niedziela, 8 marca 2026

Lepiej byłoby wcale

Niedawno ukazała się kolejna książka autorstwa generała Jerzego Gotowały Jutro albo wcale. Tym razem ten uznany i szanowany Autor podjął się zadania przybliżenia znaczenia dobrego planowania operacji militarnych, głównie lotniczych lub tych, w których lotnictwo odegrało istotną rolę. Na przykładzie dwudziestu dziewięciu epizodów pokazuje, jak ważne w tym procesie jest szeroko pojęte rozpoznanie, pozwalające uzyskać przewagę poprzez zaskoczenie przeciwnikach, często związane z zastosowanym podstępem. W książce opisano kampanie i bitwy z historii lotnictwa wojskowego, w których wspomniane wyżej czynniki odegrały bardzo ważną, jeśli nie decydującą rolę. Przegląd rozpoczyna ofensywa aliantów pod Cambrai jesienią 1917, w której pierwszy w historii atak czołgów skorelowano z akcją lotnictwa. Dalej znajdujemy epizody z II wojny światowej od Perl Harbor po Hiroszimę. Czasy powojenne zdominowały opisy operacji lotnictwa amerykańskiego i izraelskiego. Najnowszy opisany epizod dotyczy z kolei wojny na Ukrainie. Dobór opisanych zdarzeń jest oczywiście subiektywny, choć nie można mu odmówić logiki i starannego zaplanowania.
Jak zwykle J. Gotowała posługuje się bardzo bogatym i barwnym językiem, tak charakterystycznym dla lotniczego romantyka. Opisy przyrody, zachowania i wyglądu bohaterów zdarzeń oraz przebiegu operacji lotniczych są bardzo rozbudowane i plastyczne, w czym nie ustępują nawet Nad Niemnem Orzeszkowej. W swoim twórczym uniesieniu Pan General często zapędza się bardzo daleko, za daleko. Skutkiem tego liczne jego opisy są niespójne, a czasem wzajemnie sprzeczne. Co gorsza wiele razy zakłóca chronologię zdarzeń, czasem w sposób wręcz kompromitujący zasób wiedzy Autora. Podobnie wiele zastrzeżeń mogą budzić opisy sprzętu lotniczego, podawane parametry techniczne, terminologia czy stosowane oznaczenia. Wszystko to sprawia, że im dalej zagłębiałem się w lekturę czułem kolejno: ciekawość, zdziwienie, zakłopotanie, irytację, w końcu zażenowanie. Nie tego oczekiwałem od tej lektury. Wydawało mi się, ze sięgam po literaturę faktu, dotyczącą historii lotnictwa wojskowego, napisaną przez generała, było nie było wieloletniego wysokiego dowódcę lotnictwa polskiego, bardzo doświadczonego i wszechstronnie wykształconego oficera. Tymczasem otrzymałem coś co jest zlepkiem beletrystyki, literatury faktu oraz fantazji Autora w czystej postaci.
Za najbardziej kuriozalny w książce uważam podpis zdjęcia samolotu F-16 „Izraelski F-16B 5 czerwca 1967 r. …”, str. 198. Jakby tego było mało, do ataku w tym dniu wystartowały izraelskie samoloty Mirage F.1”, str. 201. Nie mniej intrygującą jest scena, w której przed atakiem na iracki reaktor w Osiraku (1981 r.) premier Izraela pyta sztabowców „czy na pewno nie będzie to kolejny Czarnobyl?” (1986 r.), str. 281. Pozostaje mieć nadzieję, że stwierdzenia te pójdą na konto ignorancji J. Gotowały i nie staną się pożywką dla różnej maści zwolenników teorii spiskowych. W końcu nie napisał tego nawiedzony licealista tylko generał będący świadkiem lub uczestnikiem wielu wydarzeń, spotkań, operacji. 
Ocena czasu zdarzeń kuleje w wielu miejscach.
Te najistotniejsze błędy przedstawię chronologicznie bez oceny ich kalibru i bez komentarza.
Pisząc o latach 1964-1975, stwierdza że „zaledwie dziesięć lat wcześniej Wietnamczycy ściśle współpracowali z Amerykanami przeciwko zbrodniczej Japonii”, str. 222. Podobnie pisanie o wojnie „ która już się tliła w Iraku”, w domyśle ta z USA, przy opisie Wietnamu w roku 1965 to niemała przesada, str. 248. Nie można pisząc o roku 1981 nazywać F-16 maszyną Lockheed Martina, str. 291. Lockheed przejął General Dynamics w 1993 r, a połączył się z Martinem Marietta w 1995 r. W roku 1967 samoloty C-130 Hercules, nawet w wersji A, nie mogły być „starsze niż większość członków ich załóg”, str. 259. Ekrany ciekłokrystaliczne pojawiły się w AH-64D w roku 1997. Nie było ich podczas Pustynnej Burzy, str. 359. Natomiast na wspomniane tam ekrany dotykowe trzeba było poczekać jeszcze kolejne ponad dwie dekady.
Także poprawność w zakresie znajomości techniki lotniczej i historii jej użycia budzi, delikatnie to ujmując, wiele zastrzeżeń. 
Japońska armada lecąca na Perl Harbor nie mogła lecieć z prędkością 400 km/h, gdyż była ona większa od prędkości maksymalnej biorących udział w nalocie samolotów Aichi D3A1 Val oraz Nakajima B5N2 Kate, o prędkości przelotowej nawet nie wspominając, str. 36. Avro Lancaster był raczej bombowcem ciężkim niż średnim, str. 142. Bomba Little Boy miała znacznie mniejszą moc niż podane na str. 143 dwadzieścia kiloton. Na str. 174, 182 i 184.  Autor myli samolot A-7 Corsair II z F-8 Crusader. Nazwanie samolotu KC-135 wysłużonym w roku 1967 to duża przesada. Ponadto to pasażerski Boeing 707 wyewoluował z tankowca KC-135, a nie odwrotnie, str. 233. Masa głowicy pocisków systemu SAM-6 Gainful jest ponad cztery razy mniejsza niż podana w tekście, str. 283. Smoloty E-2 Hawkeye nigdy nie używały radaru APA-71, gdyż taki nie istniał, str. 327. W operacji odbicia amerykańskich zakładników z ambasady w Teheranie w 1980 roku nie mogły brać udziału samoloty F-18 Hornet, gdyż nie były jeszcze w służbie, str. 273. Pilot Izraelski w wojnie sześciodniowej nie mógł latać na F-86 Sabre, str. 285. W samolocie F-15 podwozie nie chowa się do gondoli skrzydłowych, tylko wnęk w kadłubie, str. 288. Izrael nie posiadał samolotów RC-135, a jego elektroniczna wersja Boeinga 707 użyta podczas walk nad doliną Bekaa to Barbor, str. 305. W trakcie pracy radaru samolot E-2 Hawkeye nie może krążyć nisko, bo to mijałoby się z celem jego działania, str. 305. Trudno byłoby poderwać śmigłowiec „wciskając do oporu dźwignię skoku”, str. 359. Na str. 376  Gotowała nie zauważa różnicy pomiędzy uderzeniowymi Jaguarami a myśliwskimi Mirage F-1C. Samoloty FB-111 to Aardvark, nie Raven, str. 381. Libijskie bombowce Tu-22 noszą NATOwskie oznaczenie kodowe Blinder, nie Backfire, str 378. Nie było samolotu RF-117, str. 392. Pokrycie B-2A nie jest barwy czarnej, str. 396. W kabinie B-2 jest drążek sterowy, a nie wolant, str. 399. Nie wiem czym są „przechłodzone niestabilnym helem bojowe głowice”, str. 410. Predator posiada głowicę elektrooptyczną jako integralny element maszyny, a nie przenosi jej w zasobniku, str. 420.
Geografia też nie jest najmocniejszą stroną Pana Generała. 
Lecąc z bazy w stanie Missouri nad Adriatyk, piloci samolotu B-2 Spirit widzieli na ekranach znacznik samolotu ”na tle mapy Pacyfiku z zarysem zachodniego wybrzeża Afryki i Hiszpanii”, str. 402. Przy granicy z Iranem znajduje się wschodni Irak, nie jak podano zachodni, str. 159. Egipt nie leży nad Oceanem Indyjskim, str. 275. Nie wiem skąd przy ataku znad Adriatyku na Belgrad pojawia się wybrzeże Słowenii, jako trasa pocisków samosterujących, skoro samolot nadlatywał od strony Sycylii, str. 407.
W swym oratorskim transie Autor popełnia jeszcze wiele innych błędów. Gdyby choć kilka z nich znalazło się w jednej książce, drastycznie obniżałyby jej ocenę. Bledną one jednak w porównaniu z tym co przytoczyłem powyżej.
Na str. 28 admirał Yamamoto jest „wysoki, dobrze zbudowany”, podczas gdy cztery strony dalej „był mężczyzną średniego wzrostu”. Japońska jednostka ri równa się 2120, a nie 2000 mil, str. 37. "Unoszone prądami powietrznymi spływały w dół", str. 55. Jeżeli podano oznaczenie MS 406 to konsekwentnie powinno być MB 152, str. 67, chociaż stronę dalej mamy „Curtissy MB 152”. Według p. Generała w przypadku samolotów Ił-2 „ich wydawałoby się silna stalowa powierzchnia nie wytrzymuje trafień …”, str. 74. Podczas nalotu na niemieckie zapory piloci bombowców „z radością rejestrowali, jak w okolicznych miasteczkach gasną uliczne światła”, str. 109, a światła samochodów odbijały się w wodzie. Czyżby Niemcy w roku 1943, w Zagłębiu Ruhry nie stosowali zaciemnienia? W Japonii w marcu 1943 r. „produkcja samolotów bojowych po raz pierwszy przekroczyła 100 szt.”, str. 115. Nie jest prawdą, że sukces próbnego wybuchu ładunku nuklearnego w Nowym Meksyku na trzy tygodnie przed zrzuceniem bomby na Hiroszimę „umożliwił skonstruowanie pierwszej bomby” atomowej, str. 136. Ciekawe jest, w jaki sposób „księżyc górnymi wieżyczkami strzeleckimi zaglądał do wnętrza fortecy, jeżeli jest mowa o B-29, str. 146. Jest mało prawdopodobne, aby na początku sierpnia drzewa wiśni w Japonii „świeciły już gołymi konarami drzew”, str. 150. Jednym z celów dla amerykańskiej bomby atomowej była Kokura, nie Kodura, str. 152. „Pomyślnie wykonać z dobrym rezultatem”, str. 173. Wietnamskie lotnisko to raz „Watty”, str. 178, innym razem to „Wittay”, str. 185. „Okazało się, że jedna celna rakieta była cenniejsza od dziesiątek chybionych", str. 221. Wątpliwe by pilot F-15 Caesar Rodriguez z USAF podlegał „przez długi czas szkoleniu w Top Gun”, str. 161. Most Ham Rong w Wietnamie oparty był na kamiennych podporach, str. 209 lub potężnych betonowych podporach, str. 212. Dzikie łasice to nie były samoloty „rozpoznania radioelektronicznego i zakłócania”, str. 219. Pilot Olds ma 20 lat służby na str. 230, podczas gdy na str. 229 od 25 lat był pilotem myśliwskim. „Złe, niewłaściwe relacje między dowódcami i politykami” podczas wojny w Wietnamie trudno zaliczyć do „elementów podstępu” operacji Bolo, str. 242. Boeingi 747 linii Air France nie miały srebrno-błękitnego malowania, str. 272. Z pokładu okrętu startował samolot bezzałogowy, nie jego makieta, str. 304. Nazwanie okresu 20-25 milionów lat „z górą tysiącem lat” to co najmniej nieścisłość, str. 309. Gruszki w popiele się zasypia, nie zasypuje, str. 314. Amerykańscy żołnierze służący w Niemczech nie byli opaleni przez „północnoeuropejskie” słońce, str. 319. Na str. 328 Autor nie może się zdecydować czy w operacji El Dorado Canyon brały udział samoloty F-111 w wersji B, czy F. W dodatku na zdjęciu na kolejnej stronie widać samoloty EF-111, a nie jak podpisano F-111A. Dużą przesadą jest stwierdzenie, że ładunek bojowy przenoszony w komorze bombowej F-117 „mógł znieść z powierzchni ziemi niewielkie miasto”, str. 336. Osiem śmigłowców to cztery AH-64 i dwa MH-53, str. 350. Na etapie powstania B-2A wypełniacz typu plaster miodu trudno nazwać „niespotykanym kształtem”, str. 398. Tankowanie samolotu w powietrzu trwa osiem minut, a kończy się po czterech, str. 404. W większości przypadków typy samolotów podane są, nie wiedzieć czemu, w cudzysłowie. Nie ma w tym jednak konsekwencji.
Zasmucającym jest fakt, że promocja tej książki odbyła się Lotniczej Akademii Wojskowej w Dęblinie. Lepiej aby nasi przyszli piloci wojskowi kształcili się i wychowywali na książkach: Meissnera, Skalskiego, Urbanowicza i wielu, wielu innych niż na bajkopisarstwie Gotowały. 
Nie takich wzorców im trzeba. 
Więcej z tego szkody niż pożytku.

 

Jutro albo wcale
Gotowała Jerzy
Bellona
Warszawa2025
446 stron w miękkiej oprawie
nieliczne zdjęcia biało-czarne, kilka wykresów w załączniku

 

Powiązane wpisy:

Zapach nieba czyli dyrdymały pana generała 2.0+
Niebo nad głową czyli dyrdymały Pana Generała
Gwiazdy nad Afganistanem
 

 

 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz