sobota, 1 maja 2021

Za dużo Bery w Modrzewskim?

Z niecierpliwością i wielkim zainteresowaniem czekałem na tę książkę. Byłem niemal pewny, że pierwsza autobiografia polskiego pilota F-16 będzie nie tylko ważnym wydarzeniem w kręgu lotników i ich sympatyków, ale także ciekawą, może nawet fascynującą lekturą.
Jak zwykle kontakt z książką zacząłem od jej przejrzenia, zwłaszcza pod kątem spisu treści i zawartości obrazków. I tu doznałem pewnej rozterki. Książka ozdobiona jest licznymi zdjęciami, w tym ponad pięćdziesięcioma pięknymi, dużymi na dwie strony każda. Zajmują one w sumie powyżej 1/3 książki, przez co zacząłem się zastanawiać czy kupiłem książkę ze wspomnieniami Marcina Modrzewskiego czy album fotografii lotniczej. Prze chwilę poczułem się jak na promocji, jednej z tych nie do końca fair. W książce znajduje się 25 zdjęć autorstwa Bartosza Bery, które zajmują powyżej 18% jej objętości. Jak zwykle u tego fotografa są naprawdę z najwyższej półki. Bez wątpienia stanowiłyby ozdobę niejednego albumu o tematyce lotniczej. Jednakże w tej książce związek niektórych z nich z treścią jest, powiedziałbym bardzo luźny, a w przypadku niektórych wręcz „wymuszony”. Mam tu na myśli zwłaszcza po dwa zdjęcia E-3A, A-10 i Eurofightera Ghost Tiger. Jak dla mnie większą wartość w książce mają zdjęcia bezpośrednio dotyczące Autora, stanowiące cenne uzupełnienie narracji książki. I takich jest dużo, zwykle słabszych warsztatowo, jednakże bezpośrednio związanych z tym o czym czytam, o czym opowiada Modrzewski. Wraz z powyższymi przemyśleniami pojawiła się obawa, czy tekst Marcina udźwignie ciężar barwnej oprawy.
Literatura wspomnieniowa pilotów, w tym dowódców różnego szczebla, jest dosyć bogata. Są to zwykle autobiografie pisane u schyłku lub po zakończeniu lotniczej kariery, będące swego rodzaju jej podsumowaniem. Wydarzenia i osoby, zwłaszcza te z lat młodości, opisywane są z punktu widzenia seniora, jego doświadczenia życiowego, często przysłonięte mgiełką niepamięci. Jest to zwykle cenna, bardzo ciekawa lektura, z lekka trącąca myszką. U Modrzewskiego jest inaczej. Jego wspomnienia są świeże, spisane bardziej z punktu widzenia fotela ACES II, niż z wygodnego fotela seniora siedzącego przy kominku. Autor skupia się na faktach, wydarzeniach i osobach nie zagłębiając się w ich ocenę, zwłaszcza zabarwioną nutką mentorstwa i filozofii. Tekst czyta się dobre, z zainteresowaniem, bez szans na nudę. I choć czasami chciałoby się poczytać więcej o konkretnych misjach, wydarzeniach ludziach, niedostatek ten nie daje się zbytnio we znaki. Tym bardziej, że krótka perspektywa czasowa, ze zrozumiałych względów, nie pozwoliła Autorowi pisać o wielu sprawach. Język jest poprawny, prosty, bez sztucznego, literackiego zacięcia, typowy dla oficjalnego języka oficera-pilota. Także przekazane informacje są na wysokim poziomie rzetelności. No może po za B-24 biorącymi udział w rajdzie na Tokio 18 kwietnia 1942 roku. W rzeczywistości były to B-25. Ten drobiazg nie przesłania w żaden sposób faktu, że Marcin Modrzewski jest nie tylko pilotem, ale też pasjonatem lotnictwa, w szczególności jego historii. Z kart książki możemy wyczytać wiele ciekawych informacji, nie tylko dotyczących współczesnego lotnictwa, lecz także jego historii i ludzi ją tworzących, w szczególności tych, których Autor spotkał osobiście. W kilku miejscach przewija się też kwestia kolosalnych różnić kulturowych, systemowych i mentalnych pomiędzy polskim lotnictwem i jego ludźmi, a tym zachodnim, zwłaszcza amerykańskim. Na problem ten bardzo często zwracali uwagę, w licznych rozmowach, pozostali nasi piloci F-16, zwłaszcza ci z większym stażem i nalotem na maszynach poprzedniej generacji, z poprzedniego systemu polityczno-militarnego. Świetnym przykładem jest opisany w książce problem przydziału rękawic dla pilotów. Ze stron Pilota F-16 wyłania się obraz Marcina Modrzewskiego jako pilota spełnionego w kabinie F-16. Jako jeden z nielicznych znalazł się w pierwszej od czasu II wojny światowej grupie polskich pilotów samolotów bojowych biorących udział w realnych działaniach bojowych. Od świetnego opisu misji rozpoznawczej nad Irakiem rozpoczyna zresztą swoją opowieść o romansie z samolotem F-16.
Książka obejmuje część lotniczego życiorysu związaną z samolotem F-16: szkoleniem, treningiem, misjami zagranicznymi, w tym bojowymi. Nie ma natomiast prawie nic o tym, co przez te lata działo się w kraju, w Łasku, na Krzesinach, … . W tym kontekście hasło z okładki „Historia dowódcy 10 Eskadry Lotnictwa Taktycznego w Łasku” nie jest do końca zgodne ze stanem faktycznym. Osobiście traktuję je bardziej jako bardziej element wątpliwego etycznie marketingu, niż zapowiedź zawartości książki. Do tego zapis nazwy jednostki bez kropki po liczbie10 w zestawieniu z starannie przygotowaną resztą książki budzi pewien niesmak. 
Od strony redakcyjnej i technicznej książka opracowane jest bardzo starannie. Ładna, miła w dotyku półsztywna okładka, porządny papier, przejrzysty układ, czytelny druk i wysokiej jakości zdjęcia. Czego chcieć więcej.
Odpowiedź na postawione w tytule pytanie pozostawiam Państwu.
Nie będzie to trudne, gdyż książkę Pilot F-16 Marcina Modrzewskiego uważam za lekturę obowiązkową każdego sympatyka lotnictwa.

Modrzewski M.
Pilot F-16
Historia Dońcy 10 Eskadry Lotnictwa Taktycznego w Łasku
War Book
2021
272 strony w utwardzonej oprawie.
Liczne, kolorowe zdjęcia.
 

1 komentarz: