Nieco w cieniu drugiej
generacji samolotów bojowych o napędzie odrzutowym pojawiły się samoloty
szkolno-treningowe o takim samym napędzie. Wymuszone przez coraz większe
dysproporcje pomiędzy nowoczesnymi odrzutowcami, a szkolnymi maszynami o
napędzie śmigłowym powstawały głównie w państwach o dobrze rozwiniętym
przemyśle lotniczym i stosownych możliwościach finansowych. Specyficzne
wymagania, w tym nie tak wyśrubowane osiągi jak w przypadku maszyn bojowych
zaowocowały kilkoma ciekawymi konstrukcjami, różniącymi się głównie układem
aerodynamicznym i liczbą silników. Wśród maszyn jednosilnikowych poczesne
miejsce zajmują: amerykański T-33, czechosłowacki Aero L-29, włoski Aermacchi
MB.326, czy brytyjski Folland Gnat. Nie możemy też zapomnieć o rodzimej TS-11. Wśród
maszyn dwusilnikowych pojawiły się: amerykańska Cessna T-37 z układem foteli
obok siebie, hiszpański Hispano HA-200 czy francuski Fouga CM.107.
Charakterystyczną cechą tego ostatniego było usterzenie motylkowe, zwane także
usterzeniem Rudlickiego. Drugą charakterystyczną cechą skrzydlatego magistra
jest płat o dużym wydłużeniu, co upodabnia go bardziej do szybowca niż
odrzutowca bojowego. Samolot odniósł spory sukces. Pomimo zbudowania niespełna
tysiąca maszyn służyły one, jako nowe bądź nabyte z drugiej ręki, w ponad
dwudziestu państwach. Budowane były zaś nie tylko we Francji, ale też w
Niemczech, Finlandii i Izraelu. Przez wiele lat rozsławiały lotnictwo
wojskowe Francji latając w zespole Patrouille
de France. Dziś ten zgrabny i ciekawy samolot możemy oglądać głównie w
muzeach, choć są też egzemplarze lotne, które można podziwiać na licznych
pokazach, a także zakupić lot na tego typu maszynie.
W tym miejscu nasuwają się
analogie z naszą Iskrą. Oba samoloty
skonstruowano w podobnym celu, w oparciu o podobne wymagania. Obie konstrukcje
na wiele lat zdominowały szkolenie lotnicze, choć Magister w bardziej międzynarodowym zakresie. Podobnie miały długie
epizody latania w narodowych wojskowych zespołach akrobacyjnych. Tak samo są
licznie reprezentowanymi eksponatami w wielu muzeach i na licznych pomnikach
lotniczych. Do dzisiaj zachowało się trochę lotnych egzemplarzy tych maszyn cieszących
oko sympatyków lotnictwa na licznych pokazach i piknikach. Zwłaszcza ta ostatnia
analogia powinna nas bardzo cieszyć, gdyż pokazuje, że w kwestii podejścia do
zabytków lotniczych coraz bliżej nam do wiodących w tym obszarze państw
zachodnich.
TOP 3
1. Magiczny lot CM.170. Sześć stron fotorelacji z lotu Autora artykułu samolotem
szkolno-treningowym Fouga CM.170 Magister.
Zaletą artykułu jest jego kompletność. Rozpoczyna się od zwięzłego opisu
historii konstrukcji, jej służby oraz wersji pochodnych. Dalej znajdziemy
krótki opis firmy Crazy Magic Flight,
której maszyna (F-GPCJ) była bohaterem sesji fotograficznej. Opisany dalej lot Autor
artykułu odbył w drugim Magistrze F-AZZP.
W dalszej części materiału znajdziemy dosyć szczegółowy opis przygotowania do
lotu oraz jego samego. Autor wielokrotnie podaje wartości parametrów lotu oraz
dzieli się swoimi wrażeniami i obserwacjami dotyczącymi właściwości lotnych
maszyny. Nie za dużo i nie za mało, w sam raz. Gdyby nie pomylenie kabiny
tylnej z przednią w podpisie zdjęcia na str. 54 oraz pominięcie trójkolorowych
skrzydeł w opisie malowania płatowca, artykuł byłby bardzo dobry. Tak jest tylko
dobry i bardzo ciekawy.
Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości pojawi się podobny materiał o naszych Iskrach?
2. Lotniskowy Rollercoaster w Berlinie. Niedawno miałem okazję pierwszy raz korzystać z nowego
berlińskiego lotniska Berlin Brandenburg
Airport i doświadczyć pierwszych wrażeń. Terminal choć niby funkcjonalny,
to zwyczajnie po niemiecku jest nijaki. Dobrze koresponduje z tym opisana w artykule
P. Geise historia powstania tego obiektu. Przeciągająca się niczym brazylijska
telenowela budowa, prowadzona według od początku nietrafnie zdefiniowanego i pełnego
błędów projektu, okazała się głęboką skazą na wizerunku niemieckiego porządku i
solidności. Autor pisze o licznych błędach, których efektem był gigantyczny
wzrost kosztów i skandaliczne wręcz opóźnienia. Szkoda, że tylko mimochodem wspomina o korupcji, jako jednym z
problemów procesu inwestycyjnego. Artykuł ten powinien być lekturą obowiązkową
wszystkich osób związanych z powstaniem naszego CPK, o przepraszam Portu Polska.
3. Dla kolegów Wacek. Pożegnalny tekst Marka Idziora prezentujący sylwetkę
niedawno zmarłego Wacława Hołysia. Jego zasługi w dokumentowaniu powojennej
historii polskich skrzydeł są bezdyskusyjne. Odpoczywaj w pokoju.
Muszę zauważyć, że pod
względem opracowania redakcyjnego numer lutowy posiada kilka niedoróbek. Oprócz
wspomnianego wyżej pomylenia kabin i pominięcia barwy skrzydeł CM.170, błędnie podano
także barwy rozbitego w Czechach, wracającego z pokazów w Lesznie, Trojana (OE-ESA), jako
oliwkowo-czerwone, str. 36. Niestaranność redakcyjna skutkuje też potworkami językowymi w stylu „inauguracyjny lot z Krakowa Budapesztu”, str. 13, „wystąpienia dotyczące
rozporządzeniu”, str. 8. Do tego należy dodać kilka literówek.
Być może jest to efekt przesilenia
zimowego.
Oby.
Powiązane wpisy:


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz