czwartek, 18 czerwca 2020

Pomimo że wszystko już było, „Wszystko już było” czyta się miło


Przyznam, że osoba Józefa Zielezińskiego nie była mi znana do czasu, kiedy na popularnym portalu nabyłem książkę „Wszystko już było”. Do zakupu skłonił mnie jej lotniczy charakter wsparty pozytywna opinią, kogo już nie pamiętam. Zawarte w książce wspomnienia dotyczą przede wszystkim lotnictwa w Łodzi okresu wczesnych lat powojennych, gdy odradzało się tam lotnictwo sportowe oraz działały Lotnicze Warsztaty Doświadczalne, w których swoje pierwsze powojenne samoloty projektował słynny polski konstruktor Tadeusz Sołtyk. Z racji swojej pracy w nadzorze lotniczym Autor był, można powiedzieć na co dzień obecny w tym warsztacie. Często był świadkiem oblotów nowych samolotów lub pilotem zbudowanych tam maszyn, w szczególności Szpaków i Żaków. Książka pokazuje wiele zdarzeń mających miejsce w LWD z innej perspektywy niż prezentowali to Tadeusz Sołtyk i Antoni Szymański w swoich wspomnieniach. Józef Zieleziński brał też czynny udział w odbudowie Aeroklubu Łódzkiego z wojennych zniszczeń. Te pionierskie lata gdy sprzęt był jeszcze dość prymitywny, nierzadko naprawiany bardziej na słowo honoru niż według biuletynów, latanie wolne było od większości ograniczeń formalnoprawnych, a loty często w mniej lub bardziej zamierzony sposób kończyły się gdzieś w polu. Romantyzm latania w prawie czystej postaci. Przez strony książki przewija się wiele mniej lub bardziej znanych postaci powojennego lotnictwa, a wśród nich: Ryszard Leja, Tadeusz Sołtyk,  Antoni Szymański, Andrzej Abłamowicz, Rudolf Weigl, Adam Ziętek, Tadeusz Góra i wielu, wielu innych. Poczesne miejsce we wspomnieniach zajmują też samoloty, które przewijają się przez niemal wszystkie liczne rozdziały książki. A są to samoloty bardzo ciekawe jak choćby, LWDowskie Szpaki i Żaki, Pippery Cub, Kukuryźniki, Zliny Trenery i Akrobaty oraz historyczne RWD-13 i PWS-26, które po wojnie przez jakiś czas były u nas użytkowane i na których Autor  miał przyjemność odbyć loty. Dużo ciekawych, bardzo ciekawych i często bliżej nieznanych zdarzeń, związanych z nimi ludzi i skrzydlatych maszyn. Każdemu z nich poświęcone jest jedno, krótkie opowiadanie. Jak krótkie? Ano tak, że na 330 stronach znalazła się ich ponad setka, czyli krótko, zwięźle i na temat. Wszystko opisane ładnym, przystępnym językiem z licznymi wstawkami łaciny, nie tej podwórkowej lecz tej szlachetnej, klasycznej. Wiele można się dowiedzieć i nauczyć, a także zrozumieć pewne zdarzenia i mechanizmy panujące w powojennym lotnictwie.
Dla zachęty kilka przykładów opisanych zdarzeń: zestrzelenie amerykańskiego B-17 przez radzieckich przeciwlotników w Łodzi; powojenne pokazy w Częstochowie, na których rozbito dwa samoloty; awaryjne lądowanie w polu PWS-26 spowodowane brakiem paliwa, a przy okazji rozbicie lecącego „z pomocą” Cuba; podobne lądowanie na RWD-13, zupełnie przypadkowo przy wiejskiej imprezie; historia, bardzo krótka, samolotu Kania.
Wystarczy, aby skusić się na lekturę? Moim zdaniem tak. Nie będziecie żałowali ani poświęconego czasu, ani wydanych pieniędzy.

Zieleziński Józef
Wszystko już było
Przegląd Lotniczy / Aviation Revue
Warszawa 2003
330 stron, w miękkiej oprawie.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz