sobota, 8 maja 2021

Lotnictwo 4/2021 – kwietniowa mozaika

 
TOP 5 magazynu:
1. Użytkownicy BSP RQ-4 Global Hawk i MQ-4 Triton. Dziś nikt już chyba nie wątpi, że systemy bezzałogowe są przyszłością lotnictwa bojowego. Rozpiętość wielkości i ceny bezzałogowych aparatów latających jest ogromna. Od marketowych zabawek i ich wywiadowczych lub nawet uzbrojonych wersji, poprzez drony taktyczne, w tym samobójcze, aż po zaawansowane maszyny bojowe i rozpoznawcze wielkości klasycznych samolotów i podobnie do nich kosztujące. Najbardziej dojrzałym i sprawdzonym w wieloletniej eksploatacji w klasie HALE – maszyn najcięższych, o największym zasięgu i pułapie operacyjnym (High Altitude, Long Endurace) jest amerykański RQ-4 Global Hawk i jego wersje pochodne. Ze względu na globalny zasięg i nie mniejsze koszty, na maszyny tego typu pozwolić sobie mogą tylko najbogatsi, w dodatku potrzebujący maszyn o takich osiągach. Nie dziwi więc fakt, że maszyna powstała w USA, a jej nabywcami, po za krajem producenta są: Australia, Japonia, Niemcy, Republika Korei i NATO. Z naszego punktu widzenia największe znaczenia ma NATOwska piątka maszyn stacjonującą w bazie Sigonella na Sycylii. Po pierwsze dlatego, że wśród piętnastu państw uczestników programu użytkowania samolotów RQ-4D Phoenix jest Polska, przez co mamy wpływ na realizowane misje i dostęp do pozyskanych danych. Po drugie dlatego, że intensywnie eksploatowane maszyny tego typu często zapuszczają się w nasze rejony, biorąc na cel Bałtyk południowo-wschodni i jego okolice. Nie mniej ważna jest obecność, za pewne bardzo owocna, tego typu maszyn w gorącym ostatnimi czasie rejonie Morza Czarnego.
Dwanaście stron bogato ilustrowanego oraz uzupełnionego tabelami tekstu stanowi kompendium wiedzy o tym niezwykłym samolocie i jego historii. Historii długiej, gdyż maszyny te są w służbie już od dwudziestu lat.
2. Lotnicze ucieczki z PRL w latach 1946-1957.
Chyba wszystkim sympatykom lotnictwa znane jest nazwisko Franciszka Jareckiego i jego słynna ucieczka MiGiem-15bis na Bornholm. Mniej osób wie, jak potoczyły się jego dalsze losy. Mniej znane lub czasem w ogóle zapomniane inne ucieczki z tamtych lat opisano w artykule. Pozostawiając na boku ocenę tego typu działań, należy zwrócić uwagę na determinację i odwagę uciekinierów, które nierzadko zastępowały lotnicze umiejętności i doświadczenie. Nic więc dziwnego, że w niektórych przypadkach zabrakło lotniczego, a w niektórych w ogóle szczęścia.
3. Indyjskie Siły Powietrzne. Jedne z najliczniejszych, a na pewno najbardziej różnorodnie wyposażonych sił powietrznych na świecie, z jednej strony posiadające nowoczesne samoloty bojowe z Francji (Rafale) i Rosji (Su-30MKI), z drugiej wciąż użytkujące leciwe maszyny podobnej proweniencji (Jaguar, MiG-21), z trzeciej produkującej własne samoloty bojowe (Tejas). Inne rodzaje indyjskiego lotnictwa wojskowego wyglądają nie mniej egzotyczne. Wobec trudności we współpracy Rosją i zmian geopolitycznych Indie zbliżyły się ostatnio do Stanów Zjednoczonych, co skutkuje dalszym ubarwieniem mozaiki: AH-64E Apache, CH-47 F(I) Chinook, C-17 Globemaster III i P-8 Poseidon, a wkrótce być może i F-16IN. Co ciekawe wszystkie dotychczas zakupione maszyny pochodzą ze stajni Boeinga. Doświadczone licznymi incydentami i kilkoma gorącymi konfliktami z Pakistanem oraz wzajemna niechęć w relacjach z Chinami wymuszają na siłach powietrznych Indii stałą modernizację, której permanentnym stanem są wieloletnie opóźnienia lub nietrafione decyzje, jak choćby wybór samolotów Rafale w przetargu na samoloty wielozadaniowe.
W pierwszej części artykułu L. A. Wieliczko na piętnastu stronach zaznajamia czytelników z historią i strukturą Sił Powietrznych Indii. Pozostaje poczekać na drugą część.
4. KAI KF-21 Boramae. Młody jastrząb z Korei. Idzie nowe. XXI wiek jest/będzie wiekiem Azji, nie tylko gospodarczo i politycznie, ale i militarnie, co wcześniej czy później doprowadzi do konfliktu zbrojnego, zapewne na skalę globalną. Nic więc dziwnego, że wysoko rozwinięte państwa dalekiego i bliskiego wschodu (Chiny, Indie, Japonia, Korea południowa, Turcja) intensywnie pracują nad samolotami bojowymi najnowszej generacji, nie szczędząc na ten cel sił i środków. Całkiem niezłą pozycję w wyścigu do zbudowania własnego myśliwca piątej lub zbliżonej do niej generacji zajmują Koreańczycy, którzy właśnie zaprezentowali pierwszy prototyp swojego KF-21. Przyznam, że prezentacja maszyny zrobiła na mnie ogromne wrażenie swoją nowoczesnością kreatywnością i rozmachem. Sam program w sposób przemyślany wspiera koreański przemysł amerykańską technologią oraz współpracą z Indonezją. Zbudowany w klasycznym dla myśliwców nowej generacji układzie samolot nie jest tak zaawansowany jak konstrukcje lotniczych potentatów, jednak skrojony na miarę potrzeb i możliwości Korei. Co ciekawe, w odróżnieniu od konkurentów, od razu projektuje się wersję dwumiejscową i planuje opracowanie wariantów specjalizowanych.
5. Dostawy wojskowych statków powietrznych dla rosyjskich sił zbrojnych w 2020 roku. Wiedza o tym co przybyło w parku lotniczym naszego sąsiada niedźwiedzia jest dla nas bardzo interesująca, zwłaszcza w dobie rosnącego napięcia pomiędzy NATO a Rosją. Zarówno ilościowy, jak i jakościowy przyrost określiłbym jako pozostający na średnim poziomie. Z jednej strony jest on zupełnie zrozumiały i uzasadniony, z drugiej strony … . W materiale omówiono zarówno samoloty i śmigłowce nowe, jak i zmodernizowane.

O ile poziom powyższych artykułów nie budzi zastrzeżeń, a liczba i znaczenie błędów niewielkie, o tyle w sekcji wiadomości znalazło się kilka ciekawostek:
„… obie jednostki będą użytkować ich wspólnie w celu…”, chodzi o F-15EX, str. 8;  „… zasobniki z kamerami w kształcie rakiet”, str. 9. Jestem pod wrażeniem dokładności, z jaką podano rozmiar opon Kodiaka-100 – 736,6 mm. Nie mniejsze wrażenie robi zasięg Falcona 6X – 10 186 km. Miało wyglądać profesjonalnie, wyszło bezmyślnie. W tym obszarze należałoby jeszcze popracować.

PS
Szkoda, że po umieszczeniu w komentarzach na FB Lotnictwa jednego z pierwszych wpisów o magazynie, co tu ukrywać krytycznym wpisie, została mi zablokowana możliwość publikacji kolejnych. Widocznie Administrator i redakcja  boją się krytycznych opinii. Profesjonalizm jak ... . 

Powiązane wpisy:

Lotnictwo 3/2021 – magazyn gdybających dziennikarzy

Lotnictwo 2/2021 - dwie rosyjskie ikony (lotnictwa)

Lotnictwo 1/2021 - przyzwoity start

Lotnictwo 12/2020 - nowe stare samoloty

Lotnictwo 11/2020- nowe stare

Lotnictwo 10/2020 - numer delta

Lotnictwo 9/2020

Lotnictwo 8/2020 - znowu czarna owca w numerze

Lotnictwo 7/2020

Lotnictwo 6/2020 – pod znakiem latających olbrzymów

Lotnictwo 4-5/2020 - co z tym Lotnictwem?

Lotnictwo 3/2020 - dno jest blisko

Lotnictwo 2/2020-- ciekawie, choć nadal z dodatkiem bylejakości

Lotnictwo 12/2019 - sinusoida

Lotnictwo 10-11/2019 - jeden artykuł rozwalił cały numer 

Lotnictwo 6/2019, nie tracę nadziei 

Lotnictwo 1-2 /2019 - równia pochyła?

Lotnictwo 12/2018, jakość czy jakoś? 

 

 

sobota, 1 maja 2021

Za dużo Bery w Modrzewskim?

Z niecierpliwością i wielkim zainteresowaniem czekałem na tę książkę. Byłem niemal pewny, że pierwsza autobiografia polskiego pilota F-16 będzie nie tylko ważnym wydarzeniem w kręgu lotników i ich sympatyków, ale także ciekawą, może nawet fascynującą lekturą.
Jak zwykle kontakt z książką zacząłem od jej przejrzenia, zwłaszcza pod kątem spisu treści i zawartości obrazków. I tu doznałem pewnej rozterki. Książka ozdobiona jest licznymi zdjęciami, w tym ponad pięćdziesięcioma pięknymi, dużymi na dwie strony każda. Zajmują one w sumie powyżej 1/3 książki, przez co zacząłem się zastanawiać czy kupiłem książkę ze wspomnieniami Marcina Modrzewskiego czy album fotografii lotniczej. Prze chwilę poczułem się jak na promocji, jednej z tych nie do końca fair. W książce znajduje się 25 zdjęć autorstwa Bartosza Bery, które zajmują powyżej 18% jej objętości. Jak zwykle u tego fotografa są naprawdę z najwyższej półki. Bez wątpienia stanowiłyby ozdobę niejednego albumu o tematyce lotniczej. Jednakże w tej książce związek niektórych z nich z treścią jest, powiedziałbym bardzo luźny, a w przypadku niektórych wręcz „wymuszony”. Mam tu na myśli zwłaszcza po dwa zdjęcia E-3A, A-10 i Eurofightera Ghost Tiger. Jak dla mnie większą wartość w książce mają zdjęcia bezpośrednio dotyczące Autora, stanowiące cenne uzupełnienie narracji książki. I takich jest dużo, zwykle słabszych warsztatowo, jednakże bezpośrednio związanych z tym o czym czytam, o czym opowiada Modrzewski. Wraz z powyższymi przemyśleniami pojawiła się obawa, czy tekst Marcina udźwignie ciężar barwnej oprawy.
Literatura wspomnieniowa pilotów, w tym dowódców różnego szczebla, jest dosyć bogata. Są to zwykle autobiografie pisane u schyłku lub po zakończeniu lotniczej kariery, będące swego rodzaju jej podsumowaniem. Wydarzenia i osoby, zwłaszcza te z lat młodości, opisywane są z punktu widzenia seniora, jego doświadczenia życiowego, często przysłonięte mgiełką niepamięci. Jest to zwykle cenna, bardzo ciekawa lektura, z lekka trącąca myszką. U Modrzewskiego jest inaczej. Jego wspomnienia są świeże, spisane bardziej z punktu widzenia fotela ACES II, niż z wygodnego fotela seniora siedzącego przy kominku. Autor skupia się na faktach, wydarzeniach i osobach nie zagłębiając się w ich ocenę, zwłaszcza zabarwioną nutką mentorstwa i filozofii. Tekst czyta się dobre, z zainteresowaniem, bez szans na nudę. I choć czasami chciałoby się poczytać więcej o konkretnych misjach, wydarzeniach ludziach, niedostatek ten nie daje się zbytnio we znaki. Tym bardziej, że krótka perspektywa czasowa, ze zrozumiałych względów, nie pozwoliła Autorowi pisać o wielu sprawach. Język jest poprawny, prosty, bez sztucznego, literackiego zacięcia, typowy dla oficjalnego języka oficera-pilota. Także przekazane informacje są na wysokim poziomie rzetelności. No może po za B-24 biorącymi udział w rajdzie na Tokio 18 kwietnia 1942 roku. W rzeczywistości były to B-25. Ten drobiazg nie przesłania w żaden sposób faktu, że Marcin Modrzewski jest nie tylko pilotem, ale też pasjonatem lotnictwa, w szczególności jego historii. Z kart książki możemy wyczytać wiele ciekawych informacji, nie tylko dotyczących współczesnego lotnictwa, lecz także jego historii i ludzi ją tworzących, w szczególności tych, których Autor spotkał osobiście. W kilku miejscach przewija się też kwestia kolosalnych różnić kulturowych, systemowych i mentalnych pomiędzy polskim lotnictwem i jego ludźmi, a tym zachodnim, zwłaszcza amerykańskim. Na problem ten bardzo często zwracali uwagę, w licznych rozmowach, pozostali nasi piloci F-16, zwłaszcza ci z większym stażem i nalotem na maszynach poprzedniej generacji, z poprzedniego systemu polityczno-militarnego. Świetnym przykładem jest opisany w książce problem przydziału rękawic dla pilotów. Ze stron Pilota F-16 wyłania się obraz Marcina Modrzewskiego jako pilota spełnionego w kabinie F-16. Jako jeden z nielicznych znalazł się w pierwszej od czasu II wojny światowej grupie polskich pilotów samolotów bojowych biorących udział w realnych działaniach bojowych. Od świetnego opisu misji rozpoznawczej nad Irakiem rozpoczyna zresztą swoją opowieść o romansie z samolotem F-16.
Książka obejmuje część lotniczego życiorysu związaną z samolotem F-16: szkoleniem, treningiem, misjami zagranicznymi, w tym bojowymi. Nie ma natomiast prawie nic o tym, co przez te lata działo się w kraju, w Łasku, na Krzesinach, … . W tym kontekście hasło z okładki „Historia dowódcy 10 Eskadry Lotnictwa Taktycznego w Łasku” nie jest do końca zgodne ze stanem faktycznym. Osobiście traktuję je bardziej jako bardziej element wątpliwego etycznie marketingu, niż zapowiedź zawartości książki. Do tego zapis nazwy jednostki bez kropki po liczbie10 w zestawieniu z starannie przygotowaną resztą książki budzi pewien niesmak. 
Od strony redakcyjnej i technicznej książka opracowane jest bardzo starannie. Ładna, miła w dotyku półsztywna okładka, porządny papier, przejrzysty układ, czytelny druk i wysokiej jakości zdjęcia. Czego chcieć więcej.
Odpowiedź na postawione w tytule pytanie pozostawiam Państwu.
Nie będzie to trudne, gdyż książkę Pilot F-16 Marcina Modrzewskiego uważam za lekturę obowiązkową każdego sympatyka lotnictwa.

Modrzewski M.
Pilot F-16
Historia Dońcy 10 Eskadry Lotnictwa Taktycznego w Łasku
War Book
2021
272 strony w utwardzonej oprawie.
Liczne, kolorowe zdjęcia.
 

niedziela, 25 kwietnia 2021

Mi-4  koń roboczy wśród śmigłowców I generacji

Śmigłowiec Mi-4 ugruntował pozycję Michaiła Mila, jako wiodącego konstruktora śmigłowców w ZSRR, co z czasem pozwoliło jego biuru niemal zmonopolizować „rynek” śmigłowców krajów Demokracji ludowej i innych sojuszników. Pozwolił także na zebranie doświadczeń w projektowaniu maszyn cięższych niż filigranowy Mi-1, co umożliwiło wkrótce skonstruowanie  turbośmigłowego już kolosa Mi-6. Choć układ konstrukcyjny Śmigłowca Mi-4 wzorowany był na amerykańskim Sikorsky S-58, to nie był on jego kopią, a oryginalnym projektem radzieckim. Pomimo ograniczeń i obciążeń wynikających z zastosowania napędu tłokowego, Mi-4 przez niemal dwie dekady, do masowego wprowadzenia większego Mi-8, był podstawowym śmigłowcem średnim w armii i gospodarce Związku Radzieckiego i jego satelitów. Także w Polsce pod koniec lat pięćdziesiątych wprowadzono do służby pierwsze z 28 śmigłowców Mi-4, które z czasem dosłużyły się nieoficjalnej nazwy Kaśka. Dały one wojsku nowe możliwości w zakresie transportu ludzi i sprzętu, wysadzania i ewakuacji desantów, minowania narzutowego czy wykrywania okrętów podwodnych. Temu ostatniemu celowi służyły cztery wyposażone w radar poszukiwawczy maszyny w wersji Mi-4ME. Czas swojej służby - ćwierć wieku, Mi-4 spędziły bardzo pracowicie, bez większej liczby wypadków.
W pięćdziesiątym szóstym tomiku serii znajdziemy rozdziały: Geneza - nieco o pierwszych śmigłowcach w ZSRR, w tym ciekawych konstrukcjach Jakowlewa oraz drodze Mila do seryjnej produkcji Mi-4. Produkcja seryjna i zastosowanie - kilka stron o rozwoju konstrukcji i jej wersjach, przede wszystkim uzbrojonych. W Polsce – obszerny opis historii służby Kasiek w naszym kraju. Jak zwykle u Gruszczyńskiego i Fiszera w powiązaniu z użytkującymi je jednostkami i elementami ich historii. Opis techniczny – to co w tytule z rysunkami i danymi technicznymi. Do tego sześć stron wkładki Mi-6 w Polsce. Krótka służba jedynie trzech maszyn nie uzasadnia poświęcenia temu latującemu olbrzymowi oddzielnego tomiku. Jednak bez jego opisu cała seria byłaby niepełna. Autorzy pomylili jednak barwy śmigłowców. Pas na linii okien był niebieski, a nie pomarańczowy. W kolorze pomarańczowym była dolna część kadłuba pod niebieskim pasem, str. 45. Podobnie obszerny jest drugi materiał – Geneza WLW w Polsce – czyli o wojskach lądowych jako podstawowym użytkowniku śmigłowców w Polsce.
Wracając do tekstu, nie bardzo rozumiem o co chodzi z maszyną CAGI 11 EA jako „pierwszym na świecie połączonym śmigłowcem”, str. 5. Kąt pomiędzy osiami belki ogonowej i końcowej na str. 50 wynosi 13°, by stronę dalej wzrosnąć do 45°. Hamulec był przeznaczony do unieruchomienia, nie uruchomiania wirnika nośnego, str. 53. „Prądnicę zabudowano na tylnej pokrywie silnika i chłodzona powietrzem doprowadzanym …”, str. 56.
Straciłem już nadzieję na bezbłędny tomik serii.
Wracając do tekstu, nie bardzo rozumiem o co chodzi z maszyną CAGI 11 EA jako „pierwszym na świecie połączonym śmigłowcem”, str. 5. Kąt pomiędzy osiami belki ogonowej i końcowej na str. 50 wynosi 13°, by stronę dalej wzrosnąć do 45°. Hamulec był przeznaczony do unieruchomiania, nie uruchomiania wirnika nośnego, str. 53. „Prądnicę zabudowano na tylnej pokrywie silnika i chłodzona powietrzem doprowadzanym …”, str. 56.
W pięćdziesiątym szóstym tomiku serii znajdziemy rozdziały: Geneza - nieco o pierwszych śmigłowcach w ZSRR, w tym ciekawych konstrukcjach Jakowlewa oraz drodze Mila do seryjnej produkcji Mi-4. Produkcja seryjna i zastosowanie - kilka stron o rozwoju konstrukcji i jej wersjach, przede wszystkim uzbrojonych. W Polsce – obszerny opis historii służby Kasiek w naszym kraju. Jak zwykle u Gruszczyńskiego i Fiszera w powiązaniu z użytkującymi je jednostkami i elementami ich historii. Opis techniczny – to co w tytule z rysunkami i danymi technicznymi. Do tego sześć stron wkładki Mi-6 w Polsce. Krótka służba jedynie trzech maszyn nie uzasadnia poświęcenia temu latującemu olbrzymowi oddzielnego tomiku. Jednak bez jego opisu cała seria byłaby niepełna. Autorzy pomylili jednak barwy śmigłowców. Pas na linii okien był niebieski, a nie pomarańczowy. W kolorze pomarańczowym była dolna część kadłuba pod niebieskim pasem, str. 45. Podobnie obszerny jest drugi materiał – Geneza WLW w Polsce – czyli o wojskach lądowych jako podstawowym użytkowniku śmigłowców w Polsce.
Straciłem już nadzieję na bezbłędny tomik serii.

Fiszer M., Gruszczyński J.
100 lat polskich skrzydeł
Tomik 56, Mi-4
Edipresse Polska S.A.
64 strony, w miękkiej oprawie.
Liczne zdjęcia.

 
Powiązane wpisy:

Mil i jego śmigłowce

100 lps t.1 F-16
100 lps t.2 PZL-23
100 lps t.3 Mi-24
100 lps t.4 PZL-7
100 lps t.5 MiG-29
100 lps t.6 PZL-37
100 lps t.7 PZL-11
100 lps t.8 MiG-21
100 lps t.10 Mi-8
100 lps t.12 CASA C-295M
100 lps t.13 Su-22
100 lps t.15 PZL-130
100 lps t.17 C-130
100 lps t.18 MiG-15 
100 lps t.20 Su-7
100 lps t.21 Mi-14
100 lps t.24 Leonardo M-346 Bielik
100 lps t.26 Jak-23
100 lps t.29 TS-11 Iskra
100 lps t. 30 MiG-17
100 lps t. 32 Ił-28
100 lps t. 33 MiG-19
100 lps t. 37 I-22 Iryda - polska(bez)nadzieja
100 lps t. 40 SM-1 - prekursor
100 lps t. 41 MiG-23 - niedoceniony
100 lps t. 43 Mi-2 - Czajnik do wszystkiego
100 lps t. 45 TS-8 Bies - najbardziej polski 
100 lps t. 48 An-2 - ulubiony pterodaktyl
100 lps t. 49 PZL W-3 Sokół - śmigłowiec do wszystkiego
100 lps t. 50 An-26 - dobry samolot
100 lps t. 51 Black Hawk - śmigłowiec symbol
100 lps t. 52 Su-20 – typ przejściowy
100 lps t. 54 Ił-14 – lepsza kiła niż skok z Iła
100 lps t. 55 SH-2G Seasprite – polskie lotnictwo pokładowe w całej okazałości
100 lps t. 57 An-28/M28 - gorzki sukces
100 lps t. 59 i 62 Jak-11 i Jak-18 - samoloty szkolno-treningowe Jakowlewa
100 lps t. 63 SW-4 - marketingowa porażka do kwadratu
100 lps t. 66 Jak-12 - samolot prawdziwie wielozadaniowy

100 pls t. 69. SBLim-2Art - ostatni Mohikanin

 

niedziela, 18 kwietnia 2021

Lotnictwo AI 3/2021

Ostatnio w Lotnictwie A. I. pojawiają się coraz obszerniejsze artykuły, przez co TOP 5 obejmuje znaczną część magazynu.
Tym razem w TOP 5 znalazły się:
1. Polskie samoloty rozpoznawcze 1945-2020. W drugiej części artykułu autorzy prezentują kolejne maszyny, które jako pomocnicze lub co najwyżej drugoplanowe, mogły wykonywać zadania rozpoznawcze, głównie za pomocą nieśmiertelnych lotniczych aparatów fotograficznych AFA-39. Omówiono wyposażone w te aparaty wersje polskiego samolotu TS-11 Iskra, w tym wersji bojowo- rozpoznawczej 200BR. Nie pominięto też maszyn ze stanu 7 Pułku Lotnictwa Specjalnego Marynarki Wojennej wyposażonych w radar RDS-81. Po za wyposażeniem rozpoznawczym, jego zabudową i badaniami w locie opisano też historię służby tego typu maszyn. Opisano na tyle, na ile jest to niezbędne dla pełnego zrozumienia tekstu przez osoby mniej zapoznane z tematem. Podobnie rozsądnie skonstruowano rozdział o Su-7. Co ciekawe, stosunkowo dużo tych maszyn wyposażonych w aparaty fotograficzne, a  posiadała je mniejszość, zostało utraconych w wyniku wypadków i katastrof. Na koniec podobny opis Su-20, uzupełniony oczywiście o zasobnik KKR-1. Te dostarczone do Powidza w roku 1977 zasobniki kompleksowego rozpoznania przeniesiono z czasem pod kadłuby wybranych Su-22, gdzie służą do dziś, będąc takim samym archaizmem jak przenoszące je maszyny.
2. Siły powietrzne w systemie obrony Egiptu. Siły powietrzne tego północnoafrykańskiego państwa leżącego w jednym z najbardziej gorących militarnie regionów świata stanowią poważną siłę nie tylko w skali regionalnej, ale i globalnej. Są wyjątkiem na skalę światową w zakresie mozaiki używanych samolotów i śmigłowców. Co więcej stała modernizacja sprawiła, że w ostatnich latach wycofano wiele starszych typów samolotów i śmigłowców zastępując je maszynami najnowszej generacji. Władze Egiptu starają się umiejętnie balansować pomiędzy największymi dostawcami sprzętu lotniczego na świecie, dbając w ten sposób o utrzymanie politycznej i militarnej niezależności lub raczej swobody działania . Mamy więc z jednej strony samoloty bojowe z USA: F-16, Francji: Rafale i Mirage 2000 oraz Rosji: MiG-29 i Su-35. Nie mniej ciekawie jest w przypadku maszyno o innym przeznaczeniu oraz śmigłowców (m.in. AH-64 i Ka-52) Ten potężny i niezwykły konglomerat został opisany na dwunastu bogato ilustrowanych stronach. Mimo dużej objętości i sprawnego warsztatu Autorów czuję pewny niedosyt zarówno tekstu, jak i zdjęć. Dwie drobne uwagi: bezzałogowce opisane zostały w rozdziale dotyczącym lotnictwa śmigłowcowego, zamiast w oddzielnym, str. 37; w jednym miejscu redaktor zaspał „Do tego celu służą lekkie przede wszystkim samoloty transportowe C.295M”, str. 35.
3. Polskie porty lotnicze w 2020 r. Obraz katastrofy w całej okazałości. Szeroko pojęta branża lotnicza najmocniej chyba ze wszystkich odczuła skutki pandemii COVID19 i związanych z nią ograniczeń w przemieszczaniu się ludności. Szybkość i zasięg podróży lotniczych sprzyjają rozsiewaniu wirusa oraz jego kolejnych mutacji na cały świat, co uzasadnia w mniejszym lub większym stopniu wprowadzone ograniczenia. Z drugiej strony specyfika ruchu lotniczego sprzyja ścisłej kontroli pasażerów i załóg pod kątem potencjalnego zagrożenia oraz procedur bezpieczeństwa, w tym kwarantanny, co daje szansę na w miarę szybki powrót do względnie swobodnego podróżowania na pokładzie samolotów. Jak będzie w 2021 roku, to na dziś bardziej pytanie do wróżki niż osób zarządzających lotniczymi przewozami pasażerskimi. Póki co Jerzy Liwiński, jak co roku dostarcza nam sporej ilości danych statystycznych, jakże smutnych tym razem.
4. Iljuszyn Ił-76. Pół wieku historii i co dalej. Podstawowy samolot transportowy sił powietrznych Rosji ma już swoje lata. Obecna sytuacja w tym wielkim kraju, jego przemyśle lotniczym i armii pozwala stwierdzić, że samolot ten czeka zapewne kolejne pół wieku eksploatacji. Potwierdzeniem tego jest prowadzony program modernizacji maszyn już zbudowanych oraz rozpędzająca się produkcja nowych, poważnie przekonstruowanych, nowocześnie wyposażonych samolotów Ił-76MD-90A. O genezie samolotu, jego wprowadzeniu do produkcji i służb oraz programach modernizacyjnych w sposób ciekawy pisze Piotr Butowski. Na stronie 47 brak jest podpisu środkowego zdjęcia, natomiast podpis dolnego jest oznaczony strzałką skierowaną w odwrotnym kierunku.
100 lat Ile.
5. Paperless Cockpit. Mamy to – bezpieczeństwo i dane pod kontrolą. Z materiału Joanny Wieczorek – wywiadu z osobami zaangażowanymi w omawiany proces dowiemy się wiele o kulisach wprowadzania, zaletach i korzyściach oraz wyzwaniach związanych z prowadzeniem u naszego narodowego przewoźnika. Warto przeczytać.
W magazynie jest też, ostatnia na szczęście, część artykułu P. Henskiego Lockheed F-117 A. Pierwszy operacyjny samolot stealth na świecie. Co prawda nie ma takiej kompromitacji jak w pierwszej części, jednak artykuł poziomem odbiega znacząco od reszty, psując pozytywny odbiór marcowego numeru magazynu.

Powiązane wpisy:
 


 

piątek, 9 kwietnia 2021

SH-2G Seasprite – polskie lotnictwo pokładowe w całej okazałości

Podarowane przez USA jako wyposażenie dwóch fregat typu Oliver Hazard Perry śmigłowce Kaman SH-2G przejdą do historii polskiej marynarki wojennej oraz lotnictwa jako maszyny wyjątkowe, gdyż one to pierwsze i zapewne jedyne, są statkami powietrznymi na stałe operującymi z jednostek pływających. Były też pierwszymi statkami powietrznymi produkcji zachodniej, jakie wprowadzono do służby wojskowej w III RP. Sam śmigłowiec ma bardzo ciekawą historię. Opracowany w małej wytwórni Kaman pod koniec lat pięćdziesiątych kompaktowy śmigłowiec morski z napędem turbinowym na wiele lat zadomowił się na mniejszych jednostkach pływających US Navy, pełniąc wiele odpowiedzialnych funkcji, od zadań ratowniczych poprzez wykrywanie i zwalczanie okrętów podwodnych po klasyczne zadania transportowe. Śmigłowiec przeszedł długą drogę rozwojową, obejmującą głównie zmiany napędu oraz wyposażenia pokładowego. Co ciekawe zbudowano je w liczbie nieco ponad dwustu. Ciągłe modyfikacje i przebudowa do coraz nowocześniejszych wersji sprawiają jednak, że obserwując służbę Seaspriteów w US Navy odnosi się wrażenie znacznie liczniejszej produkcji. Co ciekawe w USA śmigłowce SH-2 wycofano już ze służby, natomiast ich zmodernizowane, czasami głęboko, wersje pozostają w służbie kilku państw. Żaden z nich nie został oryginalnie wyprodukowany na eksport, a jedynie zmodernizowano maszyny wycofane z marynarki USA. W Polsce śmigłowce Kamana służą już niemal dwie dekady, dobrze i niezawodnie wypełniając stawiane im zadania. Maszyny rodzimymi siłami dostosowane zostały do przenoszenia torped MU-90 Impact oraz pokładowego karabinu maszynowego, co znacząco rozszerzyło spektrum wykonywanych przez nie zadań i zdolności operacyjnych.
Popełniony przez Miłosza Rusieckiego pięćdziesiąty piąty zeszyt serii 100 lat polskich skrzydeł klasycznie już składa się z kilku części. Charles H. Kaman i jego śmigłowce – fascynująca historia oryginalnego, niezwykle aktywnego człowieka, którego jedną z licznych pasji były śmigłowce. Autor przedstawił także kolejne konstrukcje powstałe w wytwórni noszącej jego nazwisko. Kaman K20 (H-2) - rozwój konstrukcji – tu zaprezentowano długą, pełną zwrotów akcji historię konstrukcji od prostego, jednosilnikowego śmigłowca ratowniczego do zaawansowanej, dwusilnikowej maszyny zdolnej do samodzielnego wykrywania i niszczenia okrętów podwodnych, z zaawansowaną awioniką i kokpitem w standardzie glass cockpit. Wspomniano też o maszynach eksperymentalnych oraz rozwojowych, w tym śmigłowcu szturmowym Tomahawk, konkurencie AH-1 Cobra. Kolejna część omawia historię pozyskania i służby śmigłowców SH-2G w naszej Marynarce Wojennej. Służby jak na cztery maszyny bardzo intensywnej, niosącej nowe, niespotykane dotąd w naszym kraju zadania i wyzwania. Na zakończenie zamieszczono opis techniczny maszyny oraz tabelę z podstawowymi danymi. Uzupełnieniem są dwa dodatki: Śmigłowce na pokładach okrętów oraz Śmigłowce przeciw okrętom podwodnym. Tytuły mówią wszystko.
I choć znalazłem błąd na str. 59, gdzie podano moc „2 x 1285 kW (KM)” i niefortunne stwierdzenie „… równoległych osiach rozchylonych na zewnątrz o kilka stopni”, str. 7, to przyznam, że jest to jeden ze staranniej opracowanych tomików serii.
 

Rusiecki M.
100 lat polskich skrzydeł
Tomik 55, Kaman SH-2G
Edipresse Polska S.A.
64 strony, w miękkiej oprawie.
Liczne zdjęcia.
 
Powiązane wpisy:

100 lps t.1 F-16
100 lps t.2 PZL-23
100 lps t.3 Mi-24
100 lps t.4 PZL-7
100 lps t.5 MiG-29
100 lps t.6 PZL-37
100 lps t.7 PZL-11
100 lps t.8 MiG-21
100 lps t.10 Mi-8
100 lps t.12 CASA C-295M
100 lps t.13 Su-22
100 lps t.15 PZL-130
100 lps t.17 C-130
100 lps t.18 MiG-15 
100 lps t.20 Su-7
100 lps t.21 Mi-14
100 lps t.24 Leonardo M-346 Bielik
100 lps t.26 Jak-23
100 lps t.29 TS-11 Iskra
100 lps t. 30 MiG-17
100 lps t. 32 Ił-28
100 lps t. 33 MiG-19
100 lps t. 37 I-22 Iryda - polska(bez)nadzieja
100 lps t. 40 SM-1 - prekursor
100 lps t. 41 MiG-23 - niedoceniony
100 lps t. 43 Mi-2 - Czajnik do wszystkiego
100 lps t. 45 TS-8 Bies - najbardziej polski 
100 lps t. 48 An-2 - ulubiony pterodaktyl
100 lps t. 49 PZL W-3 Sokół - śmigłowiec do wszystkiego
100 lps t. 50 An-26 - dobry samolot
100 lps t. 51 Black Hawk - śmigłowiec symbol
100 lps t. 52 Su-20 – typ przejściowy
100 lps t. 54 Ił-14 – lepsza kiła niż skok z Iła
100 lps t. 55 SH-2G Seasprite – polskie lotnictwo pokładowe w całej okazałości
100 lps t. 57 An-28/M28 - gorzki sukces
100 lps t. 59 i 62 Jak-11 i Jak-18 - samoloty szkolno-treningowe Jakowlewa
100 lps t. 63 SW-4 - marketingowa porażka do kwadratu
100 lps t. 66 Jak-12 - samolot prawdziwie wielozadaniowy

100 pls t. 69. SBLim-2Art - ostatni Mohikanin

sobota, 3 kwietnia 2021

Ił-14 – lepsza kiła niż skok z Iła

Takim powiedzonkiem, stawiającym w niezbyt korzystnym świetle samolot Ił-14, uraczył mnie kiedyś mój instruktor spadochronowy. Na obraz ten wpłynął nie tylko trudny i niebezpieczny sposób opuszczania maszyny przez skoczków, ale też niezwykły wypadek z marca 1962 roku, kiedy doszło do zderzenia skoczka z lecącym niżej samolotem, w którym spadochroniarz poniósł śmierć, a lądujący awaryjnie samolot spisano ze stanu. Na szczęście nie było więcej ofiar.
Generalnie samolot Ił-14 należy uznać za konstrukcję udaną, niezawodną, bezpieczną i ekonomiczną. Samolot powstał jako udoskonalona wersja wcześniejszego Iła-12, zaprojektowana z uwzględnieniem wniosków z produkcji i eksploatacji poprzednika. Wspomniane Iły stanowiły pośrednie ogniwo pomiędzy przedwojennym C-47 (DC-3)/Li-2, a turbośmigłowymi An-24. W konstrukcji zastosowano niezawodne silniki gwiazdowe oraz podwozie z kołem przednim. Solidna konstrukcja, łatwość obsługi i zadowalające osiągi sprawiły, że Iły-12/14 zdominowały wewnętrzne trasy w Związku Radzieckim, a w krajach satelickich umożliwiły rozwój komunikacji zarówno krajowej, jak i wewnątrzeuropejskiej. Mniej zadowolone z maszyny było wojsko. O ile bowiem przewóz żołnierzy/spadochroniarzy nie nastręczał większych problemów, to skomplikowany za/wyładunek sprzętu i towarów poważnie ograniczał wykorzystanie samolotu w roli wojskowego transportowca. W Polsce nowe samoloty podniosły na wyższy poziom obsługę tras PLL LOT oraz zdolności transportowe lotnictw wojskowego. Co ciekawe, najnowsze samoloty kierowane były do przewozu najważniejszych osób w państwie. Gdy pojawiały się nowe maszyn, zastępowały one poprzedników, którzy kierowani byli do innych zadań lub przekazywanie do LOTu. Samoloty Ił-14 zapisały piękną, czterdziestoletnią kartę w historii lotnictwa wojskowego.
Kolejny tomik Samolotów wojska polskiego klasycznie już składa się z kilku części: Geneza – 14 stron o powstaniu samolotu Ił-12 i jego ewolucji do Iła-14. Rozwój konstrukcji – 12 stron o doskonaleniu maszyny, wersjach rozwojowych, użytkownikach oraz produkcji licencyjnej w CSRS i NRD. Ił-14 w Polsce – 18 stron opisu bogatej historii służby w różnych rolach, od samolotów VIP, poprzez klasyczne transportowce, po samolot zwiadu elektronicznego i holownik celów powietrznych. Do tego osiem stron opisu technicznego oraz dodatek Ił-18 w lotnictwie polskim – udane nawiązanie do tematu tomiku, opisujące mało znaną historię służby większych turbośmigłowców Iliuszyna w polskiej armii. Drugi dodatek traktuje o powstaniu, badaniach i smutnym końcu polskiego czterosilnikowca MD-12.
Są też niedociągnięcia. Autorzy pozostali w kręgu terminów rosyjskojęzycznych nazywając kabinę pasażerską salonem, a fotele krzesłami, str. 6, 23. Na str. 27 jest już kabina pasażerska. „…takie zmiany takie jak około dwukrotne …”, str. 22. „… co pociągnęło za sobą zmianę i kształt anten na kadłubie”, str. 39. „W spodzie kadłuba – w pokryciu i w pokładzie kabiny- wycięto …”, str. 40. „… odbiorników prądu znajdujących się na samolocie”, str. 58.
Jak zwykle, mogliby się bardziej postarać.
 

Gruszczyński J., Fiszer M.
100 lat polskich skrzydeł
Tomik 54, Ił-14
Edipresse Polska S.A.
64 strony, w miękkiej oprawie.
Liczne zdjęcia.

 
 Powiązane wpisy:

100 lps t.1 F-16
100 lps t.2 PZL-23
100 lps t.3 Mi-24
100 lps t.4 PZL-7
100 lps t.5 MiG-29
100 lps t.6 PZL-37
100 lps t.7 PZL-11
100 lps t.8 MiG-21
100 lps t.10 Mi-8
100 lps t.12 CASA C-295M
100 lps t.13 Su-22
100 lps t.15 PZL-130
100 lps t.17 C-130
100 lps t.18 MiG-15 
100 lps t.20 Su-7
100 lps t.21 Mi-14
100 lps t.24 Leonardo M-346 Bielik
100 lps t.26 Jak-23
100 lps t.29 TS-11 Iskra
100 lps t. 30 MiG-17
100 lps t. 32 Ił-28
100 lps t. 33 MiG-19
100 lps t. 37 I-22 Iryda - polska(bez)nadzieja
100 lps t. 40 SM-1 - prekursor
100 lps t. 41 MiG-23 - niedoceniony
100 lps t. 43 Mi-2 - Czajnik do wszystkiego
100 lps t. 45 TS-8 Bies - najbardziej polski 
100 lps t. 48 An-2 - ulubiony pterodaktyl
100 lps t. 49 PZL W-3 Sokół - śmigłowiec do wszystkiego
100 lps t. 50 An-26 - dobry samolot
100 lps t. 51 Black Hawk - śmigłowiec symbol
100 lps t. 52 Su-20 – typ przejściowy
100 lps t. 55 SH-2G Seasprite – polskie lotnictwo pokładowe w całej okazałości
100 lps t. 57 An-28/M28 - gorzki sukces
100 lps t. 59 i 62 Jak-11 i Jak-18 - samoloty szkolno-treningowe Jakowlewa
100 lps t. 63 SW-4 - marketingowa porażka do kwadratu
100 lps t. 66 Jak-12 - samolot prawdziwie wielozadaniowy

100 pls t. 69. SBLim-2Art - ostatni Mohikanin