„Cień dawnej świetności”
zapożyczyłem z artykułu S. Majewskiego który pojawił się w ostatnim w tym roku
numerze Skrzydlatej. Materiał stanowi
nawiązanie do jubileuszowej konferencji „Od Poteza do Dromadera – 100 lat
polskiego agrolotnictwa”, która odbyła się w dniach 20-22 X br. w Muzeum
Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego w podpoznańskiej Szreniawie. Wraz z
konferencją odbył się VI Zjazd Agrolotników. Dwa dni obrad, przedzielone zjazdem,
obfitowały w ciekawe referaty i dyskusje. Pierwszy dzień poświęcony był w
całości historii polskiego agrolotnictwa. Drugi koncentrował się na dniu
dzisiejszym i przyszłości. Przyznam, że po konferencji pozostały mi mieszane
uczucia. Z jednej strony polski przemysł lotniczy wykorzystał dobrą koniunkturę
na agrolotnictwo w PGRach i kołchozach rozwijając masową produkcję Antków i Gawronów, co pozwoliło na opracowanie nowych samolotów agro. Tak
powstał Dromader będący głęboką
modernizacją amerykańskiego Trasha
oraz nasz oryginalny Kruk. Nie można
też zapomnieć o jedynym w swoim rodzaju Belfegorze,
który po dzień dzisiejszy budzi liczne kontrowersje i wydaje się być
niedoceniany, zwłaszcza w kontekście komfortu pracy pilota oraz jakości
zabiegów agro. Ekspansja na rynki zagraniczne, szczególnie północnoafrykańskie,
dostarczyła Polsce Ludowej cennych dewiz, za usługi, a z czasem też za
sprzedane samoloty. Dla pilotów i pracowników obsługi, oczywiście tylko tych, którym
władza ludowa pozwoliła na wyjazd, była to nie lada okazja do zarobienia
znaczących jak na owe czasy pieniędzy, w dodatku po części w tak cennych
wówczas dolarach. Poza ciężką i niebezpieczną pracą dostarczyła też wielu
przygód i możliwości poznania świata niedostępnego wówczas dla przeciętnego
Kowalskiego. Niestety czas obszedł się z branżą bezlitośnie. Upadek PGRów,
kryzys gospodarczy i powolna utrata intratnych kontraktów, a z czasem nowe
unijne regulacje doprowadziły do upadku. Gdyby nie ochrona lasów, agrolotnictwa
w Polsce już dawno by nie było. Podobny los dotknął zakłady produkujące udane Dromadery i Kruki. Gdyby nie przejęcie przez zachodnie koncerny, już dawno by ich nie było. W tym czasie świat poszedł do przodu, a my zostaliśmy tylko
ze wspomnieniami. Ciekawymi i barwnymi, ale tylko wspomnieniami. W niedalekiej
przyszłości, gdy resursy Dromaderów
dobiegną końca, a większość związanych a agrolotnictwem wspaniałych ludzi odleci
w następny wymiar, pozostaną nam tylko ich wspomnienia, zdjęcia i nieliczne
zachowane w muzeach lotnicze eksponaty. Fajnie, że są zapaleńcy, którzy nie
tylko tworzą kolekcje historyczne tak wspaniałe jak ta szreniawska, ale
podejmują też kroki, by przywrócić dawne maszyny niebu. Tu szczególnie cenne są
wysiłki pana Henryka Wickiego i jego zespołu, aby przywrócić polskiemu niebu
samolot PZL-106 Kruk. Co do
przyszłości agrolotnictwa w Polsce, to jak wynika z dyskusji w trakcie
konferencji, rysuje się ona raczej w barwach ciemnych, nawet bardzo ciemnych.
Otwartym pozostaje pytanie, czy jest to tylko polska przypadłość czy
ogólnoeuropejska norma. Po tym jakże interesującym spotkaniu pozostało jedynie zacytować klasyka:
Daremne żale — próżny trud,
Bezsilne złorzeczenia!
Przeżytych kształtów żaden cud
Nie wróci do istnienia.
Bezsilne złorzeczenia!
Przeżytych kształtów żaden cud
Nie wróci do istnienia.
TOP 3
1. Ostatni polski Seasprite. Wraz z wycofaniem ostatniego lotnego SH-2G Super Seasprite z biało-czerwonymi szachownicami, po dwudziestu trzech latach polskie lotnictwo pokładowe przeszło do historii. Przyszłość pokaże czy się kiedyś odrodzi. Póki co mamy artykuł podsumowujący nie tylko lata służby tych zgrabnych śmigłowców, ale także okoliczności ich pozyskania. Osiem stron tekstu wraz z fajnymi zdjęciami, który się tej maszynie i związanym z nią ludziom należy.








