wtorek, 31 marca 2026

Amerykański orzeł F-15, samolot dla bogatych

Samolot F-15 Eagle na dekady zajął miejsce myśliwca dominacji powietrznej, a później także najbardziej wydajnego samolotu wielozadaniowego US Air Force. Chociaż konstrukcja ma już ponad pięćdziesiąt lat, a jej koncepcja wywodzi się z doświadczeń wojny w Wietnamie, najnowsze wersje samolotu pozostają w produkcji nie tylko dla klientów eksportowych, ale także USAF. Ze względu na swoje osiągi, możliwości bojowe oraz potężną masę uzbrojenia i wyposażenia, które można podczepiać na licznych pylonach niczym bombki na bożonarodzeniowej choince, samolot F-15 ciągle należy do światowej czołówki maszyn bojowych. Nadal sprzedaje się bardzo dobrze. Z drugiej strony, rozmiary i zaawansowanie maszyny generują ogromne koszty, nabycia, eksploatacji, szkolenia, modernizacji, a także nabycia i serwisu uzbrojenia niezbędnego do efektywnego wykorzystania tej wielozadaniowej platformy. W związku z tym grono nabywców ograniczone jest do kraju producenta i jego najbliższych sojuszników (Izrael, Japonia Korea płd.) lub nieco dalszych, dysponujących odpowiednio grubym portfelem, zwykle petrodolarów (Arabia Saudyjska, Katar, Singapur). Paradoksalnie F-15EX mają poważne szanse na przeżycie w służbie swojego następcy F-22 Raptor. Od pewnego czasu prowadzone są intensywne zabiegi w kierunku skłonienia Polski do zakupu dwóch eskadr tych maszyn.
Nie jest chyba przypadkiem, że dwa tomiki serii Technika Wojskowa XXI wieku poświęcono tej konstrukcji. Patrząc na poprzednie pozycje serii wybór wydaje się oczywisty. Także objętość dwóch tomików, w obliczu długiej historii i praktyczne dwóch generacji maszyn ma sens, tym bardziej, że rosyjski odpowiednik, Su-27 zajął aż cztery tomiki. Jak powoli przyzwyczaja nas ta jeszcze młoda seria, duży nacisk kładziony jest na genezę samolotu z dobrze objaśnionymi założeniami taktyczno-technicznymi. Wiele miejsca poświęcono też wyposażeniu i uzbrojeniu maszyny i jego rozwojowi. Jest to o tyle istotne, że zmiany jakie zaszły przez pół wieku w konstrukcji płatowca i silników nie są zbyt poważne, a na pewno nie rewolucyjne. Odmiennie sprawa się ma z awioniką i uzbrojeniem, które z tym pierwotnym nie mają zbyt wiele wspólnego. No może poza działkiem. W obu tomikach znalazło się dużo ciekawych, przyzwoitej jakości zdjęć dość dobrze korespondujących z tekstem. Są też tabele, rysunki w kilku rzutach oraz kolorowe sylwetki sześciu maszyn w każdym tomiku. Jakość materiału na poziomie klasycznym dla duetu Fiszer-Gruszczyński. Przemyślany tekst i przystępny język. Nie znajduję jednak uzasadnienia dla użycia czasu przeszłego w opisie samolotu F-15E, tym bardziej, że starsze wersje w t. 19 opisane są w czasie teraźniejszym. W tekście jest też kilka błędów redakcyjnych oraz kilka poważniejszych: „Kadłubowy główny zbiornik kadłuba”, t. 19, str. 46. Pogrubiona owiewka anten systemu ostrzegania znajduje się nie na szczycie prawego statecznika pionowego lecz lewego, t. 19, str. 48. Na str. 69 (t. 19) pomylono F-15D z F-16D. Nie jest prawdą, że AN-ALE-45 zabiera po sześćdziesiąt flar i dipoli, str. 71. W rozwinięciu akronimu AMRAM brakuje słowa „Medium”, t. 22, str. 20.
Mimo wszystko na etapie korekty można było się bardziej przyłożyć.
Fajnie, że pojawiła się seria prezentująca najnowsze systemy uzbrojenia, w tym samoloty. Wiele innych serii nastawionych jest na opis przeszłości, a ta zaznajamia czytelnika z tym co jest na uzbrojeniu tu i teraz, a przeszłością będzie dopiero za jakiś czas.

Samolot Myśliwski McDonnell-Douglas/Boeing F-15E StrikeEagle
Samolot wielozadaniowy McDonnell-Douglas/Boeing F-15A/B/C/D Eagle
Technika wojskowa XXI wieku t. 19 i 22
Fiszer Michał, Gruszczyński Jerzy
Agencja wydawnicza CB
2025/26
80 stron w miękkiej oprawie
Liczne zdjęcia, rzuty oraz barwne sylwetki boczne

Powiązane wpisy:

Su-35. Najmłodszy z rodziny i raczej ostatni
Rodzina Su-27. Legenda w dwóch tomikach







 



czwartek, 19 marca 2026

Lotnictwo AI 2/2026. Wzloty i upadki w walce Airbusa z Boeingiem

Postępująca po II wojnie światowej konsolidacja amerykańskiego przemysłu lotniczego wymusiła podobne działania w ciągle osłabionym po wojnie, rozdrobnionym i podzielonym przemyśle państw europejskich. I choć powstanie w roku 1970 konsorcjum Airbus budziło wiele kontrowersji, to sukces jaki przyszedł po wielu latach ciężkiej pracy potwierdził słuszność podjętych wcześniej decyzji. Już na etapie rewolucyjnego w owym czasie projektu samolotu A300, koncern ten ugruntował swoją pozycję na rynku, wzmacniając ją wraz z wprowadzaniem kolejnych, nie mniej nowoczesnych i innowacyjnych konstrukcji. W zmieniającym się świecie przełomu wieków, gdy królowała konsolidacja i globalizacja, na światowym polu bitwy pozostało jedynie dwóch potężnych producentów dużych samolotów pasażerskich. Wobec różnych, często dramatycznych, zwrotów akcji wieloletnie współzawodnictwo stanowi przykład emocjonującej walki dwóch gigantów. Jest ono też ważnym stymulatorem dynamicznego rozwoju lotnictwa komunikacyjnego.
Jednakże pomimo stale rosnącego popytu na samoloty pasażerskie produkcja obu światowych potentatów, Airbusa i Boeinga rośnie znacznie wolniej niż życzyłby sobie tego rynek. Raczkujący w tym obszarze przemysł chiński jeszcze przez dekady nie sprosta nawet popytowi wewnętrznemu. Skazani jesteśmy więc na długotrwały pojedynek gigantów. Uzyskana dzięki trafnej prognozie rynku, owocującej powstaniem Dreamlinera, przewaga Boeinga wobec nietrafionego programu A380, osłabiona została problemami z usunięciem chorób wieku dziecięcego tego pierwszego. Opóźniona o kilka lad decyzja o uruchomieniu programu A350 ponownie dawała fory koncernowi z Chicago. Niestety dla amerykanów, pogoń za wynikami i sukcesami marketingowymi postawiła je ponad realia inżynierie, co w lotnictwie jest samobójstwem, niestety rozszerzonym o niewinne ofiary. Wynik - finansowa i wizerunkowa katastrofa programu B737 MAX, problemy z jakością bieżącej produkcji Dreamlinerów oraz wieloletnie opóźnienia drugiej generacji B777. W konsekwencji od roku 2019 to Airbus przoduje w liczbie produkowanych samolotów pasażerskich. Nie zmieniły tego kryzysy związane z COVIDem i wojną na Ukrainie. Poduszkę łagodzącą upadek Boeinga stanowi duopol panujący na rynku, który wielu przewoźników postawił przed alternatywą, kupujemy w miarę szybko dostępne Boeingi, albo ustawiamy się w kolejce po Airbusy. Gdyby na rynku było więcej producentów dużych samolotów pasażerskich, sytuacja wyglądałaby zapewne zupełnie inaczej. Mam jednak to co mamy. Aktualnie Boeing powoli dogania Airbusa. Bardzo ciekawe, jak to współzawodnictwo potoczy się w najbliższych latach. Na horyzoncie mamy kolejny globalny kryzys związany z atakiem USA i Izraela na Iran. Wysoce prawdopodobnym jest, że jego przedłużenie się pogrąży branżę ciężko dźwigającą się z kryzysu COVIDowego. Drożejące paliwo, spowolnienie gospodarcze (oby tylko) czy krótsze lub dłuższe zamieranie hubów w państwach Zatoki Perskiej z pewnością przetasują rankingi linii lotniczych. Drogie paliwo, bankrutujące linie i zalew rynku w miarę nowymi samolotami z drugiej ręki postawią poważne wyzwania przed całą branżą, także przed Airbusem i Boeingiem.
Oby było tylko ciekawie, a nie strasznie.  

TOP 3

1. Polskie lotnictwo wojskowe 1945-2025. W czwartej części materiału Autorzy przedstawiają przegląd samolotów myśliwskich używanych w polskim wojsku, od frontowych Jaków-1 po latające komputery F-35 Husarz. Krótkie, rzeczowe wprowadzenie, zawiera m.in. umowny, choć zupełnie uzasadniony, podział polskich myśliwców na pięć generacji. Dalej znajdujemy chronologiczny opis kolejnych konstrukcji: czasu wprowadzenia, liczby pozyskanych maszyn, użytkujących je jednostek oraz czasu zakończenia służby. Pomimo tek obszernego zakresu danych, mieszczący się na ośmiu stronach materiał nie męczy nadmierną ilością statystyki. Jak dla mnie materiał uszyty na miarę przeciętnego czytelnika, który chce zapoznać się z tematem.
2. Airbus vs Boeing. Rywalizacja produkcyjna w 2025 r. Kolejna odsłona wieloletniej już rywalizacji globalnych potentatów w produkcji samolotów pasażerskich. Dużo danych statycznych, które byłyby bardziej czytelne, gdyby przedstawić je w formie wykresów. Może wówczas niektóre z nich nie byłyb powtarzane dwu lub trzykrotnie.
3. Ćwiczenia „Garuda VIII” Indyjsko-francuskie szkolenie lotnicze. Dobrze napisany i zilustrowany, obszerny (osiem stron) materiał o kolejnej edycji indyjsko-francuskich ćwiczeń lotniczych, które tym razem odbyły się we Francji. Tego typu ćwiczenia, a także relacje z nich, pokazują zmieniającą się geometrię polityczną współczesnego świata. Pokazują też nabywanie i rozszerzanie przez Indie możliwości globalnej projekcji siły oraz działań sojuszniczych. Nie mniej ważne jest dostrzeganie zmian na współczesnym polu walki i dostosowanie do nich scenariuszy ćwiczeń, tym bardziej gdy biorą w nich udział siły powietrzne posiadające doświadczenie bojowe nabyte w zupełnie odmiennych warunkach i okolicznościach.


Powiązane wpisy:

Lotnictwo AI 1/2026. Czas na czas

Lotnictwo AI 12/2025. Nie wszyscy chcą być Youtoberami?
Lotnictwo AI 11/2025. Żywa legenda
Lotnictwo AI 10/2025. Zastanawiające milczenie
Lotnictwo AI 9/2025. Straszenie MiGiem
Lotnictwo AI 8/2025. Bomby dla Nobla
Lotnictwo AI 7/2025. Powolny zmierzch latających dysków
Lotnictwo AI 6/2025. Srebrny jubileusz najszlachetniejszych ze szlachetnych
Lotnictwo AI 5/2025. Antek wiecznie żywy5-antek-wiecznie-zywy.html
Lotnictwo AI 4/2025. Samolot „prezydencki”
Lotnictwo AI 3/2025. Samoloty pasażerskie – dynamiczna stagnacja
Lotnictwo AI 2/2025. Magia pierwszego razu
Lotnictwo AI 1/2025. Samba, kawa i Millenium
Lotnictwo AI 12/2024. Tuba propagandowa pełna marketingowego bełkotu
Lotnictwo AI 1/2025. Samba, kawa i Millenium
Lotnictwo AI 11/2024. Polska śmigłowcami stoi
Lotnictwo AI 10/2024. Staruszek Hercules, początki
Lotnictwo AI 9/2024. Polski przemysł lotniczo-kosmiczny – rozkwit czy agonia?
Lotnictwo AI 8/2024. Ciekawie, solidnie, atrakcyjnie?
Lotnictwo AI 7/2024. Niszowiec z kraju klonowego liścia
Lotnictwo AI 6/2024. Szerokokadłubowy Embraer
Lotnictwo AI 5/2024. Rok F-16 w Europie wschodniej
Lotnictwo AI 4/2024. Lotnicze dylematy Wuja Sama
Lotnictwo AI 3/2024. Stare i nowe Herculesy Trójkąta Weimarskiego
Lotnictwo AI 2/2024. Samoloty (roz)bojowe?
Lotnictwo AI 1/2024. Konkurencja i lobbing wśród magazynów lotniczych
Lotnictwo AI 12/2023. Historia coraz bardziej odległa, przyszłość coraz bardziej niepewna
Lotnictwo AI 11/2023. Podniebna artyleria
Lotnictwo AI 9/2023 – żółta kartka za bylejakość
Lotnictwo AI 8/2023 – odmitologizowanie Concordskiego
Lotnictwo AI 7/2023 – różne wymiary polityki odstraszania
Lotnictwo AI 7/2023 – różne wymiary polityki odstraszania
Lotnictwo AI 5,6/2023 – granice kryptoreklamy
Lotnictwo AI 4/2023 – PZL-130 Orlik – po co nam to było?
Lotnictwo AI 3/2023 – bylejakość Boeinga tuczy Airbusa
Lotnictwo AI 1/2023 – modernizacja po amerykańsku
Lotnictwo AI 12/2022 – numer wiele objaśniający
Lotnictwo AI 11/2022 – przekleństwo Jaskółki
Lotnictwo AI 10/2022 – szklane kule Airbusa i Boeinga
Lotnictwo AI 9/2022 – śmigłowce na fali wznoszącej
Lotnictwo AI 8/2022 – śmigłowiec, którego nie ma
Lotnictwo AI 7/2022 – spalone marzenie
Lotnictwo AI 6/2022 – drony po polsku
Lotnictwo AI 5/2022. Zbrojne niebo nad nami
Lotnictwo AI 4/2022. Aligator – historia upadku
Lotnictwo AI 3/2022 – powietrzni zwiadowcy duzi i mali
Lotnictwo AI 2/2022 – numer ostatni przedwojenny 
Lotnictwo AI 2/2023 – ładowniczy ze śmigiełkiem na czubku
Lotnictwo AI 9/2022 – śmigłowce na fali wznoszącej

 


niedziela, 8 marca 2026

Lepiej byłoby wcale

Niedawno ukazała się kolejna książka autorstwa generała Jerzego Gotowały Jutro albo wcale. Tym razem ten uznany i szanowany Autor podjął się zadania przybliżenia znaczenia dobrego planowania operacji militarnych, głównie lotniczych lub tych, w których lotnictwo odegrało istotną rolę. Na przykładzie dwudziestu dziewięciu epizodów pokazuje, jak ważne w tym procesie jest szeroko pojęte rozpoznanie, pozwalające uzyskać przewagę poprzez zaskoczenie przeciwnikach, często związane z zastosowanym podstępem. W książce opisano kampanie i bitwy z historii lotnictwa wojskowego, w których wspomniane wyżej czynniki odegrały bardzo ważną, jeśli nie decydującą rolę. Przegląd rozpoczyna ofensywa aliantów pod Cambrai jesienią 1917, w której pierwszy w historii atak czołgów skorelowano z akcją lotnictwa. Dalej znajdujemy epizody z II wojny światowej od Perl Harbor po Hiroszimę. Czasy powojenne zdominowały opisy operacji lotnictwa amerykańskiego i izraelskiego. Najnowszy opisany epizod dotyczy z kolei wojny na Ukrainie. Dobór opisanych zdarzeń jest oczywiście subiektywny, choć nie można mu odmówić logiki i starannego zaplanowania.
Jak zwykle J. Gotowała posługuje się bardzo bogatym i barwnym językiem, tak charakterystycznym dla lotniczego romantyka. Opisy przyrody, zachowania i wyglądu bohaterów zdarzeń oraz przebiegu operacji lotniczych są bardzo rozbudowane i plastyczne, w czym nie ustępują nawet Nad Niemnem Orzeszkowej. W swoim twórczym uniesieniu Pan General często zapędza się bardzo daleko, za daleko. Skutkiem tego liczne jego opisy są niespójne, a czasem wzajemnie sprzeczne. Co gorsza wiele razy zakłóca chronologię zdarzeń, czasem w sposób wręcz kompromitujący zasób wiedzy Autora. Podobnie wiele zastrzeżeń mogą budzić opisy sprzętu lotniczego, podawane parametry techniczne, terminologia czy stosowane oznaczenia. Wszystko to sprawia, że im dalej zagłębiałem się w lekturę czułem kolejno: ciekawość, zdziwienie, zakłopotanie, irytację, w końcu zażenowanie. Nie tego oczekiwałem od tej lektury. Wydawało mi się, ze sięgam po literaturę faktu, dotyczącą historii lotnictwa wojskowego, napisaną przez generała, było nie było wieloletniego wysokiego dowódcę lotnictwa polskiego, bardzo doświadczonego i wszechstronnie wykształconego oficera. Tymczasem otrzymałem coś co jest zlepkiem beletrystyki, literatury faktu oraz fantazji Autora w czystej postaci.
Za najbardziej kuriozalny w książce uważam podpis zdjęcia samolotu F-16 „Izraelski F-16B 5 czerwca 1967 r. …”, str. 198. Jakby tego było mało, do ataku w tym dniu wystartowały izraelskie samoloty Mirage F.1”, str. 201. Nie mniej intrygującą jest scena, w której przed atakiem na iracki reaktor w Osiraku (1981 r.) premier Izraela pyta sztabowców „czy na pewno nie będzie to kolejny Czarnobyl?” (1986 r.), str. 281. Pozostaje mieć nadzieję, że stwierdzenia te pójdą na konto ignorancji J. Gotowały i nie staną się pożywką dla różnej maści zwolenników teorii spiskowych. W końcu nie napisał tego nawiedzony licealista tylko generał będący świadkiem lub uczestnikiem wielu wydarzeń, spotkań, operacji. 
Ocena czasu zdarzeń kuleje w wielu miejscach.
Te najistotniejsze błędy przedstawię chronologicznie bez oceny ich kalibru i bez komentarza.
Pisząc o latach 1964-1975, stwierdza że „zaledwie dziesięć lat wcześniej Wietnamczycy ściśle współpracowali z Amerykanami przeciwko zbrodniczej Japonii”, str. 222. Podobnie pisanie o wojnie „ która już się tliła w Iraku”, w domyśle ta z USA, przy opisie Wietnamu w roku 1965 to niemała przesada, str. 248. Nie można pisząc o roku 1981 nazywać F-16 maszyną Lockheed Martina, str. 291. Lockheed przejął General Dynamics w 1993 r, a połączył się z Martinem Marietta w 1995 r. W roku 1967 samoloty C-130 Hercules, nawet w wersji A, nie mogły być „starsze niż większość członków ich załóg”, str. 259. Ekrany ciekłokrystaliczne pojawiły się w AH-64D w roku 1997. Nie było ich podczas Pustynnej Burzy, str. 359. Natomiast na wspomniane tam ekrany dotykowe trzeba było poczekać jeszcze kolejne ponad dwie dekady.
Także poprawność w zakresie znajomości techniki lotniczej i historii jej użycia budzi, delikatnie to ujmując, wiele zastrzeżeń. 
Japońska armada lecąca na Perl Harbor nie mogła lecieć z prędkością 400 km/h, gdyż była ona większa od prędkości maksymalnej biorących udział w nalocie samolotów Aichi D3A1 Val oraz Nakajima B5N2 Kate, o prędkości przelotowej nawet nie wspominając, str. 36. Avro Lancaster był raczej bombowcem ciężkim niż średnim, str. 142. Bomba Little Boy miała znacznie mniejszą moc niż podane na str. 143 dwadzieścia kiloton. Na str. 174, 182 i 184.  Autor myli samolot A-7 Corsair II z F-8 Crusader. Nazwanie samolotu KC-135 wysłużonym w roku 1967 to duża przesada. Ponadto to pasażerski Boeing 707 wyewoluował z tankowca KC-135, a nie odwrotnie, str. 233. Masa głowicy pocisków systemu SAM-6 Gainful jest ponad cztery razy mniejsza niż podana w tekście, str. 283. Smoloty E-2 Hawkeye nigdy nie używały radaru APA-71, gdyż taki nie istniał, str. 327. W operacji odbicia amerykańskich zakładników z ambasady w Teheranie w 1980 roku nie mogły brać udziału samoloty F-18 Hornet, gdyż nie były jeszcze w służbie, str. 273. Pilot Izraelski w wojnie sześciodniowej nie mógł latać na F-86 Sabre, str. 285. W samolocie F-15 podwozie nie chowa się do gondoli skrzydłowych, tylko wnęk w kadłubie, str. 288. Izrael nie posiadał samolotów RC-135, a jego elektroniczna wersja Boeinga 707 użyta podczas walk nad doliną Bekaa to Barbor, str. 305. W trakcie pracy radaru samolot E-2 Hawkeye nie może krążyć nisko, bo to mijałoby się z celem jego działania, str. 305. Trudno byłoby poderwać śmigłowiec „wciskając do oporu dźwignię skoku”, str. 359. Na str. 376  Gotowała nie zauważa różnicy pomiędzy uderzeniowymi Jaguarami a myśliwskimi Mirage F-1C. Samoloty FB-111 to Aardvark, nie Raven, str. 381. Libijskie bombowce Tu-22 noszą NATOwskie oznaczenie kodowe Blinder, nie Backfire, str 378. Nie było samolotu RF-117, str. 392. Pokrycie B-2A nie jest barwy czarnej, str. 396. W kabinie B-2 jest drążek sterowy, a nie wolant, str. 399. Nie wiem czym są „przechłodzone niestabilnym helem bojowe głowice”, str. 410. Predator posiada głowicę elektrooptyczną jako integralny element maszyny, a nie przenosi jej w zasobniku, str. 420.
Geografia też nie jest najmocniejszą stroną Pana Generała. 
Lecąc z bazy w stanie Missouri nad Adriatyk, piloci samolotu B-2 Spirit widzieli na ekranach znacznik samolotu ”na tle mapy Pacyfiku z zarysem zachodniego wybrzeża Afryki i Hiszpanii”, str. 402. Przy granicy z Iranem znajduje się wschodni Irak, nie jak podano zachodni, str. 159. Egipt nie leży nad Oceanem Indyjskim, str. 275. Nie wiem skąd przy ataku znad Adriatyku na Belgrad pojawia się wybrzeże Słowenii, jako trasa pocisków samosterujących, skoro samolot nadlatywał od strony Sycylii, str. 407.
W swym oratorskim transie Autor popełnia jeszcze wiele innych błędów. Gdyby choć kilka z nich znalazło się w jednej książce, drastycznie obniżałyby jej ocenę. Bledną one jednak w porównaniu z tym co przytoczyłem powyżej.
Na str. 28 admirał Yamamoto jest „wysoki, dobrze zbudowany”, podczas gdy cztery strony dalej „był mężczyzną średniego wzrostu”. Japońska jednostka ri równa się 2120, a nie 2000 mil, str. 37. "Unoszone prądami powietrznymi spływały w dół", str. 55. Jeżeli podano oznaczenie MS 406 to konsekwentnie powinno być MB 152, str. 67, chociaż stronę dalej mamy „Curtissy MB 152”. Według p. Generała w przypadku samolotów Ił-2 „ich wydawałoby się silna stalowa powierzchnia nie wytrzymuje trafień …”, str. 74. Podczas nalotu na niemieckie zapory piloci bombowców „z radością rejestrowali, jak w okolicznych miasteczkach gasną uliczne światła”, str. 109, a światła samochodów odbijały się w wodzie. Czyżby Niemcy w roku 1943, w Zagłębiu Ruhry nie stosowali zaciemnienia? W Japonii w marcu 1943 r. „produkcja samolotów bojowych po raz pierwszy przekroczyła 100 szt.”, str. 115. Nie jest prawdą, że sukces próbnego wybuchu ładunku nuklearnego w Nowym Meksyku na trzy tygodnie przed zrzuceniem bomby na Hiroszimę „umożliwił skonstruowanie pierwszej bomby” atomowej, str. 136. Ciekawe jest, w jaki sposób „księżyc górnymi wieżyczkami strzeleckimi zaglądał do wnętrza fortecy, jeżeli jest mowa o B-29, str. 146. Jest mało prawdopodobne, aby na początku sierpnia drzewa wiśni w Japonii „świeciły już gołymi konarami drzew”, str. 150. Jednym z celów dla amerykańskiej bomby atomowej była Kokura, nie Kodura, str. 152. „Pomyślnie wykonać z dobrym rezultatem”, str. 173. Wietnamskie lotnisko to raz „Watty”, str. 178, innym razem to „Wittay”, str. 185. „Okazało się, że jedna celna rakieta była cenniejsza od dziesiątek chybionych", str. 221. Wątpliwe by pilot F-15 Caesar Rodriguez z USAF podlegał „przez długi czas szkoleniu w Top Gun”, str. 161. Most Ham Rong w Wietnamie oparty był na kamiennych podporach, str. 209 lub potężnych betonowych podporach, str. 212. Dzikie łasice to nie były samoloty „rozpoznania radioelektronicznego i zakłócania”, str. 219. Pilot Olds ma 20 lat służby na str. 230, podczas gdy na str. 229 od 25 lat był pilotem myśliwskim. „Złe, niewłaściwe relacje między dowódcami i politykami” podczas wojny w Wietnamie trudno zaliczyć do „elementów podstępu” operacji Bolo, str. 242. Boeingi 747 linii Air France nie miały srebrno-błękitnego malowania, str. 272. Z pokładu okrętu startował samolot bezzałogowy, nie jego makieta, str. 304. Nazwanie okresu 20-25 milionów lat „z górą tysiącem lat” to co najmniej nieścisłość, str. 309. Gruszki w popiele się zasypia, nie zasypuje, str. 314. Amerykańscy żołnierze służący w Niemczech nie byli opaleni przez „północnoeuropejskie” słońce, str. 319. Na str. 328 Autor nie może się zdecydować czy w operacji El Dorado Canyon brały udział samoloty F-111 w wersji B, czy F. W dodatku na zdjęciu na kolejnej stronie widać samoloty EF-111, a nie jak podpisano F-111A. Dużą przesadą jest stwierdzenie, że ładunek bojowy przenoszony w komorze bombowej F-117 „mógł znieść z powierzchni ziemi niewielkie miasto”, str. 336. Osiem śmigłowców to cztery AH-64 i dwa MH-53, str. 350. Na etapie powstania B-2A wypełniacz typu plaster miodu trudno nazwać „niespotykanym kształtem”, str. 398. Tankowanie samolotu w powietrzu trwa osiem minut, a kończy się po czterech, str. 404. W większości przypadków typy samolotów podane są, nie wiedzieć czemu, w cudzysłowie. Nie ma w tym jednak konsekwencji.
Zasmucającym jest fakt, że promocja tej książki odbyła się Lotniczej Akademii Wojskowej w Dęblinie. Lepiej aby nasi przyszli piloci wojskowi kształcili się i wychowywali na książkach: Meissnera, Skalskiego, Urbanowicza i wielu, wielu innych niż na bajkopisarstwie Gotowały. 
Nie takich wzorców im trzeba. 
Więcej z tego szkody niż pożytku.

 

Jutro albo wcale
Gotowała Jerzy
Bellona
Warszawa2025
446 stron w miękkiej oprawie
nieliczne zdjęcia biało-czarne, kilka wykresów w załączniku

 

Powiązane wpisy:

Zapach nieba czyli dyrdymały pana generała 2.0+
Niebo nad głową czyli dyrdymały Pana Generała
Gwiazdy nad Afganistanem
 

 

 



niedziela, 1 marca 2026

Skrzydlata Polska ML2/2026. Trójkolorowa Fuga

Nieco w cieniu drugiej generacji samolotów bojowych o napędzie odrzutowym pojawiły się samoloty szkolno-treningowe o takim samym napędzie. Wymuszone przez coraz większe dysproporcje pomiędzy nowoczesnymi odrzutowcami, a szkolnymi maszynami o napędzie śmigłowym powstawały głównie w państwach o dobrze rozwiniętym przemyśle lotniczym i stosownych możliwościach finansowych. Specyficzne wymagania, w tym nie tak wyśrubowane osiągi jak w przypadku maszyn bojowych zaowocowały kilkoma ciekawymi konstrukcjami, różniącymi się głównie układem aerodynamicznym i liczbą silników. Wśród maszyn jednosilnikowych poczesne miejsce zajmują: amerykański T-33, czechosłowacki Aero L-29, włoski Aermacchi MB.326, czy brytyjski Folland Gnat. Nie możemy też zapomnieć o rodzimej TS-11. Wśród maszyn dwusilnikowych pojawiły się: amerykańska Cessna T-37 z układem foteli obok siebie, hiszpański Hispano HA-200 czy francuski Fouga CM.107. Charakterystyczną cechą tego ostatniego było usterzenie motylkowe, zwane także usterzeniem Rudlickiego. Drugą charakterystyczną cechą skrzydlatego magistra jest płat o dużym wydłużeniu, co upodabnia go bardziej do szybowca niż odrzutowca bojowego. Samolot odniósł spory sukces. Pomimo zbudowania niespełna tysiąca maszyn służyły one, jako nowe bądź nabyte z drugiej ręki, w ponad dwudziestu państwach. Budowane były zaś nie tylko we Francji, ale też w Niemczech, Finlandii i Izraelu. Przez wiele lat rozsławiały lotnictwo wojskowe Francji latając w zespole Patrouille de France. Dziś ten zgrabny i ciekawy samolot możemy oglądać głównie w muzeach, choć są też egzemplarze lotne, które można podziwiać na licznych pokazach, a także zakupić lot na tego typu maszynie.
W tym miejscu nasuwają się analogie z naszą Iskrą. Oba samoloty skonstruowano w podobnym celu, w oparciu o podobne wymagania. Obie konstrukcje na wiele lat zdominowały szkolenie lotnicze, choć Magister w bardziej międzynarodowym zakresie. Podobnie miały długie epizody latania w narodowych wojskowych zespołach akrobacyjnych. Tak samo są licznie reprezentowanymi eksponatami w wielu muzeach i na licznych pomnikach lotniczych. Do dzisiaj zachowało się trochę lotnych egzemplarzy tych maszyn cieszących oko sympatyków lotnictwa na licznych pokazach i piknikach. Zwłaszcza ta ostatnia analogia powinna nas bardzo cieszyć, gdyż pokazuje, że w kwestii podejścia do zabytków lotniczych coraz bliżej nam do wiodących w tym obszarze państw zachodnich.

TOP 3
1. Magiczny lot CM.170. Sześć stron fotorelacji z lotu Autora artykułu samolotem szkolno-treningowym Fouga CM.170 Magister. Zaletą artykułu jest jego kompletność. Rozpoczyna się od zwięzłego opisu historii konstrukcji, jej służby oraz wersji pochodnych. Dalej znajdziemy krótki opis firmy Crazy Magic Flight, której maszyna (F-GPCJ) była bohaterem sesji fotograficznej. Opisany dalej lot Autor artykułu odbył w drugim Magistrze F-AZZP. W dalszej części materiału znajdziemy dosyć szczegółowy opis przygotowania do lotu oraz jego samego. Autor wielokrotnie podaje wartości parametrów lotu oraz dzieli się swoimi wrażeniami i obserwacjami dotyczącymi właściwości lotnych maszyny. Nie za dużo i nie za mało, w sam raz. Gdyby nie pomylenie kabiny tylnej z przednią w podpisie zdjęcia na str. 54 oraz pominięcie trójkolorowych skrzydeł w opisie malowania płatowca, artykuł byłby bardzo dobry. Tak jest tylko dobry i bardzo ciekawy.
Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości pojawi się podobny materiał o naszych Iskrach?
2. Lotniskowy Rollercoaster w Berlinie. Niedawno miałem okazję pierwszy raz korzystać z nowego berlińskiego lotniska Berlin Brandenburg Airport i doświadczyć pierwszych wrażeń. Terminal choć niby funkcjonalny, to zwyczajnie po niemiecku jest nijaki. Dobrze koresponduje z tym opisana w artykule P. Geise historia powstania tego obiektu. Przeciągająca się niczym brazylijska telenowela budowa, prowadzona według od początku nietrafnie zdefiniowanego i pełnego błędów projektu, okazała się głęboką skazą na wizerunku niemieckiego porządku i solidności. Autor pisze o licznych błędach, których efektem był gigantyczny wzrost kosztów i skandaliczne wręcz opóźnienia. Szkoda, że tylko mimochodem wspomina o korupcji, jako jednym z problemów procesu inwestycyjnego. Artykuł ten powinien być lekturą obowiązkową wszystkich osób związanych z powstaniem naszego CPK, o przepraszam Portu Polska.
3. Dla kolegów Wacek. Pożegnalny tekst Marka Idziora prezentujący sylwetkę niedawno zmarłego Wacława Hołysia. Jego zasługi w dokumentowaniu powojennej historii polskich skrzydeł są bezdyskusyjne. Odpoczywaj w pokoju. 

Muszę zauważyć, że pod względem opracowania redakcyjnego numer lutowy posiada kilka niedoróbek. Oprócz wspomnianego wyżej pomylenia kabin i pominięcia barwy skrzydeł CM.170, błędnie podano także barwy rozbitego w Czechach, wracającego z pokazów w Lesznie, Trojana (OE-ESA), jako oliwkowo-czerwone, str. 36. Niestaranność redakcyjna skutkuje też potworkami językowymi w stylu „inauguracyjny lot z Krakowa Budapesztu”, str. 13, „wystąpienia dotyczące rozporządzeniu”, str. 8. Do tego należy dodać kilka literówek. 
Być może jest to efekt przesilenia zimowego. 
Oby.

Powiązane wpisy:

Skrzydlata Polska ML 1/2026. Skrzydlaci zabójcy

Skrzydlata Polska ML 12/2025. Agrolotnictwo – cień dawnej świetności

Skrzydlata Polska ML 11/2025. Koniec epoki

Skrzydlata Polska ML 10/2025. Już dopiero
Skrzydlata Polska ML 9/2025. Krew i łzy
Skrzydlata Polska ML8/2025. Pierogarnia
Skrzydlata Polska ML7/2025. Innowacje, nowe podąża ścieżką starego?
Skrzydlata Polska ML 6/2025. Krytyczne spojrzenie na zachód
Skrzydlata Polska ML 5/2025. Władek nie wydurniaj się
Skrzydlata Polska ML 4/2025  Zdarzenie jak szóstka w Lotto
Skrzydlata Polska ML 3/2025. Elektryczna zadyszka
Skrzydlata Polska ML 2/2025. Skrzydlatej matematyczne problemy
Skrzydlata Polska ML 1/2025. Numer południowy
Skrzydlata Polska ML 12/2024. Roczek Fafika
Skrzydlata Polska ML 11/2024. Czekając na rewolucję
Skrzydlata Polska ML 10/2024. Lot na rynku
Skrzydlata Polska ML9/2024. Kawa nad K2
Skrzydlata Polska ML8/2024. Tani wypełniacz zamiast wspomnienia o ciekawym człowieku i jego osiągnięciach
Skrzydlata Polska ML7/2024. Odtwarzanie zDOLności
Skrzydlata Polska ML 6/2024. Obyś setki nie doczekał
Skrzydlata Polska ML 5/2024. Concorde, następne pokolenie?
Skrzydlata Polska ML 4/2024. Transportowe mrzonki
Skrzydlata Polska ML 3/2024.
Skrzydlata Polska ML 2/2024. Błędy duże, małe i malutkie
Skrzydlata Polska ML 1/2024. Jaki pierwszy numer, taki cały rok?
Skrzydlata Polska ML 12/2023. Samolot nie dla każdego
Skrzydlata Polska ML 11/2023 – pomysł na DOLa
Skrzydlata Polska ML 10/2023 – wodorowa nadzieja
Skrzydlata Polska ML 9/2023 – rozmyta przyszłość lotnictwa
Skrzydlata Polska ML 7/2023 – nam strzelać nie kazano
Skrzydlata Polska ML 6/2023 - wojsko w cywilu
Skrzydlata Polska ML 5/2023 – pożegnanie papugi
Skrzydlata Polska ML 4/2023 – politykierstwo ponad fakty, z lotnictwem w tle
Skrzydlata Polska ML 3/2023 – wojna odkryta
Skrzydlata Polska ML 2/2023 – pożegnania, pożegnania, pożegnania
Skrzydlata Polska 12/2022. Hypki na Papieża
Skrzydlata Polska 11/22 – od Raptora do „traktora”
Skrzydlata Polska 10/22 – Alicja w krainie prądu
Skrzydlata Polska 8/22 – Zamierające pokazy
Skrzydlata Polska 7/22 – pomiędzy rzeczywistością a fantazją
Skrzydlata Polska 6/22 – niskoemisyjna
Skrzydlata Polska 5/22 – helikopter z wyciągarką
Skrzydlata Polska 4/22 – wojna? Jaka wojna?
Skrzydlata Polska – magazyn sprzeczności