poniedziałek, 25 sierpnia 2025

Zapach nieba czyli dyrdymały pana generała 2.0+

Na nabycie nowej książki J. Gotowały Zapach nieba zdecydowałem się mimo świeżego jeszcze wspomnienia porażki, jaką w mojej opinii była jego poprzednia książka Niebo nad głową. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że pierwsza część tego opasłego tomu jest dokładnym przedrukiem Nieba nad głową. Pomimo umiarkowanej ceny całości uważam, że tego rodzaju sprzedaż wiązana nie jest w porządku względem czytelnika. W końcu jeśli spodobało by mu się i/lub zainteresowało go nowe dzieło pana generała, to bez trudu można by sięgnąć do poprzedniego. Poza tym ani to ekonomiczne, ani ekologiczne. No i jeszcze bardziej przyziemna kwestia, tak grube tomisko, 760 stron, jest bardzo niewygodne w czytaniu. A mogły być dwa fajne tomy.
Ze zrozumianych względów pierwszą część opuściłem, choć w kilku miejscach sprawdziłem czy tekst dokładnie pokrywa się z pierwowzorem.
Na okres opisany w drugiej części książki przypada czas transformacji ustrojowej oraz budowy nowych struktur: państwa, armii, lotnictwa wojskowego. Autor, jako dowódca najwyższego szczebla w lotnictwie był aktywnym uczestnikiem tamtych, coraz bardziej odległych wydarzeń. Jego wspomnienia są więc źródłem informacji z pierwszej ręki. O ile w pierwszej części poświęcono więcej uwagi relacjom z kolegami pilotami, tak tu z oczywistych względów dominują relacje z przełożonymi ze sztabu generalnego i MONu, współpracownikami ze sztabów oraz z politykami. Ten ostatni wątek wydaje się być najciekawszym świadectwem tamtych dni. A że w tym okresie działo się wiele, jest o czym czytać. Kulisy organizacji Air Show w Poznaniu w roku 1991, działania związane z wprowadzeniem do służby Orlika i Irydy, czy organizacja dużych ćwiczeń połączonych często z „pokazówkami” dla polityków to tylko kilka z poruszanych tematów. Szczególnie zainteresował mnie dosyć obszerny opis ćwiczeń z roku 1992, w których „walczyli” ze sobą generałowie Macioła (dowódca 4. Korpusu Lotniczego) oraz Kazimierz Dziok (Dowódca 3. Korpusu Obrony Powietrznej). Pierwszy miał zneutralizować obronę przeciwlotniczą Poznania, drugi do tego nie dopuścić. Dość dokładny opis ćwiczenia pozwala zrozumieć, jak działały polskie lotnictwo i obrona powietrzna na przełomie systemów politycznych. Nie mniej miejsca poświęcono budowaniu pierwszych relacji z siłami powietrznymi państw zachodnich, także w obszarze tym mniej formalnym. Tu kilkakrotnie pojawia się kwestia zakupu nowego samolotu bojowego i opis „lobbingu” Autora na rzecz zakupu F-16.
Nie mniej ciekawym jest wspomnienie pierwszej, realizowanej w typowo polskim scenariuszu „na wariata”  akcji „serce” oraz kulisów tworzenia systemu transportu narządów do przeszczepu przez wojskowe statki powietrzne.
Awans zawodowy generała Gotowały miał też druga stronę. Praca sztabowa oznaczała coraz mniej latania, a jeśli już to miało ono bardziej ekspercki niż myśliwski charakter. Stąd też we wspomnieniach generała wiele miejsca zajmują loty zapoznawcze na różnych typach samolotów, od naszego Orlika, poprzez Mirage 2000Tornado, Vigena oraz F-15 i F-16, aż po Harriera. Opis lotu tym ostatnim, zwłaszcza w trakcie zawisu i pionowego lądowania pokazuje jak przyprawił on typowego myśliwca o nowe przeżycia, w tym silniejszy łomot serca i spoconą (czy tylko?) bieliznę.
Książkę kończy rozdział „Good Morning Alaska”, w którym opisany został udział polskich pilotów i ich F-16 w ćwiczeniach Red Flag na Alasce. To już czasy niemal współczesne, choć już czternaście lat minęło. Znane osoby, także osobiście, znane okoliczności i przebieg misji. Przy oratorskim zacięciu Gotowały, które tu ponownie objawiło się w całej krasie, opis nabiera bardziej barwnego, wręcz poetyckiego charakteru. Osobiście nie przekonuje mnie takie dające wiele do myślenia zakończenie wspomnień. Trochę zabrakło mi podsumowania tak wspaniałej lotniczej kariery, takiej osobistej refleksji ją podsumowującej. 
Drugą część wspomnień Jerzego Gotowały czytało mi się lepiej niż pierwszą. Tekst tu był mniej ubarwiony literackimi popisami Autora, co sprawiło, że te tam zawarte nie były tak nachalne i męczące. Także błędów było znacznie mniej. Nie jestem pewien, czy wyższa ocena drugiej części wynika z „uodpornienia się” na taką formę przekazu podczas lektury części pierwszej, czy rzeczywistej zmiany. Kto przeczyta całość Zapachu nieba wyrobi sobie własną opinię. Po książkę sięgnąć warto, a może nawet trzeba.

Zapach nieba
Jerzy Gotowaa

Bellona
2025
760 strony w miękkiej oprawie
W tekście zamieszczono czarno-białe zdjęcia
 
 
Powiązane wpisy:

poniedziałek, 18 sierpnia 2025

Lotnictwo AI 7/2025. Powolny zmierzch latających dysków

Wyniesienie potężnego radaru w powietrze przy pomocy samolotu nie jest niczym nowym. Kultowym przedstawicielem tego rodzaju rozwiązania jest Boeing E-3 Sentry, od niemal pół wieku będący symbolem samolotów AWACS (Airborne Warning And Control System). I choć maszyna ta nie była pierwszą tego typu, to ona właśnie zdominowała kontrolę przestrzeni powietrznej USA, państw NATO oraz Arabii Saudyjskiej, będąc przez wiele lat jednym z symboli zimnej wojny. Nie jest to zabawka tania zarówno w nabyciu, jak i utrzymaniu, dlatego mogli sobie na nią pozwolić tylko najwięksi i najbogatsi. Pomimo licznych programów modernizacyjnych samolot się bardzo postarzał zarówno technicznie, jak i moralnie. Utrzymanie w sprawności technicznej leciwych płatowców staje się coraz bardziej kłopotliwe i kosztowne, przez co dni ich służby wydają się policzone. Od chwili powstania E-3 na świecie pojawiło się kilka wzorowanych na nim rozwiązań, w Rosji, Chinach i Indiach. Rozwój elektroniki i techniki radarowej sprawił, że w tym czasie stało się możliwe montowanie mniejszych i lżejszych systemów z nieruchomymi antenami na mniejszych samolotach turbośmigłowych (Saab 340) czy odrzutowych (Embraer 145, Bombardier Global), na które pozwolić sobie mogło więcej państw. Zastosowanie większego płatowca Boeinga 737 i nowoczesnego systemu anten ze skanowaniem fazowym doprowadziło do powstania samolotu E-7A o możliwościach zbliżonych do E-3, choć zdefiniowanych w sposób nieco inny, dostosowany do współczesnych potrzeb. Po zamówieniu pojedynczych maszyn przez kilka lokalnych potęg militarnych (Australia, Korea Południowa, Turcja, Wielka Brytania) logicznym wydawało się zastąpienie starzejących się E-3 przez E-7. Tym tropem podążyło NATO oraz Wielka Brytania. Tym czasem w Stanach Zjednoczonych program takiej wymiany pokoleń napotkał wiele problemów, które w końcu doprowadziły do zaniechania tego rozwiązania. Wymagania stawiane nowej maszynie przez USAF przekreśliły szanse na pozyskanie produktu z półki, szybko i po rozsądnych kosztach, bez ponoszenia większego ryzyka technicznego. Nie jest to w ostatnich latach pierwszy raz, kiedy to wygórowane wymagania wojskowych prowadzą do drastycznego wzrostu kosztów oraz opóźnień programu (F-35, VC-25B, VH-92A). Z tych lub innych względów program dogorywa. Być może koncepcja latającego radaru w dobie rozwiniętych zdolności rozpoznawczych w wielodomenowym, sieciocentrycznym środowisku walki dla sztabowców USAF już się zdezaktualizowała. Cyfrowo-kosmiczno-dronowa rewolucja zachodzi bardzo szybko. 
W razie czego pozostają jeszcze mniejsze latające radary US Nawy Grumman E-2 Hawkeye, przez dekady głęboko modernizowane i produkowane do dziś, choć oparte o płatowiec pozostający w służbie dłużej niż E-3 Sentry.
Póki co mogliśmy nacieszyć oczy widokiem australijskiego samolotu E-7A Widgetail podczas tegorocznej defilady nad Warszawą.
 
TOP 3
1. Koniec programu E-7A dla USAF. Ośmiostronicowy artykuł o historii, jak się wydaje zmierzającego do końca, programu zastąpienia przez USAF leciwych samolotów E-3 Sentry samolotami E-7A Widgetail.
2. NASA w obliczu drakońskich cięć. Nowa administracja USA z prezydentem Donaldem Trumpem na czele zmienia priorytety amerykańskiego programu kosmicznego, koncentrując się na wyścigu z Chinami o pierwsze po ponad półwieczu lądowanie ludzi na księżycu. Takie podejście, połączone z drastycznymi cięciami budżetowymi wywraca do góry nogami dotychczasowe plany agencji, o czym pisze W. Zwierzchlejski. Artykuł pokazuje także kwestie współpracy i konkurencji NASA z podmiotami prywatnymi, na tle których wyraźnie widać małą efektywność działań agencji.
3. Słowo klucz – inwestor. Samolot PZL-104 Wilga zajmuje ważne miejsce w historii polskiego lotnictwa, głównie przemysłu i sportu. Jako jedyny polski samolot wyprodukowany został w liczbie ponad tysiąca egzemplarzy. Dziś już w szybkim tempie samoloty te znikają z nieba. Jest jednak szansa na odrodzenie jak Feniks – lub raczej Draco, z popiołów. Swego czasu Mike Patey przebudował Wilgę 2000 na samolot krótkiego startu i lądowania z silnikiem turbinowym PT6A-28, przeprojektowanymi skrzydłami. powierzchniami sterowymi i podwoziem. Parametry samolotu okazały się bardzo dobre, a w zakresie długości drogi startu i lądowania wręcz fantastyczne. I choć samolot został rozbity, idea Wilgi Draco nie umarła. Spółka Draco Aircraft planuje profesjonalnie przeprojektować samolot do wersji zbliżonej do Draco i rozpocząć jego seryjną produkcję. O założeniach projektu, jego aktualnym statusie i nadziejach na przyszłość opowiada, 
w długim i ciekawym wywiadzie, Johannes von Thadden, prezes spółki Draco Aircraft.  Pozostaje trzymać kciuki za powodzenie projektu.  
 

Powiązane wpisy: 

Lotnictwo AI 6/2025. Srebrny jubileusz najszlachetniejszych ze szlachetnych

Lotnictwo AI 5/2025. Antek wiecznie żywy5-antek-wiecznie-zywy.html

Lotnictwo AI 4/2025. Samolot „prezydencki”

Lotnictwo AI 3/2025. Samoloty pasażerskie – dynamiczna stagnacja

Lotnictwo AI 2/2025. Magia pierwszego razu

Lotnictwo AI 1/2025. Samba, kawa i Millenium

Lotnictwo AI 12/2024. Tuba propagandowa pełna marketingowego bełkotu
Lotnictwo AI 1/2025. Samba, kawa i Millenium
Lotnictwo AI 11/2024. Polska śmigłowcami stoi
Lotnictwo AI 10/2024. Staruszek Hercules, początki
Lotnictwo AI 9/2024. Polski przemysł lotniczo-kosmiczny – rozkwit czy agonia?
Lotnictwo AI 8/2024. Ciekawie, solidnie, atrakcyjnie?
Lotnictwo AI 7/2024. Niszowiec z kraju klonowego liścia
Lotnictwo AI 6/2024. Szerokokadłubowy Embraer
Lotnictwo AI 5/2024. Rok F-16 w Europie wschodniej
Lotnictwo AI 4/2024. Lotnicze dylematy Wuja Sama
Lotnictwo AI 3/2024. Stare i nowe Herculesy Trójkąta Weimarskiego
Lotnictwo AI 2/2024. Samoloty (roz)bojowe?
Lotnictwo AI 1/2024. Konkurencja i lobbing wśród magazynów lotniczych
Lotnictwo AI 12/2023. Historia coraz bardziej odległa, przyszłość coraz bardziej niepewna
Lotnictwo AI 11/2023. Podniebna artyleria
Lotnictwo AI 9/2023 – żółta kartka za bylejakość
Lotnictwo AI 8/2023 – odmitologizowanie Concordskiego
Lotnictwo AI 7/2023 – różne wymiary polityki odstraszania
Lotnictwo AI 7/2023 – różne wymiary polityki odstraszania
Lotnictwo AI 5,6/2023 – granice kryptoreklamy
Lotnictwo AI 4/2023 – PZL-130 Orlik – po co nam to było?
Lotnictwo AI 3/2023 – bylejakość Boeinga tuczy Airbusa
Lotnictwo AI 1/2023 – modernizacja po amerykańsku
Lotnictwo AI 12/2022 – numer wiele objaśniający
Lotnictwo AI 11/2022 – przekleństwo Jaskółki
Lotnictwo AI 10/2022 – szklane kule Airbusa i Boeinga
Lotnictwo AI 9/2022 – śmigłowce na fali wznoszącej
Lotnictwo AI 8/2022 – śmigłowiec, którego nie ma
Lotnictwo AI 7/2022 – spalone marzenie
Lotnictwo AI 6/2022 – drony po polsku
Lotnictwo AI 5/2022. Zbrojne niebo nad nami
Lotnictwo AI 4/2022. Aligator – historia upadku
Lotnictwo AI 3/2022 – powietrzni zwiadowcy duzi i mali
Lotnictwo AI 2/2022 – numer ostatni przedwojenny 
Lotnictwo 1/2022 -przyszłość nadejdzie szybciej niż nam się wydaje
Lotnictwo 12/2021 - rocznicowe dylematy
Lotnictwo 11/2021 – pierwszy wielki sukces Antonowa
Lotnictwo10/2021 – wiosenna wojenka 1939
Lotnictwo9/2021 – dzień dzisiejszy lotnictwa wojskowego RP
Lotnictwo6/2021 – Łukaszenka nie był pierwszy?
Lotnictwo5/2021 – szpiedzy 50+
Lotnictwo4/2021 – kwietniowa mozaika
Lotnictwo 3/2021 – magazyn gdybających dziennikarzy
Lotnictwo 2/2021 - dwie rosyjskie ikony (lotnictwa)
Lotnictwo 1/2021 - przyzwoity start
Lotnictwo 12/2020 - nowe stare samoloty
Lotnictwo 11/2020- nowe stare
Lotnictwo 10/2020 - numer delta
Lotnictwo 9/2020
Lotnictwo 8/2020 - znowu czarna owca w numerze
Lotnictwo 7/2020
Lotnictwo 6/2020 – pod znakiem latających olbrzymów
Lotnictwo 4-5/2020 - co z tym Lotnictwem? Lotnictwo 3/2020 - dno jest blisko
Lotnictwo 2/2020-- ciekawie, choć nadal z dodatkiem bylejakości
Lotnictwo 12/2019 - sinusoida
Lotnictwo 10-11/2019 - jeden artykuł rozwalił cały numer 
Lotnictwo 6/2019, nie tracę nadziei 
Lotnictwo 1-2 /2019 - równia pochyła?
Lotnictwo 12/2018, jakość czy jakoś? 
Lotnictwo AI 9/2022 – śmigłowce na fali wznoszącej
Lotnictwo AI 2/2023 – ładowniczy ze śmigiełkiem na czubku
Lotnictwo 2/2020-- ciekawie, choć nadal z dodatkiem bylejakości
Lotnictwo 12/2019 - sinusoida
Lotnictwo 10-11/2019 - jeden artykuł rozwalił cały numer 
Lotnictwo 6/2019, nie tracę nadziei 
Lotnictwo 1-2 /2019 - równia pochyła?



czwartek, 14 sierpnia 2025

Dzień Dziecka w niemieckich muzeach, cz. III - wtorek

 
W poniedziałkowy wieczór załapałem się jeszcze na kilka lądowań „ciężarówek” spod znaku DHL. Wieczorny spacer po terminalu i wokół ustawionego nieopodal Iła-18 gwarantował dobry sen. Celne na wtorek: kilkadziesiąt minut przy punkcie spotterskim nieopodal progu pasa i powrót do domu, oczywiście nie bezpośrednio gdyż po drodze mam zamiar „zahaczyć” o muzeum w Rothenburgu. Leniwie zbieram się do drogi, nic nadzwyczajnego w rozpisce dla portu Lipsk-Halle teraz nie ma. Spod płotu dostrzegam jednak w oddali, tam gdzie stał już nieco zdekompletowany ukraiński Rusłan drugi bliźniaczy ogon. Super! Jeśli do tego dodać trzy rosyjskie Rusłany od lat parkujące po drugiej stronie lotniska to już ładny komplecik. 
Podjechać bliżej, z drugiej strony, gdzie zwłaszcza w dzień powszedni trudno o miejsce parkingowe, nie bardzo mi się chce. Jadę do 
Rothenbura. Jeszcze nie teraz, bo kołuje w kierunku mostu nad autostradą Bombardier Global 6000 (C-GOAB). Widok samolotu na moście jest zawsze miły. Jedyne co mi nie pasuje, to dźwięk dobiegający z kierunku kołującego Kanadyjczyka, jakiś taki gwiżdżący zbyt mocny i głośny. Zagadka za chwilę się wyjaśnia, gdy od strony terminalu DHL, zza soczyście zielonej lipy wynurza się kolejny Rusłan (UR-82007). 
Olbrzym powoli pokołował do początku pasa, pokazując się w pięknym słoneczku z lewej strony, następnie od frontu by powoli pokazać swoje prawe oblicze z napisem „Be brave like Mykolaiv”. Kolos ten długo, grzał silniki uzupełniając wrażenia wzrokowe o dźwiękowe o różnym natężeniu i tonacji. Po z górą siedmiu minutach tego coraz rzadziej spotykanego widowiska nastąpił start, który w przypadku tej maszyny zawsze emanuje gracją i poczuciem siły. Spoglądając za oddalającym się wśród warkocza spalin olbrzymem czuję, że to jest świetny początek dnia.
Trasa do Rothenburga, dzięki licznym objazdom prowadzi przez malownicze pola i wsie Saksonii, do położonego obok niedużego miasteczka lotniska i zajmującego jego skraj muzeum. Całość wygląda dość skromnie, pawilon w centrum placu, mini sklepik przy wejściu, za którym przycupnęły trzy kontenery z ekspozycją wyposażenia i modeli samolotów. Na wejściu wita nieco „zmęczony życiem” OV-10 Bronco (99+21) i niekompletny CASA C.27 (31-06) w hiszpańskich barwach. Zawód sprawia widok większości zgromadzonych dalej maszyn, gdyż wiele z nich ma kabiny przykryte pokrowcami. Na osłodę otwarte są kokpity L-29 (313) i MiGa-21 Bis (838) oraz jeszcze jednego ołówka, którego dziób wyeksponowano w baraku. 
Do każdej z otwartych kabin można swobodnie zajrzeć dzięki wygodnym, szerokim  podestom. Cała kolekcja to głównie DDRowskie MiGi: 15UTI, 17 (Lim 5), 19, siedem wersji 21 oraz 23BN. Dopełnieniem wschodniej gałęzi są: Su-22, Albatros i dwa Delfiny. Ścieżka zachodnia to: Canadair Sabre, Fiat G.91, Lockheed Starfighter i wspomniany wcześniej Bronco. Skromny pawilon w centrum skrywa sporą kolekcję silników lotniczych, głównie turbinowych. Część z nich to pomoce szkolne z odsłoniętymi w przekroju głównymi elementami. Można wiele zobaczyć, zrozumieć, nauczyć się. 
Wśród nich szczególnie ciekawy jest dwupak silników GTD-350 z Mi-2 wraz z przekładnią główną WR-2. W dopełnieniu obrazu muzeum należy wspomnieć o kolekcji w baraku, gdzie poza dziobem MiGa-21, zebrano wiele elementów wyposażenia, przekrojów i schematów. Ekspozycja trąci myszką, gdyż są to zapewne pomoce szkoleniowe z okresu późnego DDRu przygotowane ówczesnymi technikami. Wszystko jest przedstawione na tyle prosto i obrazowo, że pomimo opisów w języku Goethego wiele można zrozumieć i nie mało się nauczyć.
Trzy godziny pośród eksponatów, w większości w dość intensywnych promieniach słońca przyniosło mi wiele radości, ale też zmęczyło nieco. Czas wracać.
To były trzy bardzo udane dni.
































poniedziałek, 11 sierpnia 2025

Płonące niebo czyli II wojna światowa w powietrzu dla początkujących

O drugiej wojnie światowej napisano już niemalże wszystko i na każdy sposób. Jest tego tyle, że przeciętny entuzjasta tego okresu nie jest w stanie przyswoić wszystkiego. Integralną częścią tego konfliktu były działania lotnicze, prowadzone na praktycznie wszystkich frontach, którym też poświęcono setki, jeśli nie tysiące opracowań. Połapać się w tym wszystkim nie jest łatwo. Nie mniej problemów może sprawić wybór najbardziej interesującego obszaru, w którym można by się było bardziej zagłębić. Oczywiście można przestudiować kilka książek o ogólnej historii konfliktu czy jego lotniczym aspekcie, od opracowań naukowych, poprzez popularnonaukowe po typową beletrystykę lub nawet książki z gatunku historii alternatywnych. Po lekturze Płonącego nieba Pierre Clostermanna nabrałem przekonania, że to jest właśnie odpowiednia książka dla osób, które o II wojnie światowej w powietrzu wiedzą niewiele, albo zgoła nic. P. Clostermann znany jest przede wszystkim jako francuski as powietrzny tego okresu oraz autor autobiografii Wielki cyrk. Napisane w latach 1946-1950 Płonące niebo jest zbiorem dziewięciu opowiadań, które w zbeletryzowany sposób przedstawiają dziewięć epizodów z czasu wojny. Każdy z nich dotyczy innego okresu wojny i innego frontu, od Francji 1940, poprzez Pearl Harbour, Maltę, norweskie fiordy, schyłek obrony III Rzeszy, po lotników Kamikaze. Jest też rozdział poświęcony polskim lotnikom niosącym pomoc powstańcom warszawskim. W każdym rozdziale znajdziemy obszerne wprowadzenie, umiejscawiające opisane zdarzenia w szerszym kontekście toczącego się konfliktu oraz opis jednej misji bojowej. I choć czytelnik ma pełną świadomość, że opisane wydarzenia w swoich szczegółach, manewrach, słowach, przemyśleniach bohaterów, zwłaszcza że większość z nich ginie w akcji, są wytworem wyobraźni Autora, ich opis brzmi bardzo realistycznie. Czuć, że są one działem człowieka, który „wąchał proch” i sam nie jedno w powietrzu przeżył, niejednych wspomnień uczestników opisywanych zdarzeń wysłuchał, wiele dokumentów przestudiował. Ciekawe są też jego uwagi na tematy bardziej ogólne dotyczące wojny i jej politycznego aspektu. O ile te dotyczące Francji i francuskich żołnierzy, a zwłaszcza pilotów, są dla nas nie w pełni zrozumiałe, to opis okoliczności wybuchu Powstania Warszawskiego i organizacji pomocy lotniczej walczącej Warszawie już tak. Przedstawienie tego zagadnienia jest jednak nieco odmienne, z punktu widzenia francuskiego, odległego od naszych emocji, co dodaje mu smaku i skłania do przemyśleń.
Książka wydana w ramach serii ze śmigiełkiem opracowana jest starannie i wydrukowana bardzo porządnie. Warto po nią sięgnąć, by poczuć klimat tamtych strasznych dni.
 
Płonące niebo
Pierre Clostermann

L&L
2005
222 strony w twardej oprawie

poniedziałek, 4 sierpnia 2025

Skrzydlata Polska ML7/2025. Innowacje, nowe podąża ścieżką starego?

Radar pogodowy na pokładzie samolotu, model „piasta i szprychy”, bezpłatne posiłki w klasie ekonomicznej, rozmowy telefoniczne z pokładu samolotu to tylko kilka z innowacyjnych rozwiązań, w których wprowadzaniu prym wiodły amerykańskie linie Delta. A wszystko zaczęło się przed stu laty od małego przedsiębiorstwa, prekursora komercyjnego opylania pól środkami chemicznymi, czyli współczesnego agrolotnictwa. I choć pierwszy lot pasażerski wykonano trzy lata później, wtedy też pojawiła się nazwa Delta, to właśnie powstanie firmy Huff, Daland & Company uznawane jest za początek wielkich linii lotniczych. Historia firmy, którą przedstawiono w lipcowym numerze Skrzydlatej Polski ML pokazuje, że odważne wizje, ciężka praca i łut szczęścia są podstawami w drodze do sukcesu. Nie można też zapominać o kliencie, jego potrzebach, możliwościach finansowych i oczekiwaniach. Zawsze trzeba iść krok w krok z konkurencją lub lepiej być krok przed, choć ta opcja obarczona jest większym ryzykiem. W przypadku Delty to ryzyko zostało dobrze skalkulowane, co przyczyniło się do rozwoju firmy oraz postępu w lotnictwie komunikacyjnym, postępu niemal w każdym jego obszarze.
I choć wydawać się może, że tego typu kolosy w połączeniu z koncernami produkującymi samoloty pasażerskie oraz portami lotniczymi zawładnęły całkowicie cywilnym rynkiem lotniczym, nic nie jest dane na stałe. Podobnie jak zwalczanie szkodników pól z powietrza stworzyło szansę dla twórców późniejszej Delty, tak dziś w wielu miejscach na świecie tworzą się małe firmy lub startupy, które w przyszłości mogą urosnąć i dołączyć do grona potentatów. Tylko, że dziś możliwości jest więcej, a i grono chętnych do podjęcia rękawicy i stworzenia rzeczy na pierwszy rzut oka niemożliwych jest coraz szersze. Globalizacja, sztuczna inteligencja czy technologie addytywne to tylko kilka z narzędzi, coraz powszechniej dostępnych, które mogą i zmieniają świat. Oby na lepsze. Przykład takiego innowacyjnego rozwiązania zarówno w sferze technicznej, jak i organizacyjnej w obszarze najnowszych technologii lotniczych przedstawia T. Hypki. I niech przy tej tematyce zostanie. Ze wszech miar jest ona bardziej wdzięczna i bezpieczniejsza niż tematy polityczne.

TOP 3

1. 100 lat Delta Air Lines. Sto lat historii jednej z wiodących amerykańskich linii lotniczych w sześciostronicowej pigułce. Zgrabnie napisany, niosący wiele ważnych i ciekawych informacji artykuł. Całość okraszona osiemnastoma aż zdjęciami maszyn używanych przez Deltę. Siłą rzeczy zdjęcia są małe, ilustracyjne.
2. Vipery nad Bałtykiem. Relacja z kolejnej, już sześćdziesiątej ósmej misji Baltic Air Policing nad Krajami Bałtyckimi. Tej wiosny dyżur pełniły samoloty F-16 należące do Rumunii i Polski, dwóch państw NATO bezpośrednio graniczących z objętą działaniami wojennymi Ukrainą. Kraje te łączy także to, że w ramach NATO są pierwszymi użytkownikami Viperów wśród byłych członków Układu Warszawskiego. U nas to już prawie dwadzieścia lat. Nic więc dziwnego, że wspólna misja była doskonałą przestrzenią do wymiany doświadczeń pomiędzy pilotami i pozostałym personelem obu armii. W artykule opisano podstawowe zadania realizowane podczas misji oraz zamieszczono fajne zdjęcia polskich i rumuńskich F-16 w locie, zarówno razem, jak i osobno.
3. Pierwszy lot Quarterhorse Mk I. W technice lotniczej, podobnie jak i w kosmicznej, dochodzi w ostatnim czasie do znacznego przyspieszenia opracowywania i wprowadzania nowych rozwiązań. Co ciekawe ich inicjatorami i wykonawcami nie są raczej wielkie koncerny z potężnym zapleczem naukowo-badawczym duszonym przez rozbudowaną strukturę, biurokrację i nastawienie na szybkie zaspokojenie interesu udziałowców. Prym wiodą tu amerykańskie startupy, w których na ogół młodzi inżynierowie i biznesmeni realizują swoje, zwykle odważne i ryzykowne wizje. Bez kompleksów wchodzą w obszary zarezerwowane wcześniej dla wielkiego kapitału lub organizacji państwowych.
Doskonałym przykładem zupełnie nowej filozofii rozwoju statku latającego jest projekt startupu Hermeus nazwany Quarterhorse. Jego celem jest zbudowanie statku powietrznego, który pobije rekord prędkości należący wciąż do SR-71. Oczywiście jest to cel marketingowy, a realnym jest opracowanie i przetestowanie technologii hipersonicznych. Plany, harmonogram i kosztorys budzą uznanie. Co z tego wyniknie zobaczymy. Póki co, w artykule opisano dotychczasową drogę firmy do oblotu prototypu modelu Mk 1 oraz plany dalszych prac.


Powiązane wpisy: 

Skrzydlata Polska ML 6/2025. Krytyczne spojrzenie na zachód

Skrzydlata Polska ML 5/2025. Władek nie wydurniaj się

Skrzydlata Polska ML 4/2025  Zdarzenie jak szóstka w Lotto
Skrzydlata Polska ML 3/2025. Elektryczna zadyszka
Skrzydlata Polska ML 2/2025. Skrzydlatej matematyczne problemy
Skrzydlata Polska ML 1/2025. Numer południowy
Skrzydlata Polska ML 12/2024. Roczek Fafika
Skrzydlata Polska ML 11/2024. Czekając na rewolucję
Skrzydlata Polska ML 10/2024. Lot na rynku
Skrzydlata Polska ML9/2024. Kawa nad K2
Skrzydlata Polska ML8/2024. Tani wypełniacz zamiast wspomnienia o ciekawym człowieku i jego osiągnięciach
Skrzydlata Polska ML7/2024. Odtwarzanie zDOLności
Skrzydlata Polska ML 6/2024. Obyś setki nie doczekał
Skrzydlata Polska ML 5/2024. Concorde, następne pokolenie?
Skrzydlata Polska ML 4/2024. Transportowe mrzonki
Skrzydlata Polska ML 3/2024.
Skrzydlata Polska ML 2/2024. Błędy duże, małe i malutkie
Skrzydlata Polska ML 1/2024. Jaki pierwszy numer, taki cały rok?
Skrzydlata Polska ML 12/2023. Samolot nie dla każdego
Skrzydlata Polska ML 11/2023 – pomysł na DOLa
Skrzydlata Polska ML 10/2023 – wodorowa nadzieja
Skrzydlata Polska ML 9/2023 – rozmyta przyszłość lotnictwa
Skrzydlata Polska ML 7/2023 – nam strzelać nie kazano
Skrzydlata Polska ML 6/2023 - wojsko w cywilu
Skrzydlata Polska ML 5/2023 – pożegnanie papugi
Skrzydlata Polska ML 4/2023 – politykierstwo ponad fakty, z lotnictwem w tle
Skrzydlata Polska ML 3/2023 – wojna odkryta
Skrzydlata Polska ML 2/2023 – pożegnania, pożegnania, pożegnania
Skrzydlata Polska 12/2022. Hypki na Papieża
Skrzydlata Polska 11/22 – od Raptora do „traktora”
Skrzydlata Polska 10/22 – Alicja w krainie prądu
Skrzydlata Polska 8/22 – Zamierające pokazy
Skrzydlata Polska 7/22 – pomiędzy rzeczywistością a fantazją
Skrzydlata Polska 6/22 – niskoemisyjna
Skrzydlata Polska 5/22 – helikopter z wyciągarką
Skrzydlata Polska 4/22 – wojna? Jaka wojna?
Skrzydlata Polska – magazyn sprzeczności


poniedziałek, 28 lipca 2025

Lotnictwo 6/2025. Putina z Zełenskim nieformalny sojusz

Od ponad trzech lat standardowo w każdym numerze Lotnictwa zamieszczany jest miesięczny raport z wojny powietrznej nad Ukrainą. Kolejne odcinki są do siebie coraz bardziej podobne, choć na przestrzeni miesięcy i lat zaobserwować można wyraźne zmiany i pewne tendencje. Co prawda o tej wojnie pisałem już kilkakrotnie, jednak jej znaczenie nie tylko dla rozwoju lotnictwa wojskowego, ale przede wszystkim dla przyszłości naszego państwa skłania do ponownego odniesienia się w szerszym aspekcie do aktualnej sytuacji.
Wraz z upływem miesięcy i lat wojna na Ukrainie spowszedniała, zarówno obywatelom, jak i mediom. Potężny wysiłek Ukraińców i wspierających ich państw zachodu skutecznie hamuje Rosjan przed całkowitym zajęciem „swoich” czterech republik. Wraz ze znużeniem, zmęczeniem lub wyczerpaniem sil, środków i cierpliwości uczestników konfliktu, tych bezpośrednich i pośrednich, coraz częściej pojawiają się pytania: jak długo jeszcze, czym to wszystko się skończy i komu zależy na przedłużaniu konfliktu. Odpowiedzi nie są proste i jednoznaczne, a prezentowany w nich kierunek zależy od miejsca zamieszkania, światopoglądu i poglądów politycznych, wreszcie od interesu pytanych. Coraz wyraźniej widać to, o czym pisałem już na początku konfliktu, że Ukraina, a wraz z nią wspierający Kijów Zachód, tej wojny wygrać nie może. Pokonanie Rosji nie leży w niczyim interesie, a tylko takie rozwiązanie mogłoby powstrzymać Moskwę od wyciągania rąk po „swoje” ziemie. Spełnienie żądań Kremla oznaczałoby z kolei: polityczną, ideologiczną i wizerunkową klęskę Zachodu, dokładniej Unii Europejskiej. Klasyczny węzeł gordyjski. Stany Zjednoczone już od dawna dostrzegają bezsens swojego udziału w konflikcie lub, jak kto woli, nie widzą wystarczających korzyści politycznych i ekonomicznych w dalszym zaangażowaniu. Jest to tym ważniejsze dla nich, że na przedłużeniu konfliktu najbardziej korzysta ich największy obecnie przeciwnik, czyli Chiny. Potężne środki przeznaczane na wsparcie Ukrainy drenują budżety państw NATO, nie tylko spowalniając rozwój gospodarczy, ale w dłuższej perspektywie wywołując niepokoje społeczne i zmiany układu sil politycznych w poszczególnych państwach. Potężne inwestycje w sektor zbrojeniowy i wyposażenie armii tylko sytuację pogorszą, gdyż stanowią one transfer środków budżetowych na konta gigantów przemysłowych, nie poprawiając, a raczej obniżając poziom życia przeciętnego Smitha, Mullera czy Kowalskiego. Co więcej, rosnące zadłużenie państw jeszcze bardziej obciąży ich budżety, negatywnie wpływając na poziom inwestycji publicznych i poziom życia obywateli a profity popłyną do międzynarodowych instytucji finansowych. W końcu pożyczanie państwom to niezły i do tego bardzo bezpieczny interes. Z drugiej strony innego wyjścia nie ma. Zbroić się trzeba, byle mądrze i efektywnie. Na pewno efektywności tej nie sprzyjają głosy wieszczące szybki atak Rosji na kraje NATO zaraz po kapitulacji Ukrainy. Głosami tymi Rosja ponagla, a przez to czyni bardziej panicznymi i mniej efektywnymi zbrojenia Zachodu. Sektor zbrojeniowy im nie zaprzeczy w chwili gdy liczy miliardowe zyski, bo i po co. Straszenie Moskwą najbardziej służy Kijowowi, gdyż z jednej strony zapewnia ciągłość wsparcia, a co za tym idzie przedłużenie konfliktu, co daje więcej kasy do „zagospodarowania” oraz ucisza skutecznie glosy dopominające się od Kijowa walki z korupcją i przestrzegania choćby minimum standardów demokratycznych. P
ołknięcie ukraińskiej żaby byłoby dla Rosji bardzo kosztowne. Nikt nie zadaje sobie, przynajmniej oficjalnie bo nie wypada, pytania jakie siły i środki będzie musiała poświęcić Rosja na okupację Ukrainy. Wbrew pozorom w Moskwie kalkulować potrafią i to znacznie lepiej niż w Brukseli, Paryżu czy Berlinie. Także zainstalowanie i wspieranie w Kijowie marionetkowego, prorosyjskiego rządu byłoby dla Kremla bardzo kosztowne, co bezpośrednio wpływa na zdolności do kontynuacji potencjalnego marszu na zachód. 
Niestety słabnący Zachód i pogrążająca się w problemach gospodarczych, społecznych i politycznych Rosja to dla Pekinu przysłowiowe dwie pieczenie na jednym ogniu. Im dłużej to będzie trwało, tym ta pieczeń będzie dla nich bardziej smakowitym kąskiem. No chyba, że ją „przypalą” i dalsze „pichcenie” już na skalę globalną przyprawione będzie grzybami, atomowymi grzybami. Oby nie, choć trudno dziś, w tak rozchwianym świecie taki scenariusz wykluczyć. Paradoksalnie w przedłużeniu wojny nie mniejszy niż Pekin interes ma „Kijów”. Celowo piszę w cudzysłowie mając na myśli polityczne i finansowe „elity” Ukrainy. Oni także mają świadomość, że Krym i cztery republiki, o które walczy Rosja są już dla nich stracone. Zresztą taką świadomość mieli od początku konfliktu. O co więc z ich strony toczy się gra? Prosto, o jak najlepszą pozycję polityczną i materialną w przyszłym państwie „postukraińskim”, które powstanie po "oddaniu spornych terenów" Rosji. Ostatnie działania „Kijowa” tylko potwierdzają, że przedłużający się konflikt służy konsolidacji władzy wokół obozu prezydenckiego. Brak demokratycznej kontroli działań władzy, trwająca wojna i mamienie społeczeństwa perspektywą wejścia do UE i NATO sprawiają, że tworzenie nowego-starego układu polityczno-oligarchijnego idzie w najlepsze. Jak do tego dodać brak kontroli nad zamówieniami dla wojska i organów władzy, to mamy wypisz, wymaluj układ sprzyjający tworzeniu się władzy autorytarnej. Układ sprzyjający temu w każdym kraju, co dopiero w przeżartej od swojego powstania korupcją, politycznym wyrachowaniem i pogardą dla społeczeństwa Ukrainie. 
Podsumowując, jeżeli nie dojdzie do konfliktu globalnego, to na wojnie najbardziej straci Europa, potem Rosja. Najwięcej zyskają Chiny oraz niemało „elity” w Kijowie.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nikt nie ma sil, środków, a przede wszystkim interesu i politycznej odwagi, aby to szaleństwo zakończyć.
A zwykli ludzie po obu stronach będą ginąć, cierpieć i wylewać lży, dostarczając przy okazji mnóstwa klikbajtów znudzonemu światu.
 
Top 3 numeru:
1. Operacja „Powstający Lew”- izraelski atak na Iran. Bardzo aktualny, jaszcze „gorący” materiał na temat wydarzeń z czerwca br., które już przeszły do historii jako wojna dwunastodniowa. Artykuł przedstawia kalendarium działań oraz najważniejsze wydarzenia kolejnych dni zilustrowane licznymi zdjęciami i ciekawymi grafikami..
2. Gripen w Czeskich Siłach Powietrznych. Aż trudno uwierzyć, że Gripeny z czeskimi znakami rozpoznawczymi na skrzydłach latają już ponad dwadzieścia lat. Historię tych zgrabnych samolotów w służbie naszych południowych sąsiadów na czternastu stronach opisuje duet Gołąbek-Wrona. Swoją narrację rozpoczynają gdzieś w okolicach rozpadu Czechosłowacji i podziału sił powietrznych i ich samolotów pomiędzy Czechy i Słowację. Dosyć dokładnie opisują sytuację sprzętową lotnictwa nowego państwa, zwłaszcza w okresie przejściowym, potężnego kryzysu finansów, ciągłych redukcji sprzętu oraz niedoborów w zaopatrzeniu i szkoleniu lotników. Skąd my to znamy. Dalej znajdziemy opis długiej, znaczonej dalszą służbą i katastrofami wysłużonych MiGów-21 drogi do decyzji politycznej o zakupie nowych maszyn. Następnie znalazł się opis procesu wyboru, który zaowocował pozyskaniem Gripenów. Szkolenie załóg i wdrażanie do służby nowych maszyn i w ogóle nowej filozofii użycia i użytkowania sprzętu lotniczego to kolejny element opisu. Pierwsza część artykułu kończy się na roku 2010.
3. MiG-25 -wersje rozpoznawcze i uderzeniowe, cz. II.
Tym razem Autor opisuje przebieg służby maszyn rozpoznawczych w lotnictwie ZSRR i Rosji oraz innych państw, których było aż dziesięć. Najwięcej miejsca poświęcono oczywiście lotnictwu radzieckiemu, w którym maszyny służyły najdłużej i w największej liczbie. Co ciekawe stacjonowały także na terenie Polski. Najatrakcyjniejszy elementem artykułu jest opis działań operacyjnych podczas konfliktu arabsko-izraelskiego, tego z początku lat siedemdziesiątych. Ze względu na unikatowe właściwości oraz wysokie osiągi także w innych państwach samoloty te wykonywały wiele mniej lub bardziej tajnych, ale niemal zawsze niebezpiecznych misji. Prym wiodły tu maszyny irackie, libijskie i syryjskie. Liczne fotografie i sylwetki boczne, także na ostatniej stronie okładki magazynu, dosłownie i w przenośni ubarwiają ten ciekawy materiał.


Powiązane wpisy:

Lotnictwo 5/2025. Świat stanął na głowie, okładka też
Lotnictwo 4/2025. Druga setka
Lotnictwo 3/2025. Sokoła do Poloneza podobieństwo
Lotnictwo 2/2025. Mitologia gamechangerów
Lotnictwo 1/2025. Cywilne ofiary odległej wojny
Lotnictwo 12/2024. Nowy rok rokiem (bez)nadziei
Lotnictwo 11/2024. Wojna i pokój Króla Wacława
Lotnictwo 10/2024. Zastaw się, a postaw się
Lotnictwo AI 9/2024. Polski przemysł lotniczo-kosmiczny – rozkwit czy agonia?
Lotnictwo 7, 8/2024. Brygada zrobiona na szaro
Lotnictwo 6/2024. Boeinga błędy nie tylko techniczne
Lotnictwo 5/2024. Groźnie incydenty, pomruki wojny
Lotnictwo 4/2024. Argentyna, nie Ukraina
Lotnictwo 3/2024. Cel – minimalizacja strat
Lotnictwo 2/2024. Staruszek Viper
Lotnictwo 1/2024. 2 + 2 nie chce dać 5!
Lotnictwo 12/2023. Po co nam FA-50?
Lotnictwo 11/2023. Coraz ciekawiej i staranniej
Lotnictwo 10/2023. Ukraińska jesień – zmęczenie, znużenie, zamrożenie
Lotnictwo 9/2023. Czy jakość pójdzie w ślad ilości?
Lotnictwo 7-8/2023. Długa wojna – świetny interes
Lotnictwo 6/2023. LanceRy na emeryturę
Lotnictwo 5/2023. Białe nosy - wspomnienia z młodości
Lotnictwo 4/2023. MiGi, efy i co jeszcze?
Lotnictwo 3/2023 – dominacja samolotów Made in CCCP
Lotnictwo 2/2023 – smukłoskrzydły terrorysta
Lotnictwo 1/2023 – partner czy może sojusznik?
Lotnictwo 12/2022 – ukraińska pętla beznadziei
Lotnictwo 11/2022 – Su-25 w trzech odsłonach
Lotnictwo 11/2024. Wojna i pokój Króla Wacława
Lotnictwo 10/2024. Zastaw się, a postaw się
Lotnictwo AI 9/2024. Polski przemysł lotniczo-kosmiczny – rozkwit czy agonia?
Lotnictwo 7, 8/2024. Brygada zrobiona na szaro
Lotnictwo 6/2024. Boeinga błędy nie tylko techniczne
Lotnictwo 5/2024. Groźnie incydenty, pomruki wojny
Lotnictwo 4/2024. Argentyna, nie Ukraina
Lotnictwo 3/2024. Cel – minimalizacja strat
Lotnictwo 2/2024. Staruszek Viper
Lotnictwo 1/2024. 2 + 2 nie chce dać 5!
Lotnictwo 12/2023. Po co nam FA-50?
Lotnictwo 11/2023. Coraz ciekawiej i staranniej
Lotnictwo 10/2023. Ukraińska jesień – zmęczenie, znużenie, zamrożenie
Lotnictwo 9/2023. Czy jakość pójdzie w ślad ilości?
Lotnictwo 7-8/2023. Długa wojna – świetny interes
Lotnictwo 6/2023. LanceRy na emeryturę
Lotnictwo 5/2023. Białe nosy - wspomnienia z młodości
Lotnictwo 4/2023. MiGi, efy i co jeszcze?
Lotnictwo 3/2023 – dominacja samolotów Made in CCCP
Lotnictwo 2/2023 – smukłoskrzydły terrorysta
Lotnictwo 1/2023 – partner czy może sojusznik?
Lotnictwo 12/2022 – ukraińska pętla beznadziei
Lotnictwo 11/2022 – Su-25 w trzech odsłonach
Lotnictwo 10/2022 – Czy w Radomiu będzie święto MiGa?
Lotnictwo 9/2022 – pilna potrzeba czy zakupomania?
Lotnictwo 7-8/2022 – wiatr ze wschodu, Dalekiego Wschodu
Lotnictwo 6/2022 – lato latających olbrzymów
Lotnictwo 5/2022 – modernizacja u Bratanków
Lotnictwo 4/2022 – wojna dzień po dniu
Lotnictwo 3/2022 – pocztówki z wojny
Lotnictwo 2/2022 – mosty, mosty, mosty
Lotnictwo AI 1/2022 – przyszłość nadejdzie szybciej niż nam się wydaje
Lotnictwo AI 12/2021 – rocznicowe dylematy
Lotnictwo 11/2021 – pierwszy wielki sukces Antonowa
Lotnictwo10/2021 – wiosenna wojenka 1939
Lotnictwo9/2021 – dzień dzisiejszy lotnictwa wojskowego RP
Lotnictwo6/2021 – Łukaszenka nie był pierwszy?
Lotnictwo5/2021 – szpiedzy 50+
Lotnictwo4/2021 – kwietniowa mozaika
Lotnictwo 3/2021 – magazyn gdybających dziennikarzy
Lotnictwo 2/2021 - dwie rosyjskie ikony (lotnictwa)
Lotnictwo 1/2021 - przyzwoity start
Lotnictwo 12/2020 - nowe stare samoloty
Lotnictwo 11/2020- nowe stare
Lotnictwo 10/2020 - numer delta
Lotnictwo 9/2020
Lotnictwo 8/2020 - znowu czarna owca w numerze
Lotnictwo 7/2020
Lotnictwo 6/2020 – pod znakiem latających olbrzymów