Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Na własne oczy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Na własne oczy. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 27 sierpnia 2023
poniedziałek, 30 września 2019
Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie 2019
Przed dwoma laty, po poprzedniej wizycie w MLP w
Krakowie czułem niedosyt, zwłaszcza, że przez „problemy sprzętowe” przeszła mi
koło nosa szansa na sfotografowanie wielu ciekawych eksponatów wystawionych z
hangaru głównego. W tym roku zaistniała szansa na nadrobienie zaległości
związana z remontem tegoż hangaru. Oczywiście każda wizyta w tej szanownej
instytucji jest interesująca, warta starań, wysiłku organizacyjnego oraz
poniesionych kosztów, tym bardziej, że w międzyczasie odnowiono kilka ciekawych
eksponatów, w tym LWD Żuraw i MD-12.
Nie inaczej było w pierwszy weekend lipca, kiedy to ponownie wybrałem się do Krakowa. Sobotni poranek zwiastował
piękną letnią pogodę, niestety z temperaturą powyżej 30 stopni w cieniu.
Oczywiście po wejściu między samoloty umknęło to mojej uwadze, a uzewnętrzniło
dopiero wieczorem w postaci „spalonych”: twarzy, karku i rąk. Obszerność
ekspozycji została znacząco ograniczona trwającym remontem. Niedostępny był
hangar z ekspozycją zimnowojenną oraz ekspozycja destruktów i silników
lotniczych. Dodatkowo poza zasięgiem było kilka ciekawych eksponatów z
remontowego hangaru, w tum szybowce. Pomimo tego ekspozycja jest obszerna,
różnorodna i bardzo ciekawa, więc przez te dwa dni nudzić się prawie nie
miałem okazji. Jak zwykle rozterki budzi stan wielu eksponatów, które bazując
pod chmurką, czasem bez właściwego zabezpieczenia szybko popadają w ruinę. Z
drugiej strony widać efekty prac konserwatorskich prowadzonych przy
najcenniejszych eksponatach i szansę na ekspozycję wielu maszyn w gruntownie
odremontowanym hangarze.
Efektem remontu tegoż hangaru jest wytoczenie wielu
samolotów na plac przed nim, co daje możliwość bliższego zapoznania z wieloma
zwykle trudnodostępnymi zabytkami techniki lotniczej. Jednakże ze zrobienia fajnych
zdjęć najcenniejszych z wystawionych eksponatów nic nie wyszło, gdyż wiele
maszyn miało kabiny i inne wrażliwe elementy przesłonięte brezentowymi
płachtami lub folią. Szkoda, choć cieszy, że pomyślano o zabezpieczeniu, często
unikatowych eksponatów, jak RWD-21 i M-4 Tarpan, Foceniu nie sprzyjało też
ciasne upakowanie sprzętu przed hangarem, zwłaszcza Iła-10, Sea Venoma,
Vampire, Jaka-18. Bardzo pozytywnie na tym tle wypadły
odrestaurowane duże samoloty, Tu-2 świeżutki niczym z fabryki oraz nasz
niedoszły samolot pasażerski MD-12.
Niewątpliwą atrakcją było wystawienie na
placyku za budynkiem głównym dwóch bohaterów II wojny światowej Spitfire i Bf 109 w naturalniej scenerii trawiastego lotniska. Co prawda bliskie położenie
taśm ograniczających, a przede wszystkim „blokada śmigła” Spitfire w postaci
okalającej je oraz podwozie liny psuły kadry, jednak wrażenie i tak było
bardzo realistyczne. Obok w podobnej sytuacji można było znaleźć także
odrestaurowane pierwsze odrzutowce polskiego lotnictwa Jak-17 i Jak-23.
Kolejnym pozytywem był stan odnowionych samolotów amerykańskich, odrzutowców:
F-5, F-105, A-37 oraz tłokowej Cessny UC-78. Znacznie gorzej z maszynami
brytyjskimi, zwłaszcza skorupami Jaguara i Harriera, które pozostawione bez
żadnego zabezpieczenia szybko popadają w ruinę. Pewną nadzieję na restaurację
lub wręcz uratowanie bardzo cennych dla historii polskiego lotnictwa
śmigłowcowego SM-1 i SM-2 daje ich umieszczenie pod wiata „remontową”, zresztą
obok restaurowanego, jak się wydaje, unikatu BZ-4 Żuk.
Pozostając przy Żuku
nasuwa się smutna refleksja, że wiele zgromadzonych tu eksponatów jest z jednaj
strony świadectwem zdolności polskich konstruktorów i rzemieślników w
prototypowniach, z drugiej strony słabości systemu, w którym z wielu przyczyn
skończyło się na prototypach (Bielik, Flaming, M-4, MD-12, Żuk, Żuraw, Mi-2M)
lub niedługich seriach niemalże tylko na polski rynek (Iryda, Junak, Kania,
Orlik, SM-2, Szpak, Zuch). Aż serce się kraje, gdy spojrzeć na stojące bez żadnego
zabezpieczenia pod gołym niebem prototypy Orika i Flaminga, zwłaszcza na ten
ostatni z telepaną przez letni wiaterek lotką. Co się dzieje przy wichurze
lepiej nie myśleć. Polska smutna rzeczywistość. Z czynnych ekspozycji stałych
zwrócę uwagę tylko na „Skrzydła wielkiej wojny”, do której zaglądam za każdym
razem. Bardzo ciekawy, realistyczny sposób ekspozycji unikatowych samolotów w
częściach pawilonu stylizowanych np. na warsztat, kasyno, czy przystań, które w
niesamowity sposób wprowadzają w klimat tamtych dni.
Tutaj podłączyłem się na
trochę do wycieczki oprowadzanej przez pracownika muzeum. I choć jak dla mnie
niewiele nowego powiedział, to sposób prezentacji, a zwłaszcza szerokie
umiejscowienie omawianych samolotów w polityczno-techniczno-militarnych
realiach tamtych czasów sprawiło, że nie
żałuję ani minuty. Słowa uznania dla przewodnika, widać było, że osoby biorące
udział w wycieczce choć raczej nie były zapalonymi fanami awiacji, z wielkim
zainteresowaniem słuchały i oglądały. Brawo. Serce rośnie w hali budynku
głównego, gdzie ciekawa wystawa edukacyjna wraz z możliwością wejścia do kabiny
Flaminga pozwala na rozwinięcie lotniczych zainteresowań młodszego pokolenia.
Upchnięty w kącie kadłub legendarnej Iskry z odsłoniętym wnętrzem ujawnia z
kolei sekrety budowy samolotu, szkoda tylko, że dobrze dostępne tylko z jednej
strony. Nazajutrz w niedzielę nieco chłodniejsze powietrze i piękne, dynamiczne
niebo sprzyjało spacerowi pośród eksponatów. Na godzinę dwunastą zaplanowana
była, jak dla mnie duża atrakcja w postaci kolejnego „Spotkania przy
samolocie”, tym razem poświęconego Su-25, jednemu z bohaterów wojny afgańskiej.
Wiele razy już widziałem w necie zaproszenia na te spotkania i zawsze
chciałem wziąć w tym udział. Kolejne daty i samoloty coraz bardziej wzmagały
mój apetyt. Tym razem się udało, termin wizyty zgrał się z kolejnym spotkaniem.
No to jestem w kameralnej, klimatyzowanej sali kinowej MLP, gdzie starszy,
sympatyczny pan zaczyna swą opowieść. Mówi ciekawie, ze swadą poruszając wiele
interesujących tematów. Jednakże z każdą minutą odbiega coraz bardziej od
głównego tematu. Na ekranie, po za jednym krótkim filmikiem z netu prawie non
stop jedno, jak na dzisiejsze czasy słabiutkie zdjęcie bohatera spotkania. A o czym mowa? Oprócz
bardzo ciekawych informacji o walkach powietrznych wiele jest o współpracy gospodarczej
naszych wrogów Niemiec i Związku Radzieckiego po klęsce wrześniowej i pociągach
z surowcami jadących na zachód aż do ranka 22 czerwca 1941.
Mniej ciekawią mnie
opowieści o polskiej motoryzacji i zaletach Stara 266 czy porównanie
zachorowalności na raka mieszkańców Hiroszimy i Krakowa, a już zupełnie mam gdzieś to,
jakie strony otwierają się opowiadającemu w trakcie poszukiwania materiałów
źródłowych dotyczących lotnictwa na rosyjskich stronach www. I wiele innych
wątków, w tym bardziej osobistych, opowiadanych ze swadą jednakże bez związku z
tematem spotkania. Po godzinie wychodzę na spacerek ogrzać się wśród zabytków
lotniczych. Wracam i widzę, tematyka bez zmian jeszcze przez kilka minut, po
czym w końcu powrót do Su-25, coś nowego na ekranie, m.in. zdjęcia wersji
dwumiejscowej z charakterystycznym dla rosyjskich "szparek"
peryskopem. Jednak gdy słyszę, że mogły one być używane tylko do kołowania oraz
startu i lądowania, kiedy to mogły być otwarte tylko do/od pewnej niewielkiej
prędkości aby za mocno nie wiało do kabiny - wychodzę. Przed samym wyjazdem ok.
14.30 jeszcze raz, na pożegnanie wchodzę na chwilkę do sali kinowej i co widzę
na ekranie - rysunki wczesnych koncepcji nowego szturmowca. Do widzenia.
Wychodząc wyobrażam sobie, jak bym był "zawiedziony" gdybym wcześniej
kiedyś wybrał się do Muzeum z głównym calem w postaci "Spotkania przy
samolocie". To zdecydowanie nie dla mnie impreza. Pomijając epizod z Su-25
dwudniowy pobyt w MLP uznaję za udany. Patrząc na to co się tam dzieje jestem
przekonany, że za kolejne dwa lata znowu się pojawię w tej szacownej
instytucji.
Powiązane wpisy:
Muzeum Lotnictwa Polskiego – 60 lat tradycji na papierze i na lotnisku
Dzień
Dziecka w niemieckich muzeach, cz. I - niedziela
Dzień
Dziecka w niemieckich muzeach, cz. II - poniedziałek
Agrolotnictwo
w Muzeum Narodowym Rolnictwa i Przemysłu Rolno–Spożywczego
Lubuskie
Muzeum Wojskowe – ciekawa, choć zaniedbana ekspozycja
Seattle II
a. Randka z czarnym ptakiem
Seattle II
b. Drapieżne ptaki wojen światowych
Seattle II
c. Wiata samolotami bogata
Kijów 2018,
cz. 2. Muzeum – samoloty bojowe
Kijów 2018,
cz. 2b. Muzeum – samoloty pasażerskie i transportowe
Kijów 2018,
cz. 2c. Muzeum – kraina wiatraków
sobota, 8 grudnia 2018
Kijów 2018, cz. 2b. Muzeum – samoloty pasażerskie i transportowe
Kijowskiemu muzeum na Żulianach niewątpliwie należy się pochwała za stan, w jakim znajdują się eksponaty oraz ich układ. Pogrupowanie eksponatów w „aleje” poszczególnych biur konstrukcyjnych w znaczący sposób ułatwia zwiedzanie. I choć nie jest to układ idealny, w prosty sposób porządkuje kolekcję, tym bardziej, że poszczególne biura w ZSRR zajmowały się raczej maszynami o podobnym przeznaczeniu.
Po przeciwnej stronie betonowej
ścieżki biegnącej wzdłuż opisanej ostatnio alei Su zgromadzono samoloty noszące
na kadłubach znaki Ił. Kolekcja pochodzi z czasów powojennych, kiedy to Władymir
Iliuszyn i jego współpracownicy wyspecjalizowali się w samolotach pasażerskich.
Na początek pięknie pomalowany w czerwono-biało-szare barwy, z uroczym
rysunkiem pingwina na czerwonym ogonie, Ił-14P (CCCP-52036). Ten niecodzienny w
czasach ZSRR element dekoracyjny i kontrastowe barwy wynikają z zastosowania
samolotu w lotnictwie polarnym. Co ciekawe, wśród licznej grupy maszyn
transportowych i pasażerskich jest to jedyna maszyna o napędzie tłokowym. Zaraz
za nim znany, podobnie jak Ił-14, ze służby w PLL LOT Ił-18 (CCCP-75634). Ten średniodystansowy,
duży turbośmigłowiec otworzył swego czasu nasze linie na Europę. Jego wojskowe
klony Ił-38 i Ił-22 pozostają w aktywnej służbie rosyjskiej armii po dziś
dzień. Kolejna, tym razem odrzutowa konstrukcja, którą jest Ił-62 (CCCP-86696)
też na zawsze zapisała się w historii samolotów z żurawiem na stateczniku. Tym
razem jednak nie tylko jako „samolot, który przybliżył Amerykę”, lecz także
zabił w dwóch katastrofach 270 osób. Sam samolot posiada bardzo ciekawy układ
konstrukcyjny z czterema silnikami umieszczonymi po bokach tylnej części kadłuba.
Niewątpliwą atrakcją jest możliwość zwiedzenia wnętrza samolotu, a nawet
zajęcia miejsca w fotelu pilota.
Kolejny, największy w muzeum eksponat to
pasażerski Ił-86 (CCCP-86000). Pierwszy, i jak się okazało jedyny, samolot
szerokokadłubowy zbudowany w Związku Radzieckim. Zastosowano w nim ciekawą
koncepcję „samoobsługi” pasażerów z wejściem na dolny pokład przez integralne
schody i pozostawianiem tam bagażu. Niestety tym razem można było wejść jedynie
na wspomniany trap. Samolot nie odniósł sukcesu, a jego wersja rozwojowa Ił-96
bardziej niż z linii lotniczych znana jest z funkcji ”Latajacego Kremla” czyli
rosyjskiego odpowiednika „Air Force One”. Co ciekawe elementy usterzenia
produkowane były w Mielcu, a plany zakładały także produkcję skrzydeł. Szkoda,
że nie zdążono z tym przed upadkiem ZSRR, na pewno podniosłoby to poziom
technologiczny zakładu.
Ostatni z Iłów jest wyjątkowo maszyną transportową, to doskonale
znanym niemal na całym świecie Ił-76 (CCCP-76-511). Co ciekawe, ten ciągle
podstawowy samolot transportowy armii rosyjskiej, eksponowany jest w typowych
dla niego barwach Aerofłotu, podczas gdy jeszcze kilka lat temu nosił inne
barwy i znaki UR-UCI. Minusem jest to, że inaczej niż podczas poprzednich wizyt
nie można było wejść do środka maszyny.
Ciekawym, związanym z Polską eksponatem jest stojący nieopodal Iła-76 Jak-40 o znakach UR-SAN, który w latach1975-2002 latał w 36 SPLT z numerem 043. W międzyczasie (IV 1988-III 1991) jako SP-LED w PLL LOT, a po sprzedaży za granice także jako9L-LDI w Sierra Leone.
Jeśli poszukać "dokładniej", to w zamkniętej strefie za schronohangarem stoi jeszcze
jeden ex-polski Jak-40 z rejestracją UR-MHG. Ten egzemplarz z numerem 040 latach 1975-2005 większość służby spędził w 17 EL.

Po drogiej stronie ekspozycji obok
alei Migów postawiono samoloty pasażerskie Tupolewa, oczywiście za wyjątkiem wspomnianego
wcześniej Tu-104. Mamy tu tylko trzy maszyny. Całkiem przyzwoity, choć u nas
otoczony nienajlepsza sławą Tu-154 (CCCP-85020). Samolot można zwiedzić, choć z
powodu „przerwy technicznej” przyjemność ta nas omija. Zajrzeć można też do
wnętrza „rządowego” Tu-134A-3 (UR-65782), co z przyjemnością czynimy. Wrażenia –
nasz rządowy „Jacek”, tylko nieco większy. Obok wyeksponowano jeszcze jedną
maszynę, tym razem w wersji Tu-134A w barwach Aerofłotu (CCCP-65734).
Skoro jesteśmy w Kijowie – stajni Antonowa,
w kolekcji nie może zabraknąć samolotów skonstruowanych i zbudowanych w
pobliskich zakładach. Eksponaty zgromadzono nieco na uboczu, za aleją Iłów.
Kolekcję otwiera ustawiony nieco z boku samolot legenda An-2R (UR-54812) w
wersji rolniczej. Popularny Antek nierozłącznie związany jest z zakładami PZL
Mielec, gdzie zbudowano ich ok. 13 000!. Właściwa aleja przedstawia linię
rozwojową nieśmiertelnego An-24. Wszystko zaczyna się od pasażerskiego An-24B (UR-46801),
dalej postawiono pierwszą przymiarkę do wersji towarowej An-24P (UR-49256) oraz
klasyka An-26 (UR-26215). Ponownie zarówno wersja pasażerska, jak i towarowa
blisko związane są z historią polskiego lotnictwa cywilnego i wojskowego. Niestety
nie ma ostatniego elementu linii czyli Ana-32. Idąc dalej spotykamy dwie oryginalne
konstrukcje. Najpierw An-26 głęboko przerobiony do wersji
fotogrametrycznej/rozpoznawczej An-30 (UR-30005), która charakteryzuje się uniesioną
poza obrys kadłuba kabiną pilotów i bogato oszkloną kabiną nawigatora w
dziobie. Do tego liczne owiewki i luki na sprzęt fotograficzny i dodatkowe wyposażenie.
O ile jednak Any-30 można spotkać jeszcze w kilku miejscach, czasem nawet na
Okęciu, to kolejny samolot jest rarytasem na skalę światową. An-71 (CCCP-780361)
powstał u schyłku Związku Radzieckiego jako mini AWACS, czyli „latający radar”.
W odróżnieniu jednak od większych braci (Boeing E-3 Sentry, Beriew A-50) czy
morskiego kuzyna (Grumman E-2 HawkEye) konstruktorzy Antonowa umieścili antenę
radaru nie na specjalnym wysięgniku na kadłubie lecz na szczycie statecznika
pionowego. Poza oryginalnym talerzem samolot zwraca uwagę licznymi owiewkami
oraz wylotem gazów spalinowych pomocniczego silnika, którego zadaniem było
zasilanie w energię elektryczną radaru i innych systemów zadaniowych maszyny.
Eksponat ten pojawił się w muzeum przed kilku laty i przyznam, że na jego
zobaczeniu zależało mi najbardziej.
Szkoda, że na wystawie, mam
nadzieję jak na razie, nie znalazł się żaden z naprawdę dużych transportowców
Antonowa. Myślę tu głównie o Anie-12, Anteuszu (An-22) i Rusłanie (An-124).
Może kiedyś podobnie jak An-71 zasila kolekcję dając impuls do zorganizowania
kolejnej wyprawy.
Za aleją Antonowów zgromadzono
kilka maszyn z „kolorowej kolekcji”, o których napiszę nieco później, gdyż w
następnym odcinku opisana zostanie kolekcja śmigłowców.
Powiązane wpisy:
Kijów 2018,
cz. 2. Muzeum – samoloty bojowe
Kijów 2018,
cz. 2c. Muzeum – kraina wiatraków
Dzień
Dziecka w niemieckich muzeach, cz. I - niedziela
Dzień
Dziecka w niemieckich muzeach, cz. II - poniedziałek
Muzeum
Lotnictwa Polskiego w Krakowie 2019
Agrolotnictwo
w Muzeum Narodowym Rolnictwa i Przemysłu Rolno–Spożywczego
Lubuskie
Muzeum Wojskowe – ciekawa, choć zaniedbana ekspozycja
Seattle II
a. Randka z czarnym ptakiem
Seattle II
b. Drapieżne ptaki wojen światowych
Seattle II
c. Wiata samolotami bogata
środa, 28 listopada 2018
Kijów 2018, cz. 2. Muzeum – samoloty bojowe
Poranek wita nas intensywnym
blaskiem słońca i błękitem nieba. Idealnie trafiamy z pogodą, co jest niezwykle
ważne, gdyż cała kolekcja muzeum eksponowana jest „pod chmurką”. Zawsze lepiej
używać kremu przeciwsłonecznego niż parasola. Ale co tam krem, kiedy tak
spieszy się nam do samolotów. Dwadzieścia minut spacerku skrajem lotniska i
przekraczamy bramy Państwowego Muzeum Lotnictwa w Kijowie-Żulianach.
Zajmująca
sporą powierzchnię kolekcja zorganizowana jest w kilka rewirów, z których
jedynie dwa posiadają linki ograniczające dostęp do eksponatów – samolotów
bojowych i śmigłowców. Praktycznie wszystkie duże maszyny, pasażerskie,
transportowe i bombowce są dostępne z zewnątrz bez żadnych ograniczeń. Kupując
bilety w wersji „full” zyskujemy także dostęp do wnętrza kilku samolotów:
Ił-62, Tu-134, Tu-154, Tu-134Sz oraz śmigłowców Mi-8 i Mi-26. Dodatkowym
bonusem jest usytuowanie muzeum na skraju lotniska Kijów-Żuliany, tuż przy
drodze kołowania, całkiem niedaleko pasa startowego. Obszerne, choć niezbyt
wysokie wzniesienie usypane w pobliżu ogrodzenia umożliwia swobodną obserwację
pasa oraz części eksponatów muzeum z ciekawej perspektywy. Jedynie drogę
kołowania częściowo zasłania wysoki, betonowy parkan.
Pierwszy „obszar zamknięty”
obejmuje kilka samolotów szkolnych oraz dwie „aleje” samolotów bojowych: Migów
i Suchoi. Znajdująca się nieopodal wejścia najliczniejsza „Aleja Migów” zawiera
12 ustawionych w kolejności linii rozwojowej słynnych maszyn konstrukcji biura
Mikojana i Guriewicza. Stoją w rzędzie począwszy od szkolno-bojowego UTIMiG-15 (nr
takt. 31) poprzez MiGa-17F (77), 19PM (15), 21PFM (45), 21PF (21), 21UM (27),
23UB (84), 23ML (54), 23BM (05), 27K(57), 29A (06) aż do MiGa-25RBT (06). Wszystkie
ciekawe, choć najbardziej chyba „stalowa błyskawica” MiG-25, jedyny seryjny samolot
Made in CCCP przekraczający ponad trzykrotnie prędkość dźwięku. Podziwiając je
po kolei przechodzimy przyspieszoną lekcję rozwoju odrzutowych samolotów
myśliwskich. Dodatkowo gdzieś w środku „rewiru”
stoi jeszcze jeden MiG-29C w atrakcyjnym malowaniu z akcentami w barwach
narodowych Ukrainy.
Trochę niekonsekwentnie, gdzieś pomiędzy Migami
oraz Suchojami wciśnięte są dwa śmigłowce Ka-26 w wersji pasażerskiej oraz
agro. Szkoda, że nie razem z morskimi śmigłowcami Kamowa eksponowanymi w innej
części muzeum.
Idąc od wejścia w drugą stronę, w prawo od szkolno-treningowego
UTIMigGa-15 widzimy dwa podstawowe odrzutowce szkolne państw Układu
warszawskiego rodem z Czechosłowacji - Albatrosa i Delfina. Nim dojdziemy do
alei Su musimy jeszcze przejść pod stojącym nam na drodze, niemałym, szarym
Tupolewem Tu-104. Dostępna z zewnątrz bez ograniczeń maszyna robi wrażenie,
zwłaszcza nietypowym umieszczeniem silników i charakterystycznym dla samolotów
Tupolewa „czystym aerodynamicznie” płatem. Ten pierwszy w Bloku Wschodnim
odrzutowy samolot pasażerski wywodzi się z bombowca Tu-16, którego niestety w
zbiorach muzeum nie ma.
Za Tu-104 rozpoczyna się aleja
maszyn konstrukcji biura Pawła Suchoja. Mamy tu: Su-7BM (06), 15TM (16), 17UM3
(80), 17M (06), 25 (105) i Su-24 (56). Pięknie prezentuje się znana także z naszych
lotnisk maszyna szkolno-bojowa Su-22UM3 cała w kolorze białym. Bardzo ciekawy i
nieco egzotyczny z naszego punktu widzenia jest myśliwski Su-15TM. Samolot tego
typu ma na koncie zestrzelenie koreańskiego Boeinga 747. Respekt budzą
szturmowy Su-25, którego produkcji „o mało co” nie uruchomiono w Mielcu oraz
bombowy Su-24, którego niemal codzienną obecność na polskim niebie,
przynajmniej tam gdzie kiedyś mieszkałem, mam ciągle w pamięci. Aż łezka się w oku
zakręciła.
Kolekcje Migów i Su rozdziela Jak-28U
- samolot o ciekawym, rzadko spotykanym dla samolotów bojowych okładzie z
silnikami w gondolach pod skrzydłami. Ponad to maszyna o numerze 03 zbudowana jest
w wersji szkolnej, w której oddzielna kabina ucznia umieszczona jest w
dziobowej części kadłuba zamiast radaru.
Chwila oddechu, łyk zimnej wody i przed
nami wyrasta kolejna część kolekcji – samoloty pasażerskie i transportowe. Więcej
o nich w kolejnej części relacji.
Powiązane wpisy:
Kijów 2018, cz. 1
Kijów 2018, cz. 2b. Muzeum – samoloty pasażerskie i transportowe
Kijów 2018, cz. 2c. Muzeum – kraina wiatraków
Dzień Dziecka w niemieckich muzeach, cz. I - niedziela
Dzień Dziecka w niemieckich muzeach, cz. II - poniedziałek
Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie 2019
Agrolotnictwo w Muzeum Narodowym Rolnictwa i Przemysłu Rolno–Spożywczego
Lubuskie Muzeum Wojskowe – ciekawa, choć zaniedbana ekspozycja
Seattle II a. Randka z czarnym ptakiem
Seattle II b. Drapieżne ptaki wojen światowych
Seattle II c. Wiata samolotami bogata
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























































