piątek, 9 października 2020

Lotnictwo 9/2020

 

W kolejnym numerze Lotnictwa mój
Top 5 przedstawia się następująco:

1. Vought F7U Cutlass. W historii lotnictwa bardzo dużo jest projektów innowacyjnych, czasem tylko modyfikacji istniejącej linii konstrukcyjnej, czasem bardzo nowatorskich. Większość z nich pozostaje w głowach i szkicownikach konstruktorów, znacznie mniej trafia na deski kreślarskie i do prototypowni. Jeszcze mniej wzbija się w powietrze, a naprawdę niewiele trafia do produkcji seryjnej. Do tych ostatnich zalicza się samolot F7U Cutlass - odrzutowy samolot pokładowy zbudowany w układzie bezogonowym, w którym bardzo wiele rozwiązań zastosowano po raz pierwszy. Jak się okazało zbyt wiele by samolot zdał egzamin w codziennej służbie na lotniskowcu. Niemniej jego historia godna jest poznania. Warto zwrócić uwagę na barwne tablice ukazujące oryginalną sylwetkę maszyny oraz trzy schematy malowania płatowca. Trochę razi nazwanie spadochronu przeciwkorkociągowego ratunkowym na str. 94. Zupełnym nieporozumieniem jest natomiast umieszczenie przekroju aksonometrycznego samolotu w formie skanu z innego dokumentu. Nie dość, że jakość kiepściutka, to jeszcze opis poszczególnych elementów w języku angielskim, z czcionką trudną do odczytania bez użycia szkła powiększającego.

2. Renesans naddźwiękowych samolotów pasażerskich. Kolejny raz podnoszony jest temat z obszaru "marzyć każdy może". Nie, nie mam tu żadnych zastrzeżeń do tematu, artykułu i Autora. Chodzi mi o kierunek rozwoju awiacji, który już raz okazał się ślepą uliczką, a dziś jest nią jeszcze bardziej. Co prawda technologia pozwala dziś na opracowanie tego typu samolotu, jednak problemy pierwszego pokolenia nie zniknęły, a wręcz przeciwnie. Po pierwsze koszty. Wyścig Concorde`a z Tu-144 miał charakter głównie prestiżowy, w którym konkurenci nie bardzo patrzyli na koszty. Tu warunkiem sukcesu komercyjnego będzie sprzedaż pewnie kilkuset maszyn. Raczej nie możliwe. W dodatku olbrzymie ryzyko techniczne potęgowane zasadą "zwycięzca bierze wszystko". Rynek też jest/będzie chimeryczny. Dla wielu potencjalnych użytkowników korzystanie z bardzo nieekologicznego luksusu może okazać się wizerunkową katastrofą. Osobiście nie widzę szansy na sukces.

3. Indonezyjskie Suchoje. Su-27SK/SKM i Su-30MKK/MK2 w służbie Sił Powietrznych Indonezji. Sam tytuł mówi wszystko, zwłaszcza te cztery wersje w sumie aż szesnastu maszyn robi "wrażenie".

4. Antonow An-32. Sensowna kontynuacja monografii samolotu An-26 z poprzedniego numeru. Przystosowanie popularnego An-26 do operowania z trudnych lotnisk wysokogórskich było przysłowiowym strzałem w dziesiątkę biura Antonowa. Poprzez skrzyżowanie zmodyfikowanego płatowca An-26 z zespołem napędowym An-12 stworzono samolot o bardzo dobrych właściwościach startu i lądowania, który zwiększył produkcję samolotów rodziny An-26/30/32 o ok. 25% w stosunku do modelu bazowego. Klasyczna ciekawa, bogato ilustrowana monografia. Nie obyło się jednak bez kilku błędów:  "... trudnych warunkach naturalnych i geograficznych ...", str. 77; "An-32 w barwach radzieckiego lotnictwa cywilnego Aerofłot", str. 77; "... szczególnie ważna rolę na Himalajach", "... zrzucane ze spadochronami...", str. 76; i jeszcze co najmniej trzy błędy redakcyjne.

5. Europejscy użytkownicy śmigłowców rodziny Mi-24. Chciałoby się napisać: Mi-24, jak Lenin - wiecznie żywy. Zwłaszcza patrząc na polską epopeję modernizacyjną śmigłowców tego typu. Modernizacja ma szansę startu mniej więcej na etapie przekazywania ostatnich lotnych egzemplarzy do muzeum. Sytuacja kojarzy mi się z programem Iryda - na pewnym etapie program podtrzymywano tylko po to, aby pewien krąg osób miał zajęcie, dobrze płatne zajęcie. Na tle dobrze i obszernie przedstawionej w artykule historii i dnia dzisiejszego tych maszyn w Europie jeszcze bardziej widać naszą mizerię.

Ciągle mnie wkurza język wiadomości redagowanych przez Michała "Jeszcze" Gajzlera. Stosowanie przez dziennikarza/magazyn lotniczy trybu przypuszczającego w licznych informacjach świadczy o pewnych "niedociągnięciach" warsztatowych w zakresie języka lub co gorsza, o braku pewności co do podawanych informacji powodującym tego typu "asekuranctwo". Tak czy tak jest słabo. Wolałbym wiedzieć, że problem z silnikami Trent XWB-84 dotyczy przedwczesnego zużycia łopatek a nie "ma dotyczyć". Albo, że transport środkowych części kadłubów Dreamlinerów do Everett był/jest niemożliwy, a nie "miał być niemożliwy". Panie Michale, więcej odwagi.


Powiązane wpisy:

Lotnictwo 8/2020 - znowu czarna owca w numerze
Lotnictwo 7/2020
Lotnictwo 6/2020 – pod znakiem latających olbrzymów
Lotnictwo 4-5/2020 - co z tym Lotnictwem?
Lotnictwo 3/2020 - dno jest blisko
Lotnictwo 2/2020-- ciekawie, choć nadal z dodatkiem bylejakości
Lotnictwo 12/2019 - sinusoida
Lotnictwo 10-11/2019 - jeden artykuł rozwalił cały numer 
Lotnictwo 6/2019, nie tracę nadziei 
Lotnictwo 1-2 /2019 - równia pochyła?
Lotnictwo 12/2018, jakość czy jakoś? 
 

 


wtorek, 29 września 2020

MiG-23  niedoceniony

Samoloty o zmiennej geometrii skrzydeł powoli przechodzą do historii. W odróżnieniu od wielu innych, tego układu konstrukcyjnego nie można jednak nazwać ślepą uliczką w rozwoju lotnictwa lecz zanikającym trendem. Spośród wielu projektów, samolotów doświadczalnych i prototypów w takim układzie do etapu służby liniowej doprowadzono jedynie kilka. Co ciekawe byli to reprezentanci wszystkich, szeroko pojętych, podstawowych klas samolotów bojowych. W każdej klasie weszły do służby po dwa typy. Jeden po zachodniej i jeden po wschodniej stronie Żelaznej kurtyny. Myśliwce - MiG-23 i F-14 Tomcat, samoloty uderzeniowe Su-22 i Tornado, bombowce Su-24 i F-111 oraz bombowce strategiczne Tu-160 i B-1B. Każdy inny, jedyny w swoim rodzaju. Jak w każdej regule i tu znalazł się wyjątek, to Tu-22M. Do dziś w produkcji pozostaje największy i najszybszy z nich, czyli Tu-160. F-111 przeszedł już dawno do historii, a w podobnym kierunku zmierzają Tornado i B-1B. Tomcaty, MiGi-23 oraz Su-22 pozostają w służbie w słabiej rozwiniętych państwach, nie ze względu na swoją wartość bojową, lecz raczej na brak alternatywy powodowany przyczynami politycznymi i/lub ekonomicznymi. W tym kontekście trudno uznać za przypadek pozostawienie samolotów Su-22 w służbie sił powietrznych RP.W Polsce MiG-23 jest maszyną niedocenianą. Wobec małej liczby maszyn, użytkowanych tylko w jednej jednostce, niewątpliwe zalety i duże możliwości bojowe rozmyły się na tle bardziej rozpowszechnionych i coraz bardziej odtajnionych w tamtym czasie dwudziestych pierwszych. Okres wprowadzenia nowej techniki zbiegł się z kryzysem gospodarczym i politycznym lat osiemdziesiątych, który nie pozwolił na większe zakupy. Z kolei transformacja ustrojowa i upadek Układu Warszawskiego sprawił, że ten myśliwiec o wciąż wysokich walorach bojowych okazał się za drogi i kłopotliwy w eksploatacji. W przyspieszonym tempie wycofano go z uzbrojenia większości armii. Znowu wygrał prostszy i tańszy MiG-21 przeżywając tu starszego brata o wiele lat.Ten ciekawy, innowacyjny, pełen oryginalnych rozwiązań samolot jest bohaterem 41 tomiku Samolotów Wojska Polskiego. Autorami, jak zwykle w przypadku samolotów powojennych jest duet Gruszczyński-Fiszer. Klasyczny układ wydawnictwa obejmuje rozdziały: "Geneza" - 16 stron o okolicznościach powstania i drodze rozwojowej konstrukcji; "Produkcja seryjna i doskonalenie" - osiem stron o etapie dojrzałości konstrukcji; "MiG-23 w Polsce" - szesnaście stron opisu służby samolotów z biało-czerwoną szachownicą i słupskiego 28 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego nierozerwalnie związanego z prezentowanym samolotem. Na opis techniczny przeznaczono dziesięć stron. Co ważne, rysunki samolotu w rzutach umieszczono wewnątrz opisu, znacząco ułatwiając studiowanie budowy płatowca. Do tego wkładki "Modernizacja WOPK" i "Walka powietrzna". Obie podkreślają znaczenie MiGa-23 dla ówczesnego systemu obrony podniebnych granic Polski.
Jest też kilka drobnych potknięć językowych i redakcyjnych. "Kadłub następnie staje się owalny i wydłuża się do wręgi 28 ...:, str. 9; "... dopracowanie aerodynamiki napędu wyposażenia elektronicznego i uzbrojenia samolotu", str. 17. Tu przecinek ma duże znaczenie; w roku 1981 wznowiono dostawy, nie dostawę, str. 34; "kabina hermetyczna pilota", str. 50. Drobiazgi, ale od dobrego zespołu należy wymagać jeszcze więcej staranności.


Gruszczyński J., Fiszer M.
100 lat polskich skrzydeł
Tomik 41, MiG-23
Edipresse Polska S.A.
64 strony, w miękkiej oprawie.
Liczne zdjęcia

czwartek, 24 września 2020

SM-1 - prekursor

Bawiąc się w „co by było gdyby” można spróbować sobie wyobrazić, co by było, gdyby w Świdniku nie podjęto produkcji śmigłowca Mi-1, u nas oznaczonego SM-1. Pewne jest, że nie powstałby SM-2. Wysoce prawdopodobne, że także nie dostalibyśmy licencji na turbinowego Mi-2, a bez tego szansa na powstanie Sokoła czy Puszczyka byłaby znikoma. Co za tym idzie świdnickie zakłady, a przez to i polski przemysł lotniczy nie byłyby w światowej czołówce producentów śmigłowców. Nie byłby też w swoim czasie łakomym kąskiem dla AgustaWestland. Podobnie ma się sprawa szkolenie pierwszych polskich pilotów, mechaników czy w ogóle zastosowania śmigłowców w wojsku. Wszystko zaczęło się od Mi-1. Do tego należy dodać pierwsze poważne prace naszych konstruktorów prowadzące do wersji rozwojowej śmigłowca oznaczonej SM-2. I choć nowa, obszerniejsza kabina nie bardzo komponowała się z resztą, a silnik był stanowczo za słaby, nowy śmigłowiec otworzył nowe możliwości, zwłaszcza w lotnictwie sanitarnym. Tu też SM-1 był prekursorem, zwłaszcza w zastosowaniu śmigłowca w operacjach ratowniczych prowadzonych w górach. I choć popularne niegdyś SM-1 możemy spotkać tylko w muzeach, jest wśród nas jeszcze wielu lotników, którym na wspomnienie o tym prostym, a zarazem trudnym śmigłowcu serce bije szybciej a oczy stają się wilgotne. Prawdziwy kawał historii polskiego lotnictwa lat powojennych.
W skład tomiku wchodzą rozdziały:
Rozwój konstrukcji - czternaście stron opisu początków konstrukcji śmigłowców i ich podobnych w Związku Radzieckim. Historii raczej mało znanej. Od niej Autor płynnie przechodzi do Mi-1 opisując jego powstanie i rozwój.
Produkcja seryjna w Polsce - dziesięć stron o podjęciu i zrealizowaniu tak poważnego wyzwania przez zrujnowany wojną przemysł. Szkoda, że nie pojawiło się tu nieco więcej o SM-2. Opis tej ciekawej modernizacji jest chyba za krótki na cały tomik, jednak bez niego historia SM-1 jest niepełna.
Polscy użytkownicy śmigłowców SM-1 (20 stron) - wydawać by się mogło, że chodzi głównie o wojsko i tak jest w rzeczywistości. Jednak swoje miejsce znalazły też inne zastosowania, jak chociażby pokazowe holowanie szybowców czy badania prowadzone w Instytucie Lotnictwa. Przy okazji wspomniano o rekordzie FAI  ustanowionym przez Ryszarda Witkowskiego 5 IX 957. Rekord ten przetrwał jedynie dwa dni, gdyż został pobity przez inny, specjalnie przygotowany śmigłowiec SM-1 pilotowany przez Stanisława Gajewskiego. Pilot ten dorzucił jeszcze trzeci rekord. Trzy rekordy w sześć dni! Nie zabrakło też miejsca dla prac dźwigowych i podwalin lotnictwa sanitarnego.
Opis techniczny zajmuje osiem stron. Po za umieszczonym - w końcu - przy opisie rysunkiem śmigłowca w rzutach znalazła się tu też tabela z danymi technicznymi podstawowych wersji. Przejrzyście i kompletnie.
Kobiety za sterami śmigłowców - cztery strony o tym mniej znanym, piękniejszym aspekcie lotnictwa śmigłowcowego w Polsce.
Pierwsze polskie śmigłowce - cztery strony o pierwszych krokach polskich inżynierów w ten nieznany wówczas obszar. Pierwszy, chałupniczy Gil dał pierwsze doświadczenia. Drugi Żuk miał pewne zadatki na śmigłowiec użytkowy. Jednak w konkurencji z dopracowanym produkowanym na masową skalę SM-1 nie miał żadnych szans.
Na łamy serii trafił dla mnie nowy w tej serii Autor - Miłosz Rusiecki, osoba o olbrzymiej wiedzy dotyczącej polskich śmigłowców. Po za nią wniósł on także nieco inny, o nieco bardziej osobistym zabarwieniu, styl pisania. Nie mam oczywiście zastrzeżeń do stylu pozostałych Autorów, jednak odrobina świeżości w czterdziestym numerze na pewno nie zaszkodzi.
Jak to zwykle bywa pojawiło się kilka błędów redakcyjnych. Nie wpłynęły one jednak na bardzo pozytywny odbiór tomiku.


Rusiecki Miłosz
100 lat polskich skrzydeł
Tomik 40, SM-1
Edipresse Polska S.A.
64 strony, w miękkiej oprawie.
Liczne zdjęcia.

Powiązane wpisy:

Sześć stopni swobody - śmigłowce w PRL-u

Sześć stopni swobody III
SMutny Aeroplan
100 lps t.1 F-16
100 lps t.2 PZL-23
100 lps t.3 Mi-24
100 lps t.4 PZL-7
100 lps t.5 MiG-29
100 lps t.6 PZL-37
100 lps t.7 PZL-11
100 lps t.8 MiG-21
100 lps t.10 Mi-8
100 lps t.12 CASA C-295M
100 lps t.13 Su-22
100 lps t.15 PZL-130
100 lps t.17 C-130
100 lps t.18 MiG-15 
100 lps t.20 Su-7
100 lps t.21 Mi-14
100 lps t.24 Leonardo M-346 Bielik
100 lps t.26 Jak-23
100 lps t. 29 TS-11 Iskra
100 lps t. 30 MiG-17
100 lps t. 32 Ił-28
100 lps t. 33 MiG-19
100 lps t. 37 I-22 Iryda - polska(bez)nadzieja
100 lps t. 41 MiG-23 - niedoceniony
100 lps t. 43 Mi-2 - Czajnik do wszystkiego
100 lps t. 45 TS-8 Bies - najbardziej polski 
100 lps t. 48 An-2 - ulubiony pterodaktyl
100 lps t. 49 PZL W-3 Sokół - śmigłowiec do wszystkiego
100 lps t. 45 TS-8 Bies - najbardziej polski 
100 lps t. 48 An-2 - ulubiony pterodaktyl
100 lps t. 49 PZL W-3 Sokół - śmigłowiec do wszystkiego
100 lps t. 50 An-26 - dobry samolot
100 lps t. 51 Black Hawk - śmigłowiec symbol
100 lps t. 52 Su-20 – typ przejściowy
100 lps t. 51 Black Hawk - śmigłowiec symbol
100 lps t. 52 Su-20 – typ przejściowy
100 lps t. 54 Ił-14 – lepsza kiła niż skok z Iła
100 lps t. 55 SH-2G Seasprite – polskie lotnictwo pokładowe w całej okazałości
100 lps t. 57 An-28/M28 - gorzki sukces
100 lps t. 59 i 62 Jak-11 i Jak-18 - samoloty szkolno-treningowe Jakowlewa
100 lps t. 63 SW-4 - marketingowa porażka do kwadratu
100 lps t. 66 Jak-12 - samolot prawdziwie wielozadaniowy
100 pls t. 69. SBLim-2Art - ostatni Mohikanin


 

wtorek, 15 września 2020

Lotnictwo AI 8/2020

Nawet się nie obejrzałem i już jest po wakacjach i po lecie.
Pora więc podsumować sierpniowy, ostatni wakacyjny numer Lotnictwa AI.

Mój Top 5 numeru:

1. Su-30MKI. Podstawowy indyjski myśliwiec. Chyba najbardziej udaną wersją rozwojową samolotów z rodziny Su-27 jest Su-30MKI. Na pewno tą, która odniosła największy sukces oraz osiągnęła największy stopień wielozadaniowości. Nie byłoby tego sukcesu bez wielkiego kontraktu eksportowego/licencyjnego odniesionego w Indiach. On to stał się impulsem do opracowania dedykowanego wariantu, którego wersje rozwojowe zasiliły kilka armii, w tym także rosyjską. O historii Indyjskiego wcielenia Su-27, jak zwykle ciekawie i profesjonalnie, pisze w swoim artykule Leszek A. Wieliczko.

2. Eurocopter. Współpraca zakończona sukcesem. Ten sam Autor opisuje historię powstania europejskiego konsorcjum śmigłowcowego, które swoimi konstrukcjami bezpardonowo weszło w przestrzeń pomiędzy wytwórniami amerykańskimi i rosyjskimi. Oczywiście sukces ten wynikał z wieloletniego doświadczenia w budowie śmigłowców dwóch podstawowych udziałowców koncernu z Francji i Niemiec. Opisano tu dzieje obu oraz ich najważniejsze konstrukcje powstałe przed połączeniem pod flagą Eurocoptera. Dalej opisano nie tylko nowe, już wspólne projekty, ale też zawiłe przekształcenia własnościowe, z przejściem pod logo Airbusa włącznie. Co ciekawe, Autor jasno wyjaśnił zasady nazewnictwa/numeracji kolejnych konstrukcji Eurocoptera. I chociaż marka ta należy już do przeszłości, na zawsze pozostanie kamieniem milowym na drodze rozwoju światowego, a przede wszystkim europejskiego przemysłu śmigłowcowego.

3. 60 lat śmigłowców w Lotnictwie Marynarki Wojennej. Trzecia, ostatnia część bardzo dobrego, rzeczowego opracowania tematu. Tym razem rzecz o najnowszych modernizacjach, o ujednoliceniu floty Anakond/Sokołów, możliwych dalszych losach Kamanów SH-2 oraz "łataniu dziur" o wycofanych Mi-14 przez ... "odświeżone" Mi-14. Na tym etapie powinny one nosić nazwę Feniks. Nie zabrakło też informacji o oczekiwanych AW101, których cztery sztuki, mam nadzieję, zainicjują poważny proces modernizacji "śmigieł" polskiej armii.

4. Debiut statku załogowego "Made in China". Nieco w cieni sukcesu amerykańskiego Crew Dragona Chińczycy wysłali w kosmos swój statek o podobnym przeznaczeniu. Kosmiczny wyścig trwa, tylko miejsce Rosji zajął w nim jej południowowschodni sąsiad. Ciekawie zapowiadają się najbliższe lata na orbicie i w nowym wyścigu na księżyc.

5. Polskie lotnictwo w operacji warszawskiej II. Dokończenie tekstu o działaniach naszego lotnictwa w najważniejszej bitwie II Rzeczypospolitej. Tym razem o pościgu za Bolszewikami po przełomie zwanym Cudem nad Wisłą.

Artykuły są tym razem obszerne, przez co do Top 5 weszło prawie wszystko. Nie udało sie to jednak artykułowi moich "ulubionych" autorów Polskie rozpoznanie powietrzne 1945-2020 III. Tym razem Duet Gołąbek-Wrona  opisuje samoloty rozpoznawcze od zakończenia wojny do Iłów-28. I wszystko byłoby O.K., gdyby nie tradycyjne już popisowe numery typu: " ... kwadratowy luk o wymiarach 125 x 105 mm", str. 64; "... pulpit umożliwiał strzelcowi pokładowemu  na uruchomienie ...", str. 67; "... w tym lotniska (l. poj.) w Brzegu,  Kluczewie, Szprotawie ...", str. 67; "... piloci zostali zmuszeni do lądowania ..." - piloci w samolocie Ił-28, str. 69; pisząc o trzynastu dostarczonych bombowcach podają z kolei 12 maszyn, str. 69. Do tego jeszcze kilka pomniejszych drobiazgów. Cos mi się wydaje, że ci autorzy nie są reformowalni. Tylko czemu Czytelnicy maja płacić za niedbalstwo autorów i redakcji?

Lotnictwo.
Aviation International
Sierpień 8/2020

Powiązane wpisy:
Lotnictwo AI 3/2018. Czasopisma lotnicze – droga do …?

środa, 26 sierpnia 2020

Lotnictwo 8/2020 - znowu czarna owca w numerze


W kolejnym numerze Lotnictwa mój Top 5 przedstawia się następująco:

1. Lotniczy narkobiznes. Samoloty przemytnicze w Ameryce Łacińskiej. Szybkość i zasięg są niewątpliwymi zaletami samolotów z punktu widzenia przemytników. Cechy te mają szczególne znaczenie w przypadku przemytu narkotyków, gdzie stosunek wartości do masy jest bardzo wysoki. Nic więc dziwnego, że przemytnicy wykorzystują samoloty do tego typu akcji, w których często samoloty traktowane są jako środek transportu jednorazowego użytku. W obszernym materiale Autor opisuje ogólne uwarunkowania procederu, by następnie omówić sytuację i sposoby z nim walki w poszczególnych państwach Ameryki Łacińskiej, czyli na szlaku przerzutu do USA. Podane są też liczne przypadki konkretnych akcji, zdarzeń, korupcji oraz potyczek zbrojnych. Siłą rzeczy opis jest niepełny, mimo to bardzo przybliża, w sposób interesujący, ten egzotyczny dla nas aspekt wykorzystania lotnictwa.

2. Antonow An-26. Monografia chyba najpopularniejszego lekkiego transportowca wojskowego lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku, znanego także z długoletniej i szczęśliwej służby w wojsku polskim. Samolot ten wychodzi z uzbrojenia i wyposażenia firm przewozowych w szybkim tempie, co stanowi kolejny argument za przedstawieniem tej ciekawej konstrukcji. Nie mogę się jednak zgodzić ze stwierdzeniem Autora, że "nośność" An-26 odpowiada temu parametrowi dla śmigłowca Mi-6 (str. 67).

3. Siły Powietrzne Kataru. To niewielkie, zamożne państwo poczyniło ostatnimi czasy bardzo obfite zakupy sprzętu lotniczego. Co ciekawe samoloty bojowe zakupiono u trzech dostawców, a są to maszyny: F-15QA, Rafale oraz Eurofighter Typhoon. Rozwiązanie nietypowe dla w sumie niedużej floty, komplikujące szkolenie, serwis i logistykę. Daje ono dużą niezależność od poszczególnych dostawców, choć kosztuje ono nie mało, ale kto bogatemu zabroni. Artykuł w układzie i na poziomie klasycznym dla tej serii i autora - L. A. Wieliczko.

4. Flota AH-64 Apache. W tym artykule Leszek A. Wieliczko opisuje historię nabycia i użytkowania tego kultowego helikoptera przez poszczególnych użytkowników. Z punktu widzenia programu Kruk oraz zwiększenia obecności UA Army w Polsce warto bliżej przyjrzeć się temu kto, ile i jakich Apaczy użytkuje i jak zamierza je modernizować. Jakoś nikt nie mówi o ich zastąpieniu maszynami innego typu, co coraz częściej słychać w przypadku europejskiego Tygrysa. Tu Autor na str. 28 pomylił wersję A z D.

5. Maltańskie Beauforty kontra konwoje Osi w czerwcu i lipcu 1942 r. Nie jest czymś nowym stwierdzenie, że armia bez efektywnego zaopatrzenia nie ma zbyt wielkiej wartości bojowej. Stąd też zacięta walka z konwojami morskimi dostarczającymi zaopatrzenie, w której ważną rolę odgrywa lotnictwo. Jednym z tego typu epizodów był wspomniany w tytule. Ciekawa walka nie tylko lotników z marynarzami i lotnikami strony przeciwnej, ale też sprytne działania wywiadu i kamuflowanie swojej wiedzy wywiadowczej. Opisani lotnicy, w odróżnieniu od tych walczących nad północnym Atlantykiem, mieli szansę przeżycia po wodowaniu w ciepłych wodach Morza Śródziemnego.


Wspomnę jeszcze o jednym artykule, który nie wszedł w Top 5 przede wszystkim ze względu na liczne uchybienia w tekście. Chodzi o "Boeing F/A-18E/F Super Hornet" T. Kwaska. Temat aktualny, zwłaszcza w związku z niemieckimi "przymiarkami" do zakupu maszyn tego typu. Szkoda tylko, że zarówno Autor, jak i redakcja się nie postarali. Na pierwszy ogień niezły wyczyn - trzy błędy w jednym zdaniu " ... pierwszy wirnik pierwszego stopnia sprężarki będące sporym reflektorem radiolokacyjnym", str. 40. Silniki sprawiają Autorowi więcej problemów gdyż jednostkę F-414-GE nazywa silnikiem turbowentylatorowym, str. 39. Podobnie jest z algorytmem "... zastępowane są przez inne według obliczonego algorytmu", str. 40. Nie zgadza się wartość wzrostu promienia działania, gdyż według podanych w tekście wartości wzrósł on o ponad 45%, a nie o podane 15 do 30 %, str. 44. Arsenek galu ma wzór GaAs, nie GaAS, str. 44. Od roku 2001 koncern Boeing ma siedzibę w Chicago, więc pisanie z odniesieniem do roku 2018 "koncern z Seattle", str. 46, pokazuje, jak Autor niewiele wie o firmie, której produkt opisuje. Nie podano też przez jaką firmę opracowany był system fly-by-wie dla F-18 E/F, str. 40. Do tego dochodzą błędy językowe: "użytkowanie zasobników rozpoznawcze", "kabiny załogi wraz z nowych oprogramowaniem systemowym". Jednym słowem - kompromitacja.




niedziela, 16 sierpnia 2020

Ile startów tyle lądowań - wspomnienia pilota iłów


W lotniczej literaturze wspomnieniowej dominują książki autorstwa pilotów komunikacyjnych. Rzadziej można spotkać wspomnienia pilotów komunikacyjnych czy sportowych. W przypadku Mariana Nowotnika lotnicza kariera podzieliła się na dwie duże części, pierwszą związaną z lotnictwem wojskowym - szturmowym i bombowym, drugą z lotnictwem komunikacyjnym.
Tak się jakoś złożyło, że po za szkolnym Po-2 oraz pasażerskim An-24 pozostałe samoloty, na których latał Autor wspomnień pochodziły ze stajni Iliuszyna. Najpierw w wojsku były szturmowe Ił-10, potem bombowe Ił-28, wszystkiego z górą dziesięć lat latania. Opis tego etapu zawiera zarówno drogę do lotnictwa, szkolenie, jak i służbę. Po za klasyczną dla tego typu książek narracją znajdziemy tam opisy wielu ciekawych zdarzeń, nawet przykładów "chuligaństwa powietrznego" Autora. Przez karty przewijają się liczni przyjaciele lotnicy, instruktorzy, dowódcy, jednostki. Gdy po jedenastu latach służby trafiła się okazja przejścia do PLL LOT, Marian Nowotnik z niej skorzystał i został pilotem samolotów pasażerskich. Najpierw Ił-14, później An-24, Ił-18 i wreszcie międzykontynentalnych Ił-62. W tej części także wiele opisów ciekawych zdarzeń i lotów. Po za rozkładowymi znalazło się wiele interesujących czarterów i "akcji przewozowych", jak chociażby przewóz piskląt z Budapesztu na Bliski Wschód. Były też sytuacje trudne lub wręcz niebezpieczne, z powtarzanym podejściem na lotnisku Cold Bay na Aleutach na czele. Końcowym etapem lotniczej kariery Autora były loty w charakterze drugiego pilota - na kapitaństwo nie pozwalał już wiek - na Ile-18 linii Air Polonia. Nowe czasy, nowe stosunki, choć ludzie tacy sami - ciekawe obserwacje. Im dalej zagłębiamy sie w lekturze, tym lotniczy aspekt schodzi na plan dalszy, a wraz z licznymi czarterami przybywa opisów ciekawych, egzotycznych miejsc, bardziej w stylu przewodników turystycznych. W czasach PRLu było to coś niezwykłego, dostępnego tylko dla bardzo nielicznych. Nie znaczy to, że opisów lotniczych nie ma wcale, jest ich po prostu mniej, a w nich więcej czasów przelotów i ton spalonego paliwa.  
Lektura "Tyle startów tyle lądowań" przybliża życie spełnionego ze wszech miar lotnika. Pan Marian wielokrotnie wspomina też o swoim azylu i miejscu, do którego zawsze z chęcią wracał - domu w Raszynie oraz żony i synka. Często wraca też pamięcią do rodzinnej wiejskiej chaty z rosnącymi nieopodal olszynami. Pojawiają sie też mniej przyjemne wspomnienia, jak chociażby ponad dwuletnia batalia z lekarzami, zwłaszcza jednym według Autora bardzo nieżyczliwym neurologu, o powrót do latania po utracie przytomności spowodowanej najprawdopodobniej zatruciem. Trudny okres, który przeszedł nie bez problemów, dzięki niesamowitej determinacji. Samo życie.
Książka napisana jest poprawnym, stonowany językiem, czasem jak na lotnika nawet nieco monotonnym. Trochę razi zapis typów samolotów radzieckich tylko dużymi literami np.: PO-2, AN-24, Ił-62. Są też błędy poważniejsze, jak chociażby stwierdzenie, że samolot Boeing 707 napędzany był dwoma, a nie czterema silnikami (str. 61). Ciąg silników odrzutowych podawany jest w kilogramach, podobnie jak ciężar samolotu (str. 71). Samolot Ił-18 napędzany był silnikami AI-20M, nie AJ-20M (str. 139).
Podsumowując, książka "Tyle startów tyle lądowań" na pewno jest warta przeczytania.  Polecam ją szczególnie sympatykom lotnictwa czasów PRLu czasów największego rozwoju naszego lotnictwa.

Marian Nowotnik
Ile startów tyle lądowań
200 stron w miękkiej oprawie
liczne zdjęcia białoczarne
Bellona 2007, 2011

Powiązane wpisy:



niedziela, 9 sierpnia 2020

Lotnictwo AI 7/2020 - polskie lotnictwo w natarciu


W lipcowym numerze dużo tematów związanych z lotnictwem spod znaku biało-czerwonej szachownicy, przemysłu (WZL-1, WZL-2) oraz PLL LOT. Nasz narodowy przewoźnik, jak wszystkie linie lotnicze, znalazł się w bardzo trudnej sytuacji, a patrząc na rozwój epidemii na świecie, będzie jeszcze gorzej.

Mój Top 5 numeru:
1. Polskie lotnictwo w operacji warszawskiej. W setną rocznicę przełomowej bitwy w wojnie Polsko-Radzieckiej nie mogło zabraknąć artykułu traktującego o roli lotnictwa w tym wielkim zwycięstwie ledwie odrodzonego państwa nad potworem ze wschodu. W pierwszej części Mariusz Niestrawski - znawca tej części historii polskich skrzydeł, - opisuje działania wywiadowcze polskich jednostek. 
2. Jak Feniks z popiołów. Samoloty Su-22 Sił Aerokosmicznych Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Iran nie zakupił samolotów Su-22 w Związku Radzieckim lecz wszedł w ich posiadanie gdy spora grupa, ponad czterdziestu maszyn przeleciała z Iraku uciekając przed koalicją wyzwalającą Kuwejt w ramach akcji Pustynna Burza. Remont części przejętych maszyn i ich wprowadzenie ich do eksploatacji okazało się zadaniem bardzo trudnym i czasochłonnym, jednakże uwieńczonym - przynajmniej częściowym sukcesem. O meandrach tych działań, a przy okazji nieco o losach innych "zdobycznych" maszyn pisze M.J. Stolar. Tekst trudny, zawierający wiele informacji oraz przypuszczeń, bardzo ciekawy i trochę egzotyczny. Gdyby nie błędny podpis tabeli 2 wszystko byłoby O.K.
3. Polskie rozpoznanie powietrzne 1945-2020. W drugiej części artykułu Autorzy opisują zasobniki rozpoznawcze Saturn, DB-110 oraz KKR-1 skupiając się na jego części radioelektronicznej tego drugiego - optyczna była opisana w pierwszej część - oraz zasobnik typu R, przechodzą płynnie do zasobników WRE SM-1 i SPS-14MWGE i dalej śmigłowca Procjon. Swoje miejsce znalazły też zasobnik Sniper i radary ARS-400/800. Artykuł dobrze napisany, prezentuje mniej znany, ale bardzo ważny aspekt działalności polskiego lotnictwa bojowego. Cztery drobne błędy redakcyjne i językowe to jak na duet Gołąbek-Wrona dobry wynik.
4. 60 lat śmigłowców w Lotnictwie Marynarki Wojennej. W drugiej części artykułu znajdziemy opis tej formacji od lat osiemdziesiątych XX w. do czasów współczesnych. Mamy więc Anakondę, Mi-14, zmierzch Mi-2, Mi-17 oraz SH-2. Jak zwykle u M. Rusieckiego, ciekawie i treściwie.
5. JAS-39 Gripen. Zupełnie nowe możliwości. Oryginalne i innowacyjne samoloty bojowe ze Szwecji nie zawojowały świata. Także najnowszy, już nie najmłodszy Gripen osiągnął raczej skromny sukces eksportowy. W dzisiejszych niespokojnych czasach Szwecji nie stać już na opracowanie nowoczesnego samolotu tylko dla własnego lotnictwa, Z drugiej strony możliwości klasycznego Gripena powoli się wyczerpują. Dlatego tez postanowiono zbudować istotnie zmodernizowaną i powiększoną maszynę drugiej generacji. Wsparciem okazał się tu duży kontrakt eksportowy podpisany z Brazylią. Genezę najnowszego Gripena i opis konstrukcji przedstawia niezawodny jak zwykle Leszek A. Wieliczko. W jego przypadku potworek "Dalszym etapem jest wykonanie niezbędnych napraw wykrytych na etapie weryfikacji oraz ponowny montaż samolotu ..." (str. 31) trochę razi.
Trzeba przyznać, że tym razem poziom numeru jest naprawdę porządny

Lotnictwo.
Aviation International
Lipiec 7/2020

Powiązane wpisy: