziwiająco krótko - zaledwie czternaście lat. Przy ponad pięćdziesięciu latach produkcji głównego konkurenta - Boeinga 747 wygląda to blado, tym bardziej, że ostatnie Jumbo Jety wyjadą z hali produkcyjnej już po zamknięciu produkcji Super Jumbo. Z technicznego, PR-owego oraz technicznego punktu widzenia samolot okazał się sukcesem. Z ekonomicznego raczej nie bardzo. Pomimo usilnych starań Airbusa, aby przyczyny biznesowej porażki programu A380 sytuować poza samym koncernem, nie tylko spowolniony rozwój mega miast i pandemia przyczyniły się do porażki programu. Błędne okazały się po prostu założenia przyjęte przez ekspertów i władze koncernu, a wydane na ekspertyzy pieniądze pomnożyły nie zyski, ale straty. Znaczący wpływ na decyzję o rozpoczęciu programu miał też „kompleks Jumbo Jeta”, objawiający się chęcią posiadani w a w swojej ofercie maszyny bardziej spektakularnej, a w przyszłości nie mniej kultowej niż Jumbo Jet. Niestety nie udało się. Czas czterosilnikowych olbrzymów w lotnictwie pasażerskim mija bezpowrotnie.
 
5. Siły powietrzne Hiszpanii. Opis sił powietrznych poszczególnych państw stał się areną współzawodnictwa pomiędzy Miesięcznikami Lotnictwo AI i Lotnictwo. Ta sama tematyka, trochę inne spojrzenie i autorzy z górnej półki sprawiają, że jest ciekawie i różnorodnie. W swoich materiałach duet Fiszer-Gruszczyński większy nacisk kładą na struktury dowodzenia i z ich perspektywy opisują cały złożony system oraz jego wyposażenie. I tak jest tym razem, przy omawianiu sił powietrznych jednego z większych państw członków zarówno NATO, jak i UE. Jak dla mnie brakuje jednak tabelarycznego zestawienia samolotów i śmigłowców użytkowanych przez omawianą formację, dającego syntetyczny obraz jej wyposażenia. Warto poczytać.

Powiązane wpisy:

Lotnictwo AI 12/2021 – rocznicowe dylematy
Lotnictwo 11/2021 – pierwszy wielki sukces Antonowa
Lotnictwo10/2021 – wiosenna wojenka 1939
Lotnictwo9/2021 – dzień dzisiejszy lotnictwa wojskowego RP
Lotnictwo6/2021 – Łukaszenka nie był pierwszy?
Lotnictwo5/2021 – szpiedzy 50+
Lotnictwo4/2021 – kwietniowa mozaika
Lotnictwo 3/2021 – magazyn gdybających dziennikarzy
Lotnictwo 2/2021 - dwie rosyjskie ikony (lotnictwa)
Lotnictwo 1/2021 - przyzwoity start
Lotnictwo 12/2020 - nowe stare samoloty
Lotnictwo 11/2020- nowe stare
Lotnictwo 10/2020 - numer delta
Lotnictwo 9/2020
Lotnictwo 8/2020 - znowu czarna owca w numerze
Lotnictwo 7/2020
Lotnictwo 6/2020 – pod znakiem latających olbrzymów
Lotnictwo 4-5/2020 - co z tym Lotnictwem?
Lotnictwo 3/2020 - dno jest blisko
Lotnictwo 2/2020-- ciekawie, choć nadal z dodatkiem bylejakości
Lotnictwo 12/2019 - sinusoida
Lotnictwo 10-11/2019 - jeden artykuł rozwalił cały numer 
Lotnictwo 6/2019, nie tracę nadziei 
Lotnictwo 1-2 /2019 - równia pochyła?
Lotnictwo 12/2018, jakość czy jakoś?