poniedziałek, 25 sierpnia 2025

Zapach nieba czyli dyrdymały pana generała 2.0+

Na nabycie nowej książki J. Gotowały Zapach nieba zdecydowałem się mimo świeżego jeszcze wspomnienia porażki, jaką w mojej opinii była jego poprzednia książka Niebo nad głową. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że pierwsza część tego opasłego tomu jest dokładnym przedrukiem Nieba nad głową. Pomimo umiarkowanej ceny całości uważam, że tego rodzaju sprzedaż wiązana nie jest w porządku względem czytelnika. W końcu jeśli spodobało by mu się i/lub zainteresowało go nowe dzieło pana generała, to bez trudu można by sięgnąć do poprzedniego. Poza tym ani to ekonomiczne, ani ekologiczne. No i jeszcze bardziej przyziemna kwestia, tak grube tomisko, 760 stron, jest bardzo niewygodne w czytaniu. A mogły być dwa fajne tomy.
Ze zrozumianych względów pierwszą część opuściłem, choć w kilku miejscach sprawdziłem czy tekst dokładnie pokrywa się z pierwowzorem.
Na okres opisany w drugiej części książki przypada czas transformacji ustrojowej oraz budowy nowych struktur: państwa, armii, lotnictwa wojskowego. Autor, jako dowódca najwyższego szczebla w lotnictwie był aktywnym uczestnikiem tamtych, coraz bardziej odległych wydarzeń. Jego wspomnienia są więc źródłem informacji z pierwszej ręki. O ile w pierwszej części poświęcono więcej uwagi relacjom z kolegami pilotami, tak tu z oczywistych względów dominują relacje z przełożonymi ze sztabu generalnego i MONu, współpracownikami ze sztabów oraz z politykami. Ten ostatni wątek wydaje się być najciekawszym świadectwem tamtych dni. A że w tym okresie działo się wiele, jest o czym czytać. Kulisy organizacji Air Show w Poznaniu w roku 1991, działania związane z wprowadzeniem do służby Orlika i Irydy, czy organizacja dużych ćwiczeń połączonych często z „pokazówkami” dla polityków to tylko kilka z poruszanych tematów. Szczególnie zainteresował mnie dosyć obszerny opis ćwiczeń z roku 1992, w których „walczyli” ze sobą generałowie Macioła (dowódca 4. Korpusu Lotniczego) oraz Kazimierz Dziok (Dowódca 3. Korpusu Obrony Powietrznej). Pierwszy miał zneutralizować obronę przeciwlotniczą Poznania, drugi do tego nie dopuścić. Dość dokładny opis ćwiczenia pozwala zrozumieć, jak działały polskie lotnictwo i obrona powietrzna na przełomie systemów politycznych. Nie mniej miejsca poświęcono budowaniu pierwszych relacji z siłami powietrznymi państw zachodnich, także w obszarze tym mniej formalnym. Tu kilkakrotnie pojawia się kwestia zakupu nowego samolotu bojowego i opis „lobbingu” Autora na rzecz zakupu F-16.
Nie mniej ciekawym jest wspomnienie pierwszej, realizowanej w typowo polskim scenariuszu „na wariata”  akcji „serce” oraz kulisów tworzenia systemu transportu narządów do przeszczepu przez wojskowe statki powietrzne.
Awans zawodowy generała Gotowały miał też druga stronę. Praca sztabowa oznaczała coraz mniej latania, a jeśli już to miało ono bardziej ekspercki niż myśliwski charakter. Stąd też we wspomnieniach generała wiele miejsca zajmują loty zapoznawcze na różnych typach samolotów, od naszego Orlika, poprzez Mirage 2000Tornado, Vigena oraz F-15 i F-16, aż po Harriera. Opis lotu tym ostatnim, zwłaszcza w trakcie zawisu i pionowego lądowania pokazuje jak przyprawił on typowego myśliwca o nowe przeżycia, w tym silniejszy łomot serca i spoconą (czy tylko?) bieliznę.
Książkę kończy rozdział „Good Morning Alaska”, w którym opisany został udział polskich pilotów i ich F-16 w ćwiczeniach Red Flag na Alasce. To już czasy niemal współczesne, choć już czternaście lat minęło. Znane osoby, także osobiście, znane okoliczności i przebieg misji. Przy oratorskim zacięciu Gotowały, które tu ponownie objawiło się w całej krasie, opis nabiera bardziej barwnego, wręcz poetyckiego charakteru. Osobiście nie przekonuje mnie takie dające wiele do myślenia zakończenie wspomnień. Trochę zabrakło mi podsumowania tak wspaniałej lotniczej kariery, takiej osobistej refleksji ją podsumowującej. 
Drugą część wspomnień Jerzego Gotowały czytało mi się lepiej niż pierwszą. Tekst tu był mniej ubarwiony literackimi popisami Autora, co sprawiło, że te tam zawarte nie były tak nachalne i męczące. Także błędów było znacznie mniej. Nie jestem pewien, czy wyższa ocena drugiej części wynika z „uodpornienia się” na taką formę przekazu podczas lektury części pierwszej, czy rzeczywistej zmiany. Kto przeczyta całość Zapachu nieba wyrobi sobie własną opinię. Po książkę sięgnąć warto, a może nawet trzeba.

Zapach nieba
Jerzy Gotowaa

Bellona
2025
760 strony w miękkiej oprawie
W tekście zamieszczono czarno-białe zdjęcia
 
 
Powiązane wpisy:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz